-
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that thatnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Pobiegł do parku, w którym zazwyczaj ćwiczył i rozejrzał się po twarzach, które bardzo dobrze kojarzył. Poranni biegacze nie zmieniali się, zwłaszcza w tym miejscu. Poczuł się źle z tym, że opuścił swoich kompanów, nawet jeśli oni nie do końca go kojarzyli — po prostu miał nagłe poczucie obowiązku, aby nie zostawiać ich tak na dłużej, aby nie zrywać tego niepisanego paktu, w którym codziennie rano dbali o swoją sylwetkę albo po prostu… oczyszczali myśli.
Dzisiaj po prostu się katował. Długi bieg, kilka sprintów i w końcu dobiegł do drzewa, o które oparł się ręką i nawet nie zauważył, że po jego prawej stronie odpoczywał również ktoś jeszcze. Spojrzał na mężczyznę, kiwając w jego kierunku głową. Dobrze go znał, bo ze wszystkich biegaczy to on był najwytrwalszy. Za każdym razem gdy Aiden wychodził na jogging, on również truchtał w okolicy. Podziwiał go za jego determinację i był przekonany, że w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy, kiedy O’Cahallan zawiódł i zrobił sobie przerwę, to nieznajomy dalej trzymał się we formie. — Ciężki poranek? — zapytał, widząc, że też ledwo co zipiał. Oparł się ręką o biodro i spojrzał na niego z zainteresowaniem, zaraz odkręcając swoją wodę, żeby wypić pół butelki na jeden haust.
runner