-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Wspólne gotowanie (w wykonaniu Syd), godziny spędzone na oglądaniu seriali. Ba, Ashford tolerowała kota Cassie jak również wiolonczelą, na której potrafiła godzinami ćwiczyć. Nie przeszkadzało jej niemal nic i działało to w drugą stronę - Cassandra była nad wyraz cierpliwa oraz wyrozumiała wiedząc, że każdy miał prawo do własnych nawyków.
Dzisiejszego dnia, tuż po powrocie z próby uznała, że należy po raz kolejny pokazać, jak bardzo doceniała towarzystwo Syd i okazać wdzięczność, że w castingu na współlokatora wybrała właśnie Wildbird. A czy był sposób lepszy, niż przygotowanie własnoręcznie obiadu? Sprawa banalna, niemniej dla rudowłosej stanowiło prawdziwe wyzwanie. Tym bardziej wysiłki powinny być podwójnie docenione.
Padło na potrawę dość łatwą, ale za to lubianą przez niemal każdego, kogo wiolonczelistka znała. Lasagne. Czy można się było temu oprzeć? Makaron, sosy, mięso, ser. Kombinacja nader wspaniała.
Szybkie zakupy z listą w telefonie i już można było zabrać się do pracy. Wielu powiedziałoby, że porywa się z motyką na słońce i pewnie mieliby rację, niemniej, jak na rudą osobę przystało, była wyjątkowo uparta i nie wyobrażała sobie, że już po przeczytaniu przepisu mogłaby zrezygnować.
A powinna.
Zamiast tego rozłożyła wszystko na blacie, ułożyła przed sobą książkę kucharską, którą po zniżkowej cenie nabyła w księgarni, w której pracowała i była gotowa do pracy.
Pokrojenie pomidorów i cebulki poszło sprawnie. Przyprawienie mięsa mielonego. Jak można było sobie z tym nie poradzić? Zadowolona z siebie włączyła piekarnik, by odpowiednio go nagrzać.
Prościzna.
Skąd miała wiedzieć, że powinna sprawdzić, czy nie zostały tam żadne resztki z poprzedniego obiadu? Nie zostawiała go tam!
Sos beszamelowy. Z jakiegoś powodu bawiła ją ta nazwa. Starając się opanować wyobraźnię, która zaczęła kreować dziwne scenariusze, zabrała się do roboty. Roztopić masło, dodać mąkę, później mleko. Czuła się jak na zajęciach w przedszkolu. Następnie powolne mieszanie i zwiększenie mocy palnika. To samo w sobie musiało zwiastować kłopoty.
-Syd, już wróciłaś?! Za wcześnie! - powiedziała, kierując się żwawym krokiem na korytarz, kiedy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Lokatorka miała być w domu znacznie później! - Zepsułaś moja niespodziankę - westchnęła. Teraz już nie ukryje, że chciała przygotować dla niej obiad. Nie pozostało jej nic innego, jak zakazać jej wstępu do kuchni do czasu, aż Cass nie upora się z lasagne.
- Ale skoro już jesteś, odpocznij sobie! i błagam, nie wchodź do…. - zaczęła, ale ostatnie słowo zostało zagłuszone przez dźwięk alarmu przeciwpożarowego. - Och! - wyrwało jej się w akcie zdziwienia. Tego nie było w planach!
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz? Mieszkała z jakąś free-spirited, rudowłosą dziewczyną, która w pakiecie przyniosła ze sobą kotka. Na to Syd akurat nie narzekała. Nigdy nie potrafiła odmówić sobie jakiegoś miłego mizianka czy czegoś w tym stylu, hah. Do tego Cassie naprawdę dobrze gotowała, więc właściwie nie było na co narzekać. Serio. Na ten moment? Była serio mega kompanką. Po ciężkim dzionku Syd przekroczyła próg mieszkania, a jej nozdrza natychmiast zaatakował niesamowity zapach domowej lazanii. Bodajże. YUM. - Wróciłam! - rzuciła radośnie, ściągając buty i rzucając torbę gdzieś na bok. - Ale super pachnie! - Przeszła korytarzem w stronę salonu, skoro Cassie wyraźnie nie chciała, żeby wchodziła do kuchni. Zdołała jednak zrobić zaledwie dwa kroki w stronę kanapy, kiedy nagle usłyszała ALARM. - CASSIE?! Jesteś okej?! - zawołała, błyskawicznie się odwracając.
Ruszyła biegiem w stronę kuchni, po drodze chwytając pierwszą rzecz, jaka wpadła jej w ręce i było to um.... nieważne, nie przykuła uwagi biegła, biegła, gotowa ratować współlokatorkę przed pożarem,- Potrzebujesz pomocy?! - zapytała, wpadając do środka i unosząc cokolwiek zgarnęła po drodze. Dopiero wtedy zorientowała się, że trzymała w dłoni... jeden z ich staników. Której dokładnie? Nie miała pojęcia. Miały... um. Podobne miseczki, lol.
cassie
-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
-Mam nadzieję, że dzień minął ci dobrze! Zaraz wszystko mi opowiesz, dobrze? Masz akurat czas na kąpiel - uśmiechnęła się do niej szeroko, oczami wyobraźni widząc piękną zapiekaną lasagne, której wierzchnia warstwa sera przyjemnie skwierczy. Na samą myśl ślinka napływała do ust i człowiek robił się bardziej głodny. Szkoda, że obraz ten ostatecznie pozostał jedynie w myślach rudowłosej dziewczyny, która zaraz musiała wracać do kuchni czując, że coś pachniało nie tak, jak powinno!
Ledwo przekroczyła próg, a zobaczyła, że garnek z sosem się pali, niczym w Simsach! Czy też powinna zacząć tak machać rękami, łapiąc się za głowę i czekać, aż kolejne meble spłoną, ostatecznie pochłaniając i je? W SIMSach zawsze tak się kończyło, bo straż przyjeżdżała za późno!
Z zadumania wyrwał ją głos współlokatorki. Zanim Wildbird zdążyła pomyśleć, złapała gołą ręką (gratulujemy pomysłowości) rączką rondelka, chcąc wrzucić ją pod kran, zalewając bieżącą wodą. Plan nie wypalił, a zawartość wylądowała na kafelkach, tworząc biały ślad. Plusem było, że przynajmniej płomienie zniknęły, za to ręka Cass piekła jak cholera. Podsunęła ją pod zimną wodę czując, jak łzy napływają jej do oczu. I chociaż kryzys rondelkowy został pozornie zażegnany, smród nadal nie znikał.
-Piekarnik! Trzeba go otworzyć! - zawołała, widząc w drzwiach Syd, która trzymała stanik. - Po co ci biustonosz? Mamy za małe cycki, żeby pożar tym gasić - spojrzała na nią z zaciekawieniem przekonana, że ta miała konkretny cel!
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na dźwięk(dziwekXD) tego całego zamieszania Syd natychmiast pobiegła w tamtym kierunku ze swoją jakże idealną bronią, czyli stanikiem, który równie dobrze mógł robić za braletkę albo ewentualne akcesorium do włosów, lol XD. - Woah! - krzyknęła, odskakując do tyłu, gdy rondelek upadł na kafelki, rozlewając po nich gorący biały BESZAMEL SOS CZY JAK TO SIE DO CHRYSTUSA ZWIE - Kurde blaszka, nie mamy już świstaczka... Jesteś okej?! - Bo pomimo faktu, że ich chałupa właśnie omal się nie spaliła, Ashford miała wystarczająco dużo czasu, żeby powiedzieć to jakże dziecinne przekleństwo zamiast rzucić jakimś soczystym KU*** ***. Ona tak nie robiła, mkay? NO. To już zostało ustalone. - P-p-piekarnik, jasne! - Zerknęła na biustonosz i, co jak co, Cass miała rację. Miały zdecydowanie za małe cycki, no ale Sydka chciała być choć w namiastce w jakiś sposób pomocna, - Ale to pomoże! - Parsknęła śmiechem przez wcześniejszą konsternację, po czym jęknęła, schylając się i otwierając piekarnik. Lazania zdążyła już zamienić się w jakąś SPIEKŁZANIĘ, bo była normalnie cała czarna, a gęsty dym natychmiast rozszedł się po całej kuchni. Jedyne, co pozostało Syd, to zacząć machać kawałkiem materiału, który w dobre dni okrywał ich sutki, próbując przy okazji doprowadzić do tego, żeby się tam wszystkie nie zaczadziły. I cholercia jasna... dalej była głodna.
Cassie
-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Założenia również niczego sobie - nikt nie brał pod uwagę scenariusza innego, niż z happy endem, kiedy napełnią się pełne brzuszki i głowa odpocznie po ciężkim dniu.
Wykonanie - niestety okazało się wyjątkowo beznadziejne, o czym przekonały się nie tylko one, ale również pozostali mieszkańcy, którzy zostali wprawieni w stan pogotowia, słysząc rozbrzmiewający alarm. Piszczał niemiłosiernie, z każdą kolejną sekundą wwiercając się w umysł Cassie jeszcze bardziej. Liczyła, że sąsiedzi zdadzą sobie sprawę, że to znowu u nich i nie wezwą straży pożarnej. Płacenie mandatu jej się nie uśmiechało, chociaż musiała przyznać sama przed sobą, że widok ładnych osób w mundurach był nad wyraz korzystny. Nie chciała jednak, by ktokolwiek widział je w środku Armagedonu, który rozgrywał się w kuchni.
Chłodna woda koił trochę oparzenia, chociaż Cass zdawała sobie sprawę, że będzie potrzebowała odpowiedniej maści i opatrunku. W głowie już wyobrażała sobie, jak Albert z niej ciśnie, dokuczając jej. Na niego zawsze mogła liczyć!
-Niemal spaliłam sobie rękę. Nie wiem co mnie podkusiło! - westchnęła, nieprzerwanie schładzając dłoń. Przydałby jej się lód, chociaż istniało prawdopodobieństwo, że od razu by się stopił. - Chyba nici z obiadu! - stwierdziła, zwyczajnie niepocieszona. Zaraz jednak w kuchni zrobiło się ciemno od dymu, który gryzł ją zarówno w oczy, jak i w płuca. Starała się nie oddychać, ale było to znacznie bardziej skomplikowane, niż wstrzymywanie oddechu pod wodą.
-Ach, tym to co najwyżej możesz wiatraczek zrobić. Lepiej sprawdziłyby się majtki pana spod dziewiątki! - wyleciało z jej ust, kiedy starała się dotrzeć do okna, by je otworzyć. - Syd! Musimy wyłączyć alarm, bo jak nam straż pożarna wparuje do mieszkania, to tyle z oszczędności na czarną godzinę! - rzuciła, dopadając w końcu do parapetu. Po drodze zahaczyła o kant stołu, boleśnie wbijając go sobie w żebra. Gotowanie potrafiło być jednak zabójcze i Wildbird nie była pewna, czy chciała w przyszłości podjąć kolejne próby!
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tak czy inaczej Sydka była głodna niczym wilk. Mogłaby zjeść konia, jak to się mówiło. Chyba. I miała w sobie jeszcze takie oparki energii, że ostatkiem sił mogłaby niczym Big Bad Wolf jednym dmuchnięciem zmieść domek z cegiełek jednej ze świnek. Aczkolwiek w tym przypadku ostatkiem sił machała tym nieszczęsnym stanikiem, którego w sumie nawet nie powinna tak nazywać, i miała nadzieję, że kurde, uda jej się rozgonić ten dym po całym mieszkaniu, zanim obie tam padną. Anyways, teraz do jej nozdrzy zaczął docierać zapach tego mniami sosu, który Cass ugotowała, a który leżał rozplaskany na kafelkach, what a waste btw, przez co Syd znowu zrobiła się potwornie głodna. Cholercia jedna! - Casssss, czemu to tak ładnie pachnie?! - krzyknęła, zerkając na Cassie, która moczyła sobie rączkę pod wodą. Syd tymczasem dalej machała przejęta tym kawałkiem materiału, próbując pozbyć się dymu. Kiedy w końcu w kuchni zrobiło się odrobinę czyściej, wciąż rozbrzmiewał ten cholernie irytujący alarm. - Zamówimy coś! - krzyknęła, po czym wybuchnęła śmiechem, uświadamiając sobie, że nadal machała tą nieszczęsną niteczką XD.
Spojrzała na Cassie. - Dobra, masz rację, ale jak to wyłączyć?! - zawołała, łapiąc się za głowę i rzucając stanikopodobne coś gdzieś za siebie. - Ale w sumie... popatrzyłabym sobie na strażaków. Co sądzisz? - Spojrzała na nią całkiem poważnie. Kurcze, tego jeszcze nie grali. Sos beszamelowy, stanik leżący gdzieś na podłodze, Cassie z łapką pod wodą, a Syd głodna jak diabli i myśląca o strażakach, którzy równie dobrze mogliby się dla nich rozebrać. Chociaż zapewne zamiast tego urządzą im tylko ognisty opieprz. Typowy dzień u nich w domu, nie ma co. No cap.
Cass
-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Sprawdziła stan swojej dłoni uznając, że nadawała się do względnego użytku i nic nie stało na przeszkodzie (poza stołem), żeby ostatecznie okno otworzyć. Zaciągnęła się potężną dawką czystego (jak pielucha bobasa cierpiącego na nietolerancję laktozy, któremu wciśnięto mleko) powietrza, mając nadzieję, że dym zaraz zniknie.
-Miała być domowa kolacja, jest domowa spalenizna. Ubezpieczmy się następnym razem, tak dla pewności - skomentowała, obserwując komiczne poczynania współlokatorki. - Zamówimy tylko… najpierw zapanujmy nad tym chaosem, bo jeszcze chwila moment i nas oskarżą o atak terrorystyczny - westchnęła. Nie odnalazłaby się w więzieniu, kolor uniformu gryzłby się z jej naturalnym kolorem włosów.
-Yyyy… trzeba tam wcisnąć! Daj, podsadzę cię, bo inaczej nie dosięgniemy! - powiedziała, wskazując na czujkę alarmu, która wyła niemiłosiernie. Czerwony przycisk resetu patrzył na nie kpiąco wiedząc, że są za niskie, żeby sobie z nim poradzić. A to cham! tak bezczelnie żartować. - Nie stać mnie na takie widoki! Obiecuję, że po wszystkim pójdziemy do klubu, gdzie też będziesz miała strażaków. Tylko w okrojonej wersji mundurów - obiecała.
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Anyways, nieważne...
Teraz działy się rzeczy ważne i ważniejsze. A mianowicie jedzenia jak nie było, tak nadal nie ma, Syd jest głodna, Cassie zaraz będzie miała ogromny pęcherz na pół ręki, a z jej wczesniejszych opowiadań wynikało, że ten cały Albert-przyjaciel pewnie będzie stroił sobie z niej żarty. No i w dodatku zaraz dostaną taki mandat, że głowa mała. - tak, zgadzam się. Nie ufam nam - przyznała z uśmiechem, próbując opanować śmiech, który aż cisnął jej się na usta. - Dobra! To gdzie to jest? - Rozglądała się gorączkowo, aż po chwili zerknęła w miejsce, które wskazywała jej Cassie. Tam właśnie znajdował się ten nieszczęsny czerwony przycisk. - Trzymaj mnie i się schyl! - rzuciła. No bo przecież nie będzie stópkami stąpać po jej spalonych łapkach, co nie?
Wspięła się na plecy współlokatorki i jakoś wysunęła dłoń w stronę alarmu. - Dobra, Cass, później klub! - rzuciła, próbując dosięgnąć przycisku. Już prawie. Prawieeeee... - AAAAAH! - Nacisnęła przycisk w ostatniej chwili, po czym obie runęły na ziemię, lądując prosto w białej brei, która przypominała... No. Jezu, nie myśl o tym, Syd!!! Spojrzała na własne dłonie, a po chwili przeniosła wzrok na Cassie. - Jesteś cała? - jęknęła, wpatrując się w swoje palce. Ten sos, no kurcze, dalej tak ładnie pachniał. Aż korciło ją, żeby go polizać. Próbowała się jednak opanować, dlatego spojrzała na rudowłosą z niezwykle poważną miną. - Myślisz, że reguła pieciu sekund już minęła? - no serio, jak zaraz Cassandra czegoś nie wymyśli to Sydka nie liźnie za siebie. Just saying.
Cass
-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Well, nie ma tego złego, nadarzy się jeszcze okazja, by sprawdzić, jak odporne miały żołądki! Teraz najważniejsze było wywietrzenie całkowite mieszkania, zanim smród spalenizny wgryzie się w meble, zostając tam na kilka kolejnych tygodni. Do tego alarm, który nie dawał żyć również sąsiadom. Czy ona właśnie słyszała gniewne krzyki pani mieszkającej pod nimi? Tylko patrzeć, kiedy zacznie miotłą walić w sufit.
Zgięła się tak, żeby stanowić idealną podporę dla Syd. Założenia wspaniałe, plan też, ale wykonanie liche, biorąc pod uwagę jakiej kategorii wagowej była Cassie. Chude to, bez większych mięśni. I chociaż współlokatorka również do ciężkich nie należała, tak tych pięćdziesiąt kilogramów było dla rudowłosej wyzwaniem. Nic dziwnego, że ledwo Syd wcisnęła reset alarmu, wyłączając go, obie runęły na podłogę zachlapaną sosem, którego przeznaczeniem było spocząć na lasagne a nie na ich ubraniach. Walka w kisielu to jedno, ale w beszamelu? Takiej dyscypliny sportowej nie znała.
Skrzywiła się czując, że poparzona ręka doznała kolejnych obrażeń, nie mówiąc o wcześniej znokautowanym boku. O ile zakład, że następnym razem jak spotka Alberta ten pomyśli, że ktoś ją napadł i pobił? O siniaki w jej przypadku trudno nie było.
-Ach! Błoga cisza. Chyba złamałam sobie połowę ciała, ale jest stabilnie. Potrzebuję tylko koniecznie kremu na poparzenia. A jak z tobą? - westchnęła, rozkładając się na podłodze. Nie miała siły, by się podnieść. - Kryzys zażegnany, jutro kupię prezenty przeprosinowe dla sąsiadów. Co będziemy jeść? - spytała, obracając głowę w stronę Syd.
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spojrzała na zwęgloną lazanię, później na bezszamelowy czy jak to tam było sos rozlany po kafelkach, a na końcu na stanik leżący samotnie przy ścianie niczego winien, ah. Pomogła Cassie ogarnąć jej łapkę, a następnie ogarnęły kuchnie do takiego stopnia, że nie byłoby im wstyd, gdyby ktoś do nich wparował bez zapowiedzi. Rozsiadły sie wygodnie na kanapie, a Ashford włączyła w telewizji jakiś program rozrywkowy, który będą mogły komentować przez cały wieczór i obgadywać jego uczestników, yippe. Wyciągnęła swój telefon z kieszeni spodni, swoją drogą był to jakiś cud, że się tam przy upadku nie rozwalił, ale nie będziemy narzekać. - dobra, zamawiam burgery, jakieś szejki i frytki- stwierdzila patrząc na Cassie, a po chwili zamówiła burgerki i szejki dokładnie tak jak jej współlokatorka lubiła. Jakieś czterdzieści minut później już wcinały ciepłe jedzonko, straż pożarna nie przyjechała, ale będą mogły już zawsze wspominać ten pewien dzień, gdzie prawie spaliły kuchnie, starajac się uratować stanikiem palącą się lazanie.
cassie