36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spuszczała wzroku z Elliota, choć z każdą chwilą coraz wyraźniej uświadamiała sobie, że jej uwaga od dawna nie skupiała się wyłącznie na nim.
Znacznie bardziej interesowało ją to jak zachowywał się Magnus. Jeszcze kilka tygodni wcześniej była przekonana, że mężczyźni dysponujący podobnymi wpływami prędzej czy później zaczynają grać według tych samych zasad - podnoszą głos, próbują zdominować rozmowę albo wykorzystują kobietę stojącą obok jako argument w swojej własnej rozgrywce. On zaś nie zrobił żadnej z tych rzeczy. Pozostawał spokojny, niemal niewzruszony, odpowiadając Elliotowi z uprzejmością, która z wydawała się irytować go bardziej. Nie umknęło jej również to, że w c i ą ż czuła delikatny ruch kciuka, ledwie wyczuwalny przez cienki materiał sukni.
Dopiero kiedy rozmowa zeszła na sprawy, o których wiedziała niewiele, uświadomiła sobie, że obserwuje Magnusa w sytuacji, w której najwyraźniej czuł się równie swobodnie, jak ona w szpitalu. Nie rozumiała wszystkich zależności, które przewijały się pomiędzy kolejnymi zdaniami, ale nie musiała. Wystarczył jej sposób w jaki mówił - nie było w nim pośpiechu ani potrzeby pokazania, że właśnie odniósł zwycięstwo. Każde słowo wypowiadał z tym samym spokojem z jakim kilka minut wcześniej prowadził ją na parkiecie, jakby od początku wiedział d o k ą d zmierza ta rozmowa.
Kiedy Elliot wreszcie odszedł, nie obejrzała się za nim. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej śledziłaby każdy jego krok, próbując odgadnąć, co planuje i w jakim jest nastroju. Teraz miała wrażenie, że ciężar jego obecności, od lat nieustannie wiszący nad jej ramionami po raz pierwszy zelżał. Odwróciła się w stronę Magnusa i przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu, aż wreszcie kącik jej ust uniósł się nieznacznie. - Jest wściekły - stwierdziła oczywisty fakt. - Upokorzyłeś go. W dodatku zrobiłeś to w moim towarzystwie. Będzie chciał nas zniszczyć - przeniosła wzrok ponad jego ramieniem na tłum gości, którzy bardzo szybko wrócili do swoich rozmów, jakby nic przed chwilą się nie wydarzyło. Muzyka nadal płynęła ze sceny, kelnerzy mijali ich z tacami pełnymi kieliszków, a duszne powietrze sali nagle wydało jej się znacznie cięższe niż jeszcze kilkanaście minut wcześniej.
Westchnęła cicho i nie zastanawiając się nad tym dłużej - ujęła go za dłoń, splatając z nim palce z taką naturalnością, jakby robiła to od d a w n a. - Chodź - poprowadziła go pomiędzy tańczącymi parami i stolikami, mijając kolejne grupki gości, aż w końcu pchnęła ciężkie drzwi prowadzące na taras. Chłodniejsze powietrze natychmiast otuliło jej rozgrzaną skórę, a dobiegająca z wnętrza muzyka stała się jedynie tłem.
Zatrzymała się dopiero przy balustradzie, opierając o nią przedramiona i przez chwilę wpatrując się w światła miasta migoczące przed nimi. - Mam wrażenie, że właśnie zasłużyłam na łyk tej whisky, którą tak skrzętnie ukrywasz w piersiówce - odezwała się z rozbawieniem, zerkając na niego kątem oka. - I chyba zapalę papierosa. Wiem, że to okropny pomysł, ale po ostatnich dziesięciu minutach zamierzam udawać, że sumienie lekarza nie istnieje - nie dała mu nawet szansy odpowiedzieć. Z uśmiechem zrobiła krok bliżej, wsuwając dłoń do wewnętrznej kieszeni jego marynarki, z której później wyciągnęła niewielką metalową piersiówkę. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę bezczelną kradzież - odkręciła korek i upiła duży łyk, krzywiąc się.
Nie odsuwając się od niego, wciąż ignorując jego przestrzeń osobistą, zadarła głowę. - Jesteś wyśmienitym partnerem. Dlaczego pojawiłeś się dopiero teraz. Gdzie byłeś kilka lat wcześniej? - uśmiechnęła się, niby żartując, choć w jej słowach było też coś prawdziwego. W chwili, w której zobaczyła z jaką łatwością Grimstad radzi sobie z ego jej męża żałowała, że poznali się tak późno. - Dziękuję - było za co i jedno słowo, to z pewnością za mało.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto City Hall”