-
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
Pomimo że spoczywał mu na kolanach od paru minut, Lian dopiero teraz zorientował się nagle, że jest dotykany. Nie drgnął w jakiś dramatyczny, łatwo dostrzegalny sposób, nie wzdrygnął się - jedynie mięśnie ramion spięły mu się na krótką chwilę zanim ponownie rozluźnił się i znów zaczął rozmiękać pod wpływem leniwych muśnięć ciepłych koniuszków palców. Problemem musiała być zatem świadomość pozbawiona horyzontu, gdy coś zaskakiwało go przez własną nieuwagę i z początku w pozbawionym kontekstu odruchu gubił się w sytuacji, a nie dotyk per se.
一 Naprawdę? A założymy się, że jesteś jedyną osobą w tym pokoju, która jest w stanie rozwiązać równanie z dwiema niewiadomymi? Pozwól mi proszę zachować twarz i nie zmuszaj mnie bym ci to udowadniał, wiemy o co chodzi. 一 Coś gniotło go od dłuższego czasu w policzek, więc sięgnął palcami by sprawdzić na czym dokładnie leżał, poza tym, że na kolanach Moore'a. Okazało się, że jedna ze wstążek zawieruszyła się gdy bezrefleksyjnie obrał sobie uda Daniela za poduszkę i jej karbowany fragment zrobił mu odbitkę na skórze w okolicach skroni. 一 Jakim balem?
Wzmianka o przygotowaniach do imprezy pewnie zupełnie by go nie obeszła gdyby nie to, że dotyczyła bezpośrednio Moore'a, a Lian chciał być na bieżąco ze wszystkim za czym był w stanie nadążyć. Gdyby jego edukacja wyglądała tak jak u większości absolwentów - którym cudem został korespondencyjnie - pewnie wiedziałby, że chodziło o studniówkę, a tak błogo nieświadomy żył sobie w niewiedzy jak pod kamieniem i dziwił się, że tyle osób mogło ekscytować się jakąś potańcówką.
一 Wystrój sali? To jakaś impreza tematyczna? 一 Lian przetoczył się niecierpliwie na plecy by móc spojrzeć Danielowi w twarz, powiedzieć, że po pierwsze - nie powinien tak lekkomyślnie ograniczać się w kontaktach z rówieśnikami, a po drugie - nawet jeżeli, to mógłby przynajmniej wyjaśnić w czym rzecz, zamiast skazywać człowieka na domysły. Wierzchem uniesionej dłoni odgarnął mieniące się fioletem i błękitami serpentyny wstążek i odsłonił sobie widok na fragment naprawdę ładnego policzka i lekko zadartego nosa.
一 Jest jakiś konkretny powód dla którego z góry założyłeś, że nie pójdziesz? Spróbuj mi tylko wyskoczyć z rozprawką, ostrzegam cię 一 chrypnął cierpko, tak, jakby ganił go właśnie za jakąś głupotę, a nie błahostkę dotyczącą jakiejś sztywnej imprezy. Jego akurat ten wczesnomłodzieńczy promiskuityzm ominął szerokim łukiem, miał zatem prawo czepiać się, kiedy Daniel lekką ręką wyzbywał się okazji do nowych doświadczeń.
Nie przypuszczał, że na stole ważyły się właśnie losy Imprezy pisanej przez wielkie „I“ a nie drętwej prywatki nad herbatnikami pod okiem nauczycieli.
一 Mogę cię nawet podwieźć i odebrać, możemy też zgarnąć po drodze twoich znajomych 一 zaoferował pomocnie, przy okazji próbując wybadać teren i określić pozycję Moore'a na szkolnej drabince społecznej. Dotąd imiona takie jak Charlotte krążyły w opowieściach bez odpowiednika z krwi i kości, któremu Lian mógłby dopisać ludzkie cechy charakteru i wyrobić sobie opinię.
Daniel Moore
-
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Studniówką - odparł zaskoczony poziomem zainteresowania kwestią, o której sam planował zaledwie napomknąć. Jeszcze parę lat wcześniej myśl o wystawnej imprezie kończącej szkołę średnią napawała go podobną radością co resztę rocznika. Opierając się na wyobrażeniu wykreowanym przez filmy, tworzył obraz swojego perfekcyjnego wieczoru, plany strojów, zdjęć i pustej przestrzeni, w jaką wpasowałby się jego potencjalny partner. Im był starszy, tym bardziej zdawał sobie sprawę z faktu, że nie był główną bohaterką serii książek dla młodzieży, nie wierzył dłużej w szansę na poznanie kogoś chętnego by porwać go na parkiet, a by przekonać samego siebie, że już mu na tym nie zależało, wolał uznawać pojawienie się na sali z innym chłopakiem za zbędne ryzyko. I tak nie miał w szkole najłatwiej, nie było sensu pogarszać sprawy, zwłaszcza gdy jego wymarzona randka była wyłącznie teoretyczna. Z czasem uznał imprezę za szansę na pobawienie się w towarzystwie znajomych, a gdy w ostatnich tygodniach każde z nich zaczęło znajdować sobie parę, Daniel przestał widzieć dla siebie miejsce wśród balonów i mis z ponczem. Wątpił, by Lian miał okazać zainteresowanie licealnymi potańcówkami.
- Przegłosowali bal maskowy, czyli... w sumie tematyczna. Wiesz, długie suknie, garnitury, bukieciki. Za jakoś dwa tygodnie zamykają listy chętnych, więc codziennie podczas lunchu mamy przynajmniej jedno wielkie zaproszenie z kwiatami i ręcznie robionym transparentem - opisał aktualny chaos w szkole, dostosowując się do kręcącego mu się na udzie mężczyzny i przesuwając palce z jego włosów na ucho, gdzie zaczął pocierać opuszką kciuka chłodny metal jednego z kółek. Łagodny uśmiech przebiegł po jego twarzy, sugerując że pomimo pozornego wyczekiwania końca rządzących szkołą przygotowań, jego dusza romantyka ciągnęła do tego typu akcji. - Dwa dni temu Andy została zaproszona przez swojego byłego, miał ze sobą czwórkę kumpli robiących mu za chórek i aktualnie rozważa czy do niego wrócić. Założę się, że wróci - podzielił się założeniem, mając za sobą pełne dwa dni wysłuchiwania wszystkich "za" i "przeciw". Nawet po powrocie do domu nie miał spokoju, a oceniając po ilości "za" nie spodziewał się by na długo miała pozostać w gronie singli.
Rozbawione przewrócenie oczami było jedynym komentarzem w kwestii rozprawki. Miał wrażenie, że Mei nie da mu o tym za szybko zapomnieć.
- Dzięki, ale nie... nie będzie trzeba. Lottie idzie z Finnem, Eli zaprosił jakąś trzecioklasistkę, a Andy... no, chyba też już ma plany - wyliczył swoją drobną grupkę znajomych, z którymi spędzał najwięcej czasu w szkole i poza nią. - Jak pójdę to i tak tylko na chwilę, nie będę trzecim kołem - wzruszył ramionami, przełykając zawód młodszej wersji siebie. Nie potrzebował studniówkowej otoczki, i tak miał więcej niż mógłby sobie wymarzyć. - Możemy wtedy spotkać się na jakiś film..? - zasugerował nieśmiało, zerkając na mężczyznę, którego towarzystwo samo w sobie stanowiło dla niego plan na dobrze spędzony wieczór.
Lian Mei
-
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
Słowo studniówka obijało się przez moment o różne skojarzenia w jego głowie zanim finalnie połączyło się z tym właściwym, na co Mei uniósł pytająco brew jakby chciał zapytać - odbiło ci? - ale postanowił nie odzywać się dopóki nie otrzyma wszystkich informacji. Daniel miał prawo posiadać swoje powody dla których mógłby chcieć jednak ominąć ten towarzyski spęd, Lian natomiast chciał je poznać.
Zaczepiany w ucho poruszył głową, nie wzbraniał mu jednak zajęcia i tylko wyprostował sobie swoje koca pod plecami, przy okazji wyplątując się z kolejnej wstążki. Ileż on ich miał na tym kapturze?
Słuchający go przez cały ten czas Lian mruknął podczas tych barwnych tłumaczeń najwyżej raz, dochodząc do pierwszego, ale chybionego wniosku: Daniel nie był zainteresowany studniówką. Mei pomyślał nawet z rozpędu, że może i dobrze, i że właściwie to chętnie zająłby go czymś w ten potencjalnie wolny wieczór. Mogliby na przykład wybrać się za miasto, zahaczyć o knajpę na trasie i zjeść coś nieprzyzwoicie słodkiego, albo lepiej, smażonego w głębokim tłuszczu, koniecznie krusząc i zostawiając na desce rozdzielczej ślady palców, by miał później co czyścić w garażu.
Wizja wydała mu się tak kusząca, że na chwilę Mei zapomniał o studniówce, o tym, że w teorii oglądali właśnie film i że pewnie nie powinien był tak nieuprzejmie dysocjować skoro był gospodarzem i wypadało być kontaktowym.
A potem konkluzja, która tak naprawdę od samego początku powinna być oczywista, uderzyła go w twarz na odlew śmiejąc się z jego własnej głupoty.
一 Kurwa, on chce pójść, tylko nikt go nie zaprosił! 一 dźgnęło go nieoczekiwane spostrzeżenie, gdy leżąc rozparty na kolanach Moore'a mozolnie łączył fakty. 一 Przecież to ja powinienem go zaprosić. Muszę go zaprosić, tylko do diabła, jak się to robi?
Prowadzenie jednoczesnego monologu wewnętrznego i reagowanie na odbywającą się w tym samym czasie angażującą konwersację nie należało do łatwych zadań i Lian musiał w pewnym momencie podnieść się do siadu. Zatrzymał film machając krótko ręką z pilotem, co miało jego zdaniem wyjaśnić, że potrzebuje przerwy, wykręcił się do Daniela przodem i nie pytając ściągnął mu kaptur z głowy. Przede wszystkim chciał go najpierw zobaczyć.
一 Więc wszyscy twoi znajomi idą w parach na ten... na tę studniówkę, tak? I to jest impreza taneczna? Wybacz, mogę odnieść się tylko do tego co mignęło mi w internecie, moja mnie ominęła.
Albo raczej - był w tamtym czasie w klinice w Los Angeles i w czasie, w którym jego koledzy wirowali na parkiecie on ślinił się na materacu w epizodzie kataleptycznym.
Przypomniał sobie jak Daniel chwilę wcześniej opisywał całą celebrę związaną z zaproszeniem na potańcówkę w wykonaniu jednego ze znajomych i przez moment żywo zastanawiał się, czy był to jakiś ogólnie przyjęty zwyczaj czy objaw wyjątkowo przykrej neurozy. Z drugiej strony, czy gdyby Moore zażyczył sobie czegoś podobnego, potrafiłby mu odmówić?
一 Bo gdybym, tak czysto teoretycznie, stwierdził jednak, że nie pozwolę ci zmarnować tej okazji i zaprosiłbym cię na ten bal, poszedłbyś ze mną?
Daniel Moore
-
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Hej - mruknął oburzony takim traktowaniem, spuszczając wzrok, wierzchem dłoni poprawiając okulary i odsuwając na bok loki, które kaptur zepchnął na środek jego czoła. Znajdowanie się pod nagłą obserwacją, i to na tyle intensywną by konieczne było pozbycie się prowizorycznej zasłonki w formie błyszczących parzydełek, pozbawiło go ulotnej warstwy pewności siebie. Miał wrażenie, że jakby spojrzał mu w oczy, ten byłby w stanie czytać z niego jak z otwartej księgi, przejrzałby go na wylot i dokopał się do wszelkich pragnień, marzeń i romantycznych scenariuszy, które trzymał pod powierzchnią od kiedy przestał wierzyć w ich spełnienie. Chociaż czy na pewno przestał? Lian nieświadomie zdążył odegrać już kilka z nich, a przed snem Moore pozwalał sobie odpływać w światy nieskończonych możliwości u jego boku.
Oba pytania potwierdzone zostały krótkimi skinieniami głowy, a zaoferowana przez Mei'a odpowiedź dała radę przedwcześnie zacementować wcześniejsze założenie co do jego braku zainteresowania nastoletnimi imprezami. Wychodziło na to, że będzie ich dwóch. Daniel zdążył rozpocząć proces oswajania się z tą myślą, w końcu nie było to najważniejsze wydarzenie w jego życiu, kiedy świat zahamował z piskiem jak płyta winylowa, z której ktoś strącił igłę.
Pozbawiona kaptura głowa wystrzeliła w górę, szeroko otwarte w szoku oczy znalazły onieśmielające ciemne tęczówki, a gubiące słowa wargi zadrżały w niepewności czy próbowały się otworzyć, czy zamknąć. Po raz kolejny tego dnia mógłby zostać przyrównany do ryby, teraz jednak pamiętał by nabrać powietrza w płuca by nie doprowadzić do kolejnej tragedii.
- Tak - odpowiedział w końcu, gdy zdał sobie sprawę, że ta rozmowa wymagała jego aktywnego udziału. - Czy-czysto teoretycznie - dodał pospiesznie, nawet nie próbując zapanować nad cisnącym się na usta uśmiechem. Nic nie było jeszcze przesądzone, jednak sama myśl o zatańczenie z Lianem nawet kilku kroków podczas imprezy, którą teoretycznie miał wspominać do końca życia, a którą zdążył już spisać na straty, wystrzeliła jego nastrój na wyżyny. W oczach osiemnastolatka mignęło coś nowego, odrobinę młodszego, pozbawionego tłumika jakiego dorobił się obierając bezpieczniejsze drogi i odpuszczając sobie wychodzenie przed szereg ze względu na to, kim był.
- Chciałbyś..? Może być fajnie, mamy rezerwację na zamku, tym w środku miasta, ma być jakaś kolacja, zespół, ponoć ładny ogród - wyliczył, nagle zmieniając ton z jakim wypowiadał się o wydarzeniu. Zaledwie odchylenie wieczka jakie nałożył na swoje emocje starczyło, by wylał się z niego tłumiony entuzjazm i cicha nadzieja, że dokończy ten rok ręka w rękę z tą jedną specjalną osobą, która widziała w nim kogoś więcej niż tylko kujonka na samym dole łańcucha pokarmowego.
Lian Mei
-
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
Słysząc jak nawet barwa jego głosu zmieniła odcień na cieplejszy i żywszy chwycił go oburącz za pyzate policzki, tak by skupić na sobie uwagę. Miał dość zimne dłonie by przynajmniej go zdezorientować, ale gdy Daniel zaczął rozpływać się nad ogrodem rozciągającym się wokół zamku musiał podjąć drastyczniejsze kroki.
Więc zdjął mu bezczelnie okulary licząc, że to wyciszy radosne trajkotanie wystarczająco długo, by mógł dojść do słowa. To, że próbował wciąć mu się w monolog przynajmniej cztery razy bez skutku jak dotąd po prostu go bawiło, ale czując, że za moment kompletnie wywieje mu z głowy to, co sobie zaplanował, pozbawił go na krótko ostrej wizji.
一 Chciałbym przede wszystkim zaprosić cię we właściwy sposób. Tylko nie wiem jeszcze jak, będę musiał się zastanowić. 一 Sama forma wydawała mu się o tyle ważna, o ile do wspomnienia przylgnąć miało nie tylko wydarzenie, ale i jego otoczka, a zatem coś, co Moore uznał za stosowne opisać mu w najdrobniejszym szczególe gdy opowiadał o Andy i jej ex, aspirującym aktualnie to bycia obecnym.
Widząc jak pod palcami policzki Daniela zaczynają obrastać szronem rumieńca, Lian jednocześnie zaklął jak i podziękował sobie samemu w duchu za ten cud nietypowej uważności. Gdyby zaczął przysypiać całkiem możliwe, że ze zmęczenia przeoczyłby temat i popełniłby tym samym błąd nie do odżałowania.
一 Pójdziesz ze mną na ten bal 一 stwierdził z mocą, budząc się z chwilowego zamyślenia. Nawet cmoknął cicho jakby w ten sposób przypieczętowywał już podjętą decyzję, a dłońmi energicznie potarł mu policzki sprawiając, że purpurowe wypieki rozlały się obficiej po jego twarzy. 一 I zaproszę cię jak należy, zrobimy to lege artis. Nie wierzę, że prawie przegapiłeś studniówkę, trzeba było powiedzieć... kiedy to właściwie wypada?
Na krótko pobladł orientując się, że przecież nawet nie znał dokładnej daty, a co za tym szło, nie wiedział jak mogła wyglądać w tym czasie jego dyspozycyjność. Zaplanowane z dużym marginesem czasowego odstępu koncerty ciężko było przełożyć, filharmonia musiałaby spłonąć, ewentualnie powodem mogła być jeszcze śmierć artysty, ale takie przypadki zdarzały się niezwykle rzadko. Do pierwszego nie miałby uwag pomimo sentymentu do niektórych miejsc w jakich cyklicznie grał, drugie przekreślało możliwość zabrania Daniela na studniówkę marzeń, więc odpadało. Mógł mieć tylko nadzieję, że wydarzenie nie kolidowało z jego grafikiem.
Postanowił martwić się tym gdy jego rozładowany telefon wróci do żywych, w tym momencie leżał zapomniany i podłączony do kontaktu w kuchni.
Widok tych kilku loczków, które zakołysały się przy delikatnym ruchu głowy Moore'a rozbudził w nim tę samą słabość, która między innymi skłoniła go do przebookowania lotu. Niezwykłe jak coś tak błahego potrafiło odebrać mu zdolność logicznego myślenia i jednocześnie sprawić, by absolutnie tego nie żałował.
一 Więc... 一 Palcami wywinął kilka z puszystych sprężynek za jego ucho, przy okazji zahaczając opuszką kciuka o jego gładki brzeg. 一 ...to bal maskowy? Mam nadzieję, że nie każesz mi się szukać, jestem beznadziejny w takie gry. Poza tym musisz jeszcze wiedzieć, że... 一 zawiesił głos przenosząc ciężar zainteresowania na drugie bezbronne ucho Daniela. 一 ...absolutnie tragicznie tańczę, ale obiecuję, że nie będziesz się nudził.
Daniel Moore
-
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A potem oślepł.
Nagła utrata zmysłu wzroku odjęła mu także mowę, ucinając wyliczankę w pół sylaby i zaklinając go w kamień z uchylonymi w niezrozumieniu ustami. Zamrugał próbując złapać ostrość, raz przymykając oczy na dłużej jakby to miało wyjaśnić mu dlaczego nagle przestał widzieć. Rzucił rozmytym spojrzeniem w dół, wyłapując kształt oprawek w palcach Liana i zdążył spojrzeć na niego oskarżycielsko zanim ten kilkoma słowami pozbawił go wszelkich chęci protestowania. Rumieniec oblał mu policzki w zawstydzeniu, jako że najwidoczniej nawijał o wielkich zaproszeniach dość długo by ten wziął to za sugestię.
- A-ale ja przecież... już się zgodziłem..? - mruknął i chociaż planował wypowiedzieć to w charakterze stwierdzenia, brzmiał i wyglądał raczej jakby wkroczył do magicznej krainy, której zasad do końca nie znał. Nieśmiało podskakujące na pianistę spojrzenie mieszało kontrolne upewnianie się, czy ten mówił na serio, oraz fascynację jakim można by było obdarować niezwykłe, bajkowe stworzenie, chociaż ten efekt mógł wynikać ze słabej rozdzielczości.
Pytanie o datę przeszło zmarszczką po jego czole, gdy sam spróbował ją sobie przypomnieć, jednak cała uwaga została przejęta przez łagodny dotyk rozpuszczający jego serce jak kostkę czekolady w rondelku. Przekręcił się w miejscu by podeprzeć się przed nim na kolanach i przechylił się bliżej w potrzebie złapania ostrości, w połowie ruchu zmieniając zdanie i ucinając zapewnienie o braku nudy własnymi ustami. Przerzucił mu ręce za szyję przyciskając wargi stabilnie w jednym miejscu zanim rosnący na twarzy uśmiech nie przerwał kontaktu. Z nosem przy nosie i ramionami opartymi na szerszych barkach szczerzył się niekontrolowanie, rzęsami łaskocząc Liana po policzku. Może ten cały brak okularów nie był wcale tak tragiczny. Za chwilę przechylił się i przycisnął w to samo miejsce przelotny pocałunek i powtórzył to także na jego skroni.
- Czyli nie rozpoznałbyś mnie w tłumie? - ze śmiechem podłapał wyznanie dotyczące masek, mamrocząc tuż przy skórze, którą właśnie dogrzewał płytkimi oddechami. - I mogę cię poprowadzić - zaoferował bardziej żartem niż na poważnie, nawet jeśli kroki tańców towarzyskich znał od lat. W obu rolach. Zaczęło się już od wirowania po salonie z Lottie i potykania się o dywany z Pamiętnikiem Księżniczki w tle.
- Och, właśnie, koniec maja. To będzie ostatni piątek, czyli... dwudziesty dziewiąty? - wyliczył datę, marszcząc czoło i spod zmrużonych powiek próbując dojrzeć mimikę twarzy Liana w reakcji na konkrety. - Powiedziałbym szybciej, ale nie wiedziałem czy będziesz... Nie myślałem, że w ogóle... - gubił słowa, niezdolny zgrabnie wyrazić tego, co zaprzątało jego myśli. Wziął oddech, nie zamierzając się wycofywać skoro już zaczął temat. - Takie imprezy wydają się trochę odległe od tego... No, tego - podkreślił, przebiegając opuszkami palców po materiale swetra na jego łopatce by delikatnie zasugerować co miał na myśli. - Bardziej... oficjalne - znalazł w końcu słowo ciążące mu na końcu języka od kiedy zaczęli rozmawiać o balu. Reakcja Liana sugerowała, że powinien był od razu brać go pod uwagę jako partnera, kiedy w rzeczywistości Daniel nie miał zielonego pojęcia jak daleko mógł się zapędzić, na jak wiele sobie pozwolić i ile uznać za pewnik. Aktualnie pomimo zyskiwania przy nim coraz głębszego komfortu nie brał za pewnik nawet następnych spotkań.
Lian Mei
-
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
一 Zgodziłeś się roboczo 一 podkreślił znacząco, widząc oczywistą różnicę w tym co praktyczne a tym co właściwe. 一 To dobrze, bo pozostawia margines pewności, że nawet jeśli spierdolę to i tak finalnie pojawisz się tam ze mną.
Pozbawione ostrości spojrzenie Moore'a niemal fizycznie ślizgało mu się po twarzy i Lian mógłby przysiąc, że jest w stanie je wyczuć, tak jak koniuszki rzęs łaskoczących mu policzek oraz ciepły oddech pozostający na skórze. Powinien był intuicyjnie rozpoznać w tym zapowiedź planów Daniela, któremu widać skończyła się cierpliwość i postanowił wziąć sobie to, czego potrzebował.
Lian nie miał mu tego absolutnie za złe.
W jego płytkich pocałunkach czuć było uśmiech, Mei nie musiał widzieć by wiedzieć. Dostał ich kilka zanim Moore sam siebie przegonił się na jego skroń, a on z miejsca poczuł impulsywną chęć aby pochwycić go, przewrócić na plecy, wgnieść w pościel plączącą się pod kolanami i...
Mrugnął i otrzeźwiał na dźgnięcie wyrzutu wobec samego siebie, a myśl przepędził z głowy by nie zagnieździła się tam na dłużej.
一 Gdyby to było w szkole wiedziałbym, żeby szukać w pracowni chemicznej 一 wtrącił z lekkim opóźnieniem w reakcji na zadane pytanie, wciąż czując jak kark mrowi go od ciepła, którym Daniel dzielił się z nim swoimi dłońmi, podobnie jak odrobinę przyspieszonym oddechem. Czując jak jedna z rąk zaczęła ześlizgiwać mu się na ramię, Lian naprowadził go z powrotem, ewidentnie w ten sposób zaznaczając gdzie chciał je mieć. 一 Na zamku? Nie mam pojęcia.
Ostatni tydzień maja brzmiał akceptowalnie. Pamiętał, że od połowy czerwca zaczynał się cały maraton związany z Fashion Week od Paryża po Londyn, w kwietniu miał dwa koncerty w Kyoto, ale pomijając egzaminy semestralne, maj nie kojarzył mu się z niczym.
一 Postaram się w takim razie nie zawalić sesji 一 obiecał przyciszonym głosem, jako że kręcący mu się wciąż wokół twarzy ślepowronek podtykał mu co raz swoje uszy. Ledwie parę sekund później wyprostował się sztywno i musiał chwytać go za nadgarstki by Daniel nie zraził się gwałtowną reakcją i nie uciekł. Uspokajająco wymamrotał coś na temat ogólnej wrażliwości na dotyk i następnym razem, gdy palce Moore'a podjęły kolejną próbę wyrysowania mu czegoś przez sweter na wysokości łopatki, Lian trącił go zachęcająco koniuszkiem nosa pod szczęką.
Dopominał się jak kot.
一 Nie przeszkadza mi bardziej oficjalne 一 obwieścił bez ogródek, czując jak mięśnie zaczynały mu powoli więdnąć i wytracać sztywność. Dłonie Daniela nie były inwazyjne, a ich dotyk tak pożądany, że być może przykra konieczność wyeliminowania tej potrzeby z życia na tak wiele lat właśnie zaczynała wystawiać mu rachunek. Mógłby zostać tak do końca życia, z palcami Moore'a leniwie wykreślającymi mu wszystkie te braki i byłby kontent nie prosząc o więcej. Oczywiście skłamałby twierdząc, że nie zapragnąłby więcej, ale gdy w alternatywie była jałowa pustka i kolejne lata trzymania się poza zasięgiem dotyku, wolał już poprzestać na tym co pewne. 一 O ile nie przeszkadza tobie. Minusem tej sytuacji jest ryzyko, że któregoś dnia znajdziesz się na Twitterze albo innym Pintereście, ludzie są pojebani i uwielbiają robić zdjęcia z zaskoczenia.
Daniel Moore
-
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- W najwyższej wieży - odparł z rozbawionym uśmiechem, pozwalając by romantyczna część duszy przejęła stery i nacieszyła się tym momentem. Tak długo musiała żywić się doświadczeniami z trzeciej ręki, godzić na samotność, która chociaż bezpieczna i komfortowa nie umywała się do chociażby sekundy spędzonej w ramionach tej jednej osoby mającej na własność jego serce. W tym wypadku jednak nie wymagał ratunku przed strzeżącym go smokiem, to mieli już za sobą podczas pierwszej imprezy, zanim jeszcze mieli okazję się lepiej poznać.
Spięcie mięśni tuż pod jego palcami i nieznacznie podniesienie się razem z prostującym się Lianem odbiło się automatyczną chęcią wycofania, powstrzymaną i stłumioną w zarodku zanim zdążył wypuścić go z ramion. Gładko wrócił do poprzedniej pozycji, opierając na nim ciężar swojego ciała i czekając aż ten ponownie się rozluźni, gdy ostrożnie sięgał z powrotem na jego plecy. Wytyczał na materiale swetra symetryczne wzory, wedle zachęty dotykiem nosa przy szczęce zapędzając się pod zaokrąglenie łopatki i z powrotem do wyczuwalnych na karku kręgów.
- Masz wtedy sesję? - podłapał, wyraźnie zawieszając się nie tylko na temacie własnej edukacji. - Z czego egzaminy? Mogę cię przepytywać. O! Zrobić ci fiszki? Kolorowe, żeby łatwiej zapamiętywać - zaoferował czując się w tej kwestii jak ryba w wodzie, mało co wychodziło mu tak dobrze jak zakuwanie do testów. Miał w tym celu pełne zestawy kartek, cienkopisów i zakreślaczy, ozdobne tasiemki i naklejki przeznaczone do stopniowania poziomu trudności oraz oddzielania zapamiętanych definicji od tych bardziej problematycznych. Był co najmniej chętny by podzielić się swoją ekspertyzą.
Tak szybka, niewymagająca przemyślenia odpowiedź na drobne zawieszenie nad statusem ich relacji rozlała się ciepło pod żebrami Moore'a, a głowa opadła mu na ramię mężczyzny z niezdolności poradzenia sobie z falą radości. Zagryzając samoistnie układające się w uśmiech wargi wypuścił krótki, cichy śmiech, nieco nerwowy, ale szczęśliwy, okazujący oniemienie przez łatwość z jaką Mei zaoferował mu poczucie stabilności. Wesołość potrwała zaledwie chwilę, zanim ten ponownie się odezwał, z każdym słowem gubiąc Daniela coraz bardziej.
- Co..? Czemu? - mruknął, podnosząc się i spoglądając Lianowi w oczy z brwiami zmarszczonymi w dezorientacji nagłym wspomnieniem o portalach społecznościowych. Wyraźnie nie pojmował dlaczego te stały się elementem rozmowy, ani dlaczego miałyby być tak istotne by wyliczać je jako największy minus tej sytuacji. Potrzebował kilku sekund na przeanalizowanie faktów i bardzo powolne przypomnienie sobie kim był Lian dla reszty świata. - Och - skomentował cicho, sięgając mentalnie do ilości wyświetleń filmików z jego koncertów, tego ile zdjęć wyświetlało się na samo wpisanie w przeglądarkę jego imienia. Nawet nie przeszło mu przez myśl, że wychodząc z domu mógł znaleźć się pod obserwacją osób, dzięki którym tak wiele fotografii nie wyglądało na pozowane. - Myślisz, że ktoś miałby...? A-ale nie mam nic... - urwał zanim zdążyłby skłamać. Nie przepadał za pojawianiem się na zdjęciach, zwłaszcza tych z zaskoczenia, więc jakby ktoś złapał go w gorszy dzień i wpuścił w internet właściwie mógłby mieć coś przeciwko. Nie spodziewał się by problemy z prywatnością kiedykolwiek miały dotyczyć go osobiście. Powoli wypuścił oddech i nieznacznie skinął głową. - Okay, to... Będę miał to na uwadze. Jakoś... To niska cena, dam radę - zapewnił, bynajmniej nie zamierzając rezygnować z okazji na tak obezwładniające szczęście u boku Liana tylko ze względu na innych ludzi. Miał w poważaniu wszystkich, którzy mogli zwrócić nieprzychylną uwagę na ich splecione ręce w oceanarium i był w stanie powtórzyć to na większą skalę z resztą nieznajomych, którzy... Tylko tym razem nie zatrzymałoby się to na obcych ludziach. Zimny dreszcz przeszedł w dół jego kręgosłupa, odbijając się lękiem w szeroko otwartych oczach.
- Muszę powiedzieć rodzicom.
Lian Mei
-
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
一 Aha 一 mruknął oględnie, bo Daniel natrafił właśnie na dołeczek pod jednym z kręgów i Lian poczuł, że właśnie staje się galaretą. 一 Z podstaw inżynierii dźwięku przede wszystkim, reszta nie powinna być problemem. Praktyką się nie przejmuję, ale wszystko co teoretyczne zakuwam na pamięć i zapominam.
Zdawał sobie sprawę, że fizyka odgrywała ogromną rolę w procesie twórczym, zwłaszcza w podejściu studyjnym, ale w dobie korektorów, interfejsów i programów radzących sobie z uporczywościami natury matematycznej Lian nie rozumiał z jakiego powodu istniała konieczność uczenia się tego w zakresie teoretycznym. Szczególnie, że wykładowca jako jeden z nielicznych odznaczał się na tle pozostałych niewielką wyrozumiałością dla jego nieobecności, pomimo podkładki ambasadorstwa uczelni na szczeblu międzynarodowym.
一 A wiesz co? Zrób kolorowe. Jeżeli nie będzie ci to kolidowało z pracami domowymi to chętnie przyjmę, moje są chyba zbyt jednolite i czasami tracę przez to skupienie.
Wątpił by bajeczne fiszki Daniela same z siebie wypełniłyby luki w jego wiedzy, ale nie oczekiwał natychmiastowego rezultatu. Jeżeli Moore posiadał sprawdzony system - a Lian nie wątpił, że tak było - zapewne był z tym o wiele bardziej do przodu niż on ze swoimi biało-czarnymi, stanowiącymi zwykle ścianę tekstu notatkami.
W bardzo komfortowe kilka ostatnich minut spędzone pod ciepłą kuratelą dłoni Daniela wkradł się jakiś niepokój, zawahanie słyszane wyraźnie w pytaniu, które z jakiegoś powodu sprawiło, że jego serce potknęło się w swoim rytmie. Lian podniósł głowę, niechętnie rezygnując z wygodnej pozycji i jej przywilejów i przez moment obserwował, jak Moore najpierw bije się z myślami, gubi własną retorykę, nie kończy zdania aż wreszcie stwierdza, że zna cenę i jest gotów ją płacić.
Lian patrzył na niego spokojnie przez cały ten czas, nie chcąc poganiać przy decyzji w której i tak nie wymagał od niego stałości. Byłby nieodpowiedzialny żądając aby Moore zgodził się w ciemno na coś, czego nigdy nie doświadczył, mimo to uśmiechnął się nikle i teraz sam oparł mu dłoń na karku. Wiedząc, że bez okularów pewnie niewiele widzi, pochylił się i stuknął go czołem zostając w tej pozycji chwilę dłużej.
一 Byłoby nie fair gdybym cię nie ostrzegł 一 stwierdził rzeczowo, palcami nurkując w jego gęstych loczkach przy potylicy. Wodząc opuszką kciuka wokół jednego z kręgów zatrzymał się dopiero gdy Daniel wspomniał o rodzicach, na co Mei dodatkowo uniósł również brew. 一 Nie powiedziałeś im jeszcze? Chodzi o coming out ogólnie, czy...? 一 dopytał, wstrzymując się z oceną. Na dobrą sprawę nie znał problemu od tej strony, a ponieważ nie wiedział czy chodzi o kwestię orientacji samej w sobie czy wyłącznie charakter ich obecnej relacji, wolał doprecyzować.
一 Zastanawiałem się w sumie od jakiegoś czasu czy nie będą mieli nic przeciwko. Nie chodzi mi o twoje preferencje, z tego co opowiadałeś traktują cię jak ósmy cud świata więc wątpię by to się miało zmienić, raczej... wiesz. Może mam na ciebie zły wpływ? Dzisiaj nie dokończyłeś przeze mnie referatu.
Próba obrócenia problemu w żart świadczyła o tym, że Mei istotnie myślał o tym i to nie mało.
Rodzice Daniela należeli do tego rodzaju sąsiadów, którzy nie wtykali nosa za własny płot, mimo to po nawiązaniu kontaktu wzrokowego albo witali się jakąś krótką anegdotką o pogodzie albo przynajmniej kiwali głową. Raz czy dwa zdarzyło mu się pogawędzić z panią Moore na temat piwonii, które po jego stronie ogródka rozrosły się aż do przesady, inną okazją wymusił na jego ojcu pierwszeństwo, gdy po dwóch niedospanych nocach próbował wyjechać z garażu by dostać się do apteki. Ojciec Daniela wyhamował odpowiednio wcześnie, jemu natomiast zgasł silnik i przez chwilę patrzyli na siebie dziko, porozumiewając się telepatycznie dopóki Lian nie mrugnął mu światłami dając tym samym znać, że będzie uważał. Więcej styczności nie mieli, więc określenie ich sympatii - lub jej braku - było wyłącznie spekulatywne.
一 Nie martw się. Jak będzie trzeba zacznę wkradać ci się nocami przez okno. To by było w twoim stylu, co nie? Lubisz takie rzeczy.
Daniel Moore