-
Miły blondyn, który bada ludzi w klinice leczenia niepłodności.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion, jego, jemutyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lubił też przesiadywać u Coven i robić coś z Coven. Z jakiegoś powodu było mu bliżej do niej niż do brata, pewnie dlatego, że wiekowo byli zbliżeni. Pamiętał, jak już za dzieciaka to właśnie z siostrą spędzał większość swoich dni, bo ich starszy brat zawsze zajęty był swoimi sprawami i kolegami. Przez długi czas dzielili też jeden pokój, co zmieniło się dopiero wtedy, gdy Coven zaczęła dojrzewać i ich ojciec uznał, że powinna mieć już swój własny pokój. Wtedy też wpakowano Apollo do pokoju jego brata i wtedy ich relacja uległa poprawie, bo zaczęli rozmawiać o dziewczynach, chociaż te Apollo nigdy nie interesowały w takim stopniu, jak jego brata, albo o bieganiu, bo było już dla niego znacznie ciekawsze. Dzięki mieszkaniu w pokoju ze starszym bratem mogli wstawać rano i udawać się na wspólne bieganie po okolicy. Teraz jednak ich brat miał swoją rodzinę, a Apollo nie chciał się im pakować na głowę. Dlatego też jego relacja z siostrą poprawiła się jeszcze bardziej.
Siedział po turecku na wzorzystym dywanie siostry i szkicował coś w swoim szkicowniku. Poza jego własnym pokojem i kilkoma miejscami w naturze raczej stronił od rysowania, gdy ktoś się mu przyglądał. Nie uważał się za osobę pozbawioną talentu, bo tego mu raczej nie brakowało, ale nie przepadał za tym, gdy inni ludzie mu się przyglądali. Zaczynał czuć na sobie presję wywołaną cudzymi spojrzeniami, a to powodowało, że dłonie zaczynały mu się trząść i pociągnięcia ołówkami traciły swoją pewność. Czym innym była jednak obecność Coven, do której był już przyzwyczajony i wiedział, że dziewczyna nie będzie go krytykować, a nawet gdy to robiła, to on przyjmował tę krytykę i starał się poprawić. Nawet jeśli krytyka była tylko w żartach i niekonstruktywna. Bo przecież byli rodzeństwem i czasami się drażnili, a wtedy mówiło się różne rzeczy, o których szybko się zapominało.
– Czytałem twój horoskop – zaczął, odkładając na chwilę ołówek, by móc sięgnąć po szklankę z sokiem pomarańczowym i upić z niej kilka łyków, po czym spojrzał na siostrę, siedzącą naprzeciwko niego. – Było tam napisane, że Merkury sprzyja twojej sferze finansowej, więc wydaje mi się, że to najlepszy czas na to, byś poprosiła o podwyżkę – zauważył, kiwając głową. Nigdy nie był wielkim fanem horoskopów, bo najczęściej były one pisane w tak ogólny sposób, że nie było sposobu na to, żeby się nie sprawdziły.
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor

W tym całym nieporządku myśli nie zapominała jednak o przyjaciołach i rodzinie. A jej bracia bez wątpienia zaliczali się do obu tych kategorii. Dlatego bardzo ceniła sobie czas spędzany w towarzystwie Apolla. Chętnie zaprosiłaby do siebie również Malcolma, ale ten był ostatnio nieuchwytny. Musiała pogodzić się z tym, że brat miał własne, dorosłe życie i nie był już tak dostępny jak wtedy, kiedy cała trójka mieszkała w rodzinnym domu. Bez sensu, ale co zrobić? Tak właśnie wyglądała dorosłość, prawda? Tylko kiedy to się stało i jak to zatrzymać?
Kiedy Polly siedział na dywanie i szkicował w swoim szkicowniku, ona siedziała naprzeciwko, bezmyślnie scrollując telefon i co chwilę zerkając w stronę brata. Nie chciała być wścibska ani zaglądać mu przez ramię, ale ciekawość jak zwykle okazywała się silniejsza. Uważała, że Apollo miał po prostu talent i naprawdę lubiła jego rysunki. Pewnie zachwycałaby się każdym jego bazgrołem i byłaby pod wrażeniem nawet wtedy, gdyby narysował tylko krzywą kreskę, ale nie znała się na sztuce na tyle, żeby dostrzec w tym coś więcej. Dla niej wyglądałoby to po prostu jak celowy zabieg artystyczny. Zresztą, w muzeach wisiało mnóstwo obrazów, które uważała za kompletnie ohydne, a mimo to uchodziły za kosztowne dzieła. Niektóre wyglądały tak, jakby faktycznie namalował je czterolatek i po świecie chodzili ludzie, którzy zapłaciliby za posiadanie obrazu niemałe pieniądze.
Czytałem twój horoskop. Coven odłożyła telefon i przyjrzała się bratu z wyraźnym zaciekawieniem.
— Czytałeś mój horoskop? — powtórzyła po nim, nie kryjąc swoje zdziwienia. A to dopiero nowość! Od kiedy jej młodszy brat wierzył w takie brednie? — Wiem, rzuciło mi się coś podobnego w oczy. Ale chyba nie sądzisz, że pani Wilson będzie skłonna dorzucić mi chociaż dolara? I tak uważa, że płaci mi za dużo za to, że prawie nic nie robię — wzruszyła ramionami, bo zupełnie się z tym nie zgadzała. Robiła dokładnie tyle, ile można było robić na stanowisku sprzedawczyni i zawsze wypełniała swoje obowiązki. Czasami bardziej, a czasami mniej dokładnie, ale chyba nikt nie oczekiwał, że będzie dawać z siebie sto procent za taką marną wypłatę? — A co mówi twój horoskop? — zapytała w przekonaniu, że skoro Polly czytał o tym, co jej przyniesie przyszłość, to musiał chociaż zerknąć na to, co czekało Skorpiona.
Apollo Bremers
-
Miły blondyn, który bada ludzi w klinice leczenia niepłodności.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion, jego, jemutyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rodzeństwo skutecznie zapewniało mu jednak rozrywkę i podnosiło pasek towarzystwa. W końcu w życiu powinno się przebywać z osobami, które się lubiło i z którymi chciało się przebywać. Pracownicy kliniki, których widział na co dzień byli przyjemni i sympatyczni, ale wchodząc do laboratorium wiedziało się, że przebywać się wśród osób, z którymi połączonym jest się pracą. Nie dało się z nimi porozmawiać na tematy, które go interesowały o ile te nie dotyczyły zajęć, którym się aktualnie zajmowali. Work buddy tak mógł nazwać wszystkich, z którymi pracował i o których zapominał, gdy tylko opuszczał mury budynku.
O życiu prywatnym Coven nie wiedział za wiele. Nie dlatego, że nie chciał, ale nie odczuwał potrzeby wpychania swojego nosa w sprawy, które go nie dotyczyły. Wydawało mu się, że najlepiej jest, gdy inni ludzie sami poruszają tematy związane z nimi. Nie musiał wiedzieć co dziewczyna robiła i z kim, tak samo jak ona nie musiała wiedzieć, co robił on. Apollo czasami zwierzał się siostrze ze swoich problemów, jednak wielokrotnie okazywało się, że dzielili chyba wspólny mózg, bo dochodzili do tych samych wniosków. Może i Apollo lepiej radził sobie z nauką, jednak, jeśli chodziło o sprawy związane z innymi ludźmi i tym, jak się z nimi obchodzić, jego umiejętności okazywały się nikłe. Kiedyś chciał to zmienić, w sumie dalej tego chce, ale musiałby znaleźć nad to czas… i może dobrego terapeutę?
– Ano czytałem – rzucił, spoglądając na dziewczynę. Nie wierzył w horoskopy, nie wierzył w magię ani rzeczy nadprzyrodzone, bo jego umysł nastawiony był na naukę i na to, co dało się zobaczyć i zmierzyć. Oczywiście mógł w tym momencie wychodzić nie tylko na ignoranta, ale i na głupca, bo przecież jeszcze do niedawna nie wierzono w istnienie zarazków, czy czarnych dziur, bo ich również nie dało się zobaczyć. Być może nie istniał jeszcze żaden instrument pozwalający zobaczyć duchy oraz dziedzina fizyki, która pozwoliłaby opisać magię. Chociaż niektóre naukowe osiągnięcia zaczęły powoli przypominać to, o czym czytało się w książkach fantastycznych.
– Jaka wypłata, taka praca… tak jej możesz powiedzieć – uśmiechnął się. Wiedział, że nie było to takie łatwe. Proszenie o podwyżki mogło się skończyć różnie, bo pracodawca mógł być miły i tę podwyżkę przyznać, lub też uznać, że pracownik jest zbyt wymagający i znaleźć sobie nowego, który aktualną pensję przyjmie z ucałowaniem rąk. – Mój horoskop powiedział mi, że powinienem odpoczywać, więc odpoczywam – kiwnął głową. Odpoczywanie było rzeczą, której nie robił zbyt często, no ale skoro horoskop mówił, że tak będzie dla niego lepiej, to chyba nie powinien się z losem kłócić.
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
O swoim życiu towarzyskim nie mówiła, bo wcześniej nie było o czym opowiadać. Miała znajomych, których Apollo w większości znał, czasami zdarzało jej się wylądować w łóżku jakiejś dopiero co poznanej dziewczyny. Albo chłopaka. Wszystko jedno! Ale to nie oznaczało, że nie mówiła bratu kompletnie niczego. No i teraz też chciała mu opowiadać, bo zwykle gadała dużo i lubiła mówić o sobie. No i kto zrozumiałby ją lepiej niż on? Nikt. Chyba faktycznie mieli jeden mózg. Jeden, który należał do Polly'ego, bo Coven swojego nie miała. Ale byli rodzeństwem, a rodzeństwo musi się ze sobą dzielić, czy to im się podoba, czy też nie. Tak mówił tata.
Strasznie dziwne wydało jej się, że Apollo czytał jej horoskop. I w ogóle jakikolwiek horoskop. Co innego, gdyby był zafiksowany na tym punkcie, jak sama Covie. A tak to dziewczyna była w szoku. Jednocześnie zrobiło jej się ciepło na sercu, że brat wykazuje zainteresowanie. To zawsze było miłe!
— Dokładnie to jej powiem — pokiwała głową tak mocno, że aż jej opadły na twarz. Zdmuchnęła grzywkę z czoła i założyła kosmyki za ucho. Nie, wcale jej tak nie powie. Pani Wilson pewnie wyjebałaby ją na zbity pysk, a ona przecież potrzebowała tej pracy. Nie była taka mądra, jak jej bracia. Nigdy nie skończyła żadnych studiów, bo na żadne nie poszła. Pewnie i tak by się nie dostała. Ale nie każdy musi być uczonym, prawda? Coven wystarczyło po prostu, że... była. Istniała. Egzystowała. Naprawdę nie potrzebowała wiele do szczęścia, którego pieniądze podobno nie dają, ale bez nich to wszystko chuj.
— I co? Tylko tyle? — uniosła brwi, kiedy brat oznajmił, co gwiazdy i wszechświat kazały mu robić przez kilka najbliższych dni. — Na pewno jest coś więcej — sięgnęła po telefon i otworzyła jedną z ulubionych zakładek. Oczywiście z horoskopem. — Samotne Skorpiony będą zbyt zajęte pracą, by szukać miłości. Przed tobą dużo spotkań biznesowych, być może wyjazd służbowy. Poznani tam ludzie będą mieć na twoją przyszłość znaczący wpływ. Możesz spodziewać się większych dochodów za wykonywaną teraz pracę. Może też dostaniesz do zrealizowania nowe projekty, propozycje, które zaczniesz wykonywać lada dzień. Na dochód przyjdzie poczekać, ale opłaci się czekanie. Skup się teraz na dobrym wykonaniu zleconych zadań — przeczytała i spojrzała podejrzliwie na Apollo. Nic nie było o żadnym odpoczywaniu. Coś tutaj kręcił! — Nie ma tutaj ani słowa o tym, żeby się lenić. Powinieneś zapierdalać. Albo przynajmniej pokazać mi, co tam narysowałeś — nachyliła się, żeby zajrzeć w jego szkicownik. Byli rodzeństwem, więc to nawet nie wskazane, żeby mieli przed sobą jakieś większe tajemnice.
Apollo Bremers
-
Miły blondyn, który bada ludzi w klinice leczenia niepłodności.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion, jego, jemutyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wbrew pozorom miał o siostrze wysokie mniemanie. Pomimo wszystkiego, co ona mogła o sobie myśleć on zawsze zazdrościł jej tego, jaką osobą była. Jej beztroska i spontaniczność, którą miała od dziecka, była czymś, co bardzo pomogło mu w końcu uporać się ze swoim zrezygnowaniem. Po swoim nieszczęśliwym wypadku, który ukrócił jego marzenia o karierze sportowej był wrakiem człowieka. Pierwsze kilka tygodni spędził w swoim pokoju i nie chciał z niego wychodzić. W sumie nie było to trudne, bo ze złamaną nogą i tak trudno było mu się poruszać i nawet wycieczki do łazienki bywały trudną przeprawą, na którą musiał zbierać siły. Dlatego początkowo nikt nie przejmował się tym, że siedział wpatrzony w ekran komputera, telefonu albo czytając książki. Dopiero po jakimś czasie, gdy już zaczął fizycznie do siebie dochodzić, jego bliscy zrozumieli, że coś było nie tak. No ale czy ktoś mógł się mu dziwić? W końcu stracił cel, który przyświecał całemu jego życiu.
No i właśnie wtedy, w najgorszej chwili swojego życia, Coven i jej sposób bycia okazały się dla niego największym wsparciem, chociaż jego siostra pewnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że już sama jej obecność bardzo mu pomagała.
Słysząc słowa siostry spojrzał na nią i uśmiechnął się szeroko, bo wiedział, że ni emiała w sobie tyle odwagi, lub też posiadała więcej zdrowego rozsądku, niż się jej wydawało, by powiedzieć swojej szefowej o podwyżce.
– Skupiłem się na fragmencie o odpoczywaniu – kiwnął głową, powracając do swojego rysunku, który powoli zaczął przybierać kształt Coven siedzącej na kanapie. Oczywiście pewnie tylko on był w stanie to zobaczyć, bo wiedział, co chciał narysować. Apollo nie pamiętał, kiedy ostatnio mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Jego życie było jedną wielką próbą wypełnienia swojego czasu na jakichś aktywnościach. Brakowało mu sportu i większego wysiłku, brakowało mu stymulacji i najzwyczajniej w świecie nie był w stanie usiedzieć w miejscu. Musiał coś robić. I nawet teraz, nie potrafił po prostu siedzieć i wpatrywać się w swoją siostrę, rozmawiając z nią, tylko musiał rysować.
– Czytałem horoskop dzienny…. Z wczoraj, ale czytałem wieczorem, więc uznałem, że sprawdzi się dzisiaj. A w sumie wiesz… wybieram się na wycieczkę za kilka dni, żeby pochodzić i po odpoczywać na łonie natury – pochwalił się, słysząc to, co przeczytała jego siostra. No wycieczka może nie była wyjazdem służbowym, ale cóż… Odwrócił w jej stronę swój szkicownik, by pokazać rysunek.
– To ty – powiedział, kierując szkic w swoją stronę, by móc go kontynuować. – No a ty? Jakie plany? – zapytał.
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To, co przytrafiło się Polly'emu, miało wpływ również na nią. Nie bezpośredni, bo to nie ona musiała porzucić sportową karierę i zmierzyć się z utratą czegoś, co było całym jej światem, ale na pewno odcisnęło na niej swoje piętno. Pamiętała, jak bardzo się wtedy o niego martwiła. Bała się, że skoro stracił swój cel, to zamknie się w sobie i zacznie odpychać wszystkich, którzy próbowali do niego dotrzeć. Dlatego nie naciskała. Nie próbowała na siłę go naprawiać ani zmuszać do rozmów, na które nie był gotowy. Po prostu zaglądała do jego pokoju i spędzała z nim czas. Czasami siedzieli obok siebie i nie zamieniali nawet jednego słowa, ale to wystarczało. Innym razem to ona mówiła bez przerwy, opowiadając mu wszystko, co przyszło jej do głowy, a on tylko słuchał. I to również było w porządku. Kiedy potrzebował samotności, odchodziła na bok. Nigdy jednak nie uciekała za daleko. Chciała być wystarczająco blisko, żeby mógł po nią sięgnąć, gdyby jej potrzebował.
Dokładnie tak jak teraz.
Siedzieli na podłodze w jej mieszkaniu i właściwie nie robili nic szczególnego. I naprawdę było w tym coś dobrego. Coven miała wystarczająco dużo bodźców w swoim życiu - przez pracę w handlu, ciągły kontakt z ludźmi i wieczne imprezy. Czasami po prostu dobrze było z kimś pobyć.
— W takim razie odpoczywajmy — skinęła głową, chociaż ona to akurat miała prosić o podwyżkę, a nie zbijać bąki. Tak mówił horoskop Lwa! No nic, pomyśli o tym kiedy indziej. Na przykład nigdy. U pani Wilson lepiej było się nie wychylać. No dobra, właścicielka lumpeksu nie była jakąś tyranką, Coven trochę to wszystko wyolbrzymiała, ale nie należała również do kategorii najmilszych ludzi na świecie.
— Na jaką wycieczkę? Dokąd? — zainteresowała się natychmiast. Podciągnęła nogi pod brodę i objęła je ramionami. — I kiedy dokładnie? Może jak to będzie weekend, to pójdę z tobą? — zaproponowała, chociaż to były jednocześnie takie małe przeszpiegi, żeby sprawdzić, czy brat nie jest z kimś umówiony.
Kiedy Apollo zwrócił w jej stronę szkicownik, nachyliła się i wyrwała mu go z rąk.
— Pokaż mi to — mruknęła, przyglądając się rysunkowi ze ściągniętymi brwiami. Zaraz jednak uśmiechnęła się i pokiwała z aprobatą głową. — Ale ja jestem śliczna — stwierdziła skromnie, ale co miała udawać, że tak nie jest, skoro tak było. Akurat to, że Coven była ładna każdy widział. Bremersowie mieli po prostu świetne geny. — Ale nos to mi trochę za duży zrobiłeś — dodała, marszcząc ten swój. Kilka krotnie poruszyła nozdrzami. Serio miała taki kinol czy do Polly'ego poniosła fantazja?
Apollo Bremers
-
Miły blondyn, który bada ludzi w klinice leczenia niepłodności.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion, jego, jemutyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doceniał Coven również z tego powodu, że mogli posiedzieć w milczeniu i spędzać wspólnie czas na robieniu kompletnie różnych rzeczy. W sumie Apollo mógł sobie rysować, a Coven mogła robić co chciała i nie musieliby nawet ze sobą rozmawiać, by chłopak pod koniec spotkania wyszedł z jej mieszkania uznając, że ich spotkanie było udane i że wspaniale spędził czas. W końcu w ich domu często właśnie tak było, że rodzeństwo bywało jedynie tłem dla życia innego z nich. Apollo pamięta momenty, gdy uczył się ze słuchawkami na uszach, a jego brat i siostra kręcili się gdzieś w polu widzenia. Czuł się wspaniale z myślą, że byli gdzieś niedaleko na wyciągnięcie ręki. Takie chwile przypominały mu jego dzieciństwo.
– Na jakieś skałki, czy polanki… już w sumie nie pamiętam – zastanowił się przez chwilę. Prawda była taka, że decyzja o wycieczce była tak impulsywna, że wybrał pierwszą lepszą, która rzuciła mu się w oczy. Każdy, kto go znał, wiedział, że Apollo nie należał do ludzi spontanicznych i wszystko musiał mieć zaplanowane. Decyzja o wycieczce złapała go jednak tak nagle, że nawet on nie mógł się jej oprzeć i po prostu się zapisał i wpłacił pieniądze zanim zdążył się nad tym dobrze zastanowić. Czy żałował? Owszem. Niemal od razu, gdy pieniądze zniknęły z jego konta i przelane zostały na wycieczkę, stwierdził, że w sumie mógł je wydać na coś lepszego niż jednodniowy wypad poza miasto. Mógłby kupić coś, co przydałoby mu się i mógłby z tego korzystać dłużej, niż przez jeden dzień. No ale zapłacił już, więc musiał jechać. – Chyba pod koniec przyszłego tygodnia… musze sprawdzić. Na razie to odwlekam – przyznał, co również było do niego niepodobne. Bo prokrastynacja nie była cechą jego charakteru. Nie lubił nie wiedzieć. I nawet teraz w jego głowie zakiełkowała myśl, by wziął swój telefon do ręki i sprawdził maila z ofertą wycieczkową. Starał się jednak pracować nad takimi odruchami. Jego terapeutka niemalże rozkazała mu wykazywać się większą spontanicznością. Musiał się jej słuchać i próbować. Nawet jeśli było to ciężkim zadaniem.
No i nie był z nikim umówiony i że na wycieczce wpadnie na swoje największe nemezis i człowieka, który zniszczył jego życie.
– No, jesteś śliczna – przyznał, odbierając od niej swój szkicownik. Spojrzał na rysunek, potem na siostrę i znów na swoje bazgroły. – A co do nosa, to z daleka wydaje się większy – mruknął uśmiechając się łobuzersko. – Ale spokojnie, poprawię – dodał po chwili.
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie przeszkadzało jej milczenie, chociaż nigdy nie ukrywała, że zdecydowanie wolała rozmowy. Zwykle nie zamykała jej się jadaczka, ale przy bracie potrafiła się wyciszyć. Zdawała sobie sprawę z tego, że on nie był aż tak wygadany jak ona. I to było w porządku. Znosiła to od ćwierć wieku, więc zniesie i drugie tyle. Nie każdy musiał potrzebować tyle kontaktu, co Coven. A jej potrzeba paplania była naprawdę ogromna. Mogła mówić bez końca i o wszystkim. Nieważne, że najczęściej były to totalne pierdoły. Najważniejsze, że otaczała się ludźmi, którzy jej słuchali, nawet jeśli większość tego, co mówiła, wpadała im jednym uchem, a wypadała drugim.
— To jest ten moment, w którym zapraszasz mnie na wycieczkę — wymierzyła w niego swoim telefonem. Apollo może i wyjaśnił, dokąd się udaje, ale ona pytała przecież, czy może jechać z nim. Na to pytanie odpowiedzi nie otrzymała. Aha, czyli nie chciał, żeby mu towarzyszyła. No trudno! Albo właśnie żadne trudno — dobrze sobie to zapamięta! Z drugiej strony nie chciała się narzucać. Gówno prawda, bardzo chciała. To przecież była jej domena. — Co odwlekasz? Wycieczkę czy sprawdzenie, kiedy dokładnie wyruszasz? Bo jeśli wycieczkę, to nawet się nie zastanawiaj — zastrzegła natychmiast, gdyby bratu wpadł do głowy pomysł, żeby ją odwołać, przełożyć albo wymyślić jeszcze coś innego. Potrzebował tych skałek i polanek, sama Coven doskonale o tym wiedziała. Kiedyś sport był nieodłączną częścią jego życia, a jeśli Apollo któregoś dnia nie biegał, musiał być obłożnie chory.
Prychnęła z udawanym oburzeniem, kiedy tak błędnie ocenił jej nos. A może wcale nie udawała, przecież doskonale znała proporcje swojego nosa i wiedziała, że był znacznie mniejszy niż ten na rysunku. I o wiele zgrabniejszy.
— Po prostu przyznaj, że chciałeś narysować moją karykaturę — wyciągnęła nogę i trąciła jego łydkę stopą. — Niech tak będzie. Już zostaw ten nos, dobrze jest — machnęła ręką. I tak żaden rysunek nie byłby w stanie oddać jej prawdziwej urody. — Opowiedz mi, co tam w pracy — poprosiła, całkowicie zapominając, że to, czym zajmował się jej brat, było dla niej czarną magią. Leczenie niepłodności wydawało się strasznie skomplikowaną dziedziną. Niby docierało do niej, że Apollo przeprowadzał jakieś badania, ale o co dokładnie w nich chodziło, to za cholerę nie wiedziała. Lubiła jednak o tym słuchać i wcale nie przeszkadzało jej, że brat był takim mądralą. Ktoś musiał być inteligentny, żeby głupi mógł być ktoś. Ona przynajmniej była ładna. Właściwie Polly też, więc to trochę nie fair, że otrzymał cały pakiet, a ona tylko ładną buźkę i fajną dupę.
Apollo Bremers
-
Miły blondyn, który bada ludzi w klinice leczenia niepłodności.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion, jego, jemutyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie wiedział również, co by się stało, gdyby ich matka nagle pojawiła się w ich życiu ponownie. Pewnie byłby otwarty na możliwość spotkania z nią. Nie wiedział, czy ich relacja stałaby się rodzinna, bo jednak nie wierzył w to, że za relacjami rodzinnymi stoją tylko i wyłącznie więzy pokrewieństwa, ale doświadczenie i momenty, które się wspólnie przeżyło. Nie wiedział w sumie, czy jego rodzeństwo miało takie samo zdanie na temat ich matki. Byli bowiem starsi i mieli więcej czasu i większe doświadczenie. Miał więc nadzieję, że kobieta nigdy nie wróci, bo pewnie jej powrót wywróciłby dynamikę ich rodziny do góry nogami.
– Zapisy są już zamknięte – przyznał, patrząc na siostrę. W sumie w chwili zapisywania się na wycieczkę nawet nie pomyślał o tym, żeby jej powiedzieć by sama mogła się zapisać. W sumie oszczędziłoby to sporo problemów w przyszłości, o czym miał się jednak dopiero przekonać. Gdyby wiedział, że Ayaan postanowi wybrać się na tę samą wycieczkę co on, to bez wątpienia rozkazałby Coven zapisanie się. Wszystko, żeby tylko nie musieć spędzać ze swoim byłym kolegą czasu. Nie chciałby nawet na niego patrzeć.
– Muszę sobie poprzypominać wszystkie szczegóły… bo po prostu zobaczyłem ofertę o zapisach, kliknąłem i zapłaciłem… wszelkie szczegóły jakoś mi umknęły – zaśmiał się. No ale przecież właśnie tak to wyglądało, gdy ktoś chciał być spontaniczny. Albo to po prostu on nie potrafił taki być. Tak czy siak miał już wykupione miejsce, a więc wydane pieniądze, a więc nie mógł nie jechać. Postanowione.
– Jakbym chciał narysować twoją karykaturę, to wyolbrzymiłbym inne proporcje – zaśmiał się. No, narysowanie takiego nosa było przypadkowe, chociaż jemu nie wydawało się, żeby był aż tak duży, jak uważała Coven. No ale teraz, gdy już zaczął się temu przyglądać, to stwierdził, że jego siostra rzeczywiście miała rację. Niechętnie musiał to przyznać. Zrobił to jednak po cichu w swojej głowie.
– W pracy? Liczę plemniki aktualnie – powiedział beznamiętnie. Już od dawna mówienie o tym przestało wywierać na nim jakiekolwiek wrażenie. W sumie kiedyś, gdy zaczynał swoje studia i wybierał fizjologię i toksykologię rozrodu, to mówienie o takich rzeczach powodowało, że się czerwienił i zaczynał zacinać, chcąc wybierać jak najbardziej odpowiednie i delikatne słowa, żeby tylko pewnych rzeczy i procesów nie nazywać po imieniu. Teraz się to zmieniło, a on sam był bardzo znieczulony. – Dostaję próbkę, rozcieńczam ją z wodą, wkładam pod mikroskop i liczę plemniki, sprawdzam, jak się ruszają i jaką mają morfologię… takie tam nudy póki co – wzruszył ramionami, bo rzeczywiście praca ta nie należała do wyjątkowo ciekawych.
– Muszę iść na zakupy… po jakąś bluzę albo spodnie – powiedział, bardziej oznajmiając, że miał zamiar iść i że Coven powinna iść z nim. On nigdy nie znał się na modzie i stylu, więc większość z jego rzeczy była tymi, które jako pierwsze rzuciły mu się w oczy. Potrzebował więc kogoś, kto by mu doradził, czy dobrze wygląda czy nie.
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A potem zrywała się i biegła. Szybko przebierała nogami, a miękka trawa uciekała spod jej czerwonych sandałków. Ojciec łapał ją w tym pędzie i obracał się dookoła własnej osi z nią w ramionach. Zielony dywan wirował, Coven widziała fruwające w powietrzu sandałki, a gdzieś w oddali słyszała śmiech mamy. Była tak wysoko i tak blisko tej niebieskiej przestrzeni, która rozpościerała się tuż nad jej głową. A kiedy opadała nieco w dół, czuła to cudowne łaskotanie w żołądku. Twarz ojca była bardzo blisko - niezmiernie fascynowały ją błyszczące szkła jego okularów. No i jeszcze duże, silne dłonie. Jej własne ręce, w porównaniu z nimi, wydawały się bardzo małe.
Ojciec pachniał latem. Suchym wiatrem, trawą i wodą po goleniu, którą mama kupowała mu każdego roku na urodziny. Jednak mimo wszystko tym, co najbardziej utkwiło jej w pamięci z tamtych wydarzeń, nie była ani paleta zapachów, ani jej pierwszy podniebny lot. Było to coś zupełnie innego - fakt, że czuła się taka… bezpieczna. Dopiero wiele lat później zrozumiała, że celem ojca było właśnie to poczucie bezpieczeństwa, które mógł ofiarować jej i chłopakom. Stabilizacja. Rodzina, która bez względu na wszystko zawsze trzyma się razem.
O matce na co dzień nie myślała. Nigdy też o niej nie rozmawiała. Ani z Apollo, ani ze starszym, ani tym bardziej z tatą. Po cichu tylko liczyła, że jednak nigdy nie pojawi się ponownie w ich życiu. Zresztą, po co miałaby to robić? Miała nową rodzinę. Może nawet inne dzieci?
— Jesteś okropny — stwierdziła, kiedy Apollo oznajmił, że zapisy są już zamknięte. Chciała go nazwać najgorszym bratem na świecie, ale to przecież nie przeszłoby jej przez gardło. Przede wszystkim dlatego, że nie było prawdą. — Wyślij mi chociaż jakieś ładne zdjęcia, co? — uśmiechnęła się do niego pogodnie. Liczyła na to, że Polly'emu uda się tam wypocząć, jednocześnie aktywnie spędzając czas. Miłość do sportu nigdy całkowicie w nim nie zanikła.
Zamyśliła się na chwilę i spojrzała w dół. Przez chwilę przyglądała się swojemu ciału, aż w końcu znów popatrzyła na brata.
— Jakie inne proporcje? Myślisz, że powinnam zrobić sobie cycki? — zapytała niepewnie, chociaż według niej były całkiem w porządku. Nie za duże i nie za małe. W sam raz do ręki. No i naturalne, co było akurat bardzo ważne!
Pokiwała ze zrozumieniem głową, przyjmując plemniki do wiadomości. Oczywiście dla samej Coben było niepojęte, że one się jakkolwiek ruszały. Nigdy nie widziała spermy pod mikroskopem, zwykle przyjmowała ją na... nieważne!
— I co się dalej z nimi dzieje? Z tymi próbkami? — zaciekawiła się, chociaż pewnie i tak niewiele z tego zrozumie. Najważniejsze, że wykazywała zainteresowanie tym, czym zajmował się brat, prawda?
Na wzmiankę o ubraniach od razu się ożywiła! No w końcu to było coś, na czym znała się doskonale! Przyklasnęła w dłonie i wyprostowała, żeby zacząć działać choćby zaraz.
— Bluzę albo spodnie? To zupełnie inne części garderoby — zauważyła bystrze. — Powinieneś kupić jedno i drugie. Możemy skoczyć do galerii. Albo możesz wpaść do secod handu — zaproponowała, bo przecież było tam mnóstwo różnych markowych perełek i to w świetnym stanie.
Apollo Bremers