ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
167 cm
krawcowa w domu i w salonie sukien ślubnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Panna Berkeley rzadko odwiedzała takie miejscówki. Nie żeby się nie lubiła bawić, bo wręcz przeciwnie. Mimo to wolała tam chodzić ze znajomymi, bo jednak czuła się bezpieczniej. Niby trenowała samoobronę i potrafiła powalić większego od siebie człowieka, ale była na tyle towarzyska, że chętniej przyszłaby z życzliwymi jej osobami.
Poza tym lubiła muzykę na żywo, a w tym lokalu można było jej posłuchać. Nie każdy jej się podobał, bo albo repertuar nie dla niej, albo fałszowali strasznie, co nazywali sztuką. Takich nie lubiła, bo nieraz występowali solidnie podchmieleni.
Tym razem miała szczęście, gdyż dziewczyna, która śpiewała, miała niesamowity talent, a wybrane przez nią piosenki były znane i raczej lubiane. Ever lubiła covery, o ile są nieprzekombinowane, tak jak teraz. Wokół sceny zebrało się trochę osób i Ever dołączyła do nich, by lepiej widzieć piosenkarkę. Podobało jej się jej skupienie i ciepło jej głosu. Widać było, że żyje muzyką i uwielbia to, co robi. Ever była jedną z osób, które oklaskiwały ją najbardziej. Ludzi z pasją miło posłuchać, nawet jeśli tylko o czymś opowiadają. Tu chodziło o muzykę, wyrażanie siebie za pomocą dźwięków. I to było piękne. Bardzo. Nie dziwne, że Berkeley chciała podejść i pogratulować wspaniałego występu i może wesprzeć jakimś dodatkiem pieniężnym, jak to często robiła z występującymi na ulicach. Za dużo na pewno nie zarabiała na tym, ale Ever wierzyła, że jeśli dostrzegą ją właściwi ludzie, to zrobi karierę.
- Cześć – zagadnęła dziewczynę, do której nie podszedł jednak nikt, poza nią, co dla Ever było zaskoczeniem. Może oni po prostu już ją znają i rozmawiali kiedyś? W każdym razie ona nie mogła tak odejść bez słowa, bo występ jej się nie tylko podobał, ale i poruszył, a była wrażliwa jeśli chodziło o muzykę i sztukę. Poza tym potrafiła zauważyć uczucie wobec tego, co się robiło. Jeśli się kochało, to było to widać gołym okiem.
- Byłaś niesamowita – powiedziała po chwili. – I cieszę się, że mogłam Cię posłuchać. Mój wypad do tego miejsca nie okazał się złym pomysłem. Zupełnie zapomniałam, że przyszłam tu sama – uśmiechnęła się do dziewczyny.
- Gdybym wiedziała, że można spotkać takie perełki, to przychodziłabym częściej – przyznała. – Ale nie będę Ci zawracać głowy, chciałam po prostu Ci pogratulować i wesprzeć nieco.

Rae Westlake
dc: kwiatkowa
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rae żyła muzyką i to było widać. Scena była dla niej naturalnym środowiskiem. Na wpół flirciarskie uśmiechy, które puszczała oglądającym koncert, grały idealnie z naturalną lekkością i radością bycia w tym miejscu oraz słuchania, jak ludzie dośpiewują wszystkim znane partie coverów. Chwilami wydawało się, że istnieje tylko ona i zespół, z którym grała. Ale zaraz wracała do takiej chemii z publicznością, jakiej czasem brakuje znanym muzykom.
- Dzięki serdeczne! Nie zapomnijcie o napiwkach dla obsługi! Bawiliśmy się z Wami wspaniale! - powiedziała na zakończenie, by uśmiechnąć się szeroko, całą klawiaturą zębów, kiedy wybuchły brawa na koniec.
Dla takich wieczorów warto było zmagać się z dniami.
Zeskoczyła ze sceny, zostawiwszy mikrofon na stojaku, i nieco zziajana ruszyła w kierunku baru po swojego drinka.
- Whisky sour. - poprosiła barmana, po czym z zaskoczeniem odwróciła się do dziewczyny, która ją zagadała, i momentalnie roześmiała się szczerze, trochę jak dziecko, kryjąc za tym swoje zakłopotanie.
- Wow! Przepraszam, po prostu mnie zaskoczyłaś. - w ciemnych oczach grały ogniki światełek spod sufitu i radości, jaką sprawił jej komplement. - Nie ma nic złego w chodzeniu samemu po barach.
Zauważyła, szybkim spojrzeniem taksując swoją rozmówczynię. Wyglądała na bardzo delikatną, ale przecież nie musi przychodzić do fajnych miejsc z kimś. Jeśli coś sprawia ci przyjemność, to nie musisz z tego rezygnować tylko dlatego, że zazwyczaj robi się to w grupie albo z kimś.
- Daj spokój, bo się zarumienię... - w odruchowym geście dotknęła dłonią pełną pierścionków jej przedramienia. - Nie gramy tutaj zazwyczaj, to taki... gościnny występ.
Jej spojrzenie skupiło się na barmanie, który właśnie postawił drinka przed nią i już miał odejść, ale groźne zmarszczenie brwi Rae i wyczekujące spojrzenie zatrzymały go. Gość miał minę człowieka, który nie ogarnia, ale lekki ruch czarnej głowy sprawił, że skupił się na Ever z niemym pytaniem, co podać.
- Jesteś przemiła, bardzo doceniam te miłe słowa. - odpowiedziała, wracając spojrzeniem do rozmówczyni.

Ever Berkeley
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bar Poet”