27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

No dobrze, dość tego, jak Peter usłyszał pomysł Wendy to już wszystko się wyjaśniło. Patrzy na nią zupełnie już rozbawiony całą tą sytuacją. Rozmawiała z nim tak jakby była conajmniej pod wpływem gazu rozweselającego i żałował, że nie ma w zwyczaju nagrywać filmików, bo chciałby mieć gdzieś zapisany filmik na którym Wendy tak mówi. - Wendy, ty jesteś absolutnie porobiona przez te leki. - ujął jej buzie w obie swoje ręce, żeby się nie mogła rozproszyć i musiała na niego spojrzeć. Chciał, żeby to do niej dotarlo, że robi a raczej mówi rzeczy, których pewnie będzie kiedyś żałować. On natomiast żałował, że to nie były takie do końca prawdziwe słowa, bo tak absolutnie rozbierana zabawa w doktorka bardzo przypadła mu do gustu. W każdym razie odpuścił dłonie i miał się już podnosić, tylko że akurat wydarzyło się coś, co sprawiło, że przez chwilę zaniemówił.
Bo już moment później wydawało mu się, że zarówno ona jak i on są absolutnie trzeźwi. Tylko, że wciąż rozmawa wydawała się czymś nowym i... czy ona właśnie spytała, czy jest jego dziewczyną? To, w połączeniu z przeuroczym widokiem jej wielkich jak dwie gwiazdy oczu, głowy przechylonej prawie tak jak robił to Rocky i policzkami zarumienionymi.. z powodu wyznanego uczucia? Jego ręka odruchowo powędrowała na jej. Akurat głaskała Rockyego, więc wyszło na to, że on trzymał rękę na jej która trzymała psa, no bardzo słodziutko.
Czy była jego dziewczyną? Gdyby nią była to na pewno by o tym wiedziała i nie musiałaby zadwać takich pytań, więc najwyraźniej średnio mu z tym idzie. Ale z drugiej strony jest mu najbiższą osobą, więc...
- Właściwie pod wieloma względami.. - ale już pyta go dlaczego, więc jak już ją wział na ramiona to opowiada - Bo jesteś Wendy, najmądrzejsza dziewczyna jaką znam, masz w sobie ogromne pokłady światła i pozytywnej energii i przy tobie... - zatrzymał się na chwilę, a Wendy mogła poczuć jak krew w jego żyłach zaczyna nieco mocniej pulsować, kiedy zwrócił na nią spojrzenie. -Przy tobie ja też jestem lepszy - skrzywił się, bo chyba za bardzo się pochwalił - Albo przynajmniej staram się być
Hipopotamy jednak są najbardziej niebezpieczne, musi zapamiętać. Zazwyczaj nie ma problemu z zapamiętywaniem takich informacji, ale zaimponowało mu, że Wendy mówi to z taką pewnością siebie. Zareagował tylko skinięciem głowy, a kiedy wyjaśniła kiedy zostało zrobione zdjęcie, torchę się zmieszał, bo przecież to był bardzo dziwny poranek..
- Aaah, wtedy - dziwne, nie mówiła mu o tym. Tak jak on Kristin o kiss cam. - A łączy się z tym jakaś historia?- zapytał lekko, kiedy już sobie leżeli w jej łóżku i ją przytulał, żeby się mogła wygodnie ułożyć i zasnąć, bo na pewno jest śpiąca od tych leków i bólu i od goracej zupy.
Ale nie na tyle, żeby się nie zdenerwować. Peter poprawił się na łóżku i patrzy w jej oczy z których strzelają iskierki.
- Kristin tak powiedziała? - pyta retorycznie i wywraca oczami, bo tego się nie spodziewał po swojej ex - Dziewczyna, która nie przepracowała jednego dnia, za której wszystkie wyjazdy płacą rodzice i która pojechała sobie na luksusowe studia za granicę gdzie nie musiała nic robić? - przypatruje się Wendy, bo wyraźnie poczuła się dotknięta tymi słowami. Schowała twarz w poduszkę, a on zastanawia się chwilę. Może Kristin miała mu za złe, że funduje jej bez żadnych pytan niektóre wyjazdy, ale większość Wendy kupowała sobie sama, a do Mediolanu pojechała w ramach wymiany (on jej stawia bilet, a ona ma go oprowadzić) i bardzo spontanicznej decyzji i po jego kilkukrotnych namowach.
- Kurcze, szkoda, że mnie nie było przy tym kręceniu tyłkiem - skomentował pół żartem pół serio i znó się nie mógł powstrzymać i ją pogłaskał po ramieniu - Wendy, przecież dobrze wiesz, że tak to nie wygląda, nie przejmuj się tym co opowiada Kristin. Wszyscy dobrze wiedzą, że ona jest trochę crazy i nikt nie będzie słuchał takich plotek. A ja do niej zadzwonię i powiem, że powinna cię przeprosić - chociaż chyba nie będzie taka chętna, skoro Wendy jej zafasoliła w nosa w ramach odpowiedzi. -Ona wiedziała, że mnie nic nie ruszy co byłoby wycelowane we mnie, więc postanowiła Ciebie skrzywdzić - sam się też trochę zdenerwował i sięgnął do kieszeni żeby wyciągnąć telefon. - Dzwonię do niej

habibi come to dubai
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ściągnęła nieco brwi i zmarszczyła nosek nie rozumiejąc jego rozbawienia. Przeciez ona mówiła całkowicie poważnie, zabawa w doktora mogła okazać się bardzo ciekawym i miłym zajęciem, którego z chęcią by się z nim podjęła — przed lekami, w trakcie, a nawet już wtedy, gdy ich działanie ustąpi. On jednak nie mógł tego wiedzieć, a ona bez leków chyba była zbyt onieśmielona by mu to wyznać. Dopiero gdy dłonie ułożył na jej policzkach to specjalnie je napompowała jak chomik, by potem w zabawny sposób je wypuścić z nieco wysuniętym językiem. — Zdaje ci się — a jej zachowanie całkowicie przeczyło jej słowom. Słowa były prawdziwe, ale jej stan cóż… nie pozwalał mu w to uwierzyć.
Ona też miała problem z wiarą chyba. Wiarą w to co teraz mówił Peter. Trafiało to do niej, w pewien sposób to akceptowała, ale nie potrafiła spojrzeć na siebie jego oczami. Bardzo jednak chciała mu wierzyć, gdy tak głowę przechylała przyglądając się mu uroczo. Wierzyć w to, że pod wieloma względami jest wystarczająco dobra, by być jego dziewczyną. — Z tym byciem najmądrzejszą to zostawiłabym szerokie pole do dyskusji — bo niekiedy to naprawdę dawała fenomenalny popis głupoty, ale były też chwile, w których wykazywała się niemałą dojrzałością i mądrością, więc może coś faktycznie dało się tutaj ugrać… bo z tym, że była pozytywną energią to nie można było się kłócić. — Jesteś dobry Peter… czasami tak dobry, że człowiek ma ochotę sprowadzić cię na złą drogę — przyznała z niemałym uśmiechem, ale naprawdę tak uważała. Dla niej Bylthe był chodzącym przykładem, ideałem wręcz… jasne, popełniał błędy i ona czasami próbowała go nakierować na odpowiednie tony, ale zawsze był taki ułożony, typ grzecznego chłopca. No nawet to, że z Kristin tyle wytrzymał, a przecież mu nie dawała. Za to należał się już jakiś order czystości i wierności… no właśnie. Gardner wciąż była tylko naiwną dziewuchą, zapatrzoną w Petera bez względu czy akurat kopnęły ją leki czy też nie.
Widocznie była naiwna i wyjątkowo uzdolniona w kwestii zapamiętywania ciekawostek o zwierzetach, ale naprawde to jej nieźle wchodziło. Jako dziecko miała chwilową zajawkę w temacie weterynarii, a potem jeszcze te wyjazdy do RPA chociażby, ale nie tylko. Wybrała dzieci, ale to też prawie tak jakby trafić do ośrodka pełnego rozszalałych małpek, na jedno wychodziło. Wcale tak bardzo nie zboczyła z wymarzonej dziecięcej ścieżki kariery.
Wypiłam z nimi kawę, mili ludzie… w zasadzie to był jeden wielki rodzinny biznes, otoczyli mnie taką opieką… kochani byli — rozmarzyła się przymykając lekko oczy i pewnie, gdyby nie zboczyli do zupełnie innego tematu to zasnęłaby w tych Piotrusiowych ramionach, no ale w rozmowę wcięła się im Kristin, a ta sprawiała, że krew nagle się w niej gotowała.
Miło, że zaraz zareagował i dał jej wiele powodów, by zrozumieć, że przez Kristin przemawiała zawiść, ale wciąż i tak czuła nieprzyjemne ukłucie w podbrzuszu. To co sobie tam Krstin z życiem robiła to zupełnie jej nie obchodziło, mogła leżeć, pachnieć i oczekiwać za to wynagrodzenia, a Gardner i tak by to nie obeszło. Za to, gdy ktoś wytykał jej to, że nie jest przy kasie i sugerował wyciąganie jej od innych już nie potrafiła puścić mimo uszu. Może miała jakiś kompleks biedaczki i nieustanną potrzebę udowadniania, że da sobie radę sama, a przyjaźń z Peterem, co to mu hajsu nigdy w życiu nie brakowało też często był komentowany przez uszczypliwe osoby. Te ich wspólne wyjazdy, wycieczki. Nie liczyło się to, że los się do niej uśmiechnął, coś wygrała, coś pracowała, większość naprawdę sama sobie ogarniała, a i tak każdy myślał, że Peter stawiał. Nie każdy, tylko głównie Kristin. Jej bliscy nie oceniali jej w ten sposób, bo ją znali. Za to tym przy kasie łatwo było osądzić ją.
Zaśmiała się w poduszkę słysząc, jak Peter mówi o kręceniu tyłkiem, ale zaraz też westchnęła odsłaniając twarz. — Ja wiem jak to wygląda. Ty też Peter — i właśnie tak wyglądało jak to malowała Kristin. Łatwo było mówić, że facet przy kasie stawia wszystko, bo na co mogłaby sobie pozwolić przedszkolanka i to jeszcze taka pokręcona jak Wendy. Nikt nie chce znać jej historii, każdy chce wierzyć w tę otoczkę. — Ale to nie ważne… nie przejmuj się — przecież i tak jej w odwecie złamała nos, były kwita, prawda? — Ja się już prawie nie przejmuję — dodała i zaraz też sięgnęła ręką do jego ręki, by powstrzymać go przed wyciągnięciem telefonu. I chyba dopiero teraz dotarło do niej co właśnie powiedział Peter. Szkoda tracić czas na Kristin.
A to co wycelowane we mnie to cię rusza? — zapytała, choć przecież wiedziała, że to możliwe… w końcu się p r z y j a ź n i l i, to musiało o to chodzić.

wyskakuj z kasy na safari 🤑
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

-No dobrze, dobrze, nie będę się upierał - odpuszcza ze śmiechem. Jeżeli tylko mu się zdawało, a Wendy była absolutnie trzeźwa, to chyba niedziwne, że kiedy tak nadmuchała policzki to jedyne co chciał zrobić to pocałować ją w tą słodką buźkę. Wendy chyba nie widziała się w lustrze, jeżeli wciąż miała wątpliwości, czy nadawała się na jego dziewczynę. I nawet nie chodzi o to, że jest piękna, ale o to, jaka jest wiecznie uśmiechnięta i pomimo swojej przeszłości w domu z ciężką historią, potrafi docenić każdy moment życia. Chyba właśnie to najbardziej w niej lubił. Może powinien jej to powiedzieć, a nie to, że jest mądra, chociaż to też akurat prawda. Może nie chodziło tu o mądrość jaką wykazują się profesorowie na uczelniach, ale raczej o tą życiową.
- Ciekawe co za człowiek, bo nie wyobrażam sobie, że masz tu siebie na myśli, sama jesteś całkiem miła - no tak, ona jest słodkim stworzeniem i on też tak w gruncie rzeczy, więc chyba ich nawzajem sprowadzanie się na zą drogę mogło jedynie obejmować to, że po umyciu zębów zjedliby lody. Nie było demoralizacją to co ona mu pokazywała w życiu, raczej pokazywała mu możliwości rozluźnienia się i bawienia bez ciągłych myśli o konsekwencjach.
- Już się nie przejmujesz? - powtarza po niej i uważnie spogląda w te oczy, które już nie chcą w niego patrzeć. Jednak nie zadzwonił do Kristin, bo skoro Wendy nie chciała to okay, zrobi to innym razem, alb nie zrobi, no zobaczymy.
- No pewnie, Wendy. Nie chcę żebyś cierpiała, przecież zależy mi na tobie - i jak to mówił, to tak ręką odgarnął kosmyk z jej czoła i dłonią zahaczył o policzek. Teraz to chyba on miał maślany wzrok, bo cała ta rozmowa dziś była taka milutka, jeszcze się wcale nie pokłócili, a do tego Wendy wyglądała prześlicznie taka zarumieniona i bez makeupu.
- Powiesz mi dlaczego Cię to tak ruszyło? To przygadywanie o tym, że się mną interesujesz i o pieniądzach.. - spytał, bo skoro są przyjaciółmi to powinna móc mu powiedzieć cąłą prawdę i podzielić się tym co jej leży na sumieniu, a nie mówić, że już nie ma problemu, że już się nie przejmuje.

bier ten hajs!
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawidłowo — przytaknęła jeszcze na jego słowa, bo tego brakowało, by zaczęli się spierać o jej trzeźwość. Pewnie by przegrała, albo zastosowała metody odwracające uwagę i Bylthe totalnie by zgłupiał, ale to jednocześnie mogłoby się okazać gwoździem do trumny, bo na trzeźwo wiadomo, że by się nie odważyła. Lepiej było odpuścić ten temat i wrócić na bezpieczne wody, bo tym fantazjowaniem o doktorku nieco za daleko wypłynęła. Może ta zupa faktycznie zaczęła sprowadzać ją pomału na ziemię.
Jak to co to za człowiek? Myślisz, że nie byłabym w stanie sprowadzić cię na złą drogę? — zapytała otwierając szeroko buzię, a potem przekręcając wymownie oczami. Też mi coś! — pomyślała i nagle odpalił się jej tryb u d o w a d n i a n i a, że przecież potrafi i już w planach miała całą serię zdarzeń zatytułowanych: Ja wam pokażę! Szkoda tylko, że sił brakowało. — Pojedź ze mną na Burning Mana — wypaliła nagle bez zastanowienia, ale ostatnio wspominała o tym Williamowi, jeszcze gdy z Peterem nie było jej po drodze i nie przypuszczała, że Bylthe byłby osobą skłonną pojechać tam razem z nią. Skoro już jednak weszli na temat sprowadzania na złą drogę to może powinna zacząć od pustyni, gdzie symbolicznie będzie mógł ona też spalić KRISTIN kukłę i pożegnać się z dawną relacją… a potem będa mogli zboczyć na złą stronę mocy dobrze się przy tym bawiąc. Czy po tym wyjeździe wciąż będzie uważał, że nadaje się na jego dziewczynę? To się jeszcze okaże. O ile pojedzie.
Prawie się nie przejmowała. P r a w i e. — Nie, jest git. Naprawdę — powtórzyła kłamiąc jak z nut. Przecież nie było, kwestia pieniędzy zawsze ją triggerowała. Ich relacja nie opierała się na kasie, choć początkowo wszyscy tak myśleli. Ile razy słyszała o znajomych, że złapała byka za rogi, bo zaraz ktoś próbował ją z nim połączyć na poważnie? Długo walczyła z uprzedzeniami, jednocześnie mierząc się z jakimiś swoimi wewnętrznymi bolączkami, bo co o życiu może wiedzieć człowiek, który wychował się otoczony pieniędzmi i miał wszystko czego zapragnął? Tylko, że Wendy miała to do siebie, że dobrze jej z oczu patrzyło, a przy tym i we wszystkich chciała widzieć to co najlepsze. Tego też doszukała się w Piotrku, zamiast opierać się na uprzedzeniach zbudowali przyjaźń nie na kasie… a teraz ktoś bezczelnie próbował to podburzyć. To bolało i jednocześnie dawało do myślenia, bo gdy sięgnęła do ich wszystkich wspólnych wyjazdów zaczynała dopuszczać do siebie te durne myśli, co jeśli ktoś miał rację?
Dlaczego ja to ruszyło? No własnie dlatego. — Bo nie chcę żebyś dopuścił do siebie choć cień myśli, że kiedykolwiek w naszej znajomości mogło chodzić o pieniądze — nigdy o to nie chodziło, choć złośliwiec pokroju Kristin zaraz wyciągnąłby te ich wszystkie wspólne wycieczki na wierzch i zaczął przeliczać, wykrzykując: a nie mówiłam! Bo Peter stawiał to, albo tamto… niekiedy nie dając jej nawet wyboru, a ona odmówić mu nie potrafiła, ale to nie tak, że tego właśnie chciała i to na nim wymuszała. Nie była naciągaczką, a trochę teraz tak się czuła po tym White Party. Na myśl o tej sukience znów przeszył ją lekki dreszcz… ale… no właśnie. Peter nie tylko odgarnął kosmyk z jej czoła, gdy tak zahaczył dłońmi o jej policzek. Przez moment, gdy leżał taki w nią wpatrzony miała wrażenie, że odgarnia też te wszystkie problemy, które mąciły jej w głowie. Teraz mogli rozgrywać między sobą potyczkę pokroju: kto dłużej wytrzyma bez mrugnięcia, tylko edycję kto robił do kogo bardziej maślane oczy. Czuła spokój, choć paradoksalnie oddech jej przyspieszył, gdy puściła jego dłoń, którą powstrzymała go przed sięgnięciem po telefon i przemknęła po jego boku, przesuwając nią na klatkę i układając w miejscu, gdzie biło jego serce. Szybko biło.


bierz co chcesz, na safari też mnie bierz
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Bardzo szkoda, że nie doszło jednak do tych działań odwracających uwagę, bo mogłyby one może zawierać randomowo rozłożone pocałunki, albo niespodziewane macanki, a zamiast tego on był confused, ona była nieco oszołomiona i skończyło się jak zawsze - czyli na spoglądaniu sobie w oczy. Oboje są chyba absolutnie ślepi, skoro nie umieją wyczytać z oczu swoich nawzajem nic. Jak oni się mają dogadać, skoro nic nie widzą??
- Ty...? Przedszkolanka z tak uroczym baby face jak ty miałaby mnie sprowadzić na złą drogę? - aż zakpił z uśmiechem - Namówisz mnie do zjedzenia lodów po dwudziestej drugiej? - podsunął, bo coś podejrzewał, że własnie w takim typie będą te propozycje. Ale wtedy padła taka, której się akurat nie spodziewał. - A później zrobimy sobie matching tatoos? Na jakiego burning mana? W sensie na ten festiwal techno z dragami? Ale po co mamy tam jechac? - dopytuje, jakoś niespecjalnie przekonany, czy ten cąły Burning Man to jest coś dla niego. Jeszcze gdyby to był festiwal muzyczny, a nie instagramowa mekka na której content creatorzy robią sobie sesje jak z Marsa. Co prawda pojechanie gdziekolwiek z Wendy będzie super, więc nie zamknął się jeszcze na tę propozycję, natomiast chciałby chyba usłyszeć coś więcej, niż to co słyszał dotychczas. Na przykład... dlaczego Wendy chce tam jechać i właściwie.. jak?
No był ciekawy, ale jeszcze bardziej ciekawy był czy wszystko na pewno okay i czy nie musi dzwonić do Kristin. Skoro nie, to schował telefon i przypatruje się Wendy, właśnie tymi maślanymi oczami, uśmiecha się lekko kącikiem ust, kiedy tak sobie leżą i się w siebie patrzą. Trochę mu wypadło z głowy co ona powiedziała, a troche obijało mu się jednak pomiędzy uszami. Bo wtedy odpala się to ich wpatrywanie się w siebie, Wendy nagle kładzie rękę na jego sercu i świat Petera jakby się zatrzymuje. Serce bije mu mocno, właściwie on teraz słyszy tylko swoje serce. Czy tak powinno bić serce do swojej przyjaciółki? A co jeżeli ona też chce je sprawdzić, żeby się upewnić, czy to wciąż serce jej przyjaciela, czy może kogoś innego?
Kto pierwszy przerwie ten moment?
Peter okazał sie tym, bo to co miał w głowie to taka niepewność, czym był jej gest. Czy sygnałem, że już nie są jedynie przyjaciółmi, a może po prostu była lekko otumaniona lekami i w ten sposób chciała mu pokazać coś dla niej istotnego?
Kwestia pieniężna pomiędzy nimi była czymś w rodzaju tabu, którego on jako osoba która ma pieniądze od rodziców - nie poruszała, bo jej nie zauważała; a Wendy z kolei nie poruszała, bo miała tych pieniędzy za mało. A szkoda, bo Peter akurat bardzo lubił rozmawiać o finansach, więc to, że nie mógł ze swoją przyjaciólką uważał za swoją jakąś porażkę.
- Wendy.. ja wiem, że nie chodzi ci o pieniądze, przecież jak się poznaliśmy to byłem spłukany - a kiedy ona unosi brew, jakby chciała zasugerować, że on nie wie co to znaczy być spłukanym, postanowił jej wyjaśnić całą sytuację, od samego początku: - Mój ojciec jak skończyłem czternaście lat, to wziął mnie do country klubu na najlepszy dzień w moim życiu. Prowadziłem autko golfowe , kiedy on grał z Cristiano Ronaldo w golfa, a po wszystkim poszliśmy na obiad na którym mi powiedział, że od teraz nie jestem dzieckiem i jeżeli chcę żyć tak jak on, to muszę iśćdo roboty, bo nic mi nie zapisze w spadku- wyjaśnia jej zawiłości swojego życia, może dobrze, że w końcu poruszają taki temat? - I jasne, żałożył mi fudusz na studia, więc nie byłem w sytuacji takiej jak większość dzieciaków, ale mój ojciec obiecał mi, że nie zapisze mi nawet dolara pos wojej śmierci. A wiesz, w takich rodzinach jak moja, to całkiem fair informacja, bo dość szybko musiałem zacząćsam na siebie pracowąc, a nie czkeać na jego śmierć, albo liczyć że nie dorobi się piątego dziecka po siedemdziesiątce - uśmiecha się lekko na tę myśl, chociaż on to już podejrzewa, że ojciec ma jakieś inne dziecko na boku, co prawda nikomu nigdy o swoich podejrzeniach nie powiedział, ale jak go tak czasami obserwuje...- Więc na prawdę Ci wierze, że nie o to chodziło, bo nigdy nie czułem abyś chciała odemnie jakieś pieniądze. A nawet przecież pamiętam jak nie działała mi karta, pamiętasz, przez pół wyjazdu do Kalifornii, bo zapomniałem wymienić na nową? I wtedy bez pytania pożycząłaś mi pieniądze. Wydaje mi się, że to tylko jakaś projekcja Kristin. Po prostu sama miała wyrzuty, że robiła to mi, więc się na tobie wyżyła - machnął na to wszystko ręką. Układa się na plecach i teraz już patrzy w sufit, którego oczy tak go nie zapraszajądo tego, żeby złamał przyjacielski pakt i skosztował ust.

babyface
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oszołomiona to ona była — fakt, ale na jego punkcie. Problem był taki, że ona nie miała odwagi zrobić większego kroku, by odmienić tą całą przyjaźń, bo w imię czego? Przecież on się nawet nią nie interesował w ten sposób, a przynajmniej tak się jej wydawało. Nawet seria podtekstów, które odważniej wymknęły się z jej ust za pomocą leków niczego nie ułatwiły, więc to musiało być jednostronne, a ona powinna wziąć się w końcu w garść, bo faktycznie skończy ze złamanym sercem.
Na domiar złego okazało się, że Bylthe chyba jak rzucał Kristin mocno oberwał w głowę albo — co gorsza — w ogóle jej nie znał. — No błagam cię Peter! Oczywiście, że potrafię sprowadzić na złą drogę. Poza tym ciebie nie tak trudno na nią sprowadzićpan idealny, zawsze i wszędzie. Przekręciła wymownie oczętami i westchnęła lekko. — Dobra, jak się masz wyśmiewać to nigdzie nie jedziesz — naburmuszyła się, bo wkurzył ją tymi lodami po dwudziestej drugiej i matching tatuażami, których była akurat fanką! — Tyś widział festiwal techno z dragami… to w ogóle nie o to tam chodzi, a nawet jeśli to jeden odlot by ci krzywdy nie zrobił — oznajmiła wzruszając bezradnie ramionami. — Pojadę z Williamem, ma zabrać jakiegoś kumpla Madoxa i kogoś tam jeszcze — oznajmiła choć reszty nie znała to i tak nie wątpiła w to, że będzie się dobrze bawić. — Wiesz, to trochę takie budowanie społeczności w trudnych warunkach, nie dla funu tam noszą gogle i chusty na buzi, choć panuje tam też postapokaliptyczny dress code, kupiłam sobie kilka outfitów, jeden mi nawet przyszedł. O ten — zaraz już sięgała po telefon, by mu pokazać. Na przebieranki sobie nie zasłużył, bo nie przebrał się w doktora. — No i tam panują konkretne zasady, do których trzeba się stosować i nie ma tam obrotu kasy, wiesz bazuje się na tym co się samemu przywiezie i co przywiozą inni. Waluta to jest uścisk i uśmiech, choć kto wie co tam jeszcze — zachichotała pod nosem. — Myślę, że to trochę święto wolności, a ty przecież jesteś wolny… co nie? wczoraj jeszcze byłeś chyba nie mogło się to tak szybko zmienić to sobie pomyślałam… ale nie ważne no — machnęła ręką tak, jakby nie wiadomo co sobie myślała sama sądząc, że się z nią wybierze. Głupiutka. Pojadą najwyżej razem na inną pustynię.
Zaraz już wrócili na temat pieniędzy, a Wendy westchnęła ciężko, bo nie przepadała za tym. Sama go ruszyła, ale niekoniecznie, aż tak chciała go rozwijać, bo choć Peter sądził, że rozumie sytuację to ona i tak uważała, że wcale nie. — Niby spłukany i niby płaciłam za ciebie jak byliśmy w Kalifornii… — znów wróciła do tamtego wyjazdu, gdy wszystko się zaczęło. Miejsca, gdzie typ zaczepił ich na ulicy i zaszczepił w niej tą głupiutką myśl, że coś może między nimi być. Poruszyła głowa na boki jakby chciała oczyścić sobie aurę, jaka do niej napłynęła i znów spojrzała na Petera. — …ale to nie to samo. Nie lubię jak to porównujesz w kwestii rozumienia sprawy, bo niczego ci nie brakowało i kiedy ty żyłeś swoim najlepszym życiem ja zastanawiałam się kiedy coś będzie w lodówce oprócz wódki lub piwa — westchnęła ciężko nie chcąc by zrozumiał ją źle. — I nie sądzę, by rodzina całkowicie odcięła się od wszystkiego, bo co by się nie działo możesz na nich liczyć. Po prostu chcieli byś doszedł do czegoś sam i pewnie za kilka lat będziesz z tego dumny i kto wie, może zrobisz coś takiego swoim dzieciom, cholera wie, a ja bym nie potrafiła tak postąpić. Ten wasz świat i te wasze intercyzy, to wszystko to nie moja bajka i nie sądzę byś był w stanie kiedykolwiek w pełni zrozumieć moją… — wyznała układając się też na plecach i patrząc w sufit. A tym samym czy istniała jakakolwiek szansa, by zrozumiał ją? Może byli skazani na niezrozumienie. — Mi naprawdę na tym nie zależy. Lubię swoje życie z miesiąca na miesiąc, a ta jej pieprzona projekcja mnie wkurwia — dodała przymykając oczy.

Obrazek
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”