
Po dziś dzień mam ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy, gdy tylko dopada mnie ta jebana czkawka. Niczego nienawidzę tak bardzo, jak tego piekielnego skurczu przepony, przez który brzmię, jakbym miał się zarazem zrzygać i udusić od zwykłego powietrza. Naukowcy już dawno powinni znaleźć na to natychmiastowe rozwiązanie. Nie — łyżka cukru, wystraszenie się, picie wody, skłony, skoki, taniec brzucha i krew psa poświęconego w rzece Jordan — tylko jakiś punkt ciała, który wystarczy ścisnąć i po wszystkim. Po prostu. To nie może być tak trudne, nie? A jednak. Prawdopodobnie nienawidzę tego z jednego, prostego powodu... mój stary miał rację. Nie powinieneś tak mówić o swoim tacie, Stanley! dajcie spokój, dobra? Jestem już dorosły. Na tyle, aby móc nazywać Williama starym i patrzyć z powątpiewaniem na przygotowania do hucznej siedemdziesiątki. Im jest starszy i im starszy jestem ja, tym więcej podobieństw między nami widzę, a to... to jest moja osobista porażka. Kryzys wieku
Nie, to się nie stanie, Stanley. Jesteś chaosem, którego nikt nie chce ogarniać, łącznie z Tobą samym. Testament spisz dzisiaj i wszystko przepisz na schroniska i domy dziecka. Co z tego, że nie lubisz dzieci? Tak trzeba, a Ty nie jesteś już millenialsem, tylko boomerem. I członkiem klubu piątej rano, bo siłownia i bieganie to jedyne, co jeszcze daje Ci w życiu jakąś radość. Nie prychaj, serio, obydwoje wiemy, że tak jest. Przynajmniej nie jesteś taką czarną owcą, nie każdemu z Twojego rodzeństwa się udało. Ale czy na pewno? Zastanawiałeś się nad tym?
Kurczę, może jakaś podyplomówka? O! A może coaching? Doradca personalny... życiowy?
Trener?
Swatka?
Nieeeee. No już, kurwa, bez przesady.
