Zablokowany
40 y/o
For good luck!
170 cm
prezes zarządu Northgate Resource Holdings
Awatar użytkownika
you believe this is a game,
and you might be right.
but if you think you can
play it better than me,
think again.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Valerie DaSilva zd. Westlake
Vanessa Kirby
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
22.06.86 I Westlake Ranch, Kanada
zaimki
ona/jej
zawód
prezes zarządu
miejsce pracy
Northgate Resource Holdings
orientacja
biseksualna
dzielnica mieszkalna
Financial District
pobyt w toronto
od 10 lat
umiejętności
Negocjuje z ludźmi, z którymi nikt przy zdrowych zmysłach nie usiadłby do stołu — i nie zawsze pyta, czy droga do rozwiązania jest legalna. Trenuje krav magę i boks, czysto dla sportu i odreagowania stresu. Świetnie prowadzi — lubi pędzić po drogach z niebezpiecznie wysoką liczbą na liczniku. Rozpoznaje fałsz i wartość jednym rzutem oka — w ludziach i w przedmiotach. Ranczo nauczyło ją pracowitości, nieustępliwości i jazdy konnej. Potrafi być czarująca i bezwzględna w tej samej rozmowie.
słabości
Nieufność jest jej ustawieniem domyślnym, a mściwość bywa dosłowna — klucze po lakierze, kamień w szybie. Emocje chowa głęboko, aż wybuchają nagle, zwykle na kimś, kto zawinił najmniej. Prosić o pomoc znaczy dla niej przyznać się do słabości. Dźwiga więcej, niż powinna, nawet gdy ktoś naprawdę chce jej ulżyć. Pije, żeby wyciszyć to, czego nie chce nazwać po imieniu. Kupuje drogo i impulsywnie, kiedy traci kontrolę nad resztą życia. Temat dzieci potrafi zamknąć ją w sobie na cały wieczór. Beznadziejnie gotuje.
Na świat przyszła jako pierwsza z trójki rodzeństwa na Westlake Ranch, kawałku ziemi niedaleko Toronto, gdzie bydło Angus pasło się na wzgórzach porośniętych szorstką trawą, a dzień zaczynał się, zanim jeszcze niebo zdążyło zblednieć. Po niej przyszli Joseph i Charles, obaj o dobry kawałek młodsi, obaj uczeni tego samego rytmu — pracy, brudu pod paznokciami, konsekwencji nieznającej wyjątków. Państwo Westlake nie prowadzili domu w sposób okrutny, ale też nie lekką ręką. Dzieci kochano za to, ile potrafiły unieść, nie, jak bardzo płakały, gdy było im ciężko. Każde uczyło się, że miłość bywa warunkowa, a na czułość trzeba sobie zasłużyć. Wieczorami, zanim świat nauczył ją, że głos też można komuś odebrać, śpiewała wraz z braćmi przy ognisku — czysto, bez lęku, żyjąc w błogiej nieświadomości, że przyszłość boleśnie ją rozczaruje.

Miała piętnaście lat, gdy Wade Pruitt, jeden ze starszych parobków rancza, dostrzegł w niej coś, na co nikt wcześniej nie zwrócił uwagi — a ona, głodna tej uwagi bardziej, niż chciałaby dziś przyznać, pomyliła jego zainteresowanie z miłością. Kiedy powiedziała mu o ciąży, roześmiał się głośno, jakby to był żart, który szybko przestał być śmieszny. Rodzice wyrzucili go z rancza tego samego dnia, bez pożegnania i wyjaśnień dla reszty pracowników. Rozgoryczona i ze złamanym sercem Valerie usłyszała wyrok — zakaz przerwania ciąży, zakaz szkoły, drzwi zamknięte od zewnątrz aż do rozwiązania, jakby wstyd dało się zamknąć razem z nią w jednym pokoju. Rodzina ułożyła historię o późnej, niespodziewanej córce i tak na świat przyszła Raelynn. Valerie nigdy nie potrafiła spojrzeć na nią bez tego dziwnego, gorzkiego skurczu w gardle, z biegiem czasu orientując się, że dziewczynka nie miała w sobie nic z niej, ani rysów, ani charakteru, jakby ciało samo postanowiło zataić dowód wstydu. Była wobec niej oschła, starała się unikać, powtarzać wymyśloną przez rodziców historyjkę, lecz każdy kolejny dzień w jej obecności uświadamiał Valerie zakorzeniony wtedy żal.

Wyjeżdżając na studia nawet się za siebie nie obejrzała, a bynajmniej od razu, nie na tyle długo, by ktokolwiek to zauważył. Wobec rodziców czuła wdzięczność o smaku, którego sama się wstydziła: gdyby zmusili ją, by naprawdę była matką, zgniłaby na tym ranczu razem z resztą swoich możliwości. Po wyjeździe mogła poświęcić się nauce i rzucić w pracę z furią kogoś, kto odzyskuje skradziony czas garściami, nie licząc się z tym, co po drodze zostawia. Telefony do domu robiły się rzadsze, a powroty krótsze i coraz bardziej wymuszone.

Calluma poznała w terenie, przy jednym z pierwszych kontraktów, gdy branży surowcowej uczyła się od najbrudniejszego końca. Zakochała się bez pamięci, po raz pierwszy odkąd Wade nauczył ją, że miłość bywa przypudrowanym kłamstwem z doklejonym uśmiechem. Pobrali się młodo, zbyt młodo, by ktokolwiek wróżył temu długie życie, ale przez dwa lata było na tyle dobrze, że później nie umiała sobie przypomnieć tego uczucia bez bólu. Zginął przy kopalni, zwyczajnie, bez dramaturgii, tak jak ginie się w tej branży — jedno zdarzenie, jeden telefon, i została wdową w wieku dwudziestu pięciu lat, jeszcze nieopancerzoną i zdolną płakać bez wstydu.

Richard oczarował ją słowami i pieniędzmi w chwili, gdy najbardziej potrzebowała wierzyć, że świat bywa łaskawy. Przez pierwszy rok była szczęśliwa tak, jak bywa się szczęśliwym, tkwiąc w błogiej nieświadomości. Potem przyszła ciąża, a wraz z nią jego prawdziwa twarz — zazdrość skręcająca się w kontrolę, kontrola w pięści, pięści w noce, o których nigdy nikomu nie powiedziała do końca. Po jednym z napadów furii trafiła do szpitala w stanie krytycznym, a diagnoza lekarska zamknęła pewne drzwi na zawsze — nie mogła mieć już kolejnych dzieci. Nie płakała, a zamknęła to gdzieś głęboko, obok wszystkiego innego, czego nie potrafiła unieść, i nauczyła się nosić maskę niezdradzającą ciężaru bagażu. Nikt z zewnątrz nie widział jednak tylko ofiary. Podczas gdy w domu uczyła się milczeć, w pracy mówiła głośniej niż kiedykolwiek, wykorzystując gromadzone przez lata zgorzknienie do pięcia się w górę. Ktoś, kto umie wytrzymać wieczór z Richardem, potrafi też wytrzymać godzinę z prezesem, który krzyczy, jak rozpieszczony bachor, bo nie dostał tego, czego chciał. Zaczęła jeździć w teren sama, tam, gdzie firmy wysyłały ludzi, których nie żal było stracić. Zawierała kontrakty z mężczyznami, którzy patrzyli na nią jak na ciekawostkę, a wychodzili z sali, podpisawszy coś, na co nie zgodziliby się z kimkolwiek innym. To jedyny obszar życia, w którym miała pełną kontrolę i trzymała się go tak kurczowo, jak tonący trzyma się deski.
Richard zmarł dwa lata później, w noc, która niczym nie różniła się od poprzednich. Pijany, w środku kolejnej awantury, stracił równowagę na szczycie schodów i już się nie podniósł. Sąsiedzi słyszeli krzyki jeszcze przed upadkiem — nikt jednak nie zapytał głośno, czy naprawdę stał tam sam. Oficjalnie: nieszczęśliwy wypadek. Nieoficjalnie zaczęto szeptać pierwsze zdanie opowieści, mającej towarzyszyć jej już zawsze — że Valerie Westlake ma wyjątkowy talent do owdowienia w samą porę.


Lata, które nastąpiły, nauczyły ją więcej niż jakiekolwiek studia. Widziała obozy wydobywcze, w których prawo stanowił ten, kto miał więcej ludzi z bronią. Widziała, jak łagodzi się protesty miejscowej ludności i że nie zawsze kończyło się na pokojowej rozmowie. Widziała ciała, o których w oficjalnych raportach pisano ”wypadek przy pracy”, i nauczyła się nie zadawać cisnących się na usta pytań. Z każdym kolejnym kontraktem, kolejną podróżą w miejsca, o których nikt w Toronto nie chciał słyszeć przy kolacji, twardniała nieco bardziej — nie dlatego, że musiała, ale dlatego, że odkryła, jak wygodnie jest nie czuć. Mężczyźni, którzy próbowali ją zastraszyć, szybko uczyli się nie próbować po raz drugi. Ci, którzy próbowali ją oszukać, żałowali tego dłużej, niż było warto. Zaczęto mówić o niej jeszcze zanim poznała nazwisko DaSilva — że jest bezwzględna, że nie ma w niej miejsca na sentymenty, że lepiej się dogadać, niż stawać jej na drodze. Nie wiedziała, kiedy dokładnie to się stało — kiedy przestała być kobietą, która przetrwała, a stała tą, której się boją. Nie było w niej wiążącego się z tym żalu, a pierwsze od bardzo dawna poczucie, że nie da się już więcej skrzywdzić.

Miała trzydzieści dwa lata, kiedy młody pastor młodzieżowy z lokalnej parafii został przeniesiony do Toronto po cichym skandalu — z dala od siedemnastoletniej Rae, którą zdążył owinąć sobie wokół palca dokładnie tak, jak siedemnaście lat wcześniej ranczer owinął sobie ją. Valerie zetknęła się z nim przypadkiem, na neutralnym gruncie miasta, które miało być jej ucieczką, a nie miejscem, gdzie przeszłość dogania człowieka. Znalazła go, gdy tylko dostała wiadomość o jednego z braci, a coś, co tkwiło w niej od piętnastego roku życia, po prostu pękło. Miała już za sobą kilka bójek, przypływów furii, jakie ledwo udawało się okiełznać, ale to było inne. Valerie dobrze zapamiętała jego pełne niezrozumienia spojrzenie, prędko wnikające na twarz przerażenie i drżące dłonie wznoszące się w obronie. Pamięta, że skończyło się, gdy ktoś siłą odciągnął ją od leżącego już nieruchomo mężczyzny. Pastor przeżył, choć długo wracał do zdrowia i nigdy nie wrócił do pracy z młodzieżą. Sprawa nigdy nie trafiła tam, gdzie powinna.

Rafael DaSilva nie szukał kogoś do ratowania, tylko kogoś, kto dorówna mu poziomem. Kiedy sprawa z pastorem o mało nie wyszła na jaw, to nie litość kazała mu ją osłonić, a rachunek zysków i strat: kobieta z jej reputacją i kontaktami warta była więcej jako sojuszniczka niż ofiara skandalu. To on zadbał, by sprawa nigdy nie trafiła tam, gdzie powinna. Poznali się niedługo potem — on, spadkobierca Northgate Resource Holdings, człowiek, dla którego problemy istniały wyłącznie po to, by zniknąć, zanim staną się publiczne. Nie zakochała się w nim tak, jak w tamtych dwóch — nie było w tym uniesienia, tylko chłodna, obopólna kalkulacja. Wyszła za niego w zamian za ochronę, milczenie i pozycję, które kupił jej bez pytania o wdzięczność, bo wiedział, że i tak by jej nie okazała. To układ, jaki zawierają ze sobą ludzie, którzy przestali wierzyć w cokolwiek poza transakcją i oboje rozumieli go dokładnie tak samo.

U boku Rafaela poznała resztę świata, który dotąd oglądała tylko z oddali. Northgate oficjalnie zarządzało kopalniami i koncesjami surowcowymi na trzech kontynentach — nieoficjalnie utrzymywało też cichą gałąź "zarządzania ryzykiem", która zajmowała się tym, czego prawnicy nie mogli załatwić papierem. Dziennikarze, którzy zbytnio się zbliżali, nagle zmieniali temat, a aktywiści z terenów wydobycia znikali z nagłówków równie szybko, jak się w nich pojawiali. Valerie nie zadawała pytań, na które nie chciała usłyszeć odpowiedzi — nauczyła się patrzeć na krew na czyichś rękach i widzieć tylko kwartalny bilans. Wysiłek fizyczny stały się jej sposobem na odreagowanie, boks pozwalał uderzać w worek treningowy zamiast w człowieka. Alkohol lał się wieczorami, kiedy dom robił się zbyt cichy, a po trzecim czy czwartym drinku wracał do niej głos, który miała, zanim świat nauczył ją milczeć. Śpiewała wtedy, cicho, tylko dla siebie, piosenki sprzed dwudziestu lat, jakby próbowała dodzwonić się do dziewczyny, którą niegdyś była.

Rafael zmarł niedawno, w okolicznościach, które oficjalnie nazwano naturalnymi. Nieoficjalnie ludzie szeptali to samo, co szeptali już przy Richardzie — że Valerie ma wyjątkowy talent do owdowienia w samą porę. Zabezpieczyła się na długo przed tym dniem: umowy, majątek, własna pozycja w firmie, niezależna od żadnego z nazwisk, które kiedykolwiek nosiła. Dziś zajmuje miejsce Rafaela na szczycie Northgate. Na plotki odpowiada tylko uniesioną brwią i ciszą, która brzmi jak pogarda, choć w środku wcale nie jest tak niewzruszona, jak chce, by wszyscy myśleli. Nikt nie widzi, ile ją to kosztuje, a ona sama stara się nad tym nie zastanawiać.

Oficjalną przyczyną zgonu było tętniak serca — cichy koniec we śnie, we własnym gabinecie. Nadciśnienie, przepracowanie i wiek złożyły się w wersję, której nikt nie kwestionował. Dokładniejsze badanie wykazałoby jednak ślad po nakłuciu, drobny na tyle, by łatwo go przeoczyć, zbyt precyzyjny, by uznać go za przypadek. Ten sam charakterystyczny podpis — cisza, brak śladów walki, upozorowana naturalna śmierć — nosiła sprawa sprzed dwudziestu lat, której nikt nigdy nie zamknął. Valerie nie wie, czy odziedziczyła Northgate, bo tak miało być, czy dlatego, że ktoś zdecydował, że czas na zmianę na szczycie. Nie pyta. Niepewność bywa czasem bezpieczniejsza niż odpowiedź.

Ciekawostki
• Nigdy nie sprzedała pierścionka zaręczynowego od Calluma, mimo że przez lata nosiła na palcu kolejne, dużo droższe kamienie. Nadal trzyma go w zamkniętej szufladzie, do której nie zagląda.
• Ma lekką klaustrofobię, choć nigdy nikomu nie powiedziała, skąd się wzięła — pokój z zamkniętymi od zewnątrz drzwiami zostawił po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie.
• Trzyma w biurze butelkę taniej whisky, dokładnie takiej, jaką pijało się na ranczu, bo jej smak sprowadza na chwilę do miejsca, którego nienawidzi i za którym tęskni jednocześnie.
• Na większe picie pozwala sobie tylko tam, gdzie nikt jej nie zna — podrzędne bary po drugiej stronie miasta, gdzie nikt nie skojarzy jej z Northgate. Zdarzyło jej się tam nieraz przyłożyć komuś za słowo powiedziane nie tym tonem, i równie często wyjść z tego bez szwanku, zanim ktokolwiek zdążył wezwać policję.
• Nienawidzi koni, mimo (albo właśnie przez) dzieciństwa na ranczu — jedyne zwierzę, którego widok budzi w niej czysty, nieopanowany niepokój.
• Anonimowo opłaca remont dachu w kościele parafialnym niedaleko Westlake Ranch.
• Zna na pamięć wszystkie piosenki, które śpiewała jako nastolatka, ale od wieków nie zaśpiewała żadnej z nich na trzeźwo.
• Nie potrafi prowadzić przepisowo, kiedy jest sama najlepiej myśli jej się przy prędkości, przy której większość ludzi zaczyna się modlić. Miała już kilka mandatów, większość z nich nigdy nie trafiła do żadnych akt.
• Ma szafę pełną butów i torebek, które nosiła może raz. Kupuje impulsywnie, zwykle w te wieczory, kiedy najbardziej czuje, że traci grunt pod nogami — im gorszy dzień, tym droższa para na koncie następnego ranka.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
średni
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie
Ostatnio zmieniony ndz lip 19, 2026 12:20 pm przez Valerie Dasilva, łącznie zmieniany 2 razy.
space cadet
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum Valerie Dasilva
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
gall anonim
niegrzeczni użytkownicy
Zablokowany

Wróć do „ladies”