39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mikhail obserwował ją w milczeniu od chwili, gdy podniosła się z miejsca. Nie poganiał jej. Nie ponawiał rozkazów. Pozwalał, by sama doszła do szuflady i odnalazła futerał, jednocześnie nie odrywając od niej wzroku nawet na sekundę. Był przyzwyczajony do ludzi szukających okazji do ucieczki. Większość robiła to instynktownie, nawet jeśli rozsądek podpowiadał im, że nie mają najmniejszych szans. Olivia nie była wyjątkiem. Dostrzegł niemal niezauważalne przesunięcie w stronę drzwi, ledwie kilka centymetrów, które dla kogoś postronnego nie znaczyłyby nic. Dla niego znaczyły wszystko. To nie był pierwszy raz, kiedy ktoś próbował ocenić odległość do wyjścia. Sam robił dokładnie to samo od dziecka, wchodząc do każdego pomieszczenia. Liczył okna, drzwi, ludzi i możliwe drogi odwrotu. Nawyk silniejszy od świadomej myśli.
Na jej słowa o tym, że i tak nie pozwoli jej żyć, uniósł lekko brew. Przez krótką chwilę przyglądał się jej twarzy, jakby próbował zrozumieć, czy naprawdę wierzyła w to, co powiedziała, czy jedynie prowokowała go do odpowiedzi. Kącik jego ust drgnął w ledwie zauważalnym uśmiechu. - Gdybym zamierzał cię zabić, pani doktor, nie traciłbym czasu na rozmowę. Ani na proszenie cię o pomoc. - odparł, wzruszając ramionami. Słuchał jej dalej, kiedy zaczęła mówić o medycynie. Nie przerywał. Pozwalał jej skończyć, a w jego spojrzeniu po raz pierwszy pojawiło się coś na kształt zainteresowania. Większość ludzi w obecności wycelowanej broni mówiła to, co - ich zdaniem - chciał usłyszeć napastnik. Olivia robiła coś zupełnie odwrotnego. Wchodziła z nim w polemikę. Broniła swojego zawodu, choć rozsądek powinien nakazywać jej milczenie. Nie wiedział, czy wynikało to z odwagi, dumy, czy zwykłego uporu. Każda z tych odpowiedzi była równie prawdopodobna.
- Nie powiedziałem, że są niekompetentni. Powiedziałem, że stają się zależni od rzeczy, które kiedyś były jedynie pomocą. To nie to samo. - Oparł głowę wygodniej o fotel, czując, jak kolejne fale bólu rozchodzą się po boku. Tym razem nie pozwolił sobie nawet na najmniejsze drgnięcie. - Człowiek, który potrafi działać tylko w idealnych warunkach, prędzej czy później zginie, kiedy te warunki znikną. Dotyczy to lekarzy tak samo jak żołnierzy.
Na moment zapadła cisza. Mikhail przez chwilę po prostu się jej przyglądał. Im dłużej na nią patrzył, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że nie pasowała do świata, z którego pochodził. Miała w sobie irytującą wręcz potrzebę ratowania ludzi, nawet jeśli ci ludzie na to nie zasługiwali. Dla niego było to niezrozumiałe. Dla niej zapewne oczywiste.
Gdy jej spojrzenie ponownie zatrzymało się na pistolecie, od razu to zauważył. Nie odwrócił broni ani nie próbował jej schować. Wręcz przeciwnie, pozwolił, by patrzyła na nią tak długo, jak chciała. Wiedział, co widzi. Nie kawałek metalu, lecz granicę, której nie mogła przekroczyć. Broń od zawsze była tylko narzędziem. Nigdy celem samym w sobie. To ludzie nadawali jej znaczenie. Zauważył też, że nie sięgnęła po whisky. Przez moment sądził nawet, że spróbuje się napić, choćby po to, by uspokoić drżące nerwy. Nie zrobiła tego. Zacisnął tylko mocniej dłoń na butelce, obracając ją leniwie między palcami.
- Dobrze - powiedział cicho, bardziej do siebie niż do niej. - Alkohol powinien trafiać do rany, nie do lekarza. - stwierdził chłodno. Nie uśmiechnął się. Jednak przez krótką chwilę w jego głosie zabrzmiała nuta czegoś, co trudno byłoby nazwać rozbawieniem. Bardziej uznaniem dla dyscypliny, którą właśnie w niej dostrzegł. Nawet przerażona nie pozwoliła sobie stracić kontroli. To była cecha, którą potrafił szanować.
Czuł pieczenie. Alkohol wlany do rany palił żywym ogniem, a każdy ruch pensety rozchodził się po boku tępym, pulsującym bólem. Organizm wysyłał kolejne sygnały ostrzegawcze, domagając się odpoczynku, jednak nauczył się ignorować je wiele lat temu. Ból był czymś przewidywalnym. Dało się go oswoić, zepchnąć na dalszy plan. Strach był znacznie bardziej niebezpieczny, bo odbierał człowiekowi zdolność logicznego myślenia. Tego nigdy sobie nie pozwalał.
Jego spojrzenie powoli przesunęło się z twarzy Olivii na niewielki, zakrwawiony pocisk spoczywający na ściereczce. Przez kilka sekund po prostu mu się przyglądał. Taki mały kawałek metalu. Niepozorny. A mimo to wystarczył, by zatrzymać człowieka na granicy życia i śmierci.
- Hm... - Mruknięcie było ciche, niemal zamyślone. Nie bagatelizował tego, co właśnie zrobiła. Wręcz przeciwnie. Był pod wrażeniem, choć nigdy nie użyłby takiego słowa. Wyjęła pocisk sprawnie i nie spanikowała, choć miała do tego pełne prawo. Większość ludzi w podobnej sytuacji albo zaczynała płakać, albo traciła zdolność racjonalnego działania. Ona, mimo że bała się go niemal od pierwszej chwili, wykonywała swoją pracę z precyzją, której nie dało się udawać. Powoli przycisnął gazę mocniej do boku, zgodnie z jej poleceniem. Nie próbował przejąć kontroli. Przez te kilka minut oddawał swoje życie w ręce kobiety, której ufał mniej niż komukolwiek w tym pomieszczeniu. Paradoksalnie właśnie dlatego był spokojny. Lekarz związany przysięgą częściej ratował niż zabijał.
- Nieźle. - Słowo padło oszczędnie, niemal chłodno. W jego ustach brzmiało bardziej jak rzeczowa ocena niż pochwała. Pistolet nadal pozostawał w jego dłoni. Dopiero po chwili opuścił go nieco niżej. Broń spoczęła na jego udzie, lufa wciąż była skierowana w stronę Olivii, jednak palec zsunął się z języka spustowego. - Potrzebujesz przerwy? - zapytał, chociaż tak naprawdę wcale go to nie interesowało. Chciał to wszystko mieć już za sobą.

Olivia Calvert
ODPOWIEDZ

Wróć do „#20”