24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

15
✩ ✩ ✩
someone told me, "stay away from things that aren't yours"
but was he yours if he wanted me so bad?
pacify her, she's getting on my nerves
you don't love her, stop lying with those words
Spoko dziewczyna. Młoda, miła całkiem i w ogóle, tylko... bystra jak woda w kiblu, że tak powiem — skwitowała z krótkim wzruszeniem ramion, tym samym podsumowując swój kilkuminutowy monolog o najnowszej członkini zespołu Fox Theatre. Do powiedzenia o nowej dziewczynie miała akurat całkiem sporo, bo z jakiejś przyczyny to właśnie Indie spotkał zaszczyt przeszkolenia niejakiej Tilly. Ciężko powiedzieć, kto uznał to za dobry pomysł — Caldwell raczej nie słynęła z sumienności i profesjonalnej postawy, ze znajomości i umiejętności respektowania zasad też niespecjalnie, więc nie do końca rozumiała, skąd taka decyzja, ale nie zamierzała jej kwestionować. Nie robiło jej to większej różnicy, zwłaszcza, że kilka godzin w towarzystwie nowej koleżanki było wyśmienitą okazją do zgromadzenia całej masy opinii i spostrzeżeń, którymi teraz mogła (i nie omieszkała) podzielić się z Lucasem. — I wiesz, ja nie mam żadnych złudzeń, Miller, wiem, że żaden ze mnie Einstein, więc może nie mi to oceniać, ale... kurwa. Laska myślała, że Pilates to ten typ, który skazał Jezusa na śmierć, czujesz?
Z końcem własnego wywodu Indie sama czuła się nim na tyle zmęczona, że po raz pierwszy od dłuższej chwili przycichła, tym razem na dłużej niż marne pięć sekund. Potrzebowała chwili przerwy od ciągłego mówienia, zwłaszcza, że nadawała niestrudzenie już od dawna, konkretnie odkąd kilkanaście minut temu przekroczyła próg mieszkania Lucasa. Wcale nie tylko dlatego, że miała mu dużo do powiedzenia.
Jasne, z radością i szczerym entuzjazmem donosiła mu o nowej współpracowniczce, ba, czekała na tą sposobność pół dnia, ale było w tym jej trajkotaniu coś nerwowego, niespokojnego, jakby czuła się do niego zobowiązana. Sumiennie zapełniała ciszę i całą wolną przestrzeń słowami, przede wszystkim po to, żeby odwrócić uwagę — jego też, ale przede wszystkim własną — od faktu, że było jej dziwnie. Nie, że źle, ale dziwnie. Dziwnie było być w jego mieszkaniu i jak gdyby nigdy nic zdawać sprawozdanie z porannej zmiany w kinie, dziwnie było znów siedzieć na jego kanapie, dokładnie tej samej, na której obudziła się skacowana jeszcze kilka miesięcy temu. A jeszcze dziwniej, najdziwniej było Indie udawać, że wcale nie była tym wszystkim głęboko zmieszana; że to w ogóle nie tak, że niczego już za bardzo nie wiedziała — ani jak zdefiniować ich obecną relację, ani co o niej myśleć.
A z resztą, co ja Ci będę opowiadać... Widziałam, że pojutrze sami zamykacie, to przekonasz się sam. Nie będę spoilerować — zadecydowała, finalnie nie wytrzymując w tej ciszy specjalnie długo, ale umówmy się: można było się tego spodziewać. — Ty byś coś teraz powiedział. O, albo lepiej, coś byś włączył, co? — dodała, krótkim skinięciem głowy wskazując na konsolę. — Tylko żadne kurwa Call of Duty. Lepszego coś.

Lucas Miller
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
25 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Co ty gadasz… — słuchał uważnie Indie, kiedy opowiadała o swoim dniu, siedząc u niego na kanapie i nawijając, podczas gdy on próbował zrobić im jedzenie. I słowo próbował tutaj było kluczowym dla sprawy, biorąc pod uwagę, że Miller był jednak bardziej mistrzem śniadań — jajeczniczka, jakieś tościki, a herbatę jaką robił dobrą! — ale kurwa z obiadami, to już bywało różnie. Szczególnie takimi ambitnymi, do których zrobienia trzeba było użyć piekarnika. Bo kto by pomyślał, że do lasagne będzie trzeba?! A do tego, że makaron pierwsze trzeba było ugotować? Kogoś mocno pojebało i to wcale nie był on. Więc łowił już kolejny płat, jak ten dębił, dmuchając i chuchając pod nosem, żeby mu się nie złamał jak sześć poprzednich, przy okazji angażując się w rozmowę z Indie. — Ja to w ogóle nie rozumiem, jakim cudem, ktoś zostawił nową laskę z TOBĄ na zmianie. Przecież wszyscy kurwa wiedzą, ze ty do dzisiaj nie umiesz nawet zwrotu na kasie zrobić i za każdym razem wciskasz ludziom kit, że niestety polityka kina głosi, że biletów nie można zwracać — spojrzał na nią wymownie znad lady. Akurat on znał już te wszystkie sztuczki Indie. — Nie wspomnę o tym, że ostatnio była kolejka na dzisieć osób, a ty sobie kurwa w gierkę na telefonie grałaś schowana pod biurkiem — wytknął jej i chociaż próbował zachować przy tym powagę, to przecież długo nie był w stanie udawać, że go to nie bawiło. Prychnął w końcu. Indie zawsze go rozczulała swoim sposobem bycia. Nie była może idealna, ale właśnie te jej odchyły i odpadły podobały mu się w niej najbardziej. Nie dało się z nią nudzić. Nawet na moment się na nią zapatrzył przez co sos zaczął dziwnie skwirczeć na patelni i musiał do niego podbiec w trybie pilnym.
Co? W nic nie będziesz kurwa grać beze mnie — rzucił w eter w międzyczasie, kręcąc drewnianą łyżką jak jakiś pierdolnięty, próbując odkleić przyschnięte elementy od patelni. — Już sam fakt, że siedzisz tak daleko mnie… denerwuje — o proszę, jakie ładne słowo. Zdecydowanie nie pasowało do sytuacji, ale niech będzie. Pomieszał jeszcze trochę, a potem odstawił ją na blat, znowu go brudząc po lewej stronę i podszedł do Indie. — Skupić się przez ciebie nie mogę. A jak ma być dobre, albo chociaż jadalne, to musze. Rozumiesz? — stanął nad nią jak matka w sobotę o ósmej rano, żeby zagonić dziecko do sprzątania. Tylko Lucas zamiast ją do czegokolwiek zmuszać, bezczelnie nachylił się po prostu w jej kierunku i szarpnął ją pierwsze za ręce, tak że wpadła mu w ramiona, a potem za biodra i przerzucił ją sobie przez ramię. — Idziesz ze mną, Caldwell — ale kurwa porywacz. Tak daleko ją uprowadził, że przeszli do aneksu kuchennego, a zgrabny tyłek Indie został posadzony po prawej stronie na blacie. Tam gdzie robiło się kawkę i przede wszystkim było czysto. Upewnił się, że wygodnie siedziała i na moment znalazł sobie miejsce między jej nogami.
Lepiej — mruknął, zaglądając w jej jasne, szare oczy. Zdążył jedynie musnąć jej kolana, kiedy sos znowu zaskwierczał. — Nie no kurwa, popierdoli mnie — wyrwał się do patelni i zaczął mieszać. — Chuj, zdejmuje to gówno z gazu. Po chuj te rzeczy w ogóle się grzeje, jak i tak potem mają iść do piekarnika? — spojrzał na swoją (?) przyjaciółkę/dziewczynę/obiekt westchnień (niepotrzebne skreślić), jakby to ona miała mieć odpowiedź na jego zagwozdki. A nim ona zdążyła mu odpowiedzieć, doskoczył jeszcze do garnka i wygrzebał z niego płat makaronu. Trochę się rozgotował, ale lepsze to niż jakby miał mu się znowu złamać, nie?

Indie 👩🏻‍🍳 *ੈ✩‧
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ja też nie. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że w całym budynku nie było kogoś bardziej wykwalifikowanego. — Tak, bo to z pewnością o kwalifikacje chodziło, a nie o fakt, że — mówiąc wprost — miała na to wszystko centralnie wysrane. — Bo nie można — zapewniła z śmiertelnie poważną miną, dokładnie tą samą, z którą na co dzień cięła klientów w chuja, nalegając, że nie była w stanie im pomóc. — Prawa konsumenta już nie obejmują zakupu i sprzedaży biletów kinowych, właśnie ogłosili. Nie słyszałeś? — zdziwiła się, choć dużo bardziej zszokował ją ten absolutny brak zrozumienia, którym wykazywał się bezczelnie wytykając jej okazjonalną rundkę Candy Crush albo pasjansapod ladą. — No ale halo, przecież musiałam poziom dokończyć — oburzyła się wielce, co najmniej tak, jakby te zarzuty nie były w stu procentach uzasadnione i na miejscu. — I co, że czasem się zrobi kolejka? I tak przez pierwsze pół godziny seansu lecą reklamy, nic się ludziom nie stanie jak sobie zaczekają minutkę albo dwie. Cierpliwość to cnota podobno — odparła, bez zawahania stając we własnej obronie (no ba), a czy rzeczywiście była to minutka albo dwie... to już inna sprawa. Ale tego nie miał jak udowodnić. — Poza tym jeszcze się nasiedzą przez następne dwie i pół godziny, nie? Więc jak sobie o tym pomyślisz, to robię im w ten sposób przysługę, nie ma kurwa za co.
Mogłaby sprawiać wrażenie całkowicie pochłoniętej tym ciągłym mówieniem, ale przez cały ten czas skutecznie dzieliła swoją uwagę między słowa a Lucasa, wodząc za nim wzrokiem po całej kuchni i z cieniem rozbawienia na twarzy obserwując te jego kulinarne zmagania. Które, nawiasem mówiąc, wbrew pozorom bardzo doceniała, w przeciwieństwie do pretensji, z którymi za chwilę stanął jej nad głową.
Aha, ale co przeze mnie? Nie moja wina — zdążyła się obruszyć i niewiele więcej, bo w ogóle nie była przygotowana na to, żeby z kolejnym mrugnięciem nagle znaleźć się przewieszona przez ramię Millera. Miała zaprotestować, serio, w końcu co to za bezczelna samowola, ale niestety trochę ciężko było się sprzeciwiać kiedy akurat nie mogła przestać chichotać pod nosem, więc postanowiła wyjątkowo mu na to wszystko pozwolić. Wyjątkowo. — Niech ci będzie — skwitowała, kiedy siedziała już na blacie. Jakby w c a l e jej się nie podobało, może nawet bardziej niż gra, bo widok z jej nowego miejsca na blacie był znacznie lepszy niż ten z kanapy, zwłaszcza, kiedy miała Lucasa blisko, na wyciągnięcie ręki. Już nieco mniej podobał jej się fakt, że nie zdążyła się tym nawet porządnie nacieszyć, bo ledwo skrzyżowała z nim spojrzenia, a już musiał ruszyć z odsieczą przypalającemu się sosowi, na co pokręciła głową z politowaniem.
Nie planowała się wtrącać, w zupełności zadowalało ją bierne nadzorowanie Millera, ale im dłużej obserwowała go w akcji przy garach, tym bardziej czuła się zobowiązana zainterweniować. No przecież kurwa musiała.
Dobra, ale grzeje, a nie pali, w chuj zdejmuj — wytknęła, a że czuła przemożną potrzebę wzięcia spraw w swoje ręce — nie czekała, aż Lucas skończy łowić rozgotowany płat makaronu i wychyliła się w kierunku kuchenki, żeby osobiście przesunąć patelnię z sosem na palnik obok. A jak już przy tym była... — A ten makaron byś przykręcił, nie musisz go tak na pełnej kurwie gotować — stwierdziła, po czym i tak zrobiła to sama. — W sumie to w ogóle nie musisz. Wiesz, Big Pasta nie chce żebyś to wiedział, ale lasagne z nieugotowanego makaronu wychodzi dokładnie tak samo — podzieliła się konspiracyjnym tonem, ale już zaczynał jej się włączać tryb zadaniowy, więc zrozumiałe, że niecałe dwie sekundy później musiała spytać: — No a piekarnik to nastawiłeś w ogóle?

Lucas 𑣲⋆
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
25 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Logika Indie w kwestii runek w Candy Crush podczas godziny pracy była… idiotyczna.
I szczerze? Mega mu się podobała. Argument że robiła im tym przysługę i dzięki niej dłużej prostowali nogi nim usiądą na dwie godziny w pełnym bezruchu była kompletnie odklejona, ale jaka prawdziwa! Że też on o tym nie pomyślał, jak zapierdalał z popcornem na lewo i prawo za barem, bo ludzie narzekali, że nie zdążą jeszcze do kibelka przed seansem. Trzeba im było ładnie uświadomić, że tak naprawdę robił im przysługę. I jeszcze od razy wypić ich cole, tak na zapas, żeby im się nie chciało podczas oglądania. Ahh ta dwójka. Jednego dnia powinni otworzyć coś swojego. To byłoby chyba najbardziej chillowe i jednoczenie chaotyczne miejsce w całym Toronto. Albo jakaś kawiarnia, w której klient sam sobie robi kawę, bo oni są zajęci Candy Crushem. Zajebiste. Wcale nie.
Lucas na ten moment natomiast był zajęty innymi rzeczami. Pierwsze musiał przetransportować Indie na blat, tak dla lepszego skupienia, a zaraz potem biegał z patelnią w ręce, kręcąc energicznie łyżką sos, który przykleił się do spodu. Oczywiście nawet przy tak prostej czynności jak m i e s z a n i e poległ, chlapiąc sobie całą koszulkę. Dobrze że nie była jego ulubioną, bo jeszcze by się spłakał.
Ale gdzie ty mi tu te łapy?! — spojrzał na Indie gniewnie, kiedy chciała mu sama przestawić patelnie. — Ty tu jesteś po to, żeby ładnie wyglądać i mnie zabawiać, a ja od gotowania! — przypomniał jej podział obowiązków, tak jakby nagle zapomniała. Normalnie to on był największym klaunem w pomieszczeniu, ale przecież dzisiaj chciał zrobić coś innego. Zmienić im nieco perspektywę. Zacząć od nowa. Wyjazd do Richmond był wyjątkowo udany, zakończony ze skutkiem o wiele lepszym, niż Miller się spodziewał, bo oprócz tego co na Diabelskim, finalnie też udało im się odzyskać jego plecak i nie wyjebali go z pracy. Sprawy między nimi wciąż nie były do końca ułożone, nie mieli żadnej poważnej rozmowy, ale… czyny chyba mówiły sama za siebie.
Chcieli spróbować.
On chciał.
I widział po niej, że ona również.
Wiedział jednak, że kluczem do powodzenia tej relacji będzie absolutny brak pośpiechu. Ostatnio obwiniał go bardzo mocno, kiedy Indie zawinęła manatki i uciekła. Analizował to przecież godzinami, jak od jednego pocałunku od razu przeszli w pół godziny cały keljdoskop intymności, który na dobre przekreślił ich przyjaźń. Nie mieli czasu procesować tych informacji, przyswoić się z nową rzeczywistością. Byli narwani. Ledwo skoczyli z niewielkiego klifu, a zaraz wdrapali się na jebanego Jezuska z Rio de Janeiro i z niego chcieli prosto na główkę… to nie mogło się udać. Dlatego tym razem Lucas chciał to zrobić dobrze. Wziąć ją na kilka randek, potestować, zobaczyć jak to będzie, bo z tyłu głowy wciąż miał tą myśl, że ona… jutro mogła uciec do innego kraju. Bał się tego, chociaż nie mówił o tym głośno. A teraz jeszcze bał się o makaron, który znowu porwał się w połowie.
Jak to nie musze go gotować na pełnej kurwie? — prychnął, próbując wyciągać kolejny kawałek, który skleił się z innym, bo Miller był niecierpliwy i wrzucał po kilka. — Ja wszystko robie na pełnej kurwie, Indie — podniósł na nią spojrzenie, zawieszając się na moment na jej szarych, pięknych oczach. B Ł Ą D. — Ah kurwa — aż odskoczył, kiedy cały makaron osunął się po szpachelce i kiwnął na podłogę. — Nie no, popierdoli mnie — mruknął pod nosem, akurat w momencie, kiedy Caldwell dodała, że tak naprawdę Big Pasta robił wszystkich w chuja i makaron do lasagni wcale nie trzeba było w pierwszej kolejności dusić w wodzie, żeby nieco zmiękł. S k a n d a l w czystej postaci. Aż Miller pokręcił głową. A potem zamarł w bezruchu i tylko spojrzeniem analizował. Indie nie mogła wiedzieć o co mu chodziło, a kiedy tylko chciała się odezwać, to przystawił jej rękę do ust, żeby dała mu się skupić. Finalnie coś tam policzył, coś pokalkulował i wyszło mu, że…
Trzeba kupić nowy makaron — wow. Niesamowite. Wyprostował się, drapiąc po głowie, a potem wyjebał do kosza te wszystkie połamane odłamki, które miały na sobie już tysiąc włosów z podłogi. Ale skoro Indie znała łatwiejszy sposób… — I zrobimy go bez gotowania — wymierzył w nią palcem, a potem podszedł zadowolony i wcisnął się między jej nogi. — A jak nie wyjdzie, to przynajmniej będzie na ciebie — dodał dumnie, dłonie umieszczając na bladzie, po obu stronach jej ud. Nachylił się bliżej, zawisając tuż przy jej twarzy. — Idziesz o własnych nogach, czy mam cię zanieść do sklepu? — zapytał, błądząc spojrzeniem po jej ślicznej twarzy. Jemu nie przeszkadzała żadna z tych opcji, chociaż zdecydowanie głosował za drugą. Lubił mieć ją bliżej. Trzymać przy sobie, żeby znowu nie uciekła.

Indie (つ。˃ ᵕ ˂)つ ⸝♡
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że Indie też chciała spróbować. I próbowała, naprawdę. Z całych sił.
Kłamałaby twierdząc, że przychodziło jej to z jakąkolwiek łatwością, bo nie przychodziło. Wcale. Nic w Indie nie było spokojne ani rozsądne, nagłe impulsy i bezmyślne decyzje były w zasadzie fundamentem całego jej istnienia, więc nie do końca wiedziała, jak dać temu czas, ale próbowała mimo wszystko. Niewyobrażalnie trudno było jej nawigować te nowe okoliczności z jakąkolwiek cierpliwością i spokojem, zwłaszcza gdy kłóciło się to z jej każdym wrodzonym instynktem, ale potrafiła zrozumieć ostrożność Lucasa i to, że nie brała się znikąd. Wiedziała, że miał do niej wiele powodów, oczywiście, że tak, przecież zapewniła je mu sama, więc tym bardziej miała poczucie, że chociaż tyle była mu teraz winna. Odrobinę czasu, przestrzeni. Szansę na to, by przyswoić i przemyśleć sobie to wszystko powoli, na spokojnie, nawet jeśli spokój i wstrzemięźliwość były ostatnimi rzeczami, na które osobiście miała w tych okolicznościach ochotę. Nie, nie było jej łatwo, ani trochę, ale chciała, żeby wiedział, że wcale nie musiało — że ich relacja była dla niej warta tego i każdego innego trudu.
No mordo, i ja to totalnie szanuję, bo mi normalnie też szkoda życia na mały ogień — zapewniła, bo memy nie kłamały i sama była książkowym przykładem tezy young hoes cook everything on high, też wiecznie miała do roboty lepsze rzeczy niż stać w nieskończoność nad garami, ale... — ale jak tak dalej pójdzie to przecież zaraz nie będzie z czego tej lasagne układać.
I co? I wykrakała. Proroctwo się wypełniło, bo niecałe dwie minuty później już patrzyła, jak jeden z ostatnich płatów makaronu z gracją baleriny osuwa się ze szpachelki prościutko na podłogę.
Oj. Diva down! — zdążyła skwitować i może (pewnie tak) nawet powiedziałaby na ten temat coś jeszcze, gdyby nie to, że Lucas fizycznie jej to uniemożliwił, bezczelnie zakrywając jej usta dłonią. Aż uniosła pytająco brew, patrząc to na niego, to na leżący na podłodze płat makaronu, starając się zrozumieć, nad czym tak intensywnie główkował. Czas, tor i zasięg lotu tego makaronu liczył? Modlitwę nad jego poległą duszą odmawiał? Już myślała, że do usranej śmierci będzie tak filozofował i miała zacząć mamrotać mu w dłoń pytanie o chuj mu chodziło, kiedy w końcu postanowił ją olśnić i podzielić się swoimi wnioskami. Trzeba było iść do sklepu.
I to nad tym tyle pracowałeś? — rzuciła z rozbawieniem, choć wyjątkowo ani trochę złośliwie, bo chociaż nie przyznałaby tego na głos, było w tych jego staraniach coś rozbrajającego, zabawnie urzekającego. — W porządku — zgodziła się z krótkim przytaknięciem i twarzą rozświetloną dziarskim uśmiechem, nawet szerszym, kiedy Lucas za chwilę znów znalazł sobie miejsce między jej nogami. — Wyjdzie, wyjdzie. Zobaczysz — zapewniła. Już nawet nie próbowała udawać zainteresowania czymkolwiek, co nie było Millerem, rozmarzone spojrzenie skupiając na jego twarzy, z jednej strony tak dobrze Indie znanej, a jednocześnie — w pewien nie do końca jasny dla niej sposób — od niedawna odkrywanej zupełnie na nowo. — Mm, trudne się wylosowało — mruknęła w odpowiedzi na pytanie o drogę do sklepu, przechylając lekko głowę i przyglądając mu się z niesłabnącym zainteresowaniem, żeby za chwilę niespiesznie spleść dłonie na jego karku. — Uważaj, jeszcze mnie rozpuścisz i zaraz wszędzie będziesz mnie musiał nosić, nawet po kinie, a nie wiem co na to Marv. — Niespiesznie, bo nie zamierzała przegapić żadnej okazji do bezkarnego czerpania garściami z jego bliskości, zwłaszcza kiedy miała do tego tak fenomenalny pretekst jak teraz. Chociaż... tak w zasadzie to każdy pretekst byłby dobry. — Do sklepu się przejdę, ale drzwi możesz mnie zabrać — zadecydowała ostatecznie, nawet na moment nie spuszczając z niego wzroku.

Lucas °⋆♡︎.ೃ࿔:・
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
25 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Makłowiczem jak widać nigdy nie zostanie.
Nawet do Magdy Gessler było jej daleko. Chociaż jak nie przestanie zajadać się serowymi chrupkami, to może droga nie była wcale taka długa. Trzeba było po prostu przyznać, że wybrał sobie chłopak o wiele bardzo za ciężkie danie do przygotowanie. A mógł przecież postawić na kanapki z serem. Znając Indie i tak by to doceniła, szczególnie, gdyby podał je z zimnym piwkiem i może jeszcze skrętem do tego. Jednak słowo się rzekło i miała być tego wieczoru lasagna. Już nawet nie dlatego, że dalej miał na nią ochotę — bo ta przeszła wraz z ostatnim płatkiem makaronu, który wylądował na podłodze — ale bo Miller nie był mięczakiem. Nie odpuszczał. I tutaj też nie miał zamiaru.
Życie sportowca nauczyło go, że kiedy robiło się ciężej, należało iść w zaparte. Kiedy jeszcze grał w koszykówkę na własnej skórze mógł przekonać się, jak wiele razy dostawali lanie od przeciwnych drużyn tylko po to, żeby po przerwie dostać kompletnie nową energię i nie raz wyciągnąć zupełnie niemożliwe do wyciągnięcia liczby. Dało się. I pieprzoną lasagne też się dało.
No tylko do tego trzeba było iść do sklepu po nowy makaron.
Najlepiej dwa.
Trudne? — prychnął na jej słowa i zaraz spojrzał na nią z politowaniem. — Caldwell, jakbyś ty mi proponowała, że będziesz mnie nosić jak prawdziwą passenger princess od razu bym ci wskakiwał na barana — chuj, że Indie mocno by się wtedy połamała i pewnie nie przeszliby nawet metra, chyba że ryjąc twarzami o podłogę, ale to był szczegół, okej? Liczył się tutaj sam gest! A ten Lucasa pochodził prosto z dna duszy.
Chciał mieć ją blisko i nawet jeśli próbował się przed tym wzbraniać… no kurwa nie potrafił. Nie umiał też trzymać rąk przy sobie, dlatego kiedy ona się wciąż zastanawiała, on już sunął palcami po jej udach, zaczepiając głaski materiał spodni. Obserwował jak opuszki kreśliły własne ścieżki, a kiedy w końcu splotła swoje dłonie na jego karku, podniósł na nią spojrzenie.
Dobra dedycja — pochwalił ją i chociaż z początku planował, żeby po prostu wskoczyła mu na barana, nie miał absolutnie nic przeciwko, żeby złapać ją przodem. Dla niego nawet lepiej! — Marv też ponoszę, jak będzie zazdrosna — mruknął specjalnie, żeby ją zaczepić, podczas gdy jego dłonie z ud przesunęły się na tyłek Indie. Szarpnął ją mocniej do siebie, a potem podniósł, nie ściągając z niej spojrzenia, co wcale nie było trudne, biorąc pod uwagę, że ich twarze dzieliły jakieś żałosne centymetry. — Może nawet będę mógł odpuścić sobie wtedy siłkę — no tak, bo jak już dwie baby trzeba będzie nosić, to po co mu te wszystkie ciężary na siłowni? Przeszedł na ślepo wzdłuż wyspy i skierował się do wyjścia, chociaż kiedy przechodził obok swojej sypialni, przez głowę przeszła mu taka jedna myśl, że może mógłby… nie mógł.
Odchrząknął i zaraz sadzał Indie na szafce. Schylił się zgrabnie po jej buty, a potem… cisnął nimi prosto w jej twarz. Dobrze że miała dobry refleks, bo mogło się to skończyć kiepsko. Podbitym okiem co najmniej.
Orientuj się, Caldwell — zrugał ją i sam przykucnął, łapiąc za swoje adaśki. Na zewnątrz było jeszcze ciepło, więc nawet nie musieli martwić się o kurtki. Zgarnął jedynie klucze z wieszaka i puścił panią przodem, jak na prawdziwego gentlemana przystało.
Myślisz, ze jak kupimy trzy paczki to będzie wystarczający zapas? — zapytał, zbiegając zaraz za nią po schodach. Do sklepu wcale nie było daleko. Mieścił się jakieś pięć minut spacerkiem dwie ulice dalej. Oczywiście po wejściu Miller zapomniał po co przyszli i zaciągnął Indie w pierwszej kolejności na alkoholowy. — Na co reflektujesz? Piwko? Czy może to już ten wiek, że chcesz być prawdziwą damą i do obiadu pić wino wytrawne? — złapał pierwszą, lepsza butelkę i wystawił jej przed nos, chociaż tak szczerze mówiąc, miał nadzieje, że nie. Bo wino to było jedno wielkie obrzydlistwo, a każdy kto je pił — jeszcze wytrawne — powinien iść się leczyć. Amen.

Indie 🍝🍜👩🏻‍🍳🥘🤌🏻
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cóż, całe szczęście Indie sama nie miała ani większych zapędów kulinarnych, ani wygórowanych standardów — jeśli cokolwiek łączyło ją z Gordonem Ramsayem, to głównie fakt, że oboje rzucali kurwami jak gnojem po polu i byli zbyt wulgarni na karierę w telewizji śniadaniowej, poza tym... chyba raczej niewiele więcej. W dodatku nie była skomplikowanym człowiekiem, więc istotnie nie trzeba było wiele, żeby ją zadowolić i kanapki z serem rzeczywiście zrobiłyby robotę (zwłaszcza z browarem, a do tego po buchu? no bajka), ale jeszcze bardziej doceniała ambitne plany Lucasa. Nawet jeśli jego droga do tytułu Masterchefa póki co wyglądała dosyć... wyboiście, ciężko żeby i tak jej się nie podobało biorąc pod uwagę jak uzależniająca przyjemna była myśl, że starał się dla niej.
No dobrze, passenger princess, na zdrowie — odparła z rozbawieniem, kręcąc krótko głową zanim spytała przekornie: — ale co jak akurat lubię prowadzić? — Sama niekoniecznie miała zadatki na tytuł passenger princess, bo była typem osoby, która lubiła być wyręczana tylko i wyłącznie na własnych, bardzo konkretnych warunkach. Propozycja pomocy o niewłaściwym czasie potrafiła być dla Indie na równi z bezpośrednim atakiem na jej niezależność i kompetencje, więc faktem było, że pozwoliłaby na to komukolwiek albo z byle powodu. Chociaż zaczynała się zastanawiać, czy Lucasowi też powinna następnym razem odmówić tego zaszczytu, bo kiedy Caldwell myślała o tym, że mogłaby się w sumie do tego wszystkiego nawet przyzwyczaić, on najwyraźniej spiskował przeciwko niej — jakieś pół sekundy po tym, jak posadził ją na szafce w przedpokoju... prawie dostała od niego własnym laczem w ryj.
No skandal kurwa, skandal. Materiał na top ten anime betrayals wręcz, więc oburzyła się na-tych-miast.
O ty zasrańcu jebany — burknęła karcącym tonem, w ostatniej chwili odpierając przemożną potrzebę odwzajemnienia się pięknym za nadobne i ciśnięcia własnym butem prosto w ten jego pusty czerep. Ale spokojnie! Wcale nie znaczyło to, że zamierzała pozostawić Lucasa bez żadnej odpowiedzi — spokojnie dokończyła zakładać pierwszego buta, tego, którego akurat udało jej się złapać pięć centymetrów od własnej twarzy, a zamiast niego skorzystała z leżącej na szafce stercie listów (pięć dolców, że był tam przynajmniej jeden niezapłacony mandat). Złapała za kilka kopert i zaczekała, aż nachylił się do zawiązania własnego buta, żeby z ich pomocą zdzielić go z perfidnym rozmachem po potylicy, tak ostrzegawczo, żeby sobie czasem nie pomyślał. — Następnym razem będzie czymś ciężkim, jakby co. Także lepiej się orientuj — uprzedziła lojalnie, po czym kulturalnie odłożyła jego pocztę z powrotem na miejsce i jak gdyby nigdy nic zajęła się zakładaniem drugiego buta. — Trzy? No coś Ty, Miller, trzy? Pogrzało cię? Minimum osiem, nigdy nie wiesz co może się stać.
Spacer do sklepu był krótki i przyjemny, szczególnie, że umiliła go szansa na zapalenie pecika; w przeciwieństwie do Lucasa doskonale pamiętała, po co tam przyszli, ale ani trochę nie oponowała, kiedy Miller postanowił w pierwszej kolejności zrobić rekonesans alkoholi.
A czy ja wyglądam? — spytała z oburzeniem. Co prawda chyba nie czuła do wytrawnego wina aż tak wielkiej awersji jak Lucas, ale mimo wszystko — Chardonnay to raczej nie był jej pierwszy wybór. Sześciopak browara za te same pieniądze? To już była inna rozmowa. — Poza tym co to kurwa znaczy "już ten wiek"? — spytała kulturalnie, bo damą się jest, a nie bywa. — Próbujesz mi w ten sposób powiedzieć, że jestem stara? To nie mi trzeba przypominać o makaronie, Lucas, pamiętasz o makaronie? — Nigdy nawet nie zamierzała dać mu czasu na odpowiedź. Nie pytała. — No właśnie. Tak myślałam. — Nie, żeby nie pochwalała takich priorytetów, ale tego mówić nie musiała (i nie planowała). — Wracając — odchrząknęła. — No piwko chyba? Nie wiem, Ty tu jesteś szefem kuchni. Tylko ani się kurwa waż spytać czy to już ten wiek, że bierzemy bezalkoholowe.

Lucas 𐙚⋆°。⋆♡
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
25 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O ty zasrańcu jebany.
Pięknie do niego mówiła.
Normalnie m u z y k a dla jego uszu.
Spomiędzy jej pięknych, pełnych warg brzmiało to tak dobrze, że aż na moment się na nią zapatrzył. Świata poza nią nie widział. Z boku pewnie wyglądał jak zakochany kundel, chociaż w oczach Indie raczej jak ofiara jej następnej napaści. Widział to po niej. Widział, jak w tej swojej mądrej główce planowała już odwet. Caldwell nigdy nie przechodziła obojętnie obok takiej zdrady stanu, a on? On nie mógł się doczekać. Jak ostatni masochista uśmiechał się bezczelnie, wyczekując aż się na niego odwinie.
Zrobiła to w momencie, kiedy na moment stracił czujność. Schylił się biedny do swojego adidaska, żeby zawiązać supełek, dokładnie tak, jak uczyła Dorothy Miller, kiedy przestał chodzić w butach na rzepy. Wtedy przyszło mocne uderzenie stertą rachunków, w których NA PEWNO nie było żadnego mandatu. Bo kto jak kto, ale Lucas Miller jeździł n i e n a g a n n i e i żadna Indie nie wmówi mu, że było inaczej. Wiele miał wad, ale umiejętność prowadzenia pojazdów zdecydowanie nie była jedną z nich.
Listami, serio? — uniósł w górę głowę, spoglądając w jej szare oczy. — Tylko na tyle cie stać, Caldwell? — zaczepił ją i jeszcze bardziej podjudził, po czym zerwał się z miejsca i jeszcze na moment przygniótł ją bardziej do szafki. Jak dla niego mogli tam cały dzień. Tylko by ją przesadzał na inne meble, a potem wdzierał się między jej rozgrzane uda, żeby przyglądać się jej z bliska. Szkoda że nie było na to czasu!
Czekały ich wielki zakupy, które zaczęli robić całkiem sprawnie. Szkoda tylko, że na niewłaściwym dziale, bo Miller oczywiście zawędrował na alkoholowy zamiast ten z mąką i makaronami. Wiedział doskonale, że żadna inna dziewczyna nie kochała browarów tak bardzo jak Indie, ale przecież i tak musiał sobie pogadać, podjudzić ją.
Czy wyglądasz? — uniósł jedną brew, robiąc krok do tyłu. — No nie wiem… — zamyślił się, obchodząc ją dookoła, sprawdzając z każdej strony. — Wiele rzeczy możnaby o tobie powiedzieć, ale na pewno nie to, żebyś wyglądała jak ktoś kto lubi nudę i wino — stanął tuż przed nią i nachylił się tuż nad jej twarzą, otulając jej blade policzkim ciepłym oddechem. — Bardziej taka co lubi browary i dobry… — nawet nie dokończył, bo jakieś dziecko wjechało mu w tyłek małym koszyczkiem z flagą sklepową zawieszoną na kiju od uchwytu. Miller westchnął ciężko. Cóż, Caldwell musiała sobie już sama dopowiedzieć, co miał na myśli, bo Lucas zmierzył dzieciaka wzrokiem, coś mu mruknął, że to nie jest alejka dla dzieci, a potem sięgnął po sześciopak piwa, które akurat było w promocji. Z tego wszystkiego nawet nie wzięli koszyka, ale to może nawet i dobrze. Przynajmniej za bardzo się nie obładują. Zgarnął piwa pod pachę, a na dziale z makaronem finalnie zabrali on trzy paczki, a Indie władował jeszcze drugie tyle, tak na zapas, ale też dlatego, że miał jakąś pojebaną promocję, że jak się wzięło trzy to drugie tyle było gratis, a do tego jeszcze naliczała się jakaś niżka. No w każdym razie rekiny biznesu Miller & Caldwell Industry wszystko obliczyli tak dobrze, że przy kasie wzięli sobie jeszcze po batonie czekoladowym i w drodze powrotnej zajadali się smakołykami.
…Serio ci mówię, że ten bachor naruszył mi lewy pośladek — nawijał jej jeszcze na klatce schodowej, raz po raz odwracając się w jej stronę. — Nie robie sobie jaj. Totalnie będziesz mi musiała go rozmaso... rozmasować, to chciał powiedzieć, ale w tym samym czasie spróbował przekręcić klucz, który nawet nie drgnął w zamku. — Nie zamknąłem drzwi? — spojrzał na Indie zaskoczony. Czy był to możliwy scenariusz? Cóż, z jednej strony mógłby przysiąc, że zamknął, a z drugiej może faktycznie zapatrzył się za bardzo na jej piękne oczy. — Widzisz? To wszyscy przez te listy, jakbyś mnie nimi nie zdzieliła prosto w łeb… — i znowu kurwa nie skończył zdania, chyba już trzeci raz w przeciągu ostatnich piętnastu minut, tylko teraz miał ku temu naprawdę dobry powód, biorąc pod uwagę, że przed ich oczami, zaraz obok wyspy w kuchni wyrosła nie kto inny jak Charlotte. Jego była Charlotte. Ta sama Charlotte, której jeszcze miesiąc temu patrząc w oczy mówił, że ją kochał, a teraz ona patrzyła w te jego z żalem pomieszaną ze złością.
A więc to tak? — delikatny lecz chłodny głos wypełnił pomieszczenie i momentalnie skontrastował z ich roześmianymi, które jeszcze mieli, kiedy wchodzili do środka. — To ona? — wskazała palcem w stronę Caldwell, którą Lucas automatycznie jakoś zasłonił ramieniem. — To z tą dziwką mnie zdradziłeś?

Indie(ෆ˙ᵕ˙ෆ)♡
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
have you ever seen a pretty girl get ugly like this?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cwany uśmiech i podpuszczający ton jasno wskazywały na niecne zamiary, ale Indie wyjątkowo nie miała zupełnie nic przeciwko tym jawnym, tanim prowokacjom ze strony Lucasa. Pozwalała mu, po prostu. Jak nikomu innemu. Na każdą z zaczepek odpowiadała z należytym zaangażowaniem, ale przede wszystkim z ciekawością, zaintrygowana sposobem, w jaki te nowe okoliczności ich relacji czyniły dobrze znane przyjacielskie przekomarzanki jeszcze bardziej zajmującymi i ekscytującymi. Podobało jej się. Wszystko. Każda zaczepka, każde wymownie przeciągnięte spojrzenie i każde rzucone pomiędzy wierszami wyzwanie, cała ta frapująca zabawa, w której poddawali próbom nowo ustanowione granice przyzwoitości, na zmianę sprawdzając, na ile pozwalały się nagiąć. Dzięki niej nawet ordynarne zadanie dokończenia zakupów było formą rozrywki, naprawdę dobre, na tyle, że to cud i szczęście, że po drodze nie stracili wątku i rzeczywiście wyszli ze sklepu dokładnie z tym, po co do niego przyszli. No, prawie dokładnie, bo jednak z dwoma bonusami, to znaczy sześciopakiem i batonami, zjedzonymi jeszcze w trakcie drogi powrotnej. Całą jej resztę oczywiście przegadali, całą — na klatce schodowej dźwięk kroków też mieszał się z ich śmiechem i głosami, które nie przycichły pod (jak się okazało otwartymi) drzwiami, a dopiero chwilę później, kilka kroków za nimi. Pojęcia nie miała, czy Lucas rzeczywiście zamknął za sobą drzwi, niespecjalnie zwróciła na to uwagę, dlatego na jego pytanie odpowiedziała tylko wzruszeniem ramion. Może nie zamknął. Nie wiedziała, ale w ogóle nie wykluczała takiej możliwości, wręcz przeciwnie — brzmiało to całkiem prawdopodobnie... w przeciwieństwie do prawdziwego powodu, dla którego klucz w zamku nie drgnął, tego samego, który kilka sekund później kazał Millerowi przerwać sobie w pół zdania.
A więc to tak?
Z ich przelotnego spotkania w monopolowym Indie nie zapamiętała wiele, większość szczegółów przesłaniały wspomnienia wszystkich negatywnych emocji, których wówczas miała wątpliwą przyjemność doświadczyć, ale mimo to, w stojącej przy kuchennej wyspie postaci natychmiast rozpoznała Charlotte.
Nie miała najmniejszego pojęcia, jak na chwilę obecną wyglądały sprawy pomiędzy Lucasem i jego byłą, o ich rozstaniu nie wiedziała praktycznie niczego — od czasu kłótni w schowku nawet nie śmiała pytać. Wychodziła z założenia, że Miller mógł sam zdecydować czym i w jakiej ilości chciał się z nią na ten temat dzielić, a że było to niewiele... może lepiej? Nic nie mogła na to poradzić, ale może to lepiej, bo tak między Bogiem a prawdą... Indie chyba jednak wcale nie chciała wiedzieć więcej. Wysłuchałaby go uważnie, gdyby akurat chciał dzielić się jakimikolwiek szczegółami, ale nauczona doświadczeniem jakoś niespecjalnie miała ochotę pytać o nie jako pierwsza. Prawie tak samo, jak nie nie miała ochoty znów się w to wszystko niepotrzebnie mieszać, zwłaszcza przy tym nieszczególnie przyjemnym tonie rozmowy, który może i był całkowicie zrozumiały, ale mimo wszystko — nie budził w niej ani jednego pozytywnego instynktu.
To ona? Czuła na sobie ciężar spojrzenia Charlotte, jeszcze bardziej rozżalonego niż jej ton, w którym uraza mieszała się z gniewem. To z tą dziwką mnie zdradziłeś?
Słucham? — wyrwało jej się mimowolnie. Tytuł dziwki co prawda spływał po niej jak woda po kaczce, nie uwłaczał jej nawet w połowie tak bardzo, jak z założenia powinien (gorsze obelgi słyszała), ale wcale nie znaczyło to, że była skłonna na niego przyzwalać. Komukolwiek, ale zwłaszcza jej.
Słyszałaś mnie.
Odpowiedź była krótka, pewna i przede wszystkim tak szybka, że Indie w pierwszej reakcji mogła tylko zamrugać w szczerym zdumieniu. Ledwo odpierała przemożną potrzebę bycia równie (jeśli nie bardziej) nieprzyjemną, a niewyszukanego komentarza odmówiła sobie w zasadzie tylko dlatego, że naprawdę nie chciała się w to mieszać. I może trzeba było pomyśleć o tym wcześniej, zanim nieumyślnie zaprowadziła w życiu Lucasa cały ten chaos, ale wychodziła z założenia, że nie było potrzeby go pogłębiać; dosyć się już popisała, więc ugryzła się w język, pozwalając, żeby mieszkanie na moment pogrążyło się w napiętej ciszy.
Ciszy, która sama w sobie była odpowiedzią na pytanie Charlotte — ich zgodne milczenie ewidentnie powiedziało jej wszystko, co musiała wiedzieć, bo za chwilę pokiwała powoli głową, jakby na znak pełnego zrozumienia.
Czyli to ona — stwierdziła z niedowierzaniem w głosie i rozgoryczonym spojrzeniem wbitym w twarz Lucasa. — Nieźle. Szybko poszło — skwitowała drwiąco, po czym przeniosła spojrzenie z powrotem na Caldwell, do której tym razem zwróciła się już bezpośrednio: — I co? Zadowolona? Powiedz — naciskała, ale lepiej nie, lepiej chyba było nie powiedzieć nic, więc na każde z tych pytań Indie tylko pokręciła niemrawo głową w odmowie, korzystając z faktu, że nadal jeszcze była do niej zdolna. Nie była pewna na jak na długo. — Warto było się kurwić?

lucas ⋆˚࿔
ʟᴇᴏ
nie lubię ai, niedbałej interpunkcji i niekonsekwentnego trybu narracji
25 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A było już tak pięknie…
Spędzali czas, gotowali lasagne… a przynajmniej próbowali, bo kto wie, czy te wszystkie połamane makarony i spalony sos można w ogóle było nazwać gotowaniem. To jednak w tym wszystkim było najmniej istotne. Ważny był fakt, że byli razem. Cieszyli się swoim towarzystwem. Jak widać za bardzo, bo los postanowił im to wszystko zawodowo s p i e r d o l i ć.
Niezapowiedzianym gościem, który bezczelnie i bez pozwolenia wszedł sobie tak po prostu do jego mieszkania i panoszył się, jakby był u siebie.
Co ty tu robisz? — kompletnie zignorował jej pytanie o Indie. Wykonał jedynie krok do przodu, zasłaniając Caldwell własnym ramieniem, jasno dając do zrozumienia, po której ze stron w tej sytuacji miał zamiar stanąć. — Jak tu weszłaś? — bo to akurat było dla niego o wiele bardziej istotne, niż jej naruszone ego.
A jak się wchodzi do mieszkania? Kluczami, Lucas — odpyskowała, krzyżując ręce na piersi i wpatrując się w niego intensywnie zielonym oczami, które po chwili przesunęły się na Indie. Nie chciał pozwolić, żeby to na niej skupiła się uwagą.
Domyślam się, że nie łomem — cmoknął, robiąc krok w przód. Był głupi, ale nie na tyle, żeby nie domyślić się, że jego była dziewczyna miała dorobione klucze. Bardziej interesowało go jakim prawem weszła sobie do jego mieszkania, jakby wciąż miała do niego prawo. Nawet to jednak musiało poczekać, bo kiedy tylko z ust Charlotte padły kolejne obelgi w stronę Indie, Miller czuł, że musi zareagować.
Ale jakie kurwić, Charlotte, kurwa — może nie tak dokładnie powinien interweniować, ale spanikował, okej? — Ja z nią nawet nie spałem — no to teraz powiedział. Brawo, Miller. Na pewno twoją eks pocieszy fakt, że tylko zakochałeś się w innej, ale jeszcze z nią nie spałeś! Może gdyby to był zwykły seks, Charlotte jakoś by przymknęła na to oczy, zwaliła na hormony i pociąg fizyczny, ale to? To było przecież o wiele gorsze. Emocjonalne. — A Indie nie jest żadną kurwą, więc mogłabyś nieco spuścić z tonu — dodał w końcu to, co powinien od początku. Ba, nawet krok w przód wykonał, jakby chciał je od siebie odgrodzić własnym ciałem.
Serce w piersi uderzało mu mocno, lekko chaotycznie. Sam nie za bardzo wiedział, co powinien zrobić. Złapać rudą za przedramię i wyszarpać? Chyba nie wypadało. Stał więc i czekał.
— Ty za to jesteś chujem, Miller — warknęła Charlotte, podchodząc bliżej. Pewnie miała rację. Był nim. Wiedział to przecież. Wiedział, że źle zrobił, pozwalając sobie pocałować Indie na tamtym wyjeździe, a potem jeszcze trzymał to w tajemnicy przed swoją dziewczyną. Zachował się źle. Tylko czy naprawdę musiał ją przepraszać za to po raz setny?
Charlotte…
Głupim, brzydkim, śmierdzącym CHUJEM!!!! — krzyknęła, wymachując rękami. — Warci siebie jesteście, wiecie? A ty… — wbiła zielne spojrzenie w Caldwell. — Jara cie obijanie zajętych facetów, co? Aż tak kręcił cię fakt, że nie mogłaś go mieć, że nagle zachciałaś? Nagle ci się kurwa odwidziało, po tym jak od niego uciekłaś wtedy? I pewnie znowu spierdolisz, bo takie jak ty już tak mają…

Indie °❀.ೃ࿔*
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”