42 y/o
Welkom in Canada
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola. Le gusta más la casa que no pasen las horas. Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maria od dłuższego czasu walczyła w domu o zbyt wiele codziennych rzeczy i w tym chaosie zwyczajnie nie znalazła tego miejsca dla siebie, ale teraz? Dzieci dorastały, oczywiście wciąż je potrzebowały ale nie w takim stopniu jak wcześniej. Teraz odzyskała namiastkę swobody, mogła wyjść wieczorami nie martwiąc się o pociechy w domu.
Może skorzystam i kto wie, jeszcze wpadnę na niego tutaj prędzej niż w domu — zażartowała, a jednak podobnie jak wcześniej wcale nie było jej do śmiechu. Chyba nieudolnie próbowała obrócić w żart ten nieśmieszny okres małżeństwa, bo płakać już nad tym nie chciała. Wylała zbyt wiele łez, a ich brak nie wróżył niczego dobrego dla Javiera.
Poznałaś kogoś?
Pokiwała przecząco głową w pierwszym odruchu, bo to przecież nie tak, że poznała kogoś nowego i zapragnęła znów zawojować świat. Ona już od dłuższego czasu zaczęła stawiać na siebie, bo w pewnym momencie znalazła się w punkcie, który mocno ją przytłoczył. Wiedziała, że jeśli nie zrobi nic to zaliczy porządny dołek. Więc co zrobiła? To, co na typową kobietę przystało: odświeżyła fryzurę, wstąpiła jeden/drugi/trzeci raz do kosmetyczki, udała się na wypad z przyjaciółką, zaczęła uczęszczać na lekcje tańca… i tak stopniowo wychylała się z domu, a gdy w nim była to sporo czasu poświęcała rozwijaniu pasji skupiając się na swoim małym biznesie w zaciszu swojej pracowni.
Możesz mówić do mnie Maria — przedstawiła się uśmiechając przy tym lekko — chociaż kobieta w czerni też brzmi całkiem nieźle. Bardziej dramatycznie… ostatnio chyba idę w dramaturgię — albo kiepską telenowelę, bo jak inaczej podsumować fakt, że chłopak jej córki był tym nowo poznanym.
Czy kogoś poznałam? — powtórzyła już nie w myślach, a na głos i uśmiechnęła się zagadkowo. — Możliwe, że poznałam kogoś, kto przypomniał mi jak kobieta może się czuć przy mężczyźnie. Kogoś kto patrzył na mnie nie na jak jednostkę zarządzającą domowym chaosem. Kogoś, przy kim nie musiałam myśleć logistycznie tylko mogłam przeżywać — przez moment w jej oczach zapłonęła iskra i mówiła tak, jakby nie miała nic do stracenia. Niekiedy właśnie tak na nią działało tamto wspomnienie zielonych oczu, młodych i silnych dłoni na skórze. Zapominała się… a przecież miała wiele do stracenia. Córkę, męża… popaprane to było, a ona nieodpowiedzialna… ale odpowiedzialna to ona była zbyt długo. Teraz przyszedł czas na robienie tego na co miała ochotę…a — Na co mam ochotę? Dzisiaj na dobre drinki, może na jakiś taniec do rana… ale najpierw też zdradź swoje imię — polecenie to było czy może prośba? Raczej czysta ciekawość, chciała znać imię swojej informatorki.

vita holloway
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła pod nosem, kiedy kobieta wspomniała, że może prędzej spotka męża tutaj niż we własnym domu. Po chwili jednak trochę się uspokoiła, bo przecież nie było w tym nic śmiesznego. Czasami po prostu reagowała śmiechem, kiedy coś ją stresowało albo robiło się zbyt ciężkie.- Wiesz, jeżeli faktycznie tutaj wpadnie, to chyba będzie znak od wszechświata, że powinnam nalać ci czegoś mocniejszego i przygotować się do walki wręcz, - rzuciła, unosząc lekko brew. - Ale nie martw się, dawno się z nikim nie biłam. Moją ostatnią eskapadą było polanie kilku krawaciarzy lemoniadą z tego oto wężyka. - Uniósła wężyk, którym nalewała soft drinki, po czym nachyliła się odrobinę w stronę Marii. - Z jednym się później nawet całowałam, ale ciii - dodała ciszej, przykładając wskazujący palec do ust, w ramach symboliki tego otóż sekretu. W pewnym sensie chyba właśnie tak było. Teraz obie coś o sobie wiedziały. Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc jej imię. - Vita - przedstawiła się w końcu, stukając palcem o blat.

Zaraz potem sięgnęła po szklankę, próbując zdecydować, jaki drink najlepiej pasowałby do kobiety. Słowa Marii wciąż chodziły jej po głowie. Ktoś, kto przypomniał jej, jak kobieta może się czuć przy mężczyźnie. Ktoś, kto nie patrzył na nią jak na jednostkę zarządzającą domowym chaosem. Cholera. Czemu nagle coś ją zakuło? - brzmi to cholernie niebezpiecznie - powiedziała w końcu ciszej, zerkając na nią. - Ugh, chodzi mi o to, że jak raz ktoś spojrzy na ciebie tak, że przypominasz sobie, że nie jesteś tylko żoną, matką i brudnymi naczyniami w zlewie, to potem ciężko wrócić do udawania, że wystarcza ci mniej. - zaczęła nalewać do shakera miksturki, decydując się ostatecznie na pornstar martini. Było słodkie, trochę bezczelne, krzyczalo fuuun i zdecydowanie pasowało do tego wieczoru. Przekroiła marakuję na pół, dorzuciła ją na wierzch drinka, a potem postawiła szklankę przed Marią i przesunęła ją w jej stronę. Oparła się łokciem o blat, przyglądając jej się uważniej. - Nie będę cię oceniać. Coś ci się od życia należy, co nie? - uśmiechnęła się szerzej, choć zaraz potem jej spojrzenie mimowolnie uciekło do telefonu. Sprawdziła, czy dostała jakąkolwiek wiadomość od Aidena. Nic. - Ja na przykład jestem aktualnie stuck w czymś, co nazywa się friends with benefits, tylko... - urwała, marszcząc lekko nos, zanim schowała telefon ekranem do dołu. - Tylko cholernie słabo wychodzi mi ta część z byciem tylko friends. Masz jakieś sugestie?

Maria
42 y/o
Welkom in Canada
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola. Le gusta más la casa que no pasen las horas. Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reakcja dziewczyny nieco ją rozbawiła, poniekąd chciałaby zobaczyć minę barmanki jak wszechświat robi sobie z niej żarty i nagle staje przed nią jej mąż we własnej osobie, ale z drugiej strony nie chciałaby znaleźć się w tym położeniu za żadne skarby. Nie dziś. Byłaby chyba jedną z tych co w widowiskowy sposób wylewają drinka na mężczyznę i wychodzą nie obracając się za siebie albo to ona rzuciłaby się na niego z pięściami. Może nie ćwiczyła sztuk walki, ale wciąż miała swój temperament. — A więc tak się bijesz? Całuśnie — zaśmiała się i przytaknęła słysząc jej imię.
Vita… miała rację, to brzmiało niebezpiecznie… a jeszcze niebezpieczniej robiło się wtedy, gdy nowo poznany okazuje się być chłopakiem córki i nagle gościsz go pod swoim dachem podczas rodzinnego spotkania… i nie tylko. Przyglądała się jak przygotowuje jej drinka, który swym wyglądem wręcz krzyczał, że jest stworzony do zabawy i głośnego śmiechu. Wyglądał pięknie, a smakował jeszcze lepiej bo nie czekając upiła niewielkiego łyka wsłuchując się w słowa barmanki.
Ay, Vita — zaczęła ciężkim westchnieniem przytakując dziewczynie. — Masz rację, kiedy ktoś raz spojrzy na ciebie tak, że przypominasz sobie o tym, że jesteś kobietą, a nie tłem do czyjegoś życia, to nagle powrót do dawnego porządku wydaje się niemożliwy — może dlatego była bardziej drażliwa i mniej tolerowała tą wszechobecną obojętność w domu. — To trochę jak próba poskładania rozbitej porcelany w idealnie taki sam kształt, a przecież to niemożliwe… blizny pozostaną — dobrze wiedziała o czym mówi, przecież tym się na co dzień zajmowała w swojej pracowni.
Freiends with benefits to był jakiś układ skrojony pod nowe pokolenie, które panicznie bało się zaangażowania. Dla niej pewnych rzeczy nie dało się oddzielić grubą kreską. Nie dało się w jednej chwili dzielić z kimś najintymniejszych chwil, a potem udawać, że nic się nie stało i wracać do bycia tylko znajomymi. Absurdo! Gdyby coś takiego było możliwe to przecież sama nie miałaby teraz tego problemu, a sytuacja z Bowenem nie paliłaby jej od środka — byłaby tylko jedną szaloną nocą, która się skończyła i po krzyku… ale to było coś więcej niż una aventura de una noche, dla niej to było jak przebudzenie z wieloletniego uśpienia i powrót do czasów, gdy czuła, że żyje. Bo właśnie taka była Maria, wychowana w barcelońskim słońcu, gdzie żyło się tu i teraz, kochało do szaleństwa, krzyczało z wściekłości i odchodziło bez oglądania za siebie. Przeżywało się, a nie umawiało na układy, które miały te przeżycia blokować. Zablokować to można idiotę w telefonie lub mediach społecznościowych, a nie uczucia. Dlatego nie potrafiła tego oddzielić, choć próbowała ale nie z powodu jakiegoś poronionego układu dwójki osób, a dlatego, że miała męża i dzieci.
Ten twój układ nie ma szans moim zdaniem, bo my kobiety rzadko kiedy potrafimy oddzielić dotyk od emocji, zwłaszcza jeśli ten dotyk daje nam to czego potrzebujemy — odparła obserwując jak dziewczyna zagląda do telefonu. — Sugestię? Jedną mam… przestań udawać, że ci to wystarcza — powiedziała uśmiechając się delikatnie, by potem gorzko dodać. — Nie bądź mną i nie czekaj kilkunastu lat, by ktoś łaskawie zauważył twoje zaangażowanie — poleciła, po czym uniosła symbolicznie drinka na znak, że wypije właśnie za to, by przestała udawać.
vita holloway
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No, do najłatwiejszych osobników Holloway zdecydowanie nie należała, dobra? Aiden mógłby to potwierdzić, gdyby tu był. Chociaż z drugiej strony coś sprawiało, że jednak wciąż się z nią spotykał, no nie? Musiała robić coś dobrze. I wątpiła, żeby chodziło wyłącznie o to, że była dobra w łóżku, bo seksu było między nimi coraz mniej, a coraz częściej po prostu spędzali razem czas. Jakby samo bycie obok siebie zaczynało im wystarczać, co było absolutnie przerażające, jeśli miała być szczera. - Tak wyszło - zaśmiała się tylko, ale zaraz potem spoważniała, słuchając uważniej kobiety. - Ale to chyba dobrze, że próbujesz się poskładać, prawda? - dodała już łagodniej, posyłając jej czuły uśmiech.

Kurde, przerażające było to, jak czyny drugiej osoby albo nawet same słowa potrafiły wpływać na psychikę. Na to, jak człowiek zaczynał o sobie myśleć. Jak się czuł. Jak z czasem tworzyło się coś na kształt wewnętrznej traumy, z której później cholernie ciężko było wyjść. Ale może właśnie o to chodziło? Żeby mimo wszystko się podnieść. Żeby po raz pierwszy postawić na siebie, nie oglądając się ciągle na innych ludzi wokół. Holloway też próbowała to robić. Małymi kroczkami. Starała się nie overthinkować i nie sabotować wszystkiego, jak miała to w zwyczaju, tylko że w jej przypadku zaczęło się to zmieniać dopiero odkąd spotykała się z O'Cahallanem. Był jej bezpieczną przystanią, chociaż nie miała pojęcia, kiedy ten rejs odpłynie i czy przypadkiem nie zostawi jej samej na brzegu. Miała nadzieję, że Maria też odnajdzie swoją przystań. Obojętnie czy u boku męża, czy kogoś nowego. Zasługiwała na to, żeby być szczęśliwa.

Zerknęła na telefon, sprawdzając, czy Aiden do niej napisał, bo kurczę, cała ta pogawędka sprawiła, że naprawdę za nim zatęskniła. Po chwili jednak uniosła wzrok znad ekranu i spojrzała na Marię. Kubeł zimnej wody oblał ją dokładnie w momencie, w którym kobieta powiedziała, że taki układ nie ma szans. Kurwa. Przejechała dłonią po twarzy i westchnęła głośno. - Ale ja się boję, że go stracę, wiesz? - przyznała ciszej. Zerknęła znowu na telefon i, zanim zdążyła się powstrzymać, wysłała mu wiadomość, że za nim tęskni. Nie no, Holloway była w chuj rozważna. Naprawdę. Idźcie mi z czymś takim. - Ale dziękuję za te słowa. Serio - powiedziała po chwili, uśmiechając się do Marii trochę słabiej. - Będę musiała to wszystko przemyśleć.- Wiedziała, że kobieta mówiła to z troski. Tylko że prawda, jak zwykle, bolała najbardziej wtedy, kiedy ktoś mówił sensownie i no... miał racje.

maria
42 y/o
Welkom in Canada
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola. Le gusta más la casa que no pasen las horas. Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ale to chyba dobrze, że próbujesz się poskładać, prawda?

Tylko nieco formę do poskładania siebie kiepsko wybrała jak na mężatkę. Zdrada? Z drugiej strony nie od tego zaczęła, to było wypadkową na drodze ku czemuś nowemu. Nie wiedziała co robi tak naprawdę, po prostu pewnego pięknego dnia postanowiła, że ta powtarzalność zdarzeń i dni przestała jej odpowiadać, a obowiązki nie ciążyły już na niej tak jak wcześniej. Dotarło do niej, że nie jest uwiązana i że wcale nie musi być skazana na trwaniu w tej obojętności. Dzień po dniu próbowała czegoś nowego, zaczęła wychodzić z domu, poznawać nowych ludzi, zmieniać się, a może raczej powracać do siebie. Błysk w oku nie wrócił nagle z dnia na dzień, radość i swoboda również. To była żmudna droga, przeplatana wieloma rozmowami z ludźmi z grupy tańca, pełna wyjść podczas których wytańczyła swój dawny rytm. Serce znów inaczej zabiło, raz, drugi, zapragnęła więcej. I wtedy pojawił się ktoś, kto to więcej jej zaoferował. Chętnie i bezczelnie. Czy dobrze postąpiła? Pewnie nie, ale zbyt długi czas robiła to co powinna. Każdy dzieńu boku Javiera stał się jej powinnością, a ona przecież nigdy nie straciła ochoty na seks, tylko straciła ochotę na niego. On pewnie sobie myślał, że zatracona w obowiązkach domowych przestała potrzebować jego dotyku, ale prawda była taka, że zgasła dopiero wtedy, gdy to on przestał być jej godzien. Gdy zaczął uciekać w ramiona pracy, alkoholu, aż w końcu w ramiona innych kobiet, a zamiast patrzeć jej w oczy wolał spoglądać w telefon. Nie od dziś wiadomo, że mężczyzna, który rani kobietę staje się w jej oczach nieatrakcyjny. Brak poczucia bezpieczeństwa i zaufania robi swoje, w ich małżeństwie też namieszał. Teraz Maria przestała robić to co powinna, a pech chciał, że ktoś zupełnie obcy zapytał czego pragnie i mu odpowiedziała.

Słysząc słowa Vity westchnęła. — Chyba dobrze — tylko z pomocą niewłaściwych rąk, a może właśnie właściwych? Cholera wie. Maria już nic nie wiedziała, nic prócz tego, że znów czuła, że żyje. — Mam nadzieje, że wyjdzie z tego coś dobrego — i mówiła o powrocie do siebie, bo z jej romansu nie mogło wyjść nic dobrego. Każda opcja była skazana, w którymś segmencie jej życia na porażkę. Patowa sytuacja.

Obserwowała dziewczynę, widziała jak się denerwuje, jak sprawdza telefon, jak gryzie się z własnymi myślami. — Jeśli wasze oczekiwania się rozjeżdżają to prędzej czy później i tak go straciszy, a im dłużej będziesz w tym trwać tym bardziej to będzie bolało — wyraziła swoje zdanie, a po wszystkim dokończyła drinka. — Nie ma za co, to ja dziękuję. Tylko się odwzajemniłam — barmanka stała się jej informatorką z przypadku i choć z przekazanych informacji nie była zadowolona, to nie były one czymś czego już nie wiedziała… choć odgrzebywanie dawnych ran niewątpliwie bolało.

Po drinku i podziękowaniu Maria wróciła do domu… czynić swoją powinność, a może kryć się z kochankiem pod krzewem róży. Who knows?
Obrazek

K O N I E C
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”