25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen nie potrafiła pogodzić się z porażką.
Do tej pory twierdziła, że wcale nie idzie jej najgorzej i że nie miała obsesji na punkcie swojego życia, ale najwidoczniej jeszcze nie wyleczyła się z tego całego zawodu. Ostatnie miesiące były dla niej naprawdę trudne, a problemy zamiast znikać, raczej się mnożyły. Jej naiwne, dziecięce marzenia o byciu dziennikarką, musiały więc na jakiś czas pozostać głęboko ukryte. Poza tym wiedziała, że nie miała zbyt dużej siły przebicia w branży; potrzebne były kontakty, czas i pieniądze, a ona naprawdę nie miała żadnej z tych rzeczy. Słysząc więc jego słowa — nagle pełne wsparcia i otuchy, Carmen zerknęła na niego podejrzliwie.
— A co z ciebie się nagle taki motywator zrobił, co? Nie podzielę się z tobą napiwkami — rzuciła buntowniczo, wytykając w jego stronę język; oczywiście w żartobliwym tonie. Mimo wszystko, Wesley nie był najgorszym towarzystwem na świecie. Może zachowywał się jak palant tylko w towarzystwie Summer albo innych ludzi, przed którymi próbował się popisać? Cóż, Torres nie chciała nad tym zbyt długo się zastanawiać, bo jeszcze dojdzie do wniosku, że może… Może mogłaby go polubić. Tragedia. Zaraz jednak parsknęła pod nosem na drugą część jego wypowiedzi i uniosła dłoń, jakby chciała pacnąć go w głowę. — Im szybciej się ciebie pozbędę, tym szybciej będę szczęśliwa — oznajmiła, wzdychając ciężko, zanim wróciła do swojej pracy. Mogłaby się do tego przyzwyczaić; praca w barze była nawet interesująca i nie musiała bezustannie uciszać, hałasujących dzieciaków.

— Tak zapobiegawczo — rzuciła na swoją obronę, popijając drinka, którego przygotował. Był nawet w porządku. Na tyle, by przez resztę pracy, popijać go swobodnie w czasie chwilowych przerw. Rzeczywiście, wyzwaniem byłoby zepsucie nalania piwa, ale nigdy nie wiadomo, racja? Kranik mógł przecież w każdej chwili wylecieć w powietrze. — To akurat nie będzie trudne zadanie — parsknęła, tym samym dając mu do zrozumienia, że do niego uśmiechała się, bo powinna. W stosunku do innych przychodziło jej to nieco naturalniej.

Generalnie Carmen uznawała ten dzień za całkiem spokojny i przede wszystkim udany. Pierwszy wieczór w barze odhaczony i już mniej więcej wiedziała o co chodzi, chociaż podejrzewała, że znowu trafi na zmianę Wesleya, żeby pokazać jej pracę w bardziej ruchliwy dzień. Po wyjściu ostatniego klienta, zaczęli sprzątać i zamknęli lokal, rozchodząc się… uwaga, w całkiem pokojowych stosunkach.
No, przynajmniej na razie. /zt x2

wesley
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”