Jego spojrzenie było takie samo. Może nie w stu procentach, ale to jak na nią patrzył w ogóle się nie zmieniło. Nawet jeśli za jej plecami rozlegały się przycichające już wrzaski bólu i prośby o pomoc, których nikt, poza nimi, nie słyszał. I chociaż całe to wydarzenie oraz sceneria obok praktycznie zmrażała jej krew w żyłach, to starała się skupić przede wszystkim na mężczyźnie, który miał być jej opoką i spokojem.
A jednocześnie śmiercią dla każdego, kto przekroczył granicę.
Chciała po prostu wrócić do domu. Chciała zapomnieć o tym, co miało dzisiaj miejsce. Albo raczej, o samej końcówce, która chcąc nie chcąc i tak na długo zostanie jej w pamięci. Sam ślub oraz początek wesela były dokładnie takie jak chciała. Każdy szczegół był na swoim miejscu, a złota, personalizowana obrączka ślubna, która znalazła się na jej palcu oficjalnie oznaczała początek kolejnego rozdziału. Składanie przysięg, pierwszy taniec, a nawet głupie tworzenie włoskiego tortu było tym, co ochroniłoby ją przed dementorami.
O reszcie wolała zapomnieć.
Skierowała się do sypialni, aby ściągnąć z siebie brudną i poszarpaną suknię ślubną. Tą, która nie tak dawno temu była idealnie biała i piękna. Teraz wyglądała jakby ją wyciągnięto ze śmietnika. Nawet nie mogła jej zatrzymać na pamiątkę, bo nadawała się wyłącznie do śmieci.
Pozwoliła się opatrzyć medykowi, opisując dokładnie gdzie oraz co ją boli, bo kiedy cała adrenalina i strach z niej zeszły, dyskomfort stał się o wiele bardziej wyczuwalny. Nadgarstkiem ciężko było ruszać, nie mówiąc już o innych obiciach na ciele. Miała też wrażenie, że policzek, który oberwał kilka razy z dłoni Subina wciąż palił żywym ogniem.
Dlatego potrzebowała tej kąpieli. Potrzebowała się wyłączyć.
Weszła do wielkiej wanny osadzonej na środku ciemnej łazienki, gdzie jedynym światłem były rozpalone świeczki. Concetta zadbała o zapach oraz uspokajający nastrój. Olejki w wodzie oraz w powietrzu naprawdę robiły robotę. Nawet nie wiedziała jak długo leżała w bezruchu, z zamkniętymi oczami, starając się w końcu odpocząć.
Otworzyła powieki w momencie, gdy drzwi do łazienki się otworzyły. Giovanni był jedyną osobą w tym domu, który mógł tu wtargnąć. Podążyła za nim spojrzeniem, nieznacznie się poprawiając. Instynktownie sięgnęła dłonią do jego dłoni znajdującej się na ramie wanny.
Wiedziała, że całe to wydarzenie w pewnym stopniu też się na nim odbiło. Musiało. Pierwszy raz widziała go w takiej odsłonie, a żeby do niej dojść, coś musiało go ruszyć. Przesunąć coś, co wcześniej wydawało się być nie do ruszenia.
—
Giovanni, amore della mia vita — zaczęła bardzo łagodnie, niemalże rozczulona jego zachowaniem oraz słowami. —
non devi chiedermi scusa per niente. — Przesunęła kciukiem po jego skórze w uspokajającym geście.
Był niebezpieczny. Był groźny i nieprzewidywalny. Wielu było „złych” ludzi, ale mało kto posunąłby się do czegoś… takiego. Mało kto też zajmował się tak okrutnymi rzeczami jak handel ludźmi, kobietami, dziećmi. Wiedziała kogo poślubiła, ale dopiero teraz miała wrażenie, że widziała jedno z najgorszych oblicz.
A jednak się go nie bała.
Oczywiście, że to co miało miejsce się na niej odbiło. Było to przerażające. Wciąż miała widok płonących ludzi przed oczami. Ich krzyki dudniły jej w uszach, a smród spalonego ciała osiadł w nozdrzach i nawet zioła unoszące się w powietrzu nie były w stanie go wymazać. Zapewne przez długi czas ten obraz będzie ją nawiedzać. Tak samo jak Subina, który ją odnalazł. Który ponownie podniósł na nią rękę i chciał zaciągnąć ze sobą na dno.
Giovanni był przerażający. Każda osoba określiłaby go potworem, a mimo to ona nie umiała tak na niego patrzeć. Nawet teraz jej spojrzenie się nie zmieniło. Nie uciekała od jego dotyku, nie uciekała od niego wzrokiem, serce jej nie przyspieszało w obawie, że zaraz i ją skaże na podobne cierpienie.
Bo to co zrobił, zrobił dla niej.
Już nigdy cię nie zawiodę, carissima.
—
Wierzę ci — odpowiedziała równie łagodnie co zawsze, a kąciki jej ust podniosły się w pociesznym geście.
W dalszym ciągu nie uważała, że ją zawiódł. Nie mogła. To co się wydarzyło nie zależało od niego, tylko od Aurelii, która zdecydowała się tak postąpić. Która chciała, aby panna młoda cierpiała, a najlepiej jakby w pełni zniknęła.
A jednak, jego słowa były jak obietnica. Nawet jeśli niczego nie obiecywał.
Jego dotyk był wyjątkowo kojący. Tak skrajnie delikatny i czuły, że wydawał się nie pasować do człowieka, który przed chwilą skazał na śmierć dziesiątki ludzi z własnej rodziny. Zupełnie inny niż stalowy uścisk Subina, który dotykał ją tak, aby cierpiała.
Uśmiechnęła się na jego zapytanie, wyciągając nad poziom wody posiniaczoną rękę, gdzie na jasnej skórze odbijały się delikatnie brązowe przebarwienia. Sięgnęła dłonią do jego zdrowego przedramienia.
—
Nawet najmniejsze siniaki obejrzał, nie martw się — uspokoiła. Była głównie poobijana i dostała nakaz odpoczynku. Musiała też poinformować Rohana o swoim aktualnym stanie zdrowia, więc był trzecią osobą, która
wiedziała. No, może poza jej lekarzem prowadzącym. —
Nic mi nie jest — dodała.
Była obolała, ale nie było to nic takiego. W przeciwieństwie do poprzednich wydarzeń, jej obrażenia wydawały się być ledwie błahostką. Wisiała na pieprzonej krawędzi klifu i niemalże czuła śmierć na karku, razem z wiatrem, który smagał jej bose stopy oraz odkryte ramiona. Zadrapania czy obicia były przy tym niczym.
—
Cieszę się, że historia z Subinem dobiegła końca i dostał to, na co zasłużył. — Czyli śmierć. A przynajmniej taką miała nadzieję. W końcu nawet on nie przeżyłby takiego upadku, prawda? Musiałaby mieć naprawdę pecha, aby się okazało, że nawet to go nie zabiło. —
Ale martwię się o konsekwencje dzisiejszej nocy — dodała, osuwając się niżej do wody, co by oprzeć kark na wezgłowiu wanny. Skierowała ku niemu swoje spojrzenie, wciąż kciukiem wodząc po jego zdrowym przedramieniu.
To, co się wydarzyło było… sporym ciosem dla jego rodziny. Nie do końca wiedziała z czym to się wiązało, ale obawiała się, że niektórzy mogą nie pozostawić tego bez odpowiedzi. I nie chodziło zwyczajnie o nią, a o samego Giovanniego, który może znaleźć się na celowniku. W końcu nie wiadomo kto przeżył, a kto zdołał jednak wydostać się z wesela.
Nie chciała chyba jednak o tym teraz myśleć. Sęk w tym, że te myśli nie chciały jej opuścić, zwłaszcza teraz, kiedy znajdowała się w bezpiecznym domu i wszędzie dookoła była cisza. Miała idealną okazję do tego, aby rozmyślać.
—
Jak twoje ramię? — spytała, przenosząc wzrok na obandażowany rejon, marszcząc brwi w zmartwieniu. Sięgnęła dłonią do początku opatrunku, ostrożnie przejeżdżając po nim palcami. —
Nie powinieneś tego moczyć, prawda? — rzuciła, podnosząc wzrok na
męża.
To pytanie można było uznać za bardzo subtelne zaproszenie do wspólnej kąpieli. W końcu nie tylko ona potrzebowała się zrelaksować po tym dniu pełnym wrażeń.
Giovanni Salvatore