
W wieku siedmiu lat potrafił strzelać.
W wieku dwunastu znał nazwiska wszystkich ludzi, którzy byli winni rodzinie przysługę.
W wieku szesnastu po raz pierwszy uczestniczył w negocjacjach, podczas których uśmiechy były równie niebezpieczne jak pistolety schowane pod marynarkami.
Salvatore nie wychował syna.
Stworzył następcę.
~~ Assassination is an art, milord. And I am the city's most accomplished artist ~~ Nie pamięta sierocińca, tych zimnych i bladych ścian, które opatulały go z każdej strony, krzyków i płaczu małych dzieci, które pragnęły znaleźć swoje rodziny. Wdawał się w bójki odkąd nauczył się chodzić, mówić i unosić ręce, to on dyktował tam warunki jak przystało na wrodzonego lidera, to on był utrapieniem dla tych wszystkich opiekunów, którzy załamywali nad nim ręce.
Nikt nie chciał adoptować dziecka, które miało gniewny błysk w oku, determinację wymalowaną na twarzy, do momentu aż nie pojawił się w drzwiach sierocińca on - Salvatore Moretti.
Nigdy nie ukrywał, dlaczego go adoptował.
~ Potrzebowałem syna. Ty potrzebowałeś nazwiska. Oboje dostaliśmy to, czego chcieliśmy.
To była inwestycja.
Dom Moretti był pełen kobiet, począwszy od matki, która dała mu czułość jakiej nigdy nie zaznał w swoim życiu, a kończąc na trzech siostrach, które były dla niego wsparciem w trudnych momentach, żadna jednak nie mogła przejąć spuścizny, która pozostała na jego barkach już od samej adopcji - nazwiska.
Każdego ranka punktualnie o szóstej Marco rozpoczynał trening. Najpierw bieganie po rozległej posiadłości. Potem sztuki walki, boks i zapasy. Kiedy kończył dwanaście lat, do programu dołączono strzelectwo.
Na swoje siódme urodziny dostał pierwszy pistolet.
~~ The perfect killer has no friends. Only targets. ~~
Mając trzynaście lat, po raz pierwszy zobaczył, czym naprawdę zajmuje się jego rodzina.
Wracali z ojcem późnym wieczorem z kolacji biznesowej. Na opuszczonym parkingu kilku mężczyzn klęczało przed samochodem Morettich. Jeden z nich błagał o wybaczenie, zapewniając, że odda wszystkie pieniądze.
Ojciec nawet na niego nie spojrzał.
Wydał krótkie polecenie.
Strzał rozdarł noc.
Tamtej nocy Marco nie zmrużył oka, przetwarzając w myślach ten obraz raz za razem niczym pieprzoną mantrę, zdał sobie sprawę, że życie wygląda zupełnie inaczej niż przedstawiali mu na lekcjach etyki, historii czy kultury.
Potem w jego życiu pojawiła się kobieta, zadziorna z błyskiem w oku, który powodował, że po tylu latach się lekko uśmiechnął na jej widok, była wyszczekana i przede wszystkim się go nie bała w przeciwieństwie do tych wszystkich ludzi dookoła, przez wszystkie lata pod nadzorem ojca wyrósł na prawdziwego lidera, a jego pseudonim Corvo był powszechnie znany. Nigdy nie brzydził się brudnej roboty jaką było szmuglowanie nielegalnego towaru czy pozbyciem się konkurencji, dla niego liczyła się tylko i wyłącznie rodzina i nazwisko, które posiadł, pozycję, którą przejął po swoim ojcu.
Rosyjska ruletka była przełomem w ich znajomości a potem... potem nadzwyczaj w świecie stracił dla niej głowę, tylko że okazało się to wszystko grą, w której to ona pociągała za sznurki, wpadł po uszy nie tylko w te relację, ale i także w sidła federalnych trafiając na pięć długich lat za kratki.
Miał pięć lat na knucie zemsty i zniszczenia życia tej cholernej kobiecie...
Kontakty, które zapewnił mu ojciec pozwoliły mu wyjść z więzienia, nie zmienia to jednak faktu, że jest pod nadzorem kuratorki, która próbuje go sprowadzić na dobrą drogę.
