-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Dlatego postanowił podjąć kroki i znaleźć pracę. Na początku Rosi chciała z nim chodzić i przekonywać pracodawców, że muszą go zatrudnić, bo ma dziewczynę w ciąży, ale Ricz kategorycznie jej zabronił. To co było dość normalne w ich stronach, tu mogło go postawić w takiej sytuacji, że ludzie zaczną nazywać go pizdą. No więc na spotkania chodził samotnie i tak trafił do pierogarni Nowakowsky.
Wcześniej nic nie słyszał ani o pierogach, ani o polakach, ani nawet nie zamawiał ich jedzenia, no ale jak zobaczyli jak on tnie cebulę (w końcu jest michelin star chef), to zaraz go zatrudnili.
Pierwszy dzień był spoko. Polacy niewiele gadali, tylko pomiędzy sobą w innym języku, którego nie kumał. Jego zadaniem było przygotowanie farszu z sera, ziemniaków i cebuli, wiec cały dzień tylko mieszał, kroił i tak też minał drugi i trzeci dzień. No ale czwartego dnia uznał, że wyjdzie z inicjatywą, bo ile można ten ser z ziemniakami tylko ucierać. Przyniósł wielki wór krewetek i zaczął się z nimi zajmować na swoim stanowisku do pierogów ruskich.
Tomash Nowakovsky
-
a little twink
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion, jegotyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłapostaćautor
Chłopak nigdy nie był pracownikiem miesiąca. Nie dlatego, że nie zależało mu na tym, co osiągnęli jego rodzice. Przeciwnie, był dumny z ich sukcesu, jednak osobiście chciał podążać własnymi śladami i ścieżką, którą sam sobie wytyczył. Nie wiedział, z czego to wynikało, bo miał świadomość tego, że wielu ludzi byłoby wdzięcznych, gdyby mogli prowadzić rodzinną firmę, nie musząc przejmować się jej rozwojem. Tommy nie miał nic przeciwko pomaganiu i zaglądaniu do kuchni od czasu do czasu, zwłaszcza gdy miał jeden z tych gorszych dni.
Lepienie pierogów go uspokajało. Była to mechaniczna praca, na której nie musiał się skupiać. Nowakovscy szczycili się i reklamowali faktem, że wszystkie pierogi robione były ręcznie. Z tego względu zatrudniali całkiem pokaźną liczbę rąk, które im pomagały. Tommy nigdy nie chciał od rodziców pieniędzy za swoją pomoc, w zamian podkradał kilka(naście) pierogów, które później zajadał w swoim pokoju albo na balkonie. Były to idealne wieczory, a przynajmniej w jego mniemaniu.
Był w ciągu lepienia, gdy zauważył, że zaczyna brakować mu farszu do pierogów ruskich. Całe pomieszczenie było przesiąknięte zapachem cebuli, chociaż klimatyzacja i wentylacja pracowały bez wytchnienia. Niektóre zapachy po prostu się utrzymywały, dlatego w kuchni starano się starannie trzymać wyznaczonych stanowisk, by nie okazało się, że jakaś partia pierogów ze słodkim serem pachnie i smakuje cebulą albo kiszoną kapustą i grzybami. Tommy zdjął rękawiczki, wyłączył swojego audiobooka i poszedł w kierunku jednego z pracowników, który zajmował się przygotowaniem farszu do pierogów ruskich.
Podchodząc do mężczyzny już niemal od razu zobaczył, że coś było nie tak, gdy na jego blacie znalazł jakieś różowo zabarwione elementy zamiast białożółtawego farszu.
– A co ty robisz? – zapytał, spoglądając na mężczyznę, który zajmował się nie tym, czym powinien.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Chcesz mi pomóc, czy jak? - zdziwił się, bo w kuchni raczej to działa tak, że każdy ma swoje poletko za które jest odpowiedzialny, a nie tak że się pomaga, a może Tomashek chciał go pozbawić roboty i sam przejąć stację nadzienia??
Ricz aż się odwrócił z tym nożem w kierunku Nowakowskyego i wtedy go olśniło! Aż się cały uśmiechnął i Tomaszek mógł zobaczyć, że Riczi nie ma dwójki na przodzie. Jeszcze sobie nie wstawił nic w miejsce wybitego przez Rosę zęba, po pierwsze dlatego, że nie miał hajsu na dentystę, a po drugie trochę się bał iść do dentysty tak ogólnie, a Rosa go nie wspierała i nie chciała iść z nim za rękę, też go nie zapisała, no więc tak właśnie łaził z dziurą w buzi.
- A bo ty jesteś Tomashek Nowakoswky - nie udało mu się powiedzieć nazwiska poprawnie, ale przynajmniej się starał. Wziął się pod boki. - Słuchaj szefuńciu, no to pomyślałem, że wyjdę z taką inicjatywą, żeby wprowadzić nieco nowum na ten wasz rynek pieroga polskiego - pokazał na papkę, którą przygotoywwał - Krewetki z porem to jest połączenie, które zawsze działa, możesz być pewny i spokojny, że to zejdzie i jutro będziemy znów je robić - tak się ucieszył, że nawet nie zauważył za bardzo pierwotnej reakcji Tomaashka wiec się po prostu tak rozpędził z opowiadaniem.
Tomash Nowakovsky
-
a little twink
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion, jegotyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłapostaćautor
– No wiesz… bo to taki farsz specjalny jest, do pierogów… i jest mi potrzebny do zrobienia zamówień – powiedział, potrząsając pustą miską, w której nie było już farszu do ruskich. Usiadł jednak na krześle i zaczął przyglądać się, jak mężczyzna radzi sobie z krewetkami. Szło mu nawet szybko, znacznie szybciej niż innym pracownikom. Nowakovscy nie zatrudniali tutaj samych kucharzy, bo do lepienia pierogów nie były potrzebne żadne konkretne umiejętności, więc pracowali tutaj ludzie, którzy po prostu potrzebowali pracy. Można było nazwać to symbiozą, bo ludzie potrzebowali pracy, a Nowakovscy rąk do pracy. I wszyscy byli szczęśliwi.
– Z tym, że nikt tego nie zamówi, bo nie ma tego w menu, a żeby się w nim znalazło, to trzeba pogadać z właścicielami – kiwnął głową. Ubrał rękawiczki i wziął do ręki nóż, po czym powoli zaczął kroić pora, który znajdował się najbliżej niego. Przekroił warzywo na pół, a później na kilka mniejszych kawałków, które łatwiej było następnie posiekać. Nie był mistrzem noża, bo nie był kucharzem i raczej nie musiał wprawiać się w szybkie krojenie i siekanie. Nie chciał też stracić swoich palców.
– Szybko ci idzie to krojenie… chyba miałeś już jakieś doświadczenie w kuchni, co? – zagaił, bo zrobiło się wyjątkowo cicho, a on nie przepadał za taką ciszą, zwłaszcza gdy stało się obok kogoś i robiło coś wspólnie. Nie miał tak właściwie zielonego pojęcia, z kim miał do czynienia, bo mężczyzna mógł być zarówno przypadkowym przechodniem zgarniętym z ulicy, jak i synem premiera, który chciał po prostu uciec od blichtru i obowiązków. To rodzice Tommy’ego zajmowali się wybieraniem pracowników.
– Ale słuchaj… daj mi kilkanaście tych pierogów, ja je dam rodzicom do zjedzenia i przekonam, że są dobre – pokiwał ochoczo głową. Zawsze lubił dostawać darmowe jedzenie, bez względu na to, czy było ono dobrej czy złej jakości.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- No to już zaraz zrobimy, co to za problem- wziął kubeł i ładuje ziemniaki bez obierania pod wodę, żeby je umyć jeszcze przed obieraniem. Woda zdążyła zalać wszystkie ziemniaki, a ten ją wyłączył i zapomniał już co miał zrobić, bo się rozproszył swoim nowum. - Ale zobacz to nadzienie - uniósł palec i złapał inną miskę, w której już miał prawie skonćzony farszyk. Złapał jakąś czystą łyżkę i wziął mały kawałek na spróbowanie i podstawia Tomashkowi.- Założe się, że czegoś takiego nie jadł jeszcze żaden polak - tak sobie powiedział, ale już się jacyś polacy odwrócili i patrzą na niego zdziwieni, bo co on ma ich za jakiś pierwotniaków, którzy nie znają krewetki? Ricz jakby nie zauważył tego poruszenia, ale to dlatego, że patrzył tylko na Nowakowskyego, czekając jego reakcji.
Zamieszał w misce z nadzieniem, a kiedy Tomek tak mówi, że no ale nie ma tego w menu, nie ma coś tam, to Ricz uniósł łyżkę i wskazuje nią na chłopaka.
- Słuchaj, klienci mają to do siebie, że nie wiedzą czego chcą. Mówią "zrób mi panie z kapustą i grzybami pieroga" i myślisz, że chcą na prawdę pieroga z tym farszem? Otóż nie -odwócił się i szuka cytryny, a wtedy Tomek nagle staje obok niego i zaczyna kroić, więc patrzy jak mu to idzie opornie i postanowił obok zrobić to samo, zeby się chłopak opatrzył, jak należy kroić. W międzyczasie mówi: - To czego chcą klienci to wspomnienie. Wigilijnego stołu, radości ze spędzania czasu z rodziną - tak się rozmarzył, ale ktoś z kuchni powiedział pod nosem po polsku - Chłop chyba nigdy na polskiej wigilii nie był - na co pozostali zarechotali i Ricz ponieważ nie rozumiał za bardzo o co chodzi, bo nie mówi po polsku - to się trochę zmieszał i dlatego nastała taka cisza.
- No miałem - spiął się trochę, bo nie żeby coś, ale jak się już zostało kiedyś kucharzem MSR to później na prawdę to jak fatum się ciągnie i nikt cię nie chce zatrudnić, bo jesteś "za dobry". A się okazuje, że dla MSR jesteś z kolegi "niewsytarczjaąco dobry". No i jesteś nagle w kropce. - Pracowałem w Nowym Yorku na kuchni od szesnastego roku życia, potem w Portorico - wyjaśnia pobieżnie i zerka na Tomashka, który wyszedł z miłą inicjatywą. Aż mu się oczy zaświeciły.
- Stary, skręć je sobie tylko i są twoje - podaje mu miskę z farszem i jezeli Tomek poszedł skręcać, to Ricz poszedł za nim, bo lepienie pierogow to jest jeszcze dla niego czarna magia.