Cwany uśmiech i podpuszczający ton jasno wskazywały na niecne zamiary, ale Indie wyjątkowo nie miała zupełnie nic przeciwko tym jawnym, tanim prowokacjom ze strony Lucasa. Pozwalała mu, po prostu. Jak nikomu innemu. Na każdą z zaczepek odpowiadała z należytym zaangażowaniem, ale przede wszystkim z ciekawością, zaintrygowana sposobem, w jaki te nowe okoliczności ich relacji czyniły dobrze znane przyjacielskie przekomarzanki jeszcze bardziej zajmującymi i ekscytującymi. Podobało jej się. Wszystko. Każda zaczepka, każde wymownie przeciągnięte spojrzenie i każde rzucone pomiędzy wierszami wyzwanie, cała ta frapująca zabawa, w której poddawali próbom nowo ustanowione granice przyzwoitości, na zmianę sprawdzając, na ile pozwalały się nagiąć. Dzięki niej nawet ordynarne zadanie dokończenia zakupów było formą rozrywki, naprawdę dobre, na tyle, że to cud i szczęście, że po drodze nie stracili wątku i rzeczywiście wyszli ze sklepu dokładnie z tym, po co do niego przyszli. No,
prawie dokładnie, bo jednak z dwoma bonusami, to znaczy sześciopakiem i batonami, zjedzonymi jeszcze w trakcie drogi powrotnej. Całą jej resztę oczywiście przegadali,
całą — na klatce schodowej dźwięk kroków też mieszał się z ich śmiechem i głosami, które nie przycichły pod (jak się okazało otwartymi) drzwiami, a dopiero chwilę później, kilka kroków za nimi. Pojęcia nie miała, czy Lucas rzeczywiście zamknął za sobą drzwi, niespecjalnie zwróciła na to uwagę, dlatego na jego pytanie odpowiedziała tylko wzruszeniem ramion. Może nie zamknął. Nie wiedziała, ale w ogóle nie wykluczała takiej możliwości, wręcz przeciwnie — brzmiało to całkiem prawdopodobnie... w przeciwieństwie do prawdziwego powodu, dla którego klucz w zamku nie drgnął, tego samego, który kilka sekund później kazał Millerowi przerwać sobie w pół zdania.
A więc to tak?
Z ich przelotnego spotkania w monopolowym Indie nie zapamiętała wiele, większość szczegółów przesłaniały wspomnienia wszystkich negatywnych emocji, których wówczas miała wątpliwą przyjemność doświadczyć, ale mimo to, w stojącej przy kuchennej wyspie postaci
natychmiast rozpoznała Charlotte.
Nie miała najmniejszego pojęcia, jak na chwilę obecną wyglądały sprawy pomiędzy Lucasem i jego byłą, o ich rozstaniu nie wiedziała praktycznie niczego — od czasu kłótni w schowku nawet
nie śmiała pytać. Wychodziła z założenia, że Miller mógł sam zdecydować czym i w jakiej ilości chciał się z nią na ten temat dzielić, a że było to niewiele... może lepiej? Nic nie mogła na to poradzić, ale może to lepiej, bo tak między Bogiem a prawdą... Indie chyba jednak wcale nie chciała wiedzieć więcej. Wysłuchałaby go uważnie, gdyby akurat chciał dzielić się jakimikolwiek szczegółami, ale nauczona doświadczeniem jakoś niespecjalnie miała ochotę pytać o nie jako pierwsza. Prawie tak samo, jak nie nie miała ochoty
znów się w to wszystko niepotrzebnie mieszać, zwłaszcza przy tym nieszczególnie przyjemnym tonie rozmowy, który może i był całkowicie zrozumiały, ale mimo wszystko — nie budził w niej ani jednego pozytywnego instynktu.
To ona? Czuła na sobie ciężar spojrzenia Charlotte, jeszcze bardziej rozżalonego niż jej ton, w którym uraza mieszała się z gniewem.
To z tą dziwką mnie zdradziłeś?
—
Słucham? — wyrwało jej się mimowolnie. Tytuł dziwki co prawda spływał po niej jak woda po kaczce, nie uwłaczał jej nawet w połowie tak bardzo, jak z założenia powinien (gorsze obelgi słyszała), ale wcale nie znaczyło to, że była skłonna na niego przyzwalać. Komukolwiek, ale zwłaszcza jej.
—
Słyszałaś mnie.
Odpowiedź była krótka, pewna i przede wszystkim tak szybka, że Indie w pierwszej reakcji mogła tylko zamrugać w szczerym zdumieniu. Ledwo odpierała przemożną potrzebę bycia równie (jeśli nie bardziej) nieprzyjemną, a niewyszukanego komentarza odmówiła sobie w zasadzie tylko dlatego, że
naprawdę nie chciała się w to mieszać. I może trzeba było pomyśleć o tym wcześniej, zanim nieumyślnie zaprowadziła w życiu Lucasa cały ten chaos, ale wychodziła z założenia, że nie było potrzeby go pogłębiać; dosyć się już popisała, więc ugryzła się w język, pozwalając, żeby mieszkanie na moment pogrążyło się w napiętej ciszy.
Ciszy, która sama w sobie była odpowiedzią na pytanie Charlotte — ich zgodne milczenie ewidentnie powiedziało jej wszystko, co musiała wiedzieć, bo za chwilę pokiwała powoli głową, jakby na znak pełnego zrozumienia.
—
Czyli to ona — stwierdziła z niedowierzaniem w głosie i rozgoryczonym spojrzeniem wbitym w twarz Lucasa. —
Nieźle. Szybko poszło — skwitowała drwiąco, po czym przeniosła spojrzenie z powrotem na Caldwell, do której tym razem zwróciła się już bezpośrednio: —
I co? Zadowolona? Powiedz — naciskała, ale
lepiej nie, lepiej chyba było nie powiedzieć nic, więc na każde z tych pytań Indie tylko pokręciła niemrawo głową w odmowie, korzystając z faktu, że nadal jeszcze była do niej zdolna. Nie była pewna na jak na długo. —
Warto było się kurwić?
lucas ⋆˚࿔