-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym bardziej, że miał rację… jej przeszłość się nie zmieni – Mimo wszystko mam wrażenie, że lepiej przedstawić swoją dziewczynę-striptizerkę, co umówmy się… dla większości ludzi jest równoważne z byciem dziwką. – skrzywiła się lekko, ale tak właśnie było i w pewnym momencie nawet przestała walczyć, poprawiając ludzi. Mogli sobie myśleć o niej, co tylko chcieli. Mogła nie być szczególnie dumna z tego jak zarabiała na swoje życie, gdy była młoda, ale jednocześnie wiedziała, że nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii moralności – W neutralnych okolicznościach, a nie gdy twoja matka jest chora i to na niej powinna się skupić uwaga, a nie na twoich beznadziejnych życiowych wyborach. – bo chociaż przywykła do bycia w centrum uwagi i w świetle reflektorów to jednak coś innego… być na scenie, a być głównym tematem rozmowy przy rodzinnym stole. I gdzieś tam z tyłu głowy miała myśl, że… że może im uwierzyć. Siła perswazji członków rodziny, czyli kogoś mu defakto najbliższego, mogła mieć opłakane skutki dla ich relacji. Mógł uwierzyć, że na świecie są setki lepszych dziewczyn, które mogły dać mu wszystko to, co dawała ona a przy okazji też dużo więcej.
Chociaż to, co powiedział… to, że to jej tam potrzebował, że to z nią mógł porozmawiać i to ona była jego wsparciem, gdy sobie z czymś nie radził – zrobiło na niej wrażenie. Ugh. Wywróciła wymownie ślipiami, bardziej do własnych myśli niż przez niego. Dała się też obrócić, a dłonie oparła na jego piersi, zadzierając głowę tak, żeby na niego spojrzeć i uśmiechnęła się pod nosem.
- Pamiętasz, że mieszkasz w lofcie? Twoje łóżko jest bezpośrednio nad tą kanapą, na której będzie spał twój brat… nie chcę cię martwić, Cadwalader, ale będziesz go trzymał w bokserkach. – uprzedziła lojalnie, ale za to wyraźnie rozbawiona i wychyliła się, żeby go pocałować. Krótko i spokojnie, bez fajerwerek, ale za to z czymś, co śmiało można było nazwać uczuciem – I wkurza mnie, że potrafisz mnie podejść… mówisz o tym jak mnie potrzebujesz i się łamię. Nie potrafię ci odmawiać. – dodała, znowu wywracając oczami – To strasznie wkurzające, Cadwalader. STRASZNIE – już sobie żartowała, ale no cóż… nie dało się ukryć, że miała do niego słabość i naprawdę nie potrafiła mu odmawiać – Ale mam jutro ważne spotkanie… polecisz jutro z bratem, a ja przylecę dzień później? Przynajmniej zdążysz ich uprzedzić i porozmawiać szczerze z mamą. – zaproponowała rozwiązanie, które wydawało jej się być jakiś tam kompromisem.
Arvel Cadwalader