
Nie miał przy tym większych oporów, dopóki wszystko działało na jego korzyść i przynosiło zysk. Z czasem poznał odpowiednie osoby i został wciągnięty w interesy jednej organizacji, gdzie nie zrobił błyskawicznej kariery. Przez długie lata wykonywał cudze polecenia, rozrzucano go po świecie, by zdobywał informacje i sprawdzał, komu można zaufać a komu niekoniecznie.
Nie wszyscy w organizacji za nim przepadali i niewielu ze szczebla niższego tak naprawdę mu ufało. On sam również nie był szczególnie lojalny wobec konkretnych osób. Trzymał się tych, którzy w danym momencie mogli zapewnić mu bezpieczeństwo i pozycję, ale zawsze pilnował interesu całego kartelu i nie robił niczego, co mogłoby mu realnie zaszkodzić.
Z czasem powierzano mu coraz więcej sekretów, coraz więcej nazwisk, coraz więcej celów. Ostatecznie zaczął odpowiadać za wywiad, bezpieczeństwo oraz ludzi podejrzewanych o współpracę ze służbami. To wiązało się z większą odpowiedzialnością, większymi pieniędzmi - te go interesowały szczególnie - ale i większymi problemami, którymi musiał się zajmować. Jednocześnie oznaczało to, że niechęć poszczególnych członków kartelu wobec niego przestała mieć znaczenie, bo był wysoko. Bo ceniono jego opinię i dbałość o interes organizacji, a to oznaczało, że doszedł do etapu, w którym wystarczyło wskazać nazwisko, jako szkodzące Sinaloa, aby jego posiadacz po prostu zniknął.
