23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian aż zachłysnęła się z oburzenia. Jej skóra momentalnie pokryła się intensywnym rumieńcem, który z każdą kolejną sekundą przybierał coraz ciemniejszy odcień czerwieni. Nadymała policzki niczym rozgniewany chomik, wpatrując się w Archiego tak, jakby lada moment miała go zabić
Nie rozumiała, jak śmiał nie oddać jej szminki. I jeszcze bezczelnie grozić, że użyje jej sam. W dodatku widok wysuniętej pomadki sprawił, że, o ile to możliwe, jeszcze bardziej zaparowała ze złości.
Nawet. Się. Nie. Waż się! — wycedziła przez zaciśnięte zęby. Nie zamierzała dłużej dyskutować. Zamiast tego uniosła nogę i spróbowała ponownie nadepnąć mu na stopę, ale, cholerka, nie trafiła! But Lilian niezdarnie przejechał po sklepowej podłodze, zgrabnie omijając buta mężczyzny.
I jeżeli Lilian Davenport raptem chwilę wcześniej przypominała dojrzałego pomidora, to teraz osiągnęła odcień bordowy godny królewskiego wina. Ze złości aż zacisnęła dłonie w pięści i ponownie nadęła policzki, wypuszczając z nosa głośne powietrze.
Jesteś nieznośny! — rzuciła wściekła. — I przestań! To moja szminka! — wrzasnęła, próbując jednocześnie przebić się przez arię krzykw Archiego. Znowu wyciągnęła rękę, chcąc wyrwać mu szminkę, choć przecież wiedziała, że przy tej cholernej różnicy wzrostu i ewidentnej chęci dokuczania Archibalda, szanse powodzenia były wręcz żałosne.
To tylko jeszcze bardziej podsyciło jej frustrację. Lilian musiała jednak wziąć się w garść, bo odzyskanie limitowanej szminki wymagało czegoś więcej niż kolejnego wybuchu. Potrzebowała konkretnego planu. Problem polegał na tym, że Archie miał wyjątkowy talent do podnoszenia jej ciśnienia dokładnie w chwili, gdy zaczynała odzyskiwać panowanie nad sobą. Naprawdę wierzyła, że karta do spożywczaka i obietnica drinka wystarczą, aby skłonić go do oddania pomadki. Jak się jednak okazało, po raz kolejny musiała przełknąć gorycz.
Co ten facet wyczyniał...
Lilian zmrużyła oczy, obserwując Archiego z wyraźną podejrzliwością. Własciwie początkowo nie miała pojęcia do czego zmierzał, a jego tajemniczy uśmieszek wcale w niczyzm nie pomagał.
Pojedynek? — powtórzyła nieufnie. — O czym ty w ogóle piep... — Podążyła wzrokiem za ruchem ręki mężczyzny. Spoglądnęła we wskazanym kierunku, po czym wróciła spojrzeniem do jego twarzy. — Czuję, że chcesz mnie wciągnąć w jakiś wyjątkowo durny pomysł. Tak, byłam tam — odpowiedziała zgodnie z prawdą, nadal nie rozumiejąc.
Oczy Lilian momentalnie się rozszerzyły. Przez kilka sekund patrzyła na niego w kompletnej ciszy, jakby próbowała ustalić, czy właśnie żartował, czy rzeczywiście zaproponował nielegalny wyścig na hulajnogach przez środek sklepu.
Jesteś nienormalny. — Wybałuszyła oczy jeszcze bardziej, gdy dotarło do niej, że Archie mówił calkiem serio, ale prędko dodała: — Jeśli wygram, oddajesz mi szminkę od razu. I nie kombinujesz!
Niby stanowczo wypowiedziała te słowa stanowczo, jednak doskonale wiedziała, że prosiła o niemożliwe. Archie kombinował za każdym razem, kiedy przyszło mu przegrać. Przecież Lilian doskonale go znała i gdyby wygrała, to z pewnością znalazłby przynajmniej trzy powody, dla których wyścig należało powtórzyć. Ale... pomimo tego musiała spróbować. Nawet jeśli rozwiązanie tego absurdalnego konfliktu było najgłupszą rzeczą, w jakiej od bardzo dawna brała udział.
Kilka minut później znaleźli się przy stojaku z hulajnogami. Lilian jeszcze raz posłała Archiemu nienawistne, pełne dezaprobaty spojrzenie, po czym zgodnie z instrukcją stanęła na różowej hulajnodze. Sam fakt, że brała udział w czymś takim, był wystarczająco upokarzający, więc kuźwa, nie zamierzała dodatkowo kłócić się o kolor.
Jeśli ochrona nas złapie, zwalam wszystko na ciebie, Archie — poinformowała, aby był świadomy, że w razie problemów wszystkiego się wyprze.
Przed nimi ciągnęła się alejka, za którą skręcał dział ogrodowy. Między regałami kręcili się klienci. Gdzieniegdzie stały wystawione produkty i palety z towarem, co dodatkowo komplikowało tor wyścigu.
Na trzy? — zapytała głupio. Zerknęła na Archiego i odbiła się lekko nogą od podłogi.

Archie Miller
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian, l i t o ś c i — jęknął błagalnie patrząc na to jak nagle robi się czerwona i nadyma policzki. — Wyglądasz jak mój chomik z dzieciństwa, co to kolbę kukurydzy próbował wpakować sobie do buzi po całości — oznajmił ignorując zupełnie fakt, że wyglądała jakby chciała go właśnie zamordować. — Oooo, on się robił taki purpurowy jak ty teraz — trochę koloryzował jak to Archibald, bo chomik purpurowy? No niby jak?! — Przysięgam, że kilka razy myślałem, że ducha wyzionie albo eksploduje. Nie możesz eksplodować teraz, bo zepsujesz całą zabawę — naburmuszył się i pokiwał głową z dezaprobatą. On wiedział, że balansuje na krawędzi, a Davenport jest na granicy załamania nerwowego i jeszcze trochę, a przez Millera wyląduje na jakiejś terapii, ale tak uroczo się denerwowała, że nie potrafił przestać.
Bywał nieznośny, to fakt. Lilian chyba najbardziej tego doświadczyła, ale może to jej wina? Ona zawsze dawała się tak łatwo nakręcić i tak ładnie się denerwowała, po prostu przy niej czuł, że może być takim nieznośnym dzieckiem, co ciągnie dziewczynki na placu zabaw za warkocze, a przecież w ogólnym rozrachunku wcale nie był taki zły. On uwielbiał ludzi i uwielbiał sprawiać, by dobrze czuli się w jego otoczeniu, był takim pozytywnym kłębkiem durnych pomysłów. Sam nie wiedział, dlaczego z Lili bywa inaczej. Może ta zasada kto się czubi ten się lubi dawała się tutaj we znaki?
— Na ten moment to ta szminka wciąż jest moja — oznajmił zadowolony z siebie, gdy tak próbowała do niego doskoczyć raz po raz, marnując swoje siły zupełnie niepotrzebnie. Powinna je oszczędzić na… — Tak, pojedynek. L e g e n d a r n y! — jak za starych dobrych czasów, tylko wtedy ścigali się wózkiem z dzieciakami i byli jedną drużyną. Dzisiaj ta gra miała zmienić swoje oblicze. Archie, aż zacierał rączki z wrażenia taki był podjarany!
Dobrze powiedziane, JEŚLI wygrasz — ale to nie jest powiedziane, że tak się stanie. W końcu ona zawsze siedziała w wózku, kiedy on pomykał tymi alejkami ścigając się z dzieciakami i pchając wózek z nią. Miał wprawę i to niezłą, a ona? No wkrótce się przekonamy. Jeśli przegra, to będzie musiała pogodzić się z porażką, ciekawe czy się jej uda.
Oj tam nie panikuj, jak ochrona cię złapie to mnie już tutaj nie będzie — puścił oczko bezczelnie, bo się zgrywał. Chciał ją zdenerwować przed startem, choć uciekać też potrafili, już nie raz musieli przez te nielegalne wózkowe wyścigi. W jednym sklepie mieli nawet zakaz wstępu.
Na trzy?
Przytaknął.
Raz.. dwa… TRZY! — wykrzyczał po czym odbił się potężnie nogą od podłogi wychodząc na prowadzenie. — Różowy bolid Davenport zostaje lekko w tyle, Miller wysuwa się na prowadzenie — nagle z bycia lektorem w filmie przyrodniczym najwyraźniej stał się komentatorem ich sportowej potyczki. — Zręcznie wymija pierwsza przeszkodę w postaci stojaka na grabie i jedzie po swoje! Cóż to jest za jazda! — nie no, jeśli ona nie ma z tego frajdy to Miller się poddaje. on bawił się świetnie! Szczerzy się jak głupi, co mogła zobaczyć, gdy raz zerknął na nią przez ramię… akurat wtedy, gdy przed nim wyrosła nagle starsza pani, zrobił taki skręt, że na moment jego kierownica falowała, a on był pewien, że wjedzie w worki z ziemią. Przez to nieco zwolnił i lilian miała szansę się z nim zrównać. Dobrze, że miał mocniejsze nogi, bo jego odbicia od ziemi pozwalały mu zyskać przewagę, problemem byli ludzie… skąd ich tutaj tyle… o nie WYCIECZKA EMERYTÓW! ale co oni robią na dziale ogrodowym? Ta promocja krasnali ich tutaj zwabiła czy co?!

Lilian Davenport
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była zła, więc rzeczywiście mogła wygladać jak ten nieszczęsny chomik Archibalda, którego nie miała nawet okazji poznać. Denerwował ją tym co robił, i tym, co mówił do tego stopnia, że naprawdę nie potrafiła zapanować nad rumieńcem, który raz po raz pojawiał się na jej ładnej twarzy.
Toronto na szczęście nie było małe. Toronto było ogromne, dlatego miała szczerą nadzieję, że ich kolejne spotkanie nastąpi dopiero na pogrzebie Archiego. W przeciwnym razie naprawdę będzie musiała skorzystać z pomocy psychologa, bo po kolejnych podobnych incydentach była pewna, że zwariuje.
Granicy nadal trzymała ją ta pieprzona, limitowana pomadka, do której tak chętnie mężzcyzna przywłaszczył sobie prawo.
Jesteś dupkiem — rzuciła, kiedy po raz kolejny podkreślił, że kosmetyk znajdował się w jego brudnych łapskach.
W tamtej chwili była naprawdę bliska tego, aby przyspieszyć ich kolejne spotkanie na tym, hehe, pogrzebie Archiego. Jednak jego propozycja sprawiła, że po namyśle zaczęła rozważać to durne rozwiązanie. Może i nie wydawało się ono szczególnie racjonalne, ale z pewnością było lepsze niż spędzenie reszty życia za kratami za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Bo właśnie taką karę z pewnością wymierzyłby jej sędzia.
Założę się, że ten pojedynek będzie legendarny tylko dlatego, że wyprowadzi nas ochrona — stwierdziła, po czym machnęła lekceważąco ręką. — Niech będzie. Niech będzie.
Pomyślała o tym samym, a mianowicie o czasach, kiedy byli jeszcze jedną drużyną i śmiali się z tych wszystkich małolatów, którzy próbowali z nimi konkurować. Rzeczywiście wygodnie zajmowała miejsce w wózku, podczas gdy Archibald odwalał całą robotę, a ona jedynie nawigowała i ostrzegała go przed przeszkodami między alejkami. Bawiła się wtedy przednio! Potem, równie idiotycznie jak szczęśliwie, całowała go, ciesząc się, że udało im się pokonać kolejną szajkę gówniarzy.
Na to samo wspomnienie Lilian na moment złagodniała, choć oczywiście nie zamierzała dać mu tej satysfakcji. Tamte czasy minęły i nie miały wrócić. Nie mogła na to pozwolić, bo dzisiaj Archie w pełni przypomniał, dlaczego się rozstali.
Wygram — podkreśliła raz jeszcze, patrząc na niego z ukosa.
Nie zamierzała już nawet komentować tego, że w razie pojawienia się ochrony Archie planował ratować własną d u p ę. Oczywiście nie pozostałaby mu dłużna. Niczym prawdziwy k o n f i d e n t podałaby, gdzie mieszkał. Ba, dorzuciłaby nawet jego numer telefonu, którego najpewniej nie zmienił.
Lilian naprawdę mimowolnie parsknęła śmiechem, widząc, jak Archibald z zapałem walczył z niespodziewanymi przeszkodami na dziale ogrodowym. Przez chwilę nawet obserwowała jego plecy, gdy próbował przebić się przez tłum emerytów. Potem wykorzystała okazję i przemknęła obok, a widząc jego minę, po kolejnym gwałtownym skręcie, nie powstrymała drugiego prychnięcia.
Znowu mocniej odepchnęła się od ziemi, przypomniawszy sobie o pomadce. Niemal czuła jej smak na ustach i słodki zapach, dlatego odepchnęła się jeszcze raz, i jeszcze jeden, i jeszcze... Ale przeciwnik znowu znalazł się obok, na co rzuciła mu krótkie, gniewne spojrenie. Nie zamierzała oddać prowadzenia tak łatwo.
Przez chwilę jechali łeb w łeb, jednak nagle z alejki z nabiałem wyszło jakieś małżeństwo. W naprawdę ostatniej sekundzie Lilian szarpnęła kierownicą w lewo, a jej bolid wpadł prosto w pojazd Archiego. Oboje zjechali na bok, po czym runęli w stojącą obok wieżę z papieru toaletowego. Rolki posypały się na ich głowy, całkowicie zakrywając całe ciała.

Archie Miller
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po pogrzebie Archibalda to ona może liczyć na nielimitowany pakiet odwiedzin, będzie ją straszył zza grobu do grobowej deski, a potem odnajdzie ją w innym świecie i będzie dręczył, a ona będzie się zastanawiać za jakiego grzechy ją to piekło spotkało! Nie no, nie zrobi tak, ale była to wizja na miarę Millera. No byłby do tego zdolny i pewnie traktowałby to jako niezłą zabawę - dla siebie, bo przecież nie dla niej. I prawdę mówiąc on nawet się nie wysilał zbytnio teraz, paplał co ślina mu na język przyniosła i obserwował ją. widział bardzo dobrze, jak targają nią emocje, a jednak dalej upierała się przy swoim. Był pod wrażeniem jej nieustępliwości i zaskoczony, że jakaś szminka może wywołać taki wpływ na kogoś, tak zmotywować do walki, tak napędzać do działania.
Powtarzasz się, to już ustaliliśmy — w jej oczach był dupkiem i zapewne miała wiele powodów by tak myśleć. On się za dupka nie uważał, ale sprzeczali się już o pomadkę, więc po co sobie dokładać?
Za kratami to nie ma mowy o limitowanych ekstra kolekcjach szminek. Ba, tam w ogóle za bardzo chyba nie poszalałaby ze swoją kosmetyczką, a Archie na pewno by jej niczego nie przemycił do paki. Lepiej niech dwa razy rozważa czy warto uśmiercać Millera tylko dla świętego spokoju, którego też nie mógł jej zagwarantować. Pośmiertnie by wrócił by namieszać w jej życiu.
Jak dla mnie brzmi to epicko — czy się obawiał? W ogóle, takie przewinienia to nie przewinienia, co nie? I zaklaskał radośnie, gdy tylko się zgodziła na jego propozycję. Czuł narastający dreszczyk ekscytacji, prawie jak wtedy, gdy razem stawali naprzeciw dumnych siebie dzieciaków, co myśleli, że świat zawojują, a koniec końców płakali po przegranej z Millerem i Davenport. To były piękne czasy i nikt im tego nie odbierze, nawet oni sami choć teraz uparcie próbowali to wymazać z pamięci kłócąc się o życie. Jemu też nie będzie łatwiej, bo wcześniej mógł cisnąć naprzód, a ona odpowiadała za nawigację i system wczesnego ostrzegania, więc jakby nie było też miał utrudnione zadanie.
To się jeszcze okaże, chomiczku — odpowiedział z przesłodzonym uśmiechem i puścił jej oczko. Wyścig czas zacząć!
Obrazek


Szło mu naprawdę bardzo dobrze i gdyby nie grupa emerytów pałętajaca się tam bez większego celu miałby to zwycięstwo pewne! Tak jak to, że po nocy jest dzień, a po dniu noc. Niestety splot zdarzeń sprowadził go do sytuacji, w której musiał nieźle odpychać się od ziemi, by koniec końców zrównać się z nią, ale udało się! Czuł już zapach zwycięstwa, miał go ponownie na wyciągnięcie ręki… i nagle BUM! — Woooooho — zapiał radośnie, bo odpaliło się mu slow motion przy zderzeniu i widział jak Lilian z pełną niedowierzania mina wypada z hulajnogi, a on razem z nią. I jak się okazało pacan miał coś z dżentelmena, bo rękę jej pod głowę zdążył wsunąć gdy tak lecieli, by nie grzmotła nią o podłogę. Przez chwilę nawet zrobiło się miło, gdy tak przygnieceni papierem toaletowym leżeli na tej podłodze… śmiejąc się. Archie się śmiał dopóki kątem oka nie zobaczył ochrony, a zaraz potem leżącej szminki na podłodze. Kurwa, wypadła mu! I zaraz zobaczył też spojrzenie Lilian, dostrzegła ją.
I gdy próbowała sie poderwać do góry Archie tą samą ręką która uchronił ją przed upadkiem przytrzymał ją za włosy i zyskując na czasie sam się do niej poderwał…wyrwał się do przodu już prawie sięgał po nią, aż jakiś człowiek schylił się i podniósł szminkę spoglądając na icz dwójkę z pogardą.
Na ubraniu miał wypisane imię: Bob i dopisaną informację, że jest z ochrony.
FUCK.
Lilian Davenport
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian nie miała pojęcia, jak długo leżeli pod stertą papieru toaletowego, ale, cholera, ku własnemu zaskoczeniu śmiała się razem z Archibaldem. Dzięki niemu ten upadek wcale nie okazał się tak bolesny, jak powinien. W ostatniej chwili wsunął dłoń pod jej głowę, więc nie uderzyła potylicą o podłogę. Przez dosłowny ułamek sekundy miała wrażenie, że znowu byli młodsi o te wszystkie doświadczenia i że, o zgrozo, znowu zaczynali się lubić.
Ułuda prysła jednak równie szybko jak się pojawiła. Jej limitowana szminka potoczyła się w e s o ł o po sklepowych kaflach, a Lilian od razu poczuła, jak przed oczami przelatują jej wszystkie wspomnienia walki z Archim o ten cholerny kosmetyk. Spróbowała poderwać się na nogi, lecz zanim zdążyła, poczuła, jak dłoń mężczyzny szarpnęła jej pukle.
Nosz, kurwa mać, choć na co dzień nie miała zwyczaju przeklinać, te słowa same wydarły się w jej umyśle. Zaraz syknęła z bólu i oburzenia, posyłając Archiemu spojrzenie, którym najchętniej zamieniłaby go w kupkę popiołu.
Albo gówna; interpretacja dowolna.
Nie. Nie. Nie. Nie zamierzała mu odpuścić.
Jednak kiedy Archie zerwał się spod rozwalonych rolek, o zgrozo, pierwszy, Lilian wciąż szarpała się ze stertą nieokiełznanego papieru, jaki oplątał jej nogi i skutecznie uniemożliwił swobodne wstanie. Próbowała się wyswobodzić, klnąc w duchu na każdą kolejną rolkę, gdy nagle to dostrzegła. Strach mimowolnie rozpłysl się na jej bladej twarzy, bo jakiś mężczyzna schylił się, po czym podniósł zgubę. Oczywiście zgodnie z najczarniejszym scenariuszem, okazał się ochroniarzem.
Lilian aż się zagotowała. Po tym wszystkim tym bardziej nie zamierzała odpuścić. W jednej, absurdalnie komicznej chwili wyszarpała się spod rozsypanych rolek, a w następnej z całej siły pchnęła Archiego prosto na mężczynę. Obaj zderzyli się z takim impetem, że aż zatoczyli się o krok do tyłu. Zaskoczony Bob odruchowo próbował złapać równowagę, lecz w zamieszaniu limitowana szminka wyfrunęła mu z dłoni.
Lilian wyciągnęła rękę i złapała szminkę w locie.
Wiej, Archie! Wiej! — wrzasnęła, po czym popędziła prosto w alejkę z nabiałem. Zostawila za sobą rozsypane rolki papieru, skołowanego ochroniarza oraz, hehe, Archibalda, którego właśnie próbowała zmotywować do ucieczki.

Archie Miller
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zbyt długo tam leżeli. O tyle za długo, że ochroniarz zdążył dobiec na miejsce zdarzenia, a oni… no właśnie, oni nie zdążyli się w porę ewakuować. Miller nie mógł jednak narzekać, bo przez moment było naprawdę zabawnie, trochę jak za starych dobrych lat. Dosłownie ułamek sekundy to trwało, nim czar prysł i to za pomocą samego Archibalda, ale zdobycz była na tyle cenna, że chciał jeszcze trochę pociągnąć tę farsę jaką była potyczka z Lilian.
Widział, że się zagotowała, to najwyraźniej dodało jej kilka punktów mocy, bo gdy go pchnęła akurat gdy się podnosił do góry, poleciał przed siebie z impetem w totalnie niekontrolowany sposób. Nie mógł zrobić zupełnie nic… po prostu leciał, odpalił się mu na chwilę nawet slow motion, aż w końcu zderzył się z wielkim brzuchem ochroniarza, który wydał z siebie jęk pełen zawodu i sam się zachwiał.
Lilian działała na ślepo, ale jej taktyka zdawała się działać, bo po chwili szminka wymsknęła się z rąk Boba, a ona niczym rasowy zawodnik futbolu amerykańskiego przechwyciła ją w locie, że aż Miller poderwał się wykrzykując. — Tak jest, chomiku! — ale szybko też zorientował się, że kibicuje swojej przeciwniczce, więc nim Bob zdążył się otrząsnąć z tego, co tu miało miejsce Archie jak na zawołanie — Wiej, Archie! Wiej! — wstał, złapał porzuconą niebieską hulajnogę i ruszył w pogoń za byłą dziewczyną.
Wbiłaś mi nóż w plecy, Davenport! — wykrzyknął dojeżdżając do niej w alejce z nabiałem. — Ale szanuje ten styl — zawołał radośnie, słysząc za nimi okrzyki Boba i szum walkie-talkie. To była cudowna melodia dla jego uszu. Czuł powiew adrenaliny oraz wiszący w powietrzu zakaz wstępu do sklepu, a na twarz wkradł się bezczelny uśmiech. — Znaki głoszą, że na lewo wyjście ewakuacyjne, dajesz Lilian. Nie daj się złapać! — i odpychając się mocno ruszył przed siebie prosto ku wolności!

Lilian Davenport
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak jest, chomiku! Słowa wybrzmiały w uszach Lilian tak donośnie, że na moment straciła orientację. Zerknęła na Archibalda z jawnym zgorszeniem. Tylko tego jeszcze brakowało, aby cholera, po tym wszystkim; po tym, jak próbował przywłaszczyć sobie jej limitowaną szminkę, teraz zaczął jej kibicować.
Pomimo trudności ostatecznie udało jej się odzyskać kosmetyk. Zacisnęła go w dłoni niczym najcenniejszy skarb i pobiegła, jednocześnie wykrzesując z nóg ostatnie resztki sił. Zostało ich naprawdę niewiele, dlatego z każdym przeskoczonym kafelkiem, oddychała coraz ciężej.
Oj, zamknij się, Archie! — wydyszała na jednym wydechu, gdy mężczyzna dogonił ją na hulajnodze i przez kilka metrów towarzyszył w wyraźnym stanie wesołkowości.
Z kolei Lilian, która porzuciła jednoślad, nie widziała w tej sytuacji absolutnie nic zabawnego. Co chwilę oglądała się przez ramię na Boba. Była pewna, że lada moment użyje swojej tajnej broni i potoczy się za nimi niczym kula do kręgli.
Och... — sapnęła. Na jej policzki wypełzły czerwone rumieńce. Pot spływał po czole i karku, ale pomimo uporczywego gorącu w płucach czuła, jak w zmęczonych mięśniach powoli rozlewa się słodki powiew wolności. — Ty też nie daj się złapać, Archie! — wrzasnęła.
Wbrew pozorom nie skręciła w lewo. Jeżeli mieli szanse wybrnąć z tej posranej sytuacji, to musieli się rozdzielić. Zaryzykowała więc i pomknęła w stronę głównego wejścia, modląc się w duchu, aby Bob zwolnił. Jak na kogoś z nadwagą, poruszał się niebywale sprawnie!
Lilian przemknęła jeszcze przez kolejne dwie alejki. Nie zwolniła. Dopiero przy kasach przygięła się gwałtownie i w ostatniej chwili wślizgnęła pod opuszczoną bramką.
Ochroniarz, który rzucił się za nią z heroicznym okrzykiem, nie miał tyle szczęścia. Z impetem zahaczył o barierkę, zaplątał się we własne nogi i runął jak długi. Lilian wykorzystała te kilka bezcennych sekund i zniknęła za wyjściem zanim na miejsce zdążyły dotrzeć posiłki.
Szach mat!


K O N I E C.


Archie Miller
ODPOWIEDZ

Wróć do „Real Canadian Superstore”