14
Even if it's just in your wildest dreams
Wyjazd do hotelu z Audrey na weekend był propozycją zupełnie losową. Wymieniając między sobą wiadomości, Audrey zaproponowała babski wypad, co Shereen przyjęła pozytywnie i od razu się na niego zgodziła. Prawdą było to, że ostatnio miały dla siebie dużo mniej czasu. Pracowały, Winfield poświęcała więcej uwagi Ericowi, co rzutowało na czasie spędzanym z Audrey. Pomysł przypał jej do gustu, poza tym była ciekawa, co ciekawego wydarzyło się u kuzynki od ich ostatniej rozmowy, w której zgodnie uznały, że znalezienie sposobu na wybicie cioci z głowy pomysłu znalezienia dziewczynie męża było niemożliwe. Z powodu tego rozczarowania wypiły naprawdę sporo wina i jakoś im czas minął. Teraz miały pojechać na weekend do hotelu, SPA, zwiedzanie i na zakupy. To miał być czas dla Shereen i Audrey, brak facetów, brak dodatkowych rozpraszaczy. Koty zostawiły pod opieką Erica, więc nie musiały martwić się o czteronożne dzieci. Winfield nie miała obaw przed oddaniem kotów Ericowi; mimo swojej lekkomyślności, potrafił być odpowiedzialny, gdy sytuacja tego wymagała. Dlatego nie musiały się przejmować.
Pierwszą rzeczą po rozpakowaniu, jaką zrobiła Shereen, było podłączenie telefonu do ładowania. Później legła na łóżko i już miała przez pewien czas problem ze wstaniem z niego. Dlatego wybrała leżenie. Jedno łóżko nie tworzyło żadnego problemu, nieraz spały pod jedną pościelą i dzieliły wspólną przestrzeń łóżkową, więc Shereen nie czuła się ani trochę skrępowana. Nieraz się też przy sobie rozbierały, przebierały i robił inne dziwne rzeczy, więc spanie w jednym łóżku było po prostu niczym.
— Ja jestem w szoku, że udało ci się wziąć wolne. Czy akurat miałaś wolne w grafiku? — dopytała, odwracając głowę w stronę Audrey i wyciągnęła do niej dłoń, żeby spleść ich palce w siostrzanym uścisku. Pościel była czyściutka, miękka i pachnąca, a sypialnia, którą miały zajmować przez weekend, wyglądała jak pałacowa. Miały ogromne łóżko, jasne ściany, meble przypominające styl wiktoriański i przyozdobione złotymi ornamentami lustro. Ten hotel był spełnieniem marzeń. Zaśmiała się na stwierdzenie o
spokoju od chłopaków. Eric zbyt mocno jej nie drażnił, był raczej… Bezproblemowy.
— Przez dwa dni odpocznę od dobrego seksu… A co jak zdążę się w tym czasie nawrócić i pójdę w poniedziałek do zakonu? — prychnęła z rozbawieniem, podnosząc się z pozycji leżącej do siadu. Akurat zakon był ostatnią rzeczą, o jaką się się martwiła.
Ułożyła się na brzuchu, patrząc na ubrania, które Audrey wyciągała ze swojego kuferka. Skomentowała bluzkę, którą wyjęła jako pierwszą z walizki, głośnym omg, ta jest śliczna! — totalnie wyobrażała sobie Audrey w tej bluzce. Wyglądałaby bardzo ładnie, tak idealnie na wyjście wieczorem do pobliskiego pubu na kilka drinków. To był doskonały pomysł na wieczór. Dobry nastrój Winfield towarzyszył jej jeszcze przez kilka kolejnych sekund, dopóki Audrey nie usiadła obok i nie zrzuciła bomby, która wprawiła Shereen w stan autentycznego zdziwienia i zmrożenia. Z poważną miną obserwowała LeBlanc, jak podnosi bluzkę, odsłaniając przed nią swój brzuch. Fioletowe ślady wyglądały niepokojąco i poczuła się momentalnie zażenowana faktem, że wcześniej nie przyszło jej do głowy, by zapytać o samopoczucie kuzynki. W nerwowym geście przesunęła dłonią po włosach, ściągając z czoła grzywkę i kilka luźnych pasm do tyłu. Zaniepokoiło ją wyznanie Audrey.
— Dlaczego wcześniej nie mówiłaś, że jesteś chora… Który to stopień? — zapytała. Wykiełkowało w niej dziwne poczucie straty, choć nie umiała określić przyczyny tego stanu. Niedawno dowiedziała się o chorobie ojca, teraz Audrey… Zaczęła się zastanawiać nad fatum, które ciągnęło się za nią od przyjazdu z Ottawy. Oliver w akcie zemsty zesłał na nią jakąś dziwną klątwę? W przeciągu niecałego roku zdążyła być na pogrzebie swojego przyjaciela, dowiedzieć się o poważnym stanie ojca, pokłócić z Erikiem przez swojego byłego, a teraz Audrey…
Spokojnie, nie reaguj emocjonalnie. Najpierw wszystkiego się dowiedz.
Upomniała się w myślach, zaciskając palce na jasnej pościeli. Martwiła się o swoich bliskich. Wiedziała, że ciocia, jako dyrektor szpitala, postara się zapewnić swojej córce jak najlepszą opiekę medyczną. Niepokoił ją fakt, że czasem nawet najlepsi lekarze zawodzili, gdy leki były źle dobrane, albo wtedy, gdy zaśmiecone próbki pobrane do badań, zupełnie zmieniały wyniki. Ale to nie był koniec. Audrey mówiła dalej, a Shereen wysłuchując jej, zaczynała rozumieć, ile ważnych rzeczy przegapiła. Zawaliła jako przyjaciółka. Wpatrywała się w twarz blondynki, próbując jakoś zareagować, ale odniosła wrażenie, że niezależnie od tego, co chciała powiedzieć, to wciąż mogło być za mało.
— Kto cię zaatakował… Boże, dlaczego nie powiedziałaś mi o aż tylu rzeczach? — nie wiedziała, jak inaczej zareagować. Kolejny raz zmieniła pozycję, bo leżenie na brzuchu w tym momencie wydawało jej się niewygodne. Zagryzła nerwowo usta, przygarniając do siebie Audrey. Przytuliła ją z całej swojej siły, jak starsza siostra, gdy pocieszała młodszą.
— Nie zawracasz mi głowy. Jesteś moją siostrą i najlepszą przyjaciółką. Postaram się być częściej obecna, dobrze? Po prostu mi mów, gdy coś się dzieje. Ja też nie zawsze się domyślę, po prostu nie ma takiej opcji.. I jestem w szoku, że chorujesz. Nie wiem jak na to zareagować — próbowała mówić spokojnie, ciepło, wspierająco — działać zgodnie z tym, co uważała za słuszne. Wierzyła, że wszystko się ułoży, nawet jeśli lekko drżący ton zdradzał zmartwienie.
— Co zrobiłaś w sprawie tej osoby, która cię zaatakowała?
Audrey LeBlanc