ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
173 cm
specjalistka kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W ostatnim czasie miała jedną misję — znalezienie brata. Rozpoczęcie pracy na komisariacie było krokiem, dzięki któremu miało przyjść jej to z łatwością. Nie pomyślała jednak, że przed tym potrzebowała pewności siebie, zaufania i… znajomości. W międzyczasie towarzyszyło jej dużo niepewności związanych z tym, czy na pewno chciała wpuszczać do swojego życia obcą osobę. Osobę, która może po dowiedzeniu się o ich pokrewieństwie, zacznie uprzykrzać jej życie, rościć sobie prawa do nie wiadomo czego albo… no czarnych scenariuszy miała pełno, ale równie dużo widziała w tym wszystkim zalet. Chciała mieć rodzeństwo; takie z krwi i kości, którego poznanie będzie kosztować ją wiele emocji, ale gdzieś podświadomie wiedziała, że było warto. Chciała przejść przez ten etap poznawania siebie, żeby potem bez skrupułów cieszyć się tym, że miała do kogo zadzwonić z rozterkami i wygadać się, gdy było jej źle. Bo jednak przyjaciele to coś innego niż rodzina prawda? Jej się nie wybiera! Miała nadzieję, że jej obraz się spełni i brat, który gdzieś egzystował sobie w Toronto, okaże się być taki, jakim sobie go wyobraziła.

Dlatego też kilka lat po skończeniu studiów zajęło jej, aby odezwać się do kogoś. Złapała kontakt z Aaronem, opowiedziała mu o sytuacji i jak mu trochę podtruła tyłek, to chłopak nawet zgodził się jej w tym wszystkim pomóc. Zgodził się pomóc znaleźć jej brata, a ona była podekscytowana tym, że w końcu miała pomóc profesjonalisty, a nie próbowała jedynie nieudolnie poszukiwać niewiadomego. W końcu jej bazą danych był tylko internet i ocena naoczna, który z dwudziestoośmio letnich chłopaków o nazwisku Hall mogło być do niej w jakimś stopniu podobnym.

Przerwa na lunch to był moment, kiedy miała dopaść swoją ofiarę. Wzięła makaron i ruszyła do stolika, przy którym siedział Blackwood, uśmiechając się słodko. Wiadomo było, czego chciała, po co przyszła, o co zaraz zapyta, ale jednak życie nauczyło ją kultury osobistej. — Hej, Aaron, jak ci mija dzień? — zapytała, dźgając pomidorka koktajlowego i patrząc na niego, zaczęła jeść obiad. — Smacznego, tak w ogóle.

Aaron
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ubolewał, że spotkanie rodzinne skończyło się tak szybko. Nie często mieli okazję wspólnie usiąść u mamy, zajadając się obiadem, który dla nich ugotowała. Miał liczne rodzeństwo i każdy był już na tyle dorosły, że wyprowadził się na swoje, starając się skupić na własnym życiu. Wiecie, jak ciężko było zgrać taką ferajnę, kiedy na dodatek nie każdy mieszkał w jednym mieście? Starszy brat Aaron podbijał właśnie Wielką Brytanię, a jedna z młodszych sióstr postanowiła podjąć studia w Nowym Jorku. Cud, że w ten jeden weekend każde z nich mogło pozwolić sobie na trwający kilka godzin lot, byleby tylko sprawić przyjemność rodzicielce. Młody policjant nie pamiętał, kiedy ostatnim razem widział ja tak szczęśliwą.
Niestety, jak powszechnie było wiadomo, wszystko co dobre, szybko się kończy i człowiek musiał wracać do normalności, która w przypadku Blackwood oznaczała pracę. mordercy nie spali, niestety. Samobójcy też nie, a również nimi należało się zajmować. Męczące, kiedy po przerwie człowiek ponownie wpadał w wir, który na kilkanaście kolejnych tygodni miał go nie wypuścić ze swoich objęć. Skupił się więc na papierkach, na raportach i analizach, które miały doprowadzić do schwytania psychopaty biegającego po mieście z nożem. Niby nic, ale doszło już do dwóch zabójstw, co czyniło typa znacznie bardziej niebezpiecznym. Jednorazowy wybryk to jedno, ale kiedy zakrawało na seryjniaka, problem robił się zgoła poważniejszy. Nie chciał jechać do kolejnej młodej ofiary, która wykrwawiła się po ciosach psychopaty. Chciał go złapać i posadzić na całe życie w więzieniu, licząc, że nigdy go nie opuści. Słaba kara, ale lepsza, niż żadna.
Zgarnął swój lunch, na który składała się pieczona wieprzowina w ciemnym sosie oraz puree ziemniaczane z prażoną marchewką. Miał ochotę na sushi, ale gdy się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.
Ledwo zaczął jeść, kiedy zaatakowała go Hazel, urocza dziewoja, której zgodził się pomóc w odszukaniu brata. Cholera, brat. Nie miał nawet na niego za bardzo czasu.
-Cześć, Zel. Pięknie dzisiaj wyglądasz. Niemal cała promieniejesz - skomentował, zerkając na nią znad widelca, który zamarł w połowie drogi do ust. - Produktywnie. Sporo spraw do załatwienia, sporo morderców do ujęcia. Nie owijaj w bawełnę, słodziaku. Co chcesz wiedzieć? - odłożył sztuciec, wlepiając w nią ciemne spojrzenie. Jasne, że wiedział czego. Nie był debilem.

Hazel Brooks
Eve
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”