-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była bowiem zdania, że jakoś szczególnie się od siebie nie różniły.
Zdjęcie testu z dwiema kreskami zaskoczyło ją zatem, ale jednocześnie sprawiło, że Debbie w okamgnieniu uświadomiła sobie, że właśnie teraz powinna być obok. Nie mogła zrobić tego natychmiast, bo dostanie się z lotniska do mieszkania miało zająć jej trochę czasu, ale jednocześnie też dało jej możliwość wstąpienia do jakiegoś sklepu, aby przy okazji kupić coś, czego Zoya mogła potrzebować.
Zorganizowała więc całą torbę przekąsek, owoców i na wszelki wypadek także butelkę bezalkoholowego wina, choć ona sama nie pogardziłaby takim, które rzeczywiście procenty zawierało. Uważała jednak, że w obecnej sytuacji kluczowa mogła okazać się s o l i d a r n o ś ć, przez co i ona zamierzała odstawić przy przyjaciółce alkohol.
Miała zamiar pojawić się u niej w ramach mentalnego pocieszenia.
Po przeszło godzinie dotarła pod blok, tylko na krótką chwilę wpadając do mieszkania Raynotta. Odstawiła na bok walizkę i wyciągnęła z szafy przypadkowe ciuchy, aby pozbyć się stroju, w którym pracowała. Jeśli na resztę nocy miały zagnieździć się pod kocem i po prostu rozmawiać, potrzebowała czegoś wygodniejszego.
Uwinęła się szybko i chwyciła torbę, z którą już chwilę później pukała do sąsiednich drzwi. I nie, nie czekała na zaproszenie. Nie sądziła, aby dziś było to konieczne.
— Zoya? — odezwała się, uchylając drzwi mieszkania. — Cześć, już jestem — dodała po chwili, w końcu też udając się w kierunku znajomej kuchni. Rzuciła jednak tylko torbę na blat, a później udała się na dalsze poszukiwania. Kiedy w końcu natknęła się na brunetkę, szybko tylko omiotła ją spojrzeniem, a później po prostu ją uściskała. Jeśli Weasley tego potrzebowała, pozwoliła, aby potrwało to nieco dłużej.
— Jak się czujesz? Umówiłaś się już do jakiegoś lekarza? — dopytała, odsuwając się wyłącznie na odległość własnych ramion, aby raz jeszcze omieść koleżankę badawczym spojrzeniem.
Skłamałaby mówiąc, że w ogóle się nie martwiła, a przecież teraz naprawdę nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
Zoya Weasley
-
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
To jednak tylko mocniej utwierdzało ją w przekonaniu, jak potworny błąd popełniła, nie orientując się w pore, że kochali się bez zabezpieczenia. O zgrozo, gdyby tylko mogła cofnąć czas i zrobić wszystko jak należy, nie musiałaby teraz tkwić po uszy w tym szambie!
Zoya nie wiedziała, kogo powinna powiadomić, do kogo napisać ani komu się wyżalić. Rodzina odpadala na starcie. Odkąd poznała swoich biologicznych rodziców, zdążyła zauważyć, że byli wobec niej nadopiekuńczy. Z kolei bracia z Huntsville poruszyliby niebo i ziemię, aby odnaleźć anonimowego dawcę, lecz Zoya nie była pewna, czy jakkolwiek skończyłoby się to dla niego dobrze.
Debbie wydawała się najlepszą osobą, dlatego przez większą część wieczoru niecierpliwie wyczekiwała jej powrotu z lotniska. Podświadomie liczyła na to, że brunetka uraczy ją jakąś dobrą radą.
Zoya była w takim szoku i tak zdruzgotana, że wszystkie myśli splątały się w jeden niekończący się kłębek, więc kiedy więc drzwi zaskrzypiały, a w progu pojawiła się drobna postać kobiety, natychmiast zerwała się z kanapy. Otulający ją koc mimowolnie zsunął się na podłogę.
— Debbie! — krzyknęła rozpaczliwie, chcąc dać znać, że była w pobliżu. Zaraz zrobiła kilka nerwowych kroków w głąb mieszkania, a kiedy przyjaciółka dopadła jej ramion w kuchennej części, Zoya miała wrażenie, że lada moment się rozklei. Uderzył w nią znajomy zapach perfum i szamponu Debbie, przez co natychmiast poczuła się odrobinę bezpieczniej. Może nie na tyle, aby zapomnieć o swoim głupim postępowaniu, ale sama obecność brunetki rzeczywiście dodała jej otuchy.
— Najbliższą wizytę mam dopiero za dwa i pół tygodnia — powiedziała załamana, gdy odsunęły się od siebie. — Podobno wszystkie kliniki są obłożone i nic wcześniejszego nie udało mi się znaleźć. — Wzruszyła bezradnie ramionami, niezadowolona z tak odległego terminu. — Zrobiłam dwa testy. To na pewno to.
Zoya przesunęła wzrom z twarzy Debbie na kuchenny blat. Nagle dostrzegła stojące na blacie trunki i mimowolnie uniosła brwi.
— Czy to alkohol? — zapytała, po czym nerwowo podeszła do butelki. Widoczny grymas przemknął przez jej twarz i prędko się pogłębił, gdy zauważyła napis „0,0%”. Nie żeby chciała upić się w ciąży. Ale też nie mogła udawać, że nie marzyła o lampce wina, która pozwoliłaby jej się z n i e c z u l i ć. — Deeeeebbieee! — jęknęła ze słyszalną pretensją.
Debbie McDowell