Twoja.
Czy mogło być lepsze potwierdzenie jego zazdrości, niż ulga, którą usłyszał po tym potwierdzeniu? Jej zdziwienie wymalowane na twarzy nie było dziwne — pierwszy raz poczuł tak silne uczucie zazdrości względem niej. Może dlatego, że to było coś rzeczywiście realnego, a nie zaczepianie i droczenie się, byle utrzeć mu nosa? Odwzajemnił pocałunek, całując ją mocno, jakby chciał jej jasno dać do zrozumienia, że nie miała co rozglądać się za innymi; że tu miała wszystko, czego potrzebowała, oprócz słów wypowiedzianych na głos, które by mogły to przypieczętować.
Chociaż czy było teraz co pieczętować?
W jego głowie pojawiło się wiele niezrozumiałych obaw, które rzeczywiście, nie do końca miały przełożenie na rzeczywistość, ale w emocjach myślał na około. Myślał o wszystkim, co złe i co może sprawić, że po prostu zaraz rozejdą się w swoje strony, a on pozostanie z poczuciem pustki. Bo jakby miał ją zatrzymać? Powiedzieć jej, że to nie tylko seks? Przyznać się do tego, że jest skłonny do większych uczuć, ale jego trauma najwidoczniej nie została do końca przepracowana? Może jego siostra miała rację, może powinien wrócić na terapię, zanim jakkolwiek spojrzy na Vitę, żeby nie skrzywdzić ją swoją przeszłością i nieuzasadnionymi obawami? Jak okropnym człowiekiem był, skoro stał teraz przed nią, patrząc chłodnym spojrzeniem i obserwując z dala, jak po jej policzkach spływały łzy? Póki co miał wrażenie, że to koniec, aż nie zaczęła się tłumaczyć.
Nie chcę tego kończyć.
Czy tak zachowywali się ludzie, których łączył zwyczajny seks? Układ bez zobowiązań i bez przywiązywania się? Musiał powstrzymywać się, żeby w tym momencie nie zetrzeć z jej policzka łzy, żeby nie zgarnąć ją w swoje ramiona, ale po prostu nie mógł. Stał jak słup przed nią, bo ilość informacji go przytłoczyła i dodatkowo to, jakie to były informacje…
— To moja pierwsza myśl, bo dlaczego byś miała mi o tym nie powiedzieć? Skoro nie chcesz do niego wrócić i to wszystko nie jest jakimś popieprzonym testem? — zapytał, patrząc na nią już bardziej zmęczonym spojrzeniem. Może gdyby nie był środek nocy, oni obydwoje nie byliby po całym dniu i po alkoholu, to spojrzałby na to nieco bardziej chłodno; a nie tylko rzucał jej takie spojrzenie, przekonany, że był już na straconej pozycji.
Spojrzał na nią w dół, skupiając się na oczach, które wpatrywały się w niego z błyskiem; w których topił się co rusz, jak na nie spoglądał i które tak uwielbiał. Które były jego największą słabością i miał wrażenie, że Vita zdawała sobie z tego absolutną sprawę, bo zawsze gdy czegoś chciała, umiała nimi na tyle manewrować, że słodkie spojrzenie bezkresnego oceanu sprawiało, że ulegał. A może po prostu był łatwy i tyle — łatwy na wdzięki kobiety, której nie umiał powiedzieć prosto w twarz, że nie chciał, żeby odchodziła.
Ja cię bardzo… Uniósł brwi, patrząc na nią pytająco. Czy serce zatrzymało mu się na mini sekundę? Przecież gdzieś z tyłu głowy miał wiadomości, które napisała mu Eleanor. Gdzieś z tyłu głowy wiedział, że Vita darzyła go większymi uczuciami, jednak nadal w to nie wierzył. Może teraz uwierzy? Jego pierwszą myślą było to, że powie mu, że go przeprasza. Że go bardzo, kurwa, przeprasza i nic więcej. Dłuższą chwilę wpatrywał się w jej oczy, które napełniały się łzami i nie wiedział, czy powinien dopytać o to, co chce mu powiedzieć, czy dalej cierpliwie czekać, aż zbierze się w sobie.
Lubię.
O to właśnie mu chodziło. Eleanor nie miała racji.
Odetchnął głęboko z ulgą, nieco oczyszczając emocje, które dalej się w nim gromadziły.
— Vita, też cię lubię i lubię spędzać z tobą czas, dlatego to wszystko… dlatego tak zareagowałem — mruknął, bo czy on również pozostawał bez winy? Wyrzucił na nią swoją frustrację, obarczając ją tym. Rzucając w nią głupimi podejrzeniami o manipulowaniu, nie czekając, aż wszystko bardziej wyjaśni.
Pokiwał głową z niedowierzaniem, gdy powiedziała, że nie chciała zawracać mu głowy, ale nie przerwał jej, tylko wysłuchał jej do końca. Może dlatego jego irytacja się nasilała?
— Cholerny naciągacz — westchnął, wywracając oczami, po czym wrócił do niej spojrzeniem.
— Nigdy nie myśl, że czymkolwiek będziesz mi zawracać głowę, okej? — powiedział cicho, wykorzystując to, co sama kiedyś z nim zrobiła, czyli pokiwał jej głową twierdząco.
— Tak? Fantastycznie, że się ze mną zgadzasz — rzucił z rozbawieniem.
— Nie wątpię, że poradziłabyś sobie z tym sama, ale po co się trudzić, skoro masz pomoc na wyciągnięcie ręki? — zapytał spokojnie, bo dobrze wiedział, że poradziłaby sobie. Przez ostatni miesiąc spędzali ze sobą dużo czasu, praktycznie każdą wolną chwilę, więc zdążył zauważyć, jaka była — a ewidentnie była Zosią Samosią, co sama z wszystkim sobie da radę i nie potrzebuje nikogo, aby ogarnąć najgorszą sprawę. No człowiek orkiestra, tylko że nie na tym polegało życie. Słysząc, że teraz będzie przychodzić z każdą sprawą do niego, pokiwał głową, przyciągając ją do siebie i zamykając w szczelnym uścisku. Zaczął głaskać ją po włosach, żeby nieco się uspokoiła i przestała zamartwiać tą sprawą. Teraz już nie musiała się z tym sama męczyć, bo on zrobi wszystko, byle jej w tym pomóc; byle nie musiała się stresować i martwić, że do końca życia zostanie w związku, którego nie chciała, bo trafiła na jakiegoś przyjebanego adwokata.
— Przeprosiny przyjęte, skoro obiecujesz już nie kłamać — westchnął cierpiętniczo i odsuwając się lekko od niej, posłał jej delikatny uśmiech, zakładając włosy dziewczyny za ucho. Teraz, gdy nieco opadły z niego emocje, dostrzegał, jak zapłakana była. Może dlatego ujął jeszcze raz jej twarz w swoje dłonie, całując lekko jej obydwa policzki, jakby swoimi delikatnymi muśnięciami chciał zetrzeć każdą łzę, która na nie opadła.
— Nie lubię, jak płaczesz — rzucił, bo mógł to powiedzieć z pewnością; w końcu już raz widział, jak płakała. Jak rozsypała się w jego ramionach przez okresowe hormony i jak tulił ją przez pół wieczoru, żeby tylko okazać jak największe wsparcie. Jej ciche parsknięcie śmiechem sprawiło, że teraz zrobiło mu się nieco lżej na sercu.
— Naprawdę dobry? Chyba muszę ci przypomnieć, że jednak rewelacyjny — rzucił z rozbawieniem, puszczając jej policzki i dłońmi przejeżdżając po jej ramionach. Uniósł zaraz brew, słysząc, że musiała mu coś jeszcze powiedzieć. Czemu wewnętrznie się spiął? Uważnie jej posłuchał. Ah, czyli znowu nie to. Znowu Eleanor nie miała racji.
— Sąsiadem? — zapytał w szoku.
— To jeszcze lepiej, niech widzi co stracił — parsknął, zaraz odwzajemniając jej pocałunek i nieco go pogłębiając, ale w międzyczasie uświadomił sobie coś, przez co oderwał się od niej na chwilę z niewielkim rozbawieniem. A może nawet i wielkim?
— I przepraszam bardzo, i dlatego chciałaś być cicho? Bałaś się, że cię usłyszy? — zapytał z głupim uśmiechem, na nowo nachylając się w jej kierunku, jednak nie złączył ich ust w kolejnym pocałunku.
— To chyba jednak powinniśmy dzisiaj pojechać do mnie. Zadbam, żeby usłyszał cię cały blok — mruknął, zanim pocałował ją długo i z utęsknieniem, jakby przez te dziesięć minut kłótni i obaw naprawdę się zmartwił, że już nigdy nie będzie mógł jej poczuć w ten sposób.
— Po prostu bądź ze mną szczera — westchnął w odpowiedzi.
— I nie wybaczę — rzucił śmiertelnie poważnie, ale pewnie dostrzegł zmianę w jej słodkiej minie i od razu pokręcił przecząco głową.
— Dobra, dobra, żartowałem, okej? — dodał szybko, jedną ręką splatając razem ich palce, a drugą wyciągnął jej telefon ze swojej kieszeni, żeby odblokować go kodem i zamówić ubera. Wyszedł z aplikacji z wiadomościami, kręcąc niedowierzająco głową i chwilę poklikał tam, żeby wybrać odpowiedni adres — do niej, oczywiście, bo przecież nie zostawią Milo na cały wieczór i noc samego.
Taksówka dość szybko podjechała, nie dając im dużego popisu, aby dłużej pomigdalić się przed klubem. Nocą dość szybko przejechali do jej mieszkania, gdzie od progu powitał ich kot.
— Cześć, potworze, tęskniłeś za mną? — zapytał, głaszcząc kota, który zaraz machnął na jego rękę swoją łapą, chcąc go zaatakować zębami, przez co Aiden parsknął, ale był już nauczony, kiedy trzeba się szybko wycofać.
— Policzymy się, kiedy twoja pani nie będzie patrzeć — pogroził mu, chociaż w momentach kiedy Vita nie patrzyła to mieli… największy rozejm. Zrzucił z siebie bluzę i buty, zaraz dołączając do dziewczyny, która przemieściła się do sypialni i zachodząc do niej od tyłu, położył dłonie na jej biodrach i zaczął delikatnie całować jej szyję.
— Wspólny prysznic? Czy padasz z nóg? — zapytał, bo może po nadmiarze emocji z dzisiaj nie miała ochoty spędzać z nim czasu aż tak bardzo?
— I opowiesz mi jeszcze przed spaniem o całej tej sytuacji? Co tam ustaliłaś z tym typem lub czego się już dowiedziałaś? — no mistrzostwo romantyzmu w wykonaniu Aidena, zwłaszcza po propozycji sprzed chwili, ale naprawdę był ciekaw i chciał jeszcze pomyśleć, co może zrobić, aby najbardziej wesprzeć ją w tym temacie.
you are not alone