ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

22
Wypuściła dym z blanta i spojrzała w stronę jeziora Ontario. Od kiedy zrobiła się taka sentymentalna? Słońce osuwało się coraz niżej, ale nie zaczęło nawet porządnie zachodzić. Niesamowite kolory, które zaraz zaczną roztaczać się na niebie, nie zwróciły jej w głowie. Mogłaby to zrzucić na artystyczne delulu, ale no... to nie było to. To może ta marihuana? Ale to był dopiero trzeci buch, no dajcie spokój. Po prostu czuła się tak, jak czuć się nie powinna i bardzo ją to irytowało. Przeszła przez plażę i usiadła wreszcie na piasku. Sięgnęła po telefon.
River Cross
Eric, kurwa
masz czas?
nie, po co ja w ogóle pytam
masz mieć czas
chodź się najebać, bo mnie inaczej poskłada tu jak origami
zabiorą mnie fale, zginę marnie, będziesz tęsknić
Wiadomość...
Wysłała mu jeszcze dokładną lokalizację, żeby nie musiał jej szukać na plaży. Po chwili dorzuciła jeszcze zdjęcie dopalonego do połowy blanta, a po kolejnej chwili butelki wina leżącej na piasku, którą wyjęła z torby. Jeżeli to go nie zachęci, to już nic innego nie mogło. Jej planem na ten wieczór było nieochujeć do reszty, a do tego zdecydowanie potrzebowała jakiejś przyjacielskiej twarzy. Popadanie w desperację nie było jej mocną stroną. Robiła to bardzo rzadko i zawsze czuła się z tym dość paskudnie, ale przychodziły momenty, w których nie była w stanie wykrzesać z siebie niczego innego. Zawsze należała do tych bardziej emocjonalnych, w końcu była artystką, ale liczba myśli i uczuć, które atakowały ją od kilku tygodni, to była jakaś przesada. Nie, nie liczba. Ilość. Powinna z pełną premedytacją zastosować formę niepoliczalną, bo to w żadnym wypadku nie było do ogarnięcia ludzkim umysłem.
Położyła się na piasku i utkwiła wzrok w czystym niebie nad sobą. Bogowie nie byli dla niej zbyt łaskawi. Nie zsyłali żadnego olśnienia, żadnych odpowiedzi, co najwyżej inspiracje. Na jej brak nie mogła narzekać. Wena od dłuższego czasu nie odstępowała jej nawet na krok, ale to też potrafiło być męczące. Funkcjonowanie w permanentnej potrzebie tworzenia drenowało ją z energii, którą mogłaby poświęcać panowaniu nad stabilnością psychiczną. Nie zakładała, że spotkanie ze Stonesem da jej jakiekolwiek odpowiedzi, ale może dzięki niemu przestanie chociaż na jeden wieczór myśleć? Byłoby dobrze.
Otworzyła oczy, gdy wyczuła przy sobie czyjąś obecność. Niestety nie był to żaden seryjny morderca, który czaił się z siekierą na jej szyję. Uśmiechnęła się, widząc stojącego nad nią przyjaciela.
— Eric — rzuciła w ramach powitania, jakby którekolwiek z nich potrzebowało odświeżenia danych osobowych. Podniosła się leniwie do siadu i poklepała miejsce obok siebie, a po tym, jak skorzystał z zaproszenia, dołożyła do przywitania drobny całus w policzek, bo przecież nie powinna go nie doceniać.
— Mam nadzieję, że przeszkodziłam ci w czymś niezwykle istotnym i fakt, że tu przyszedłeś jest heroicznym dowodem na to, jak ci na mnie zależy? — rzuciła, sięgając od razu po butelkę, z którą wiernie czekała na przybycie Stonesa. Zdjęła foliowe zabezpieczenie i uśmiechnęła się, widząc, że wino nie miało korka, tylko zakrętkę. Będzie prościej.

Eric Stones
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”