36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Louise także mogłaby się do tego chętnie przyzwyczaić. Może nie tylko do samego widoku jaki rozciągał się przed ich oczami, ale przede wszystkim do spokoju jaki ją tu ogarniał. Nie wiedziała jeszcze tylko czy to jedynie dlatego, że skupiała swój wzrok na oceanie, czy może to obecność Karriona działała tak kojąco.
Jeszcze kilka minut wcześniej była przecież wściekła i smutna. Mało tego! Gotowa była łapać powrotny lot do Toronto, przeklinając się w myślach za to, że zdążyła już rozpakować walizkę. W tamtej chwili jednak, na szczęście, już nic z tego nie zaprzątało jej głowy. Nie myślała już o powrocie, nie wpadała w furię, nie robiła żadnych porąbanych scen Stiflerowi, a nawet zapominała już o bardzo podejrzanych zagraniach Xaviera. Pozostawało jej tylko mieć nadzieję, że bokser nie miał jej za jakąś przesadnie znerwicowaną histeryczkę, która w dodatku miała dziwaczną obsesję na punkcie swojego męża. Jednak skoro do tej pory nie zrezygnował z jej pomocy i zamiast wystawić jej bagaż za drzwi, pokazał jej swoją sypialnię, to nie mogło być tak źle, prawda? Uspokoił ją, a nawet zdołał rozbawić tym całym schowkiem na miotły. Pewnie chciał rozluźnić jakoś atmosferę, po tym jak musiał zapewniać wielce niezadowoloną Louise o tym, że nie był z Beckettem w żadnej zmowie, którą oczywiście zdążyła sobie ubzdurać.
Może lepiej nie podsuwaj mi takich pomysłów — mruknęła, lekko rozmarzona na jego ostrzeżenia jakoby miała od teraz rozpoczynać każdy dzień od kawy na balkonie wychodzącym z jego sypialni.
Och, planujesz się tu przeprowadzić? No wiesz, w przyszłości… z panią Stifler? — podchwyciła zaciekawiona, a przy końcówce pytania, poruszyła sugestywnie brwiami, korzystając z tego, że akurat na nią patrzył.
Oboje, jeszcze przez chwilę, napawali się pięknym widokiem i przyjemną bryzą w zupełnej ciszy. No, prawie w zupełnej ciszy, bo zaraz pusty żołądek Lou, zaczął mocno dawać o sobie znać. Zdawać by się mogło, że jej towarzysz to usłyszał, bo wspaniałomyślnie zaproponował nagle, żeby poszli coś zjeść, na co pani architekt od razu chętnie przystała.
Mężczyzna, który dotrzymuje obietnic. Myślałam że wszyscy już dawno wyginęli — stwierdziła z lekką drwiną w głosie, aczkolwiek w ogóle nie wymierzoną w jego stronę. Zaśmiała się nawet, gdy tylko wspomniał o architektonicznym entuzjazmie, bo rzeczywiście czasami zbytnie podekscytowanie nowym projektem wystarczyło, by potrafiła działać na pełnych obrotach, nie wspomagając się żadnym innym, normalniejszym “paliwem”, jak chociażby kofeina czy nawet jedzenie - zupełnie zapominała o tych, najbardziej podstawowych potrzebach. Nie odpowiedziała już, ale jej delikatny uśmieszek pod nosem mógł sugerować, że Karrion się wcale w tej kwestii nie mylił.
Zatrzymała się na moment w pokoju gościnnym, który aktualnie zajmowała, po to by zgarnąć małą torebkę z niezbędnymi rzeczami, bez których nigdzie się nie ruszała. Brakowało jedynie telefonu. Ten, Louise z premedytacją zostawiła na niskiej szafce przy łóżku. Niby dlatego, że miał prawie całkowicie rozładowaną baterię, ale tak naprawdę… chciała mieć po prostu spokój. W dodatku na pewno łatwiej będzie jej się skupić na rozmówcy, zostawiając ten niemiły rozpraszacz w domu.
Na miejsce dojechali w zaledwie kilka minut. Restauracja już z zewnątrz wyglądała obiecująco i Louise wcale nie dziwiło to, że było to jedno z ulubionych miejsc Karriona w San Sebastian. Podobny, jak ten widziany z jego rezydencji, widok robił wrażenie, z tą różnicą, że knajpa znajdowała się jeszcze bliżej oceanu. Beckett od razu zaczęła namawiać swojego towarzysza na to, by usiedli przy jednym ze stolików na tarasie. Cała sceneria, włączając w to pogodę, były tego dnia zbyt piękne, by z tego nie skorzystać.
Z zamówieniem zdaję się na ciebie. Co polecasz? Oczywiście z wyjątkiem chorizo. Masz jakieś ulubione danie? — zagadnęła, gdy już zajęli miejsca i mieli przed sobą karty dań.


Karrion Stifler
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
41 y/o
Enjoy the simplest things
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Czarnych pięściarzy bije się dużo łatwiej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiHe/tler
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion parsknął cicho śmiechem, gdy wspomniała o "pani Stifler". Spojrzał w stronę oceanu, jakby właśnie tam szukał właściwej odpowiedzi.
- To bardzo konkretna wizja przyszłości - zauważył z rozbawieniem, a kącik jego ust drgnął lekko. - Nie wiem, czy jakaś hipotetyczna pani Stifler wytrzymałaby ze mną na tyle długo, żeby chcieć się przeprowadzić tutaj. Jestem uparty, wiecznie zajęty i mam skłonność do kupowania absurdalnie drogich nieruchomości tylko dlatego, że spodobał mi się widok z balkonu - rzucił na koniec z rozbawieniem w głosie. Nie dodał jednak tego, co przyszło mu do głowy chwilę później. Że gdyby obok niego siedziała odpowiednia kobieta, mógłby patrzeć na ten sam widok każdego ranka przez resztę życia i wcale by mu się nie znudził. A już szczególnie wtedy, gdy tą kobietą byłby ktoś taki jak Louise. Albo po prostu Lou... Myśl była niebezpieczna. Nierozsądna. I zdecydowanie pojawiała się zbyt często, jak na raptem kilkanaście dni odświeżonej po latach znajomości.
Na jej następną sugestię parsknął śmiechem.
- Spróbuj nie dotrzymać warunków kontraktu bokserskiego... zawodowe samobójstwo - wyjaśnił swoje podejście i to, że to właśnie dzięki swojej pracy nauczył się spełniania obietnic i umów.
Kiedy już byli na miejscu i rozsiedli się wygodnie przy stoliku na tarasie, Stifler spojrzał w kartę, którą przyniósł mu kelner.
- Na główne danie poleciłbym turbota z grilla, jeśli nie jesteś uprzedzona do flądrowatych ryb - uniósł lekko brew. - Ale jeśli tak, to bezpieczniejszą opcją będzie pieczony dorsz - odłożył menu i rozsiadł się wygodniej na drewnianym krześle. - Ja i tak wezmę turbota.
Niedługo potem znów pojawił się kelner, więc Karrion bez większego zastanowienia przeszedł do zamówienia po hiszpańsku.
- Na początek deskę lokalnych serów i wędlin. Dużą - spojrzał z uśmiechem na Louise. - I osobną miskę chorizo. Dużą miskę. Ta piękna pani przyjechała aż z Kanady, żeby to zjeść - dodał, a kelner uśmiechnął się lekko i zanotował wszystko, zaznaczając przy całym ich zamówieniu wykrzyknik, co chyba miało oznaczać, że mają być potraktowani po vipowsku.
Kiedy pracownik odszedł, Stifler odchylił się wygodniej na krześle. Przez chwilę przyglądał się Louise. Słońce powoli zaczynało schodzić niżej nad wodą, a ciepłe światło nadawało jej twarzy jeszcze łagodniejsze rysy. Wyglądała na odprężoną. Znacznie bardziej niż wtedy, gdy siedzieli przy basenie i to mu się bardzo podobało.
- Pierwszy raz od dawna widzę cię taką - odezwał się po chwili. I nie miał na myśli jedynie tych kilku ostatnich dni, chodziło o całą ich znajomość. Od razu też uniósł lekko kieliszek z wodą. - Hiszpania ci służy - przyznał, mając już na końcu języka to, że patrzenie na nią w takim wydaniu służyło z kolei jemu. Jednak ostatecznie zachował to dla siebie, zostając jedynie przy intensywnym spoglądaniu na nią i pozwalaniu sobie na to, by od czasu do czasu spojrzeć w jej dekolt. Pewnych instynktów nawet ktoś tak wyuczony PR-owo jak on nie powstrzyma. No ale... gdyby nie chciała, żeby się gapił, to założyłaby co innego, o!

Louise Beckett
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”