36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kilka dni, które minęły od ich spotkania w hotelu, upłynęło zaskakująco spokojnie. Vera wielokrotnie wracała myślami do tamtego wieczoru, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie czy rzeczywiście zrobiła właściwie. Nie chodziło o zdjęcie, które wciąż pozostawało na jej profilu ani o propozycję wspólnego pojawienia się na dorocznym balu fundacji.
Zastanawiała się przede wszystkim nad sobą. Nad tym, w którym momencie zgodziła się przekroczyć granicę jakiej jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie dopuściłaby nawet do własnych myśli. Przez lata robiła wszystko, by nie stać się częścią cudzych gier. Teraz sama planowała wejść na salę u boku człowieka, którego obecność miała być starannie wysłanym komunikatem.
Wieczorem, stojąc przed wysokim lustrem w sypialni, po raz ostatni wygładziła materiał sukni. Czarna, długa kreacja miękko opływała sylwetkę, podkreślając talię i odsłaniając dekolt w sposób elegancki, ale wystarczająco odważny, by dawniej wywołać kolejną z wielu niepotrzebnych kłótni. Nigdy wcześniej jej nie założyła. Sukienka od miesięcy wisiała w szafie z metką, kupiona pod wpływem impulsu i równie szybko schowana na samym końcu garderoby. Elliot nienawidził, kiedy ubierała się na czarno. Twierdził, że wygląda wtedy zbyt surowo, zbyt chłodno, zbyt atrakcyjnie. Jeszcze bardziej drażniły go kreacje odsłaniające dekolt. Zachowywał się tak, jakby każdy fragment jej ciała był w ł a s n o ś c i ą, której nikt poza nim nie miał prawa oglądać.
Samochód Magnusa pojawił się punktualnie. Kiedy wysiadła przed wejściem do hotelu, dostrzegła go niemal od razu. Czekał już na nią, opierając jedną dłoń o drzwi samochodu, jakby nie zwracał najmniejszej uwagi na ludzi przechodzących obok. Przesunęła wzrokiem po jego sylwetce z tą samą uważnością z jaką kilka dni wcześniej oceniała go w apartamencie. Ciemny, perfekcyjnie skrojony garnitur wyglądał dokładnie tak, jak powinien. Bez przesadnych dodatków, bez ostentacji, z elegancją człowieka, który nie musiał nikomu udowadniać swojej pozycji. Kącik jej ust uniósł się odrobinę wyżej. - Wyglądasz dobrze - powiedziała spokojnie. - Widzę, że jednak potrafisz słuchać - stanęła obok niego. - A ja? Nie będziesz udawał dżentelmena i nie powiesz, że wyglądam olśniewająco? - w jej głosie pobrzmiewało rozbawienie, bo kompletnie nie oczekiwała na odpowiedź.
Kiedy ruszyli w stronę wejścia, wsunęła dłoń pod jego ramię, delikatnie zacisnęła palce na materiale jego marynarki, skracając dystans między nimi dokładnie na tyle, by z boku wyglądali jak para ludzi, których wspólne towarzystwo jest czymś zupełnie oczywistym. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz zrobiła coś podobnego. Nigdy nie lubiła publicznego okazywania bliskości, a mimo to teraz nie czuła skrępowania. Ten drobny gest miał być pierwszym sygnałem dla wszystkich, którzy zamierzali tej nocy uważnie obserwować salę.
Drzwi otworzyły się przed nimi, a z wnętrza dobiegł gwar rozmów, dźwięk orkiestry i charakterystyczny szmer kieliszków stukających o siebie podczas powitań. Vera odruchowo przesunęła spojrzeniem po zgromadzonych gościach. Starała się robić to dyskretnie, nie zatrzymując wzroku na nikim zbyt długo, ale serce i tak przyspieszyło. Wiedziała, że prędzej czy później go zobaczy. Sama świadomość jego obecności wystarczyła, by mięśnie karku napięły się niemal niezauważalnie. - Przydałby mi się teraz ten drink, którym ostatnio mnie częstowałeś - jeszcze mocniej wsunęła dłoń pod jego ramię, wyłącznie na moment.
- Denerwuję się - spojrzała na niego kątem oka, a w całkowity zaprzeczeniu do słów, na jej twarzy ponownie pojawił się ten spokojny, opanowany uśmiech, który przez lata wypracowała. - Za chwilę pierwsza połowa z tych ludzi będzie zajęta ocenianiem, z kim przyszła druga połowa - tak było zawsze. - Przypomnę ci, że wciąż się nie rozwiodłam. Na pewno staniemy się obiektem plotek - a żeby dolać oliwy do ognia, przysunęła się, by na jego policzku złożyć pocałunek. Krótki, przelotny, aczkolwiek będący kolejny wyraźnym komunikatem.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez ostatnie dni nachodziły go myśli czy to wszystko było właściwe. Może właściwe nie było najlepszym określeniem ponieważ opinia ludzi z tego świata zawsze bardzo mało dla niego znaczyła. Zastanawiał się czy było to dla niego wystarczająco wartościowe. Ta cała batalia z mężem Very miała być tylko pewnego rodzaju rozrywką. Odskocznią od jego codzienności. Czymś, co miało dać mu chociaż namiastkę tej iskry, zaangażowania, którą dawała mu jego główna profesja. Lubił przywdziewać swoje karmiczne buty i pokazywać ludziom, że akcje mają konsekwencje. To był jego sposób na wyrównanie swojego własnego karmicznego rachunku. To była syzyfowa praca i nie wierzył w to, że kiedykolwiek jego bilans wyjdzie na zero, a już na pewno nie na plus. Niemniej mógł chociaż próbować.
Uprzykrzanie życia jakiemuś bogatemu dupkowi miało skończyć się na wykupieniu jego firm, odebraniu jakiegoś drogiego cacka. Wszystko robione w pewnej tajemnicy. To nigdy nie miało przeistoczyć się w publiczne występy. Ewentualnie jeden, gdy wszystkie sprawy zostaną już rozwiązane. Tymczasem właśnie jechał samochodem na jakąś galę, o której do tej pory nie miał nawet pojęcia. Zawsze wysyłał po prostu czeki. Wyrzucenie go w środku lasu ze scyzorykiem było dla niego o wiele mniej stresujące i upierdliwe niż pojawienie się w gronie tych wszystkich snobów. Jednak zgodził się. Pokazać w towarzystwie kobiety, która chciała zranić swojego męża. W życiu były rzeczy, które warto oraz te, które się opłaca. Magnus nie był pewien, czy to była którakolwiek z nich.
Niemniej był słownym facetem, więc pojawił się o wyznaczonej porze przed wejściem. Oczywiście trochę za wcześnie ponieważ na czas było już dla niego spóźnieniem. Czekał na swoją partnerkę opierając się o własny samochód. Garnitur nie był dla niego problemem. To już właściwie jego druga skóra. Ten był zdecydowanie za drogi, lecz bardzo dobrze dopasowany do jego sylwetki. Z dodatków miał jedynie elegancki zegarek. Pachniał mieszanką waniliowych, korzennych perfum oraz tytoniem. Musiał zapalić chociaż jedno cygaro zanim wejdą do tego cyrku.
Nie było trudno wyłowić jej z tłumu, już obracała kilka męskich głów. Pozwolił również sobie na omiecenie jej sylwetki wzrokiem, a na jego ustach mimowolnie pojawił się delikatny uśmiech. Wyglądała naprawdę pięknie. Jej mąż nie wiedział, co tracił, ale bardzo szybko się o tym przekona.
- Już Ci mówiłem, że nie jestem aktorsko uzdolniony. - pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem - Pięknie wyglądasz Vera. - powiedział nieco bardziej miękkim głosem patrząc jej w oczy tak jakby miała jeszcze jakieś wątpliwości co do jego prawdomówności - Ale w piżamie też wyglądałaś dobrze. Wtedy wiedziałem również, czego akurat nie masz na sobie. - uśmiechnął się do niej zadziornie nachylając się w jej stronę i zniżając głos tak by tylko ona usłyszała ten komentarz.
Tym samym dodając ich bliskości nieco więcej autentyczności. Wchodząc na salony naprawdę wyglądali jak dwoje ludzi, którzy lubili swoje towarzystwo. Może nawet na tyle by było z tego coś więcej niż jedynie bliskość fizyczna.
Jego reakcja nie była tak wyuczona jak jej. Dość wyraźnie skrzywił się widząc to morze ludzi, udawanych śmiechów, gestów oraz stukanie się lampkami szampana. Był przyzwyczajony do spotkań biznesowych, prawników, wyjścia w teren. Gale, gierki... To nie było jego środowisko.
- Mam piersiówkę, ale pewnie będę jej potrzebować bardziej niż Ty. Mówiłem już, że nie cierpię takich wydarzeń? - przysunął ją nieco bliżej siebie znów nieco zniżając głos oraz kładąc swoją dłoń na jej na swoim przedramieniu.
Prosty, lecz nieco intymny gest.
- Jakbym Ci w którymś momencie zniknął z zasięgu wzroku to pewnie poszedłem zapalić z resztą staruszków. - rozejrzał się jeszcze raz po sali notując wszystkie wyjścia, okna, to było silniejsze od niego.
Tym buziakiem w policzek autentycznie go zdziwiła. Spojrzał na nią przez moment pytająco.
- Czym sobie zasłużyłem? - spojrzał na nią zaciekawiony przy okazji sięgając dla nich po kieliszki z szampanem, jednak zawahał się i zamiast tego wziął dla obojga szklankę z jakąś whisky - Nawet nie wiesz jak bardzo będziesz obiektem plotek do końca wieczora. - uśmiechnął się do niej enigmatycznie znad swojego kryształu zanim upił pierwszy łyk płynu przyjemnie piekącego w przełyku.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na niego przez krótką chwilę, jakby zastanawiała się, czy rzeczywiście powiedział to na głos, czy tylko jej się wydawało. Kącik ust uniósł się minimalnie, a w spojrzeniu pojawiło się rozbawienie, którego nie próbowała ukrywać. - Nie masz pojęcia, czego wtedy na sobie nie miałam - wypowiedziała to spokojnie, niemal niewinnie, choć doskonale zdawała sobie sprawę z ciężaru własnych słów. Zrobiła niewielki krok w jego stronę, na tyle mały, że dla postronnego obserwatora nie znaczył absolutnie nic. - A może miałeś szansę nawet zobaczyć - przez moment pozwoliła tej ciszy wybrzmieć i z zaciekawieniem obserwowała jego reakcję, chcąc sprawdzić, czy równie łatwo odnajdzie się w tej grze, skoro chwilę wcześniej zarzucał sobie brak aktorskich umiejętności. - Nie potrafisz prosić, a w końcu będziesz musiał - nie był to flirt. Przynajmniej nie w takim znaczeniu, jakie znała przez większość swojego życia. Nie próbowała go uwodzić, nie testowała granic, nie oczekiwała odpowiedzi. Droczyła się z nim z zaskakującą swobodą.
Sala wypełniona była ludźmi, którzy z uśmiechem ściskali sobie dłonie, wymieniali uprzejmości i składali obietnice bez najmniejszego zamiaru ich dotrzymania. Gdyby ktoś zapytał Verę, co sądzi o podobnych wydarzeniach, odpowiedziałaby dokładnie to samo co Magnus. A jednak przez krótką chwilę wszystko to przestało istnieć.
Miała coś dodać, ale wówczas dostrzegła Elliota. Ich oczy spotkały się po drugiej stronie sali. Nie spuściła wzroku, nie odwróciła głowy i nie pozwoliła, by jakakolwiek emocja przemknęła przez jej twarz. Z zewnątrz pozostała dokładnie tą samą kobietą, która jeszcze przed chwilą uśmiechała się do Magnusa, tylko ona wiedziała, jak gwałtownie serce uderzyło o żebra. To nie był paniczny strach, bardziej odruch, którego organizm nie zdążył się jeszcze oduczyć. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, by gdzieś głęboko odezwały się wszystkie lata spędzone na analizowaniu nastroju męża, przewidywaniu jego reakcji i zastanawianiu się, co tym razem zrobiła nie tak.
Niemal instynktownie przesunęła się bliżej Magnusa. Nieznacznie, w sposób, który dla wszystkich wokół mój wyglądać jak naturalny gest kobiety stojącej przy swoim partnerze, zaciskając dłoń na jego przedramieniu.
Dopiero po chwili uświadomiła sobie, co właśnie zrobiła - potraktowała go jak tarczę, co było absurdalne. Łączył ich przecież wyłącznie układ, kilka rozmów i wspólny cel. A jednak obok niego Elliot wydawał się m n i e j s z y. Magnus zajmował przestrzeń w sposób, którego nie potrafiła nazwać. Bił od niego spokój człowieka, którego nie dało się zastraszyć. Człowieka, który nie musiał niczego udowadniać, bo już dawno przestał przejmować się tym, co ktokolwiek ma o nim do powiedzenia.
Wiedziała, co powinna zrobić i wcale nie dlatego to zrobiła. Odwróciła głowę w stronę Magnusa, jakby Elliot przestał istnieć. Na jej twarzy pojawił się spokojny uśmiech, ten sam, którym przez ostatnie minuty odpowiadała na jego zaczepki. Wyciągnęła przed siebie dłoń, by z niemal niewinną czułością sięgnąć do jego policzka i przesunąć po jego zaroście. Patrzyła mu prosto w oczy, zamykając w tym spojrzeniu cały świat, udowadniając sobie, że była fenomenalną aktorką.
Niestety była zbyt trzeźwa, by pozwalać sobie na otwarty flirt, i zbyt spięta, by choć przez moment pomyśleć o prawdziwym uwodzeniu go. Te gesty wydawały się być czystą kalkulacją. Nie przewidziała jedynie zakończenia, bo kiedy się odsunęła, pierwszą rzeczą, jaką zarejestrowała, nie było spojrzenie Elliota, a przyjemny zapach perfum jej partnera, wypełniając przestrzeń wokół nich.
Mimowolnie przymknęła powieki na ułamek sekundy, westchnęła niemal niezauważalnie, dopisując w myślach kolejną pozycję do listy rzeczy, które zdążyła w nim zauważyć. - To ty sprawiasz, że stajemy się tym obiektem. Ja nie zrobiłabym tego wrażenia sama - ona bywała tutaj już wcześniej, to jego pojawienie się wywołało szepty.
- Widział nas - oznajmiła, odbierając szklankę, z której jeszcze się nie napiła.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Myślę, że miałem całkiem dobre wyobrażenie tego, czego na Tobie akurat nie było. - uśmiechnął się całkiem pewny swego i wcale nie uciekając od jej spojrzenia ani ciszy, która między nimi zapadała.
Nie czuł się w żaden sposób niekomfortowo. Minęło już wiele lat odkąd z kimś flirtował. Nie czuł takiej potrzeby. Jeśli kiedyś zdarzało się, że jego potrzeby brały górę zazwyczaj nie musiał się szczególnie starać żeby je zaspokoić. Miał pieniądze, pozycje i pomimo wieku całkiem dobrze się trzymał, więc zazwyczaj wystarczyło zejść do hotelowego baru, czy lobby żeby ktoś próbował go wyhaczyć. Z Verą było trochę inaczej. Zdążył już zapomnieć, że flirt może być całkiem przyjemny. Nazwałby to nawet ekscytującym. Może nie byli jeszcze na etapie, gdzie jego serce zaczynało bić szybciej, aczkolwiek ta kobieta potrafiła sprawić, że uśmiechał się nieco częściej niż na co dzień.
- Nie powiedziałem, że nie potrafię prosić. Po prostu tego nie robię. - mruknął podchodząc do niej nieco bliżej - Co nie znaczy, że biorę rzeczy bo myślę, że mi się należą. Na niektóre rzeczy warto sobie po prostu zapracować. Wtedy smakują lepiej. - nie ukrywał swoich rozbawionych, zadowolonych iskierek w oczach.
Chciał nawet przełamać po raz kolejny barierę dotyku, lecz tym razem się powstrzymał. Nie chciał niczego forsować, wymuszać. Jest jego partnerką. Powinna czuć się w jego towarzystwie komfortowo. Chroniona, zaopiekowana. Odrobina flirtu na pewno im nie zaszkodzi.
Wychwycił gdy przysunęła się nieco bliżej. Poczuł pod palcami swojej dłoni gdy jej zacisnęły się mocniej na jego przedramieniu. Spojrzał na nią oraz w miejsce, w które patrzyła. Tam był. Musieli zobaczyć się prędzej czy później. Sądził jednak, że będzie to szczęśliwy moment. Moment tryumfu. Nie miał pojęcia jak silne piętno Elliot nadal wywierał na swojej żonie. Zacisnął swoją dłoń nieco mocniej na jej, zapewniając ją, że wszystko jest w porządku. Przesunął kciukiem po wierzchu jej dłoni w prawie czułym, a na pewno nieco bardziej intymnym geście niż wynikał z ich układu.
Jego twarz odruchowo odwróciła się w jej stronę gdy poczuł jej dłoń na swoim policzku. Kącik jego ust od tej strony powędrował nieco w górę, a on nie odrywał od niej oczu. Musiał przyznać, że rzeczywiście jest świetną aktorką. Gdyby nie omówili wcześniej swojego układu może nawet zacząłby wierzyć w to, że rzeczywiście z nim flirtuje, że chce coś z nim zbudować. Jej mąż nie wiedział co tracił, ale szybko się o tym przekona. Magnus pozwolił by jego dłoń opadła z jej przesuwając się już nie tak niewinnie na jej talię zmniejszając nieco dystans między nimi.
- Nie doceniasz się Vera. Zapewniam Cię, że to nie za mną wszyscy oglądają się z zazdrością. - uśmiechnął się nie przerywając kontaktu wzrokowego i pochylając się bardziej w jej stronę mając nadzieję, że jej mąż patrzy. - I mam nadzieję, że patrzy nadal. - nachylił się do niej jakby chciał ją pocałować, lecz nie przełamał tej bariery bez jej pozwolenia.
Zamiast tego ich twarze były po prostu wyjątkowo blisko. Ich usta dzieliły zaledwie milimetry, a jego zarost pewnie drażnił jej policzek. Ważne, by z tej odległości i tej perspektywy Elliot widział zupełnie coś innego, od tego co działo się naprawdę.
- Ładnie pachniesz. - mruknął tylko dla jej uszu pozostając tak jeszcze przez sekundę bądź dwie zanim w końcu się odsunął, to musiało być całkiem przekonujące przedstawienie.
- Mam coś dla Ciebie. - powiedział odkładając swojego drinka na jakąś przypadkową tacę oraz sięgając do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki.
Wyciągnął długie, podłużne satynowe pudełko. Takie, w którym nosi się biżuterię. Dość drogą biżuterię. Uniósł wieko w jej stronę by mogła zobaczyć piękny, wysadzany diamentami oraz szafirami naszyjnik.
- Elliot próbował go wylicytować. Nie mam pojęcia po co mu był, ale najważniejsze, że to nie on go zdobył. Pozwolisz? - zapytał czekając na jej odpowiedź, która mogła być tylko i wyłącznie twierdząca. - Nie próbuję Cię kupić. - zapewnił ją odgarniając jej włosy i wyciągając naszyjnik z pudełka - Jedynie Ci go na dzisiaj wypożyczam. - zapiął go na jej szyi znów nachylając się w jej stronę - No, chyba, że bardzo, bardzo ładnie mnie poprosisz... - uśmiechnął się do niej zaczepnie, prywatnie, tylko dla niej całkiem dumny z tego, że odwrócił jej słowa przeciwko niej.
- Dobrze na Tobie wygląda. - odsunął się odrobinę by zobaczyć ją z pełnej perspektywy - To antyk. Należał do jakiejś Francuskiej księżniczki. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że Tobie jest bardziej do twarzy. - uśmiechnął się raz jeszcze spoglądając jej w dekolt, by za chwilę wrócić do jej twarzy - Cholera, chyba teraz już mnie nie potrzebujesz. Ani dla Elliota ani całej reszty. - zaśmiał się cicho bo wyglądała fenomenalnie i na pewno obróci głowę każdej osoby w tym pomieszczeniu.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogłaby pociągnąć tę wymianę jeszcze dalej. Była wręcz przekonana, że znalazłaby kolejną ripostę, równie zaczepną i równie swobodną, bo zaskakująco łatwo odnajdywała się w tej słownej przepychance. Magnus należał jednak do ludzi, którzy nigdy nie zostawiali niedomkniętych drzwi. Gdy ona stawiała kropkę, on dopisywał kolejne zdanie. Gdy prowokowała, odpowiadał prowokacją.
Jeszcze kilka dni wcześniej bez najmniejszego problemu oddzielała układ od rzeczywistości. Wszystkie spojrzenia, uśmiechy i gesty miały swoje miejsce, cel i bardzo konkretną funkcję. Dzisiaj po raz pierwszy odniosła wrażenie, że sama zaciera tę cienką linię. Coraz trudniej przychodziło jej wskazanie momentu, w którym przestawała odgrywać rolę, a zaczynała reagować zupełnie szczerze. Uśmiechała się do niego odruchowo, odpowiadała z lekkością, której nie planowała. Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że przez ostatnie lata konsekwentnie uciekała przed mężczyznami pokroju Magnusa. Powinna dostrzegać w nim wszystko to, od czego próbowała się uwolnić.
Poczuła mocniejszy uścisk jego dłoni na swojej i odruchowo odpowiedziała tym samym. Powolny ruch jego kciuka po grzbiecie jej dłoni był gestem tak prostym, że równie dobrze mógł pozostać niezauważony, ona jednak zarejestrowała go z niemal bolesną dokładnością. Chłód szkła w drugiej dłoni, ciepło bijące od jego ciała, ciężar dłoni spoczywającej na jej talii i ten ledwie wyczuwalny nacisk, który wywołał dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, zanim zdążyła wmówić sobie, że był wyłącznie reakcją na temperaturę klimatyzowanej sali.
Nie spodobało jej się to. Jeszcze mniej spodobał się fakt, że wcale nie próbowała odsunąć się od niego. Sama skróciła dzielący ich dystans o kilka centymetrów, zupełnie instynktownie odnajdując wygodne miejsce przy jego boku. Czuła się tam na tyle naturalnie, że przez krótką chwilę zupełnie zapomniała o Elliocie stojącym po drugiej stronie sali. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej cała ta gala sprowadzała się wyłącznie do niego. Teraz zniknął gdzieś z obrzeży jej świadomości, wyparty przez mężczyznę, którego dopiero poznawała. Którego o m a ł o nie pocałowała.
- Lista komplementów zaczyna robić się niebezpiecznie długa. Jeszcze kilka spotkań i naprawdę będzie można pomyśleć, że mówisz szczerze - na jej ustach pojawił się uśmiech. Kiedy nachylił się jeszcze bardziej, odruchowo uniosła podbródek. Czuła ciepło jego oddechu, delikatne drapanie zarostu o policzek i własne serce, bijące odrobinę szybciej, niż powinno. Nie cofnęła się i przez jedną krótką chwilę nawet nie przyszło jej to do głowy. Dopiero jego cichy komentarz wyrwał ją z tego dziwnego zawieszenia. - Ty też. A ja, ku własnemu nieszczęściu, mam wyjątkową słabość do mężczyzn, którzy pięknie pachną - wypowiadając ostatnie słowa, przewróciła oczami z rozbawieniem, jakby sama nie mogła uwierzyć, że właśnie przyznała się do czegoś podobnego.
Widok satynowego pudełka niemal natychmiast odebrał jej ten swobodny wyraz twarzy. - Magnus... - w jednym słowie zawarła całe swoje niezadowolenie, gotowa rozpocząć dokładnie tę samą dyskusję, którą odbyli kilka dni wcześniej przy jego karcie kredytowej. Przez moment przyglądała mu się w milczeniu, słuchając wyjaśnienia. Gdyby nie padło słowo wypożyczam jej gra aktorka ległaby w gruzach. Teraz jednak opuściła wzrok na szafiry spoczywające już na dekolcie. Były zdecydowanie z b y t piękne. - Wolę prosić o rzeczy, które naprawdę są warte zachodu - spojrzała na niego znacząco, pozwalając, by dwuznaczność zawisła między nimi dokładnie tak długo, jak powinna. - Jestem przekonana, że księżniczka miała zdecydowanie lepsze maniery ode mnie - uśmiechnęła się pod nosem.
Kiedy ponownie uniosła wzrok, odruchowo spojrzała ponad jego ramieniem. Elliot wciąż tam był, patrzył z uwagą, która jeszcze kilkanaście minut wcześniej odebrałaby jej oddech. - Masz chociaż odrobinę poczucia rytmu? - zapytała. - Skoro i tak jesteśmy głównym tematem rozmów, nie wypada zmarnować takiej okazji - zerknęła w kierunku parkietu.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten wieczór miał być jedynie kolejną prowokacją. Sposobem by tym razem naprawdę dopiec Elliotowi. Rozbieranie jego firmy na czynniki pierwsze samo w sobie było przyjemne. Wiedząc, że niczego jeszcze nie zauważał i pewnie nie zauważy dopóki nie będzie za późno. Odbieranie mu zabawek jednej po drugiej było satysfakcjonujące, lecz pokazanie się tu z jego żoną miało być jedną z tych wisienek na torcie. Dzięki temu miał poczuć, że rzeczywiście wszystko zostało mu odebrane.
Mieli umowę. Jasny cel. Wiedzieli również jak mają do niego dotrzeć. Dzisiejszy wieczór był tylko krokiem. Krokiem, który dla niego miał być mało przyjemny i dość irytujący. Nigdy nie przepadał za takimi galami. Nie był wielkim zwolennikiem spotkań towarzyskich. Na tych zawsze się po prostu wynudził nie mając żadnych wspólnych tematów, a już na pewno nie zainteresowań. Na spotkaniach tej drugiej części jego życia ktoś najczęściej ginął. Ich zakończenie nie było najlepsze.
Z nią u swojego boku ten wieczór był o wiele bardziej znośny. Powiedziałby nawet, że całkiem przyjemny. Pewnie dlatego, że mógł zapomnieć o wszystkich otaczających ich ludziach skupiając się na odrobinie flirtu, słownych przepychankach oraz tej pięknej kobiecie, która była przez cały czas u jego boku. Jej bliskość zaczynała być dla niego naturalna. Jej dłoń na jego przedramieniu. Jej ciało opierające się o jego oraz ten przyjemny zapach jej perfum, który coraz częściej zwracał jego w uwagę. Jako łowca był na to dość wyczulony, a jej wydawał mu się wyjątkowo przyjemny.
- Już wiesz, że tragiczny ze mnie aktor. - uśmiechnął się do niej nie tylko ustami, lecz również oczami.
Nie potrzebowała chyba żadnego dodatkowego zapewnienia o jego prawdomówności. Od początku grał z nią w otwarte karty. Zaczynała mu się podobać. Rzeczywiście podobać, a to coś, co nie zdarzyło się już od wielu lat. Nachylając się do niej robił to rzeczywiście tylko dla pewnych pozorów. By jej mąż zobaczył to, czego zdecydowanie nie chciał. Jednak będąc tak blisko zupełnie zapomniał o tym dlaczego to robił, skupiając się na tym, że wystarczyło lekko przekręcić głowę by rzeczywiście sięgnąć jej ust. Był blisko fizycznie, lecz również coraz bliżej psychicznie.
- Powiedź kiedy zrobi się to zbyt rozpraszające, zawsze mogę używać ich rzadziej. - wyszeptał tuż obok jej ust w końcu powoli się od niej odsuwając, lecz jego tęczówki pozostały na jej.
Wiedział, że ten naszyjnik pewnie będzie kwestią sporną. Dlatego zaczekał z tym do momentu, kiedy będzie jej trudno odmówić. Przecież nie będzie chciała zrobić sceny, kiedy są już w trakcie trwania gali. Tym bardziej, że był tutaj jej mąż. Wszystko to sobie zaplanował. To znów miało być coś, co nie będzie tylko psztyczkiem w nos, a poprawnym nokautem. Stracić tak drogi prezent dla swojego wroga, tego samego który teraz podarował ją kobiecie z którą się rozstajesz? Zapiecze. Wiedział, że zapiecze. Jednak widząc ją z tym dodatkiem, który świetnie uzupełniał jej kreację. Znów, cała ta zemsta schodziła gdzieś na dalszy plan.
- Czyli potrafisz prosić... Zapamiętam. - uniósł kącik ust w wymownym, bardzo zaczepnym uśmiechu czując, że może być to dla niego nowe wyzwanie - Nie pomogły jej w zachowaniu swojego skarbu. - wzruszył ramionami pozwalając sobie na nieco rozluźnienia i żartu.
Dusiłby się z kimś, kto ma nienaganne maniery. Sam takich nie posiadał.
- Odrobinę... - skrzywił się nieco stojąc tyłem do Elliota by tego nie zobaczył - Nie licz na zbyt wiele. To znów nie jest jedna z tych umiejętności, których potrzebowałem w życiu. - cicho westchnął rozglądając się za kelnerem.
Zgarnął kolejną szklankę z whisky, kazał chłopakowi zaczekać, wypił ją jednym, porządnym łykiem i odstawił z powrotem na tacę. Wziął jeszcze jeden głębszy oddech i w końcu ujął jej dłoń prowadząc ją na parkiet. Nie jak na pierwszej randce. Bardziej jakby byli ze sobą już dobrych kilka miesięcy. Na parkiecie odwrócił się w jej stronę, przyciągnął do siebie i ułożył jedną dłoń na jej talii, w drugiej nadal trzymał jej dłoń i zaczął prowadzić ich w rytmie walca, którego numeru nie próbował nawet zgadnąć. Nie szukał jej męża. Skupił się na tu i teraz. Na tym by nie podeptać jej palców. By nie wpaść na inne pary. Przez chwilę patrzył na ich stopy, przez chwilę na szafiry na jej dekolcie, a w końcu już tylko na nią gdy w końcu złapał odpowiedni rytm.


vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez krótką chwilę przyglądała mu się z rozbawieniem, kiedy bez większego zastanowienia opróżnił szklankę whisky jednym, zdecydowanym haustem. Widok ten był na tyle niespodziewany, że nie zdołała powstrzymać cichego śmiechu. - Mam rozumieć, że właśnie odbyły się ostatnie przygotowania do tego tańca? - zapytała, unosząc brew.
Zaledwie chwilę później poczuła, jak ujmuje jej dłoń i prowadzi ją pomiędzy pozostałe pary, a ona bez najmniejszego oporu dopasowała do niego krok. Gwar rozmów stopniowo ustępował miejsca muzyce, a ona przez ułamek sekundy patrzyła, jak układa dłoń na jej talii, po czym bez zawahania oparła drugą na jego ramieniu. Nie było w tym nic wymuszonego ani niezręcznego. - Ostrzegam - odezwała się z lekkim uśmiechem. - Jeżeli nadepniesz mi na stopę, będę ci to wypominać przez bardzo długi czas - niemal od razu przekonała się, że wcześniejsze narzekanie na własne umiejętności miało niewiele wspólnego z rzeczywistością. Magnus nie wyglądał na człowieka, który dopiero przypomina sobie podstawy tańca. Nie liczył kroków pod nosem, nie szukał gorączkowo rytmu ani nie prowadził jej z przesadną ostrożnością.
- Zostałam oszukana - powiedziała, unosząc na niego spojrzenie. - Ktoś z odrobiną umiejętności nie tańczy w ten sposób - pozwoliła mu wykonać kolejny obrót, a kiedy ponownie stanęła naprzeciw niego na moment zatrzymała wzrok na jego twarzy. Dopiero teraz zauważyła, że zniknęło z niej wcześniejsze skupienie. Jeszcze przed chwilą zerkał na ich stopy, jakby upewniał się, że nie zrobi jej krzywdy, a teraz patrzył już wyłącznie na nią. Nie potrafiła zdecydować, co bardziej ją rozpraszało - świadomość, że znajdowali się w samym środku sali pełnej ludzi, czy fakt, że z każdą kolejną minutą coraz łatwiej przychodziło jej zapominanie o ich obecności.
Przez chwilę odniosła nawet wrażenie, że otaczające ich rozmowy przycichły, choć doskonale wiedziała, że to jedynie złudzenie. Kelnerzy wciąż krążyli pomiędzy stolikami, orkiestra nie zwalniała tempa, a goście obserwowali parkiet. - Nie wyglądasz jakby przeszkadzało ci, że właśnie staliśmy się główną atrakcją tego wieczoru - rzuciła półgłosem, zerkając przelotnie ponad jego ramieniem. - A podobno bardzo nie lubisz takich atrakcji.
Dopiero wtedy jej wzrok odnalazł Elliota. Stał dokładnie tam gdzie widziała go po raz ostatni, jednak nie prowadził już żadnej rozmowy. Ludzie wokół niego wciąż coś mówili, uśmiechali się i unosili kieliszki, a on sprawiał wrażenie, jakby zupełnie ich nie słyszał. Jego spojrzenie nie odrywało się od nich nawet na moment, stając się coraz chłodniejsze.
Nie pozwoliła, żeby to ją rozproszyło, a kiedy ponownie znalazła się bliżej partnera, mimowolnie przesunęła dłoń nieco wyżej na jego ramieniu. Gest był p r a w i e niezauważalny i równie dobrze mógł wynikać wyłącznie z tańca, jednak wystarczył, by dostrzegła zmianę po drugiej stronie parkietu. Jej jeszcze mąż wyprostował się, odstawił szklankę na tacę przechodzącego kelnera i bez pośpiechu ruszył w ich stronę. Nie wyglądał na człowieka, który zamierzał urządzić scenę, jego spokojny krok i opanowany wyraz twarzy mogły zmylić każdego, kto nie znał go wystarczająco dobrze. Vera wiedziała, że właśnie w takich momentach był najbardziej nieobliczalny.
Zatrzymał się tuż przy nich dopiero wtedy, gdy muzyka ponownie zwolniła, a spojrzenie utkwił najpierw w Magnusie, po chwili przenosząc je na nią. - Wygląda na to, że wystarczająco długo pożyczałem ci m o j ą żonę - odezwał się z uprzejmym uśmiechem, wyciągając w jej stronę dłoń. - Pozwolisz, że odbiję partnerkę? - pytanie zabrzmiało grzecznie, ale nie było najmniejszych wątpliwości, że były to wyłącznie pozory. I że odpowiedź, której oczekiwał nie należała do niej.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mógł się tylko wymownie do niej uśmiechnąć bo tak, w taki sposób musiał się trochę zaprawić do tego by wejść z nią na parkiet. Nigdy nie lubił tej części bankietów. Ogólnie nie lubił wszystkiego, co ten bankiet reprezentował, a od tańczenia trzymał się zazwyczaj z daleka. Ratował go jedynie fakt, że w swoim pierwotnym fachu musiał być bardzo sprawny fizycznie. Miał dobrą kondycję oraz koordynację ruchową. Taniec był niczym innym jak po prostu dobrą koordynacją ruchową, panowaniem nad swoim ciałem i tak, odrobiną wyczucia rytmu. Na swoje szczęście jego zmysły nadal były dość wyczulone nawet jeśli od dobrych kilkunastu lat był na emeryturze. Alkohol pozwalał mu się po prostu bardziej rozluźnić, naoliwić stawy.
- Nie mówiłem, że jestem absolutnie beznadziejny. Umiem się ruszać. - uśmiechnął się przyciągając ją nieco bliżej do siebie by znów móc poczuć jej perfumy i spojrzeć jeszcze bardziej przenikliwie w jej tęczówki - Po prostu niespecjalnie znam kroki i choreografię. Więc tak jak mogę Cię podrzucić czy utrzymać nad głową... - poprowadził ją tak by zrobiła dwa obroty zanim znów wróciła w jego ramiona - Tak kiedy mam to zrobić... Nie mam pojęcia. - zaśmiał się cicho wracając do leniwego rytmu walca numer pięćset cztery granego sztampowo na tego typu spędach bogaczy.
Złapał się też na tym, że zatańczenie z nią nie było takie tragiczne. Nie powiedziałby, że jest to jego ulubiona forma spędzania czasu, ale przypuszczał, że będzie mu o wiele mniej komfortowo niż w rzeczywistości było. Taniec zdecydowanie nigdy nie będzie na szczycie jego ulubionych aktywności, ale ta ich niewymuszona bliskość była całkiem przyjemna. W ogóle nie myślał o zgromadzonej wokół widowni dopóki sama mu o tym nie przypomniała.
- Nie cierpię. - zapewnił ją z delikatnym uśmiechem - Nie dlatego, że nie lubię być w centrum uwagi. Mam to kategorycznie gdzieś. Po prostu męczą mnie te wszystkie wymuszone uprzejmości i fałszywe rozmowy ludzi, którzy mają przeświadczenie, że cokolwiek znaczą dlatego, że mają kilka zer na koncie. - powiedział wyraźnie tym zniesmaczony, jak również trochę zmęczony.
Pozwolił by rytm muzyki dalej prowadził ich w tańcu, lecz widział, że spojrzenie jego partnerki ucieka gdzieś za jego ramię. Dobrze to maskowała, lecz wyczuł delikatne napięcie, które towarzyszyło jej kolejnym krokom. Nie zauważalne przez nikogo z postronnych, lecz on mając dłonie na jej ciele czuł najmniejsze niuanse. Wiedział, że jej mąż się zbliża. W tym jak rozmowy wokół nich nieco ucichły, a kilka par zmieniło swoje trasy na parkiecie. Ich mała rywalizacja nie była żadną tajemnicą. Vera skończyła akurat kolejny obrót wracając w jego ramiona. Może Magnus pociągnął delikatnie mocniej niż do tej pory sprawiając, że musiała przylgnąć do niego swoim ciałem. Jego dłoń znalazła się u dołu jej pleców. Niby niewinnie, lecz trochę niżej niż do tej pory. Na razie nie pozwalał się też jej odsunąć, przecież ktoś im przerwał.
- Dobry wieczór Elliot. - odpowiedział mu do bólu uprzejmym głosem jednocześnie dając do zrozumienia, że ktoś chyba zapomniał o manierach - I nie powiesz swojej żonie, że pięknie wygląda? - niby nieznacznie, ale spojrzał na naszyjnik, który dzisiaj nosiła powstrzymując kąciki swoich ust od zawędrowania ku górze - Nie, nie pozwolę. - uśmiechnął się do niego uprzejmie, prawie ciepło.
- To jest to, co bym powiedział, gdyby to była moja decyzja. - nie dał mu nawet dojść do słowa spoglądając tym razem na Verę - Chcesz zatańczyć z Elliotem? - spojrzał na nią pytająco celowo nie używając jego tytułu jako jej męża.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mocniejsze pociągnięcie ze strony Magnusa sprawiło, że kolejny obrót zakończył się zdecydowanie b l i ż e j niż wszystkie poprzednie, a jego dłoń, przesuwając się z talii na lędźwie, zatrzymała się odrobinę za nisko. Własną ułozyła płasko na jego klatce piersiowej pod opuszkami palców wyczuwając spokojny rytm jego oddechu, a ciepło bijące od niego sprawiało, że przez krótką chwilę znacznie łatwiej było ignorować chłód, który towarzyszył każdemu spotkaniu z Elliotem. Jeśli Grimstad świadomie dawał do zrozumienia, że tego wieczoru to właśnie z nim przyszła na galę, ona nie zamierzała wysyłać sygnałów świadczących o czymkolwiek innym.
Milczała, przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy nimi, choć znacznie większą uwagę niż samym słowom poświęcała temu, co było niewypowiedziane. Dla większości zgromadzonych gości była to zapewne uprzejma rozmowa dwóch mężczyzn spotykających się przypadkiem na parkiecie, ona jednak znała Elliota zbyt długo, by uwierzyć, że pojawił się wyłącznie z zamiarem zatańczenia jednego tańca. Przez lata nauczyła się rozpoznawać ten spokojny ton głosu i pozorną życzliwość, pod którymi konsekwentnie ukrywał potrzebę kontrolowania wszystkiego, co działo się wokół niego. Nigdy nie podnosił głosu, jeśli nie musiał, bardziej lubiąc sytuacje, w których druga osoba sama zaczynała wątpić we własne decyzje.
To właśnie dlatego pytanie Magnusa zaskoczyło ją bardziej niż mogła przypuszczać. Nie odpowiedział za nią, nie potraktował jej jak elementu własnej rozgrywki ani nie próbował udowodnić Elliotowi czegokolwiek jej kosztem. Zwyczajnie oddał decyzję osobie, do której n a l e ż a ł a, a ten prosty gest znaczył dla niej więcej niż wszystkie błyskotliwe riposty jakie mogły paść tego wieczoru.
Uniosła wzrok na męża, pozwalając, by pomiędzy nimi zapadła krótka cisza. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej odpowiedziałaby niemal odruchowo, kierując się nie własną wolą lecz przewidywaniem jego reakcji. Wiedziała, że sprzeciw zawsze pociąga za sobą konsekwencje, a jej odmowa wcześniej czy później wraca ze zdwojoną siłą z jego własną. Po raz pierwszy uświadomiła sobie, że nie czuje potrzeby zabezpieczania się przed czymś, co jeszcze niedawno wydawało jej się nieuniknione.
- Przez ostatnie tygodnie robiłeś wszystko, żeby nie rozmawiać ze mną osobiście - odezwała się spokojnie. - Wysyłałeś swoich ludzi, jakby każda bezpośrednia rozmowa była stratą czasu. Trudno mi więc uwierzyć, że właśnie t e r a z największym twoim zmartwieniem stało się to z kim tańczę - jej twarz była wystudiowaną maską. Mówiła spokojnie, nie mając najmniejszej ochoty zamieniać parkietu w miejsce publicznego rozliczania ich małżeństwa na rzecz stania się atrakcją dla elit.
- Doceniam, że tym razem zapytałeś, ale odpowiedź pozostaje taka sama. Zostaję tam, gdzie c h c ę być - przez krótką chwilę wydawało się, że Elliot w ogóle nie zarejestrował jej słów. Spojrzał na nią z pobłażliwym uśmiechem, jakby właśnie wysłuchał dziecka uparcie próbującego udowodnić, że ono ma rację. - Widzę, że nadal lubisz podejmować bardzo demonstracyjne decyzje - rzucił spokojnie. - To minie - przeniósł wzrok na Magnusa, bo to on od początku był jedynym rozmówcą, którego należało traktować poważnie. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę w co właściwie się angażujesz - na jego ustach pojawił się uprzejmy uśmiech.
Poprawił mankiet marynarki z tą samą swobodą z jaką przez ostatnie minuty prowadził rozmowę, po czym skinął Magnusowi głową. - Znudzi ci się. Lubisz towar z odzysku? - ignorował naszyjnik na jej szyi, choć doskonale zdawał sobie sprawę c z y m był. - Nie martwisz się swoją reputacją, Grimstad? - nie mówił niczego, co by ją zaskakiwało.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na większości osób w tym pomieszczeniu obecność jej męża mogła robić wrażenie. W Toronto rzeczywiście był dość szanowaną, a niektórzy pewnie powiedzieliby nawet, że ważną personą. Taka małomiasteczkowość w metropolii wielkości Toronto była dość zabawna. Bo to Magnus pochodził z jakiegoś zadupia w Norwegii i tak jak jego wpływy tam były jeszcze większe niż Elliota tutaj, tak jego firma sięgała znacznie dalej niż granice jego rodzimego kraju. Miał wiele nieruchomości w Europie, Amerykach, sieć jego wpływów oraz znajomości rozciągała się między kontynentami. On po prostu nie czuł potrzeby się z tym afiszować. Jego korporacja miała pod sobą wiele mniejszych, o których pewnie nikt nie słyszał. Złożoność jego przedsiębiorstwa znacznie przewyższała to, co widzieli postronni w Toronto. Pewnie również to, co wiedział o nim Callahan, bo nie wątpił w to, że wynajął firmy oraz ludzi, którzy mieli go sprawdzić.
Stąd po części brał się jego spokój w obecności jej męża. Nie czuł się zagrożony jego wpływami, zasięgiem czy pieniędzmi. Jeśli straci którąkolwiek z tych rzeczy na jego rzecz, zawsze może to odrobić, odebrać z powrotem. Wojny nie wygrywało się wygrywając wszystkie walki. Czasami trzeba było przegrać. Był tego świadom i był na to doskonale przygotowany. A sama osoba Elliota... Cóż... Czego miałby się tutaj prywatnie obawiać? Fizycznie nie był mu w stanie zagrozić. Zdecydowanie nie. Dlatego mógł teraz stać jako oaza spokoju u boku jego żony jedynie lekko przesuwając dłoń po jej plecach dodając jej odwagi gdy przyszła kolej na jej odpowiedź. Nieznacznie, subtelnie wykazywał swoją aprobatę względem tego, co mówiła. Spojrzał nawet na nią z lekkim uśmiechem słysząc, że właśnie tutaj chciała być. Nie traciła przy nim swojego rezonu i o to właśnie chodziło. Mógł dać jej to bezpieczeństwo by była sobą.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedział mu z równie uprzejmym uśmiechem po czym przeniósł wzrok na Verę - Poznaliśmy się stosunkowo niedawno. - uśmiechnął się do niej ciepło patrząc na nią jak na kobietę, a nie tylko partnerkę, z którą łączyły go wspólne cele.
Zdawał sobie sprawę, że jej mąż mówił o czymś zupełnie innym, ale Magnus wiedział, że najlepszym sposobem na wyprowadzenie takich osób z równowagi było ignorowanie tego, co uznawali za ważne.
- Czy naprawdę tak powinieneś mówić o kimś , kogo poślubiłeś? Bardzo taktownie Elliot. - powrócił do niego nieprzychylnym spojrzeniem kręcąc głową z wyraźną dezaprobatą oraz rozczarowaniem jego postawą - Moją reputacją? - zaśmiał się cicho - Dam Ci dobrą radę, jeśli twoich wspólników biznesowych odrzuca to, że przyjdziesz z cudzą partnerką na bankiet... Zmień wspólników. Pływasz z płotkami, a nie rekinami. - uśmiechnął się do niego jak najbardziej uprzejmie, a może nawet przyjacielsko.
- A i mówiliśmy o odzysku... Pamiętasz te akcje Pfizera, które wróciły na rynek po sprzedaży jednej z ich dywizji? Nie wiem, czy dostałeś informację, ale przetarg kończy się... - wysunął swój zegarek spod mankietu patrząc na tarczę przez bite dziesięć sekund ciszy - Właśnie teraz. - jego telefon zawibrował, to samo musiał zrobić ten Elliota - Na pewno znajdziesz jeszcze swoją okazję by wejść w tę branżę. - uśmiechnął się uprzejmie, lecz jego tęczówki mówiły, że osiągnął tryumf.
Cała sytuacja oczywiście nie była przypadkiem. Dowiedział się o planach Callahana, opłacił kilka osób, które miały popełnić kilka błędów w komunikacji. Musiał spalić jedną ze swoich mniejszych spółek właśnie przyznając się do jej posiadania przed Elliotem, ale to będzie tego warte. W dłuższym rozrachunku na pewno.

vera callahan
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto City Hall”