45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Tylko znów wszystko sprowadza się do tego, że Love miała prawo popełniać takie błędy podejmować takie decyzje i że to Anthony powinien być tym mądrzejszym i trzymać się od takich sytuacji z dala. Jego nie tłumaczył wiek, zawodowe doświadczenie, sytuacja w domu czy potrzeby, z których wiele pomagała mu spełniać w tym nieszczęsnym hotelu. Od początku wiedział, gdzie zmierza ta relacja, ale i tak czerpał z niej bez żadnych skrupułów, a co więcej – nawet nie zastanawiał się nad tym, co – już po wszystkim – się z nią stanie. Więc nawet jeśli redaktor Roderick była (tu wstaw odpowiednio mocną obelgę – przyp. redakcyjny), która sypiała z mężczyzną żonatym i w dodatku spodziewającym się dziecka (mam nadzieję, że można tak o nim powiedzieć w tej sytuacji……..), to i tak miała na sumieniu mniej, niż Anthony. Zwłaszcza, że miał już córkę i życzyłby sobie, żeby ta nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji – ani w roli Kimberly, ani w roli Love.
A swoją drogą to ciekawe, jak na to wszystko zareagowaliby faceci, sypiający z dużo młodszymi kobietami. Łapaliby się za głowę, że „wypchnął ją z łóżka”, czy jednak, bo niczego się nie nauczył i znów ryzykował wpadką? A może po prostu żałowaliby tych usuniętych zdjęć, które mu wysyłała, kiedy jeszcze się spotykali w trochę innych okolicznościach. W każdym razie na pewno byliby obleśni i rubaszni.
A myślisz, że dlaczego skończył jako ktoś, kogo będzie łatwo tym wszystkim obarczyć, co? – Powiedział spokojnie, jeszcze zanim zaczęła lamentować i nawet rozchylił usta, żeby kontynuować diagnozę tego biednego Malarza, ale jej obawy skutecznie wybiły mu to z głowy. Nie musiała wiedzieć o konkretach, skoro te niewiele zmieniały w kontekście jego ewentualnego zachowania. Może innym razem – może wtedy będzie wiedziała, na co zwracać uwagę u Bellore. – Masz zamiar mu pomóc – wtrącał się, gdy Love brała swoje przerwy na oddechy, ale widocznie był mało przekonujący. Brnęła dalej. Może miała rację, może nie – nieważne. Najtrudniejsze było to, że nie udało mu się jej uspokoić. I że nie zdobył się na więcej niż kpiarski uśmiech, którym skwitował zakończony wreszcie wywód. – Myślę, że dałabyś mu radę. Gdyby rzucił się z łapami. – Rzucił ni to szczerze i pokrzepiająco, ni luźno i z rozbawieniem; nie zastanawiał się nad tym, bo napotkał wreszcie jej spojrzenie, a nawet zdążył porozumiewawczo kiwnąć głową, zanim klakson jadącej za nimi taksówki przypomniał o tym, że czerwone światło nie trwa w nieskończoność. – Wiem, że to nigdy nie brzmi dobrze, kiedy trzeba to powiedzieć, ale on nie jest agresywny. Naprawdę – podjął dopiero za kilka chwil, gdy auto przecięło skrzyżowanie i w spokoju mogli kontynuować drogę do zoo. – To niespełniony inteligent. Brzydzi się przemocą. Dlatego to wszystko jest takie popieprzone. W każdym razie – jest diabelsko spostrzegawczy i bystry. Może wyciągnąć… Może zauważyć coś krępującego i nie będzie mieć problemu z powiedzeniem o tym na głos, więc… Nie reaguj. To po prostu jego osobliwość. – Nie, żeby jakoś bardzo biedaka usprawiedliwiał, ale skoro już miała z nim rozmawiać, to powinna być przygotowana. I pamiętać o tym, żeby zapytać, co zauważył u Bellore, jak już będzie po wszystkim.
W telewizji. Na żywo. Będziesz musiała udawać zaskoczoną, bo wszystko stanie się parę minut przed wejściem na antenę. A potem z bliska popatrzysz, jak wygląda koniec politycznej karierytylko jednej, mam nadzieję, pomyślał sobie w duchu, zanim dla niepoznaki uśmiechnął się krnąbrnie. – I wtedy już nikt nie odważy się spojrzeć ci w dekolt – dodał z przesadzoną pewnością siebie, a potem sięgnął po telefon, który dotąd spoczywał w cupholderze i wyciągnął go w stronę Love. – Ostatnie połączenie. Napisz, że dojeżdżasz i zapytaj, gdzie się spotkacie.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Mogła, czy nie mogła… to pojęcie bardzo względne. Bo jeśli była dorosła i on też traktował ją jak dorosłą to powinna liczyć się z konsekwencjami. I gdyby coś poszło nie tak, gdyby nagle dowiedziałby się o wszystkim cały świat, a przynajmniej pół Kanady – nie zamierzała się tłumaczyć wiekiem, brakiem doświadczenia, czy daddy issues. Przynajmniej w swojej głowie, bo tak naprawdę nie miała pojęcia, co zrobiłaby przyparta do muru. Wina i odpowiedzialność leżała dokładnie na środku. To, że opinia publiczna na pewno miałaby inne zdanie na ten temat to było pewne. To, że koniec końców ponieśliby zupełnie inne konsekwencje – również. Ale wina była wspólna. I może dlatego tak łatwo przyszło jej po prostu wejść w to znowu. Odpisać na wiadomość Bellore, przyjść na umówione spotkanie, wsiąść do wskazanego przez niego pociągu i zgadzać się na to wszystko, co teraz robili. Nawet jeśli jednocześnie dramatyzowała! To dramatyzowała i robiła. Płacz i rób, czy coś…
Za to, gdy wspomniał, że dałaby mu radę… spojrzała na niego wymownie, żeby sobie nawet z niej nie kpił. Bo była przekonana, że to się właśnie działo skoro była mowa o mężczyźnie, który pracował fizycznie (nawet jeśli w przeszłości), a ona miała metr sześćdziesiąt wzrostu w kapeluszu. Była jedną z tych osób, które zawsze słyszały, że w telewizji wydają się wyższe i była brutalnie świadoma, że na tym świecie było bardzo mało mężczyzn, którym dałaby radę. Chyba, że z tym było tak źle…
Nie jest agresywny. Zanotowała kolejny raz w pamięci i świadomości, żeby nie uprzedzić się do mężczyzny jeszcze zanim go poznała. Wiedziała o nim tylko tyle, co znalazła w aktach, a coś jej podpowiadało, że tamten Malarz i ten aktualny Malarz to dwie różne osoby. Skrajnie! I ten nowy może jednak był całkiem interesujący? Przynajmniej to, co powiedział jej Bellore było interesujące. I odnotowała to w pamięci tak samo jak to, że nie był agresywny.
Sięgnęła po telefon, gdy wyciągnął go w jej stronę, ale zanim skupiła się na ekranie jeszcze przez krótką chwilę wpatrywała się w profil mężczyzny, gdy on sam skupiał się na drodze – Mam nadzieję, że nie dlatego, że zamkną mnie za zdradę stanu i szpiegostwo, a więzienne pasiaki nie mają odpowiednio dużych dekoltów. – dodała przekornie, trochę półżartem nawiązując do tego, że już wytknął jej przesadne poleganie na tym, co działo się w filmach, gdy oni w żadnym filmie nie grali. Chyba. Czasami się zastanawiała, czy to nie jest jakiś przekręt albo bardzo rozbudowany sen. Jednocześnie wystukała wiadomość i wysłała ją do odpowiedniego kontaktu. Nie musiała czekać długo na wiadomość, właściwie pojawiła się od razu, ale skwitowała ją wyraźnym grymasem.
- Ptaszarnia… eh. Naprawdę liczyłam na wybieg dla lwów. – westchnęła teatralnie i zupełnie niepoważnie. W tym momencie dowcip był jej reakcją obronną. Tym bardziej, gdy zdała sobie sprawę, że właśnie zatrzymują się na parkingu przed zoo. Aż przeszedł ją dreszcz. Nie bała się spotkań z ludźmi, nie bała się z nimi rozmawiać… teraz po prostu zupełnie nie wiedziała, czego się spodziewać – Co krępującego zauważył w twoim przypadku? Na jakiego typu komentarze mam się przygotować? – zapytała, trochę żeby przeciągnąć moment wyjścia z auta, a trochę dlatego, że zwyczajnie była ciekawa. Znał ją wystarczająco dobrze, żeby się tego spodziewać.


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Miała rację. Malarz był innym człowiekiem przed rokiem 2007, innym tuż po nim i jeszcze innym dziś. Ba – przypuszczalnie miał jeszcze kilka innych twarzy, o których powinien wiedzieć jego lekarz prowadzący (gdyby takiego miał), natomiast zdecydowanie to data śmierci tamtego nauczyciela miała największy wpływ na jego życie. I prawdopodobnie nie tylko jego, bo zamieszanych w tę sprawę było znacznie więcej osób i każda z nich musiała mieć z tego tytułu jakieś przemyślenia; jedni gorsze, inni lepsze, mniej albo bardziej świadome i szczere lub nie – po prostu jakieś, przez co ich patrzenie na świat zmieniło perspektywę. Problem polegał na tym, że nie każdy punkt widzenia – na czele z tymi najbardziej interesującymi, jak Malarza – dawał szansę na odnalezienie się w „normalnym” życiu. Albo nie, wróć – tak naprawdę to rzadko który punkt widzenia dawał tę szansę, a takie przypadki jak Bellore czy tamten polityk, któremu próbowali dobrać się do tyłka, były wyjątkiem od reguły. Malarzy było znacznie więcej. Dlatego tak łatwo było się za nimi chować.
Tymczasem jednak Love i Anthony ukrywali się za żartami. Raczej kiepskimi, zwłaszcza z jego strony, ale wciąż żartami, które przynajmniej na moment pozwalały zapomnieć o stresie i odetchnąć pełniejszą piersią. Wbrew pozorom – nawet jeśli Tony wszystko dobrze ukrywał (niekoniecznie tak było, ale załóżmy), to tak naprawdę przejmował się razem z nią. I naprawdę mocno ściskał kciuki, żeby nie pękł żaden balonik ani nie trzasnęły drzwi.
Nie wiem, jak jest w kobiecych, ale w męskim widziałem facetów, którzy dress-code mieli gdzieś – mruknął z iście wisielczym entuzjazmem, ale wyraźnie rozbawiony, o czym świadczył wyraźny zarys uśmiechu na skoncentrowanej na jeździe twarzy. – I zanim zapytasz – fundacja. Nie wszyscy podopieczni kończą w ochronie albo prywatnym wojsku. Niektórych trzeba odwiedzać w Millhaven. – Wolał uprzedzić fakty, zanim cokolwiek sobie dopowie. Dla powracających z wojen weteranów życiowy parkiet bywa śliski aż po dziś dzień, więc to nic dziwnego, że w swojej charytatywnej pracy otarł się o przypadki ekstremalne – o przemoc domową, pobicia, napady, a nawet grupy przestępcze, które znacznie lepiej radziły sobie z opieką nad bezrobotnymi żołnierzami.
Anthony potrzymał ją w niepewności. Najpierw zatrzymał samochód na pierwszym wolnym miejscu, które udało mu się znaleźć, potem odsunął sobie fotel, żeby móc wygodniej się w nim rozsiąść i dopiero wtedy spojrzał na Love, kręcąc głową.
Powiedział, że skoro tak często wychodzę do łazienki, to powinienem koniecznie zbadać prostatę, bo osiem wyjść na godzinę to w moim wieku za dużo. – Uśmiechnął się kwaśno. – Przy sześciu osobach. W tym – przy dwóch kobietach. Nieźle, co? – Bellore sięgnął dłonią do twarzy i przeciągnął po policzku. – A mnie po prostu dzień wcześniej złapała ulewa, kiedy biegałem i przeziębiłem pę… Się przeziębiłem. Nie musisz wszystkiego wiedzieć. W każdym razie przygotuj się na jakąś dziwną uwagę. I… I uważaj na siebie, dobra? Ciężko będzie to odkręcić, jak skończysz z tymi lwami. – Próbował zawoalować troskę kolejnym – hehe – dowcipem, ale miał wrażenie, że spojrzała na niego tak, jakby wiedziała, że to nie było „dla zgrywy” i że się martwił. I trochę się tego przestraszył. Zwłaszcza po tym, jak już został sam i mógł się nad sobą zastanowić.
Czas płynął mu dramatycznie wolno. Jednym uchem słuchał niby audycji radiowej z jakiegoś trzecioligowego meczu baseballa, a jednym okiem – wojskowym zwyczajem – zbyt uważnie obserwował kręcących się wokół niego ludzi, ale to nie było zabijanie czasu – to były tortury. Warto jednak zaznaczyć, że Love chyba nie spieszyła się z tą rozmową, bo popołudniowe słońce zaczęło powolutku chylić się ku wieczorowi, a i klientela mocno się przerzedziła. Najgorsze było jednak to, że pogoda zaczęła kaprysić i jakby ktoś bawił się kranem nad zoo w Buffalo, deszcz na przemian padał i padać przestawał: raz intensywnie, a raz… Intensywniej. W każdym razie – kiedy wreszcie Love wyrosła na horyzoncie, wcale nie wyglądała, jakby spędzała czas w ptaszarni. „Zmoknięta” byłoby mocnym niedopowiedzeniem.
Włóż to, rozgrzejesz się trochę. – Bellore wyszedł jej naprzeciw, taki był dobry, i zanim wsiadła do auta, narzucił jej na ramiona sportową marynarkę, w której rankiem pozował do zdjęć na spotkaniu dla weteranów. – Co tam się stało? Nie mogliście się schować? – Zaaferowany pytał, wsiadając za kierownicę, a potem od razu zabrał się za rozkręcanie ogrzewania. I po raz pięćdziesiąty ósmy zezłościł się, że siedzieli w wypożyczonym, rozklekotanym szmelcu, zamiast w jego nieprzyzwoicie drogim krążowniku szos suvie. – Zaraz będzie dobrze – zapewnił i jeszcze zanim wyprowadził auto z parkingu, odważnie poprawił materiał, którym próbowała się okryć. I nawet się nie zająknął, kiedy raz czy drugi jego dłoń prześlizgnęła się po jej ramieniu czy policzku. Bohater.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie powinna się śmiać. Naprawdę nie powinna… a jednocześnie nie potrafiła się NIE zaśmiać. Nie z jego starości. Nie z tego, że problem z prostatą to bardzo realny i poważny problem, którego faktycznie nie powinno się ignorować. Ani nawet nie przez to, że się przeziębił Po prostu wyobraziła sobie tą sytuację, wyobraziła sobie Anthony’ego siedzącego tam pewnie trochę z kijem w tyłku, któremu w twarz jest sugerowane, że może mieć powiększoną prostatę, bo za często chodzi do łazienki! Ten obrazek stanął jej przed oczami i po prostu zaczęła się śmiać. W głos. Przez dobrą chwilę, gdy nie potrafiła się uspokoić i nawet jego troska, którą oczywiście bardzo doceniała, jednak straciła na wrażeniu w porównaniu do przeziębionego pęcherza Anthony’ego Bellore – Jak mnie nie będzie… umów się do lekarza na badanie prostaty. To nie są żarty, Bellore! Zwłaszcza w twoim wieku. – nie mogła sobie odmówić tej złośliwości, ale w ten sposób chyba trochę dodała sobie odwagi. To rozbawienie było jej potrzebne, bo na krótką chwilę pozwalało jej zapomnieć, że jednak idzie rozmawiać o poważnych rzeczach, które stanowiły dla tego człowieka traumę. Chociaż w tym momencie też trochę przestał wydawać się taki straszny… i wysiadła z auta z trochę większą pewnością.
I tak jak jemu czas płynął dramatycznie wolno tak jej przeciekał przez palce… miała wrażenie, że strasznie dużo czasu spędzili przenosząc się z jednego miejsca na drugie, szukali idealnego, w którym wydawało mu się, że będzie bezpiecznie. Tak… może nie pękały żadne baloniki, ale i tak wcale nie było łatwo. I Roderick musiała wspiąć się na wyżyny swojego opanowania i wykorzystać wszystkie swoje umiejętności interpersonalne, żeby w ogóle z mężczyzną porozmawiać. Porozmawiała i nie była pewna, czy czuła się z tym wszystkim lepiej. Deszcz lejący jej się na głowę był w tym wszystkim najmniejszym problemem… naprawdę najmniejszym. A burza bardzo pasowała do tego, co działo się w jej głowie.
Więc marynarkę od Bellore przyjęła odrobinę automatycznie. Tak samo usiadła na miejscu pasażera i wbiła wzrok w przednią szybę. Automatycznie chciała też poprawić okrycie zsuwające jej się z ramienia, ale on zrobił to samo i w momencie, gdy musnął jej skórę – wróciła na ziemię.
- Nie wiesz, że z wariatami się nie negocjuje? – to się właśnie stało! – W jednym miejscu było za dużo ludzi, a w drugim za mało. W trzecim zwierzęta były za głośne. Później nie było ich widać. Później… nie pamiętam już, co było później, ale generalnie przeszliśmy cały park w tą i z powrotem. I to chyba nie raz. – wzruszyła lekko ramionami, mocniej się okryła męską marynarką i bardziej zapadła w fotel pasażera – Deszcz mu jednak nie przeszkadzał. – dlatego nie mogli się schować. A ona teraz tylko otarła policzki od cieknącego po nich rozmazanego tuszu do rzęs. Nawet nie patrzyła na siebie w żadnym lusterku samochodowym, bo domyślała się, że wygląda źle. Albo gorzej niż źle – Możesz mnie odwieźć na dworzec? Powinnam jeszcze zdążyć na pociąg. – poprosiła, zerkając na zegarek na nadgarstku i lekko się skrzywiła, bo tego czasu wcale dużo nie było – Ale przynajmniej nic nie wskazuje, żebym miała problem z prostatą. – rzuciła głupio, zerkając na Bellore i szczerząc kły w szerokim uśmiechu. Głupi żart na rozładowanie atmosfery? Jak najbardziej! Chociaż może bardziej własnego napięcia… to musiało wystarczyć, gdy nie miała pod ręką żadnego drinka (i niezobowiązującego romansu, heh) – Z cyckami raczej też nie, bo nie komentował, a tylko obserwował. – przewróciła oczami – On ma w ogóle jakąś rodzinę? – bo o to zapytać czasu nie miała!


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Za to jego nie powinien cieszyć ten jej śmiech. Naprawdę nie powinien. A jednak.
Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak szczerze się przy nim śmiała. To znaczy… Możliwe, że prychnęła z tego twitterowego hashtagu albo na myśl o ich tajniackiej nieudolności, którą uskuteczniali przez anonimowy komunikator, ale w jego towarzystwie tak mocno nie chichrała się już bardzo dawno. I… Chyba jednak mu tego brakowało. Musiało, skoro w żaden sposób jej nie przerwał i nawet tę skwaszoną minę zamienił w uśmiech, a potem już wesoło rechotał razem z nią. To była tylko chwila, ale nawet jej ułamek wystarczyłby, żeby poczuł to, co jakieś dwa lata temu – że Love Roderick była powiewem rześkiego powietrza w jego dusznym życiu i że raz na jakiś czas potrzebował się nią zaciągnąć, żeby nie stracić kontaktu z bazą.
Zejdź na ziemię. Nie łączy was już nic poza pracą. To tylko praca…
Z moją prostatą jest wszystko w porządku. – Powiedział wreszcie, z niedowierzaniem kręcąc głową na boki. Towarzyszył mu nie lada dysonans – z jednej strony zmieszanie tematem rozmowy i tym jak łatwo uległ jej roześmianej twarzy, a z drugiej ulga i choć namiastka spokoju, o które nie podejrzewał się w takiej sytuacji. I jeszcze ta słynna, czerwona lampka, która paliła mu się gdzieś z tyłu głowy, przypominając o powadze chwili, czujności i konsekwencjach, które czekały na nich, gdyby coś poszło nie tak.
Oj, jej śmiech zdecydowanie nie powinien go cieszyć.
To prawdopodobnie strasznie żenujące, że ostatnią rzeczą, jaką od niego usłyszała, było takie zapewnienie, ale z drugiej strony – przynajmniej zasnęłaby spokojnie, gdyby wariat okazał się jeszcze większym wariatem i zamiast prowadzać po deszczu, zrobiłby jej krzywdę. Inna sprawa, że przemoknięta do suchej nitki była zdecydowanie bardziej niebezpieczna niż zimna, więc trudno mówić o tym, że wyszła z tego suchą, nomen omen, stopą. Anthony musiał mieć się na baczności.
Mój Boże – mruknął pod nosem, gdy opowiadała o swojej wycieczce do zoo. Jej słowa co prawda tylko dopełniały obrazu nędzy i rozpaczy, ale jakoś tak wyszło, że zrobiły na nim większe wrażenie od rozmazanego tuszu czy zmokłych włosów. Chciała albo nie – Malarz wypadał w jej oczach jeszcze bardziej maniakalnie, niż w bezpośrednim kontakcie z fundacją. Możliwe, że tylko dlatego, że była z nim sama, ale Bellore głębiej się nad tym nie zastanawiał. Relacja mu wystarczyła. – Pociąg to nie jest dobry pomysł – i wbrew pozorom wcale nie chodziło o marynarkę. No dobra, o nią też, bo bez niej nie mógł wrócić do domu, ale przede wszystkim właśnie troszczył się o Love i właśnie podejmował decyzję co do podróży powrotnej. W tym stanie nie miał zamiaru puszczać jej do domu samej. Zwłaszcza, że robiło się coraz ciemniej i zbierało się na kumulację ulewy. – Możemy przestać rozmawiać o mojej prostacie? – Zapytał zrezygnowany, posyłając jej przelotne, wymowne spojrzenie, ale zakopana w fotelu pewnie nawet nie zwróciła uwagi. – To przez ten deszcz – nie zdążył ugryźć się w język; jakkolwiek niewinnie by to nie brzmiało, nie powinien tego ani zauważyć, ani powiedzieć. To wszystko wina sieciówek. Ciuchy powinny być gotowe na taką sytuację. – Nie taką, z którą utrzymuje kontakt. – Odchrząknął cicho. – Rodzice nie żyją, siostra uczy dzieciaki w Kongo, a była narzeczona wżeniła się w jakąś lekarską rodzinę i mieszka w Europie. Dlatego tak łatwo było go ukryć. Nie ma czym go zaszantażować, żeby musiał się wychylić – tak, brzmiało to bardzo filmowo, ale na tym szczeblu pewnie nie mogli niczego wykluczać. Stawka była naprawdę wysoka. – Było warto? Tu przyjechać? Czy straciliśmy czas?

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ściągnęła mocniej brwi, gdy stwierdził, że pociąg to nie był dobry pomysł. W pierwszej chwili w ogóle nie zrozumiała, co sugerował. Jej mózg potrzebował ułamka sekundy na to, żeby połączyć kropki… i wcale to nie sprawiło, że jej twarz się rozluźniła. Wbrew pozorom spięła się trochę bardziej, gdy patrzyła na niego z… wyrzutem? – Naprawdę? Musiałam przemoknąć do suchej nitki biegając za wariatem po zoo, żebym stwierdził, że pociąg nie jest dobrym pomysłem? No naprawdę. Łaskawe to z twojej strony. – prychnęła – W takim razie odwieź mnie to najbliższego hotelu. I nie, nie patrz tak na mnie. To nie było zaproszenie. – bo skoro pociąg teraz nie był najlepszym pomysłem to spokojnie mogła poczekać na następny do rana. Nie potrzebowała łaski pana Bellore, który odwiezie ją teraz do domu – Chociaż pogoda robi się tak parszywa, że wcale ci nie zaszkodzi jeśli zostaniesz. – dodała już łagodniej, spuszczając z tonu w momencie, gdy spojrzała na widok za oknem i dotarło do niej, że naprawdę robi się coraz gorzej. Mogła być bojowo nastawiona, mógł ją właśnie wyprowadzić z równowagi, ale jednocześnie nie chciała, żeby coś mu się stało. Dokładnie tak jak on nie chciał, żeby w takim stanie wracała pociągiem. To tylko praca. Wiadomo.
Dlatego komentarz na temat deszczu? Spojrzała na niego czujnie, brew drgnęła jej wymownie i już… już miała to skomentować, ale zamiast tego tylko uśmiechnęła się pod nosem. Komentarz zostawiła dla siebie, ale pewnie odnosiłby się do tego, że wszyscy mężczyźni byli tacy sami. Różnicę stanowiło tylko to jak ona odbierała ich spojrzenia i nie oszukujmy się… zdecydowanie mniej krępujące było spojrzenie Anthony’ego Bellore, który miał okazję widzieć każdy centymetr kwadratowy jej ciała. Dawno. Bo teraz byli w pracy. I musiała wrócić na ziemię, musiała na tej pracy się skupić… nawet jeśli robiło jej się okrutnie zimno.
- Siostra uczy dzieciaki w Kongo, a on pracował dla wojska na Bliskim Wschodzie… rodzina z misją, naprawdę. – nie mogła się powstrzymać przed komentarzem i miała tylko nadzieję, że siostrze wiodło się trochę lepiej niż jemu. Że nikt jej tak nie skrzywdził, bo mogła o mężczyźnie mówić, że był wariatem, ale prawda była taka, że był skrzywdzony. Bardzo, bardzo mocno skrzywdzony – Życie w ukryciu chyba nieszczególnie mu służy, bo ewidentnie wpada w paranoję. Nie wiem, czy to dlatego, że mnie nie zna, że byłam sama i zadawałam niewygodne pytania, ale… żal mi go. – przyznała uczciwie i wzruszyła lekko ramionami, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz. Mogła uchodzić za miękką, trudno! – I oczywiście, że było warto. Niewiele pamięta na temat firmy… kilka nazwisk, które chyba mu się z nią kojarzą. Mam je zapisane, później je sprawdzę. No i… chyba po prostu chciałam dowiedzieć się jak to wyglądało z perspektywy kogoś, kto nie był po ich stronie. – spojrzała na Bellore wymownie, bo mógł mówić co chciał, mógł teraz próbować naprawić wszystkie błędy przeszłości i chciała wierzyć, że faktycznie niewiele miał wtedy do powiedzenia, był jedynie pionkiem w bardzo skomplikowanej partii szachów, ale mimo wszystko – był w tej samej drużynie. I było jej głupio przyznać się do tego, ale… to wiele z jej zachowania tłumaczyło. Była zagubiona i miała do tego prawo. Zdecydowanie.



anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Bellore mimowolnie zadarł brew do góry, gdy Love wreszcie „się ulało”. Czyli jednak zabrakło mu wyczucia. Niby nie powinien być tym zdziwiony, bo czasy, kiedy (chyba) znał jej instrukcję obsługi minęły już przynajmniej sto lat temu, a i okoliczności, w których się właśnie znaleźli były znacznie bardziej dramatyczne niż te, gdy widywali się regularnie, ale… No trochę jednak był. Może nie tyle samą treścią jej zarzutu, ile emocjonalnością, z jaką go postawiła, bo w jego oczach ciągle była tą najdojrzalszą 28-latką na świecie, natomiast nie od razu ją zrozumiał. O zgrozo.
Tak, musiałaś przemoknąć do suchej nitki. W tym stanie zwracałabyś na siebie uwagę, a nas tu przecież nie ma – odpowiedział tak spokojnie i rzeczowo, jak tylko potrafił; intuicja podpowiadała mu, co prawda, że pchał się w gips, ale uznał, że prędzej dotrze do niej zdrowy rozsądek niż bezmyślna przepychanka. No i nie czarujmy się – Tony był zbyt dumny, żeby milczeć, kiedy trzeba było się bronić. Zwłaszcza, że Love sumiennie naostrzyła pazurki i nie przestawała dokazywać. – Nawet o tym nie pomyślałem. – Syknął nieprzyjemnie, choć chyba faktycznie spojrzenie miał wyjątkowo zaskoczone, gdy wzmianka o hotelu wypadła jej z ust. W każdym razie – o ile jej ten ton głosu raczej nic nie mówił, bo do niej się w ten sposób nie zwracał, o tyle sam się go… Przestraszył. Nie chciał myśleć o niej tak, jak o ludziach, do których się tak odzywał. Nie zasługiwała na to, ot co. – Zabiorę cię do Toronto. – Jeśli Love złagodniała tak bardzo, żeby mógł to odczuć, to po jego stronie kontrast był tak wyrazisty, że nawet niesłyszący zorientowałby się, że spuścił z tonu. – Spokojnie, nie tym trupem. Moje auto stoi po drugiej stronie Niagary. Stamtąd to jakieś dwie godziny drogi, więc zdążysz się zdrzemnąć, a jak wejdziesz do łóżka, to wciąż będzie ciemno – mówił miękko i znacznie ostrożniej niż jeszcze przed chwilą. Nie zmieniło się tylko to, że ciągle brzmiał tak, jakby podejmował decyzję, choć pewnie wypadałoby, żeby ta pozostała w jej rękach. Ale hej – to wcale nie znaczy, że nie mogła już z nim dyskutować. Mogła. Aura za oknem bardzo sprzyjała w negocjacjach. – To nie jest dobry pomysł. Amerykańskie powietrze mi nie sprzyja. – Żart był… No był, natomiast kanadyjskie poczucie humoru rządzi się swoimi prawami. Szczególnie w takich napiętych sytuacjach. Najważniejsze, że był szczery i ani myślał zbrukać czystych intencji, które przyświecały mu, gdy pisał tamtą wiadomość po spotkaniu w windzie. A że był taki sam jak inni? Pewnie tak, gdyby był inny, nie byłby sobą pewnie nigdy nie byłoby ich, natomiast uczciwie trzeba przyznać, że – no właśnie – to nie było spojrzenie przypadkowego oblecha spotkanego na ulicy pierwszy raz; ona je znała i wiedziała, że przemoczona bluzka wcale nie wprawi go w niezręczność. Przynajmniej dopóki będzie ciemno.
Ja bym powiedział, że z problemami – rzucił luźno, podrzucając ramionami. – Nikt normalny nie pakuje się w takie sytuacje z własnej, nieprzymuszonej woli. Moim zdaniem to szukanie śmierci. Zwłaszcza tam, w Afryce. – Pewnie nie to chciałaby usłyszeć od starszego człowieka w rozmowie o misyjności czy ideałach, ale być może w tym też była jakaś mądrość. – Więc jednak warto o niego powalczyć? Cieszę się, że się nie rozmyśliłaś. – Pokiwał głową. Przyszło mu to zaskakująco łatwo, biorąc pod uwagę prztyczek, który mu sprzedała i nawet bardzo się tym nie przejął. Ale czy to było nieme przyznanie się do winy, czy po prostu próba zawieszenia broni? Tego chyba nie wiedział sam. – Mam tylko nadzieję, że nie przypłacisz tego zdrowiem. Przeziębienia o tej porze roku są paskudne. – W Kanadzie pewnie też. Wiedział, co mówił. Miał doświadczenie. Może dlatego jednak hotel wcale nie był złym pomysłem? W tak mokrych ciuchach pewnie nie dało się rozgrzać nawet przy najbardziej podkręconym ogrzewaniu. Tylko czy to na pewno był dobry pomysł?

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W tym stanie zwracałaby na siebie uwagę? Bo przemoczona pojawiłaby w czasie deszczu na dworcu? Była pewna, że ktoś jeszcze taki by się tam znalazł! Mało tego… ludzie w pociągu raczej też mieli więcej niż dwie szare komórki i skojarzyliby jej wygląd z tym, co działo się na dworze. Raczej nie podejrzewała Bellore o to, że założył, że ktoś mógłby rozpoznać jej twarz, a mokra koszulka po prostu tylko zwróciłaby na nią uwagę. Dlatego nie kupiła tego argumentu… ani trochę go nie kupiła. Wiedziała jednak, że przepychanie się z nim w tym momencie nie miało najmniejszego sensu, a poza tym – wcale nie chciała wracać pociągiem. Mogła się unieść i w grę weszła trochę jej duma, ale poza tym… było jej to na rękę. Jeśli nie chciał jej tu zostawić na noc – zabierze ją do Toronto. Uniosła lekko dłonie, bo poddawała się i tylko mocniej zapadła się w fotelu, skoro czekała ich wycieczka.
- Możemy znaleźć hotel po przekroczeniu granicy, żeby lepiej ci się oddychało. – rzuciła swobodnie, wzruszając lekko ramionami. Może żart nie był najwyższych lotów, ale nie był też najgorszy tym bardziej, że rozumiała. Miała okazję być w Stanach, trochę polatała po świecie i akurat Stany nie zrobiły na niej aż takiego wrażenia jak powinny… zdecydowanie nie śniła o żadnym amerykańskim śnie! Chociaż pewnie świecąc pośladkami na instagramie zarobiłaby tam lepiej niż w Kanadzie – A łatwiej będzie ci wytłumaczyć spóźnienie i to, że nie wejdziesz do łóżka, gdy wciąż będzie ciemno – specjalnie użyła jego własnych słów – Nic to, że przez pogodę wylądowałeś w rowie albo owinąłeś się wokół drzewa. Nie, żebym wątpiła w twoje umiejętności, po prostu… sam widzisz. – no musiał widzieć! Musiał widzieć też jak czarne niebo robiło się tam, gdzie właśnie zmierzali. Nie chciała go jednak naciskać, nie chciała przesadnie dużo dyskutować i namawiać. Ostatecznie to on miał żonę, która czekała na niego w domu i spodziewała się zobaczyć go w konkretny dzień. Na nią czekało tylko puste mieszkanie… nie miało znaczenia, czy pojawi się w nim jeszcze tej nocy, czy już następnej.
No i zamykając się na kilka godzin w aucie mieli możliwość porozmawiać. Chociażby o tym, kim był malarz. I ściągnęła mocniej brwi, gdy luźno stwierdził, że oboje z siostrą musieli mieć nierówno pod sufitem i większe problemy, które ich ku temu pchnęły… i to nie tak, że chciała usłyszeć coś innego. Nawet ją to zainteresowało i żałowała, że nie zapytała go o to wcześniej – wtedy mogłaby zadać mężczyźnie więcej niewygodnych pytań – I myślę, że już dawno za późno, żeby się rozmyślić. Tak samo jak jest za późno, żeby martwić się o moje zdrowie. I akurat zapalenie płuc to najmniejszy problem. – dodała zaskakująco spokojnie, ale jednocześnie tak wymownie, że nie mógł się nie domyślić do czego piła. Ta cała sprawa nie była dla niej łatwa, odbijała się na niej, siedziała jej w głowie i utrudniała funkcjonowanie. Z jednej strony chciała to zrobić dobrze, a z drugiej chciałaby mieć to po prostu już za sobą. Przynajmniej wreszcie mogłaby się wyspać! I skończyć z szukaniem sobie atrakcji poza domem, żeby nie myśleć o papierach, które w nim zostawiła. Tak… tłumaczyła swoje żałosne zachowanie tą całą sprawą, bo tak było prościej.
Ale masz rację… nie masz ze sobą przypadkiem swojej torby z rzeczami na przebranie? Czy zostawiłeś w aucie? Muszę się przebrać. – bo siedzenie w mokrej koszulce było sensorycznym piekłem – Swoją drogą… dlaczego ty poszedłeś do wojska? Rodzinna tradycja? Ideały? – czy może jednak szukanie śmierci? I zadała to pytanie zupełnie się nad nim nie zastanawiając, po prostu wyrzuciła z siebie coś, co pojawiło się na ułamek sekundy w jej głowie. Ale nawet jeśli nie było potrzebne… wbiła w niego uważne spojrzenie, bo była ciekawa.


anthony bellore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”