26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tylko skupienie się na tym, by dowieść, że wcale nie musiał być tym jedynym pechowcem, było w stanie utrzymać jego nerwy na wodzy. Nie był przygotowany na taką informację, dlatego nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że dziewczyna mogła mówić prawdę.
Ponadto całe jej zachowanie mąciło mu w głowie, w której zaczynała toczyć się walka z rozsądkiem nadal obstawającym przy wersji z naciąganiem bogacza, a empatią, która wywoływała w nim narastające z każdą chwilą wyrzuty sumienia.
Część niego zaczynała wierzyć w niewinność ciemnowłosej, ale niestety był na tyle uparty, że nie potrafił przyznać przed sobą, że rzeczywiście mógł popełnić błąd. Jej wybuch tylko w tym przekonaniu go utwierdzał.
Chciałam po prostu porozmawiać, wybrzmiało w jego uszach, podobnie jak jej gest wskazujący na brzuch, zwracając uwagę na sedno sprawy. Przełknął nerwowo ślinę, przesuwając wzrokiem od jej twarzy do miejsca, gdzie nosiła dziecko, i z powrotem. Przez kilka sekund bił się z myślami, zanim finalnie pokręcił głową.
Myślę, że to jest Twoja decyzja — przyznał, starając się zachować neutralny ton i tylko nieznaczne drgnięcie powieki wskazywało na to, co działo się z nim w środku. Nawet, jeśli był ojcem, nie mógł ingerować w jej życie i decydować za nią. Czy chciała tego dziecka, czy wolała je usunąć — decyzja ostatecznie należała do niej. To ona miała nosić je przez dziewięć miesięcy pod swoim sercem i zrezygnować ze wszystkiego, co ją jeszcze czekało. Bo, sądząc po jej reakcji, wiadomość o dziecku dla niej również nie należała do najszczęśliwszych.
On nie chciał zostać ojcem. Nie związywał się z kobietami z powodu swojej intensywnej pracy, podczas której więcej go nie było w domu, niż był. Długie rozłąki i życie od wyścigu do wyścigu nie służyły relacjom romantycznym. Nie miał czasu na związki, a co dopiero na bycie ojcem, któremu należało poświęcić czas. Jak już miałby zdecydować się na coś takiego, to należało podejść do tego odpowiedzialnie.
W chwili, kiedy znalazł się przy Zoi ponownie, zrozumiał, że tylko ona potrafiła wywołać w nim tak nagle tak intensywne emocje, które z trudem przychodziło mu tłumić. Tym razem sprowokowała go tak, że nie potrafił przejść wobec jej słów obojętnie. Jego ogromna duma skłoniła go do stanięcia przy niej i przekonania się, czy rzeczywiście, będąc w pełni świadomą, w ogóle na nią nie działał. Patrząc w jej oczy i czując na sobie jej oddech, czuł, że igrał sobie z ogniem. Jego własnym.
Tym bardziej, że ciemnowłosa nieoczekiwanie jeszcze bardziej zmniejszyła między nimi dystans. Jej zadziwiająca pewność siebie i przekora w niebieskich tęczówkach, w połączeniu z bijącym od niej gorącem sprawiły, że mimowolnie pochylił się nieco w jej stronę, jakby jego ciało instynktownie próbowało zniwelować dzielącą ich usta przestrzeń. Jedno muśnięcie warg, a napięcie w powietrzu, które niespodziewanie wytworzyło się między nimi, sięgnęło zenitu.
Był w stu procentach trzeźwy, a miał wrażenie, że jej bliskość odurzała go bardziej, niż jakakolwiek używka. Bo pragnął znów skosztować jej ust i na chwilę zapomnieć, po co tu właściwie przyszła. Czy to było rozsądne? Absolutnie nie. Niemniej kusiła go, i oboje doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
Dlatego nie spodziewał się po niej takiego ciosu. Zoya nie musiała przechodzić do rękoczynów, by zabolało go dokładnie tam, gdzie miało. Zaledwie kilkoma słowami uderzyła w jego największą słabość, przez co na chwilę wstrzymał powietrze, a w jego oczach, których powieki drgnęły nieznacznie, dotychczasowa pewność siebie ustąpiła miejsca niepokojowi. I złości, która zaczęła w nim buzować, czego efektem było mocniejsze zarysowanie szczęk. Bo czy znów dał się jej nabrać?
Nie dane mu było się tego dowiedzieć. Johnny przerwał im w momencie, gdzie rozsądek Luciena zaczął mieszać się z emocjami, nad którymi coraz ciężej było mu zapanować. Zaskoczony nagłym zwrotem akcji momentalnie oderwał się od Zoi, jakby został przyłapany na gorącym uczynku. A w jego głowie znów zaczęły kręcić się gorączkowo trybiki, nie wiedząc, co powinien powiedzieć.
Szczęście w nieszczęściu, Zoya sama postanowiła jak najprędzej opuścić to pomieszczenie. Powiódł za nią spojrzeniem, zatrzymując je na zdenerwowanym menadżerze, który wspomniał coś o ochronie.
Nie, Johnny — zareagował stanowczo, zatrzymując go ręką za ramię. — Zostaw ją. Nie warto — skrzywił się, dając w ten sposób znać, że to nic takiego, jednocześnie starając się zapanować nad nutami wzburzenia i niepokoju przed tym, co mogło zbyt szybko wyjść na jaw.
Mimo dociekliwych pytań menadżera nie skomentował całego tego zajścia, zapewniając, że to tylko fanka i można to całkowicie zbagatelizować. Mimo drwiącego uśmiechu podszedł do ławeczki i pospiesznie zgarnął biały test, chowając go między swoimi ciuchami tak, by mężczyzna niczego nie zauważył. Już miał iść pod prysznic, kiedy pod ławką dostrzegł mały biały prostokącik, po który sięgnął z zaintrygowaniem.
Była to wizytówka.

Zoya Weasley
Technik weterynarii
Leslieville Animal Hospital


Mam Cię.

KONIEC

dziewczyna z wizytówki
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”