ODPOWIEDZ
44 y/o
For good luck!
191 cm
military man wherever country needs it
Awatar użytkownika
But my head is full of poison, and my heart is full of doubt I got toxins in my bloodstream, you tried hard to suck 'em out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ciche dni w małżeństwie Sage oraz Jess’a były wręcz na porządku dziennym. Henderson po kilku wspólnych miesiącu od powrotu z misji zdążył już przyzwyczaić się do życia z żoną niczym współlokatorzy. Ich głównym wspólnym tematem był syn – na jego temat prowadzili co najwyżej bardziej zawzięte dyskusje. Poza tym, chyba obydwoje nie czuli potrzeby rozmowy, a ta by się naprawdę przydała. Jak Jesse mógł jedno o tym myśleć, skoro głowę zajmował mu ktoś inny? Wiedział, że nie świadczyło to o nim dobrze. Nie dość, że godziło to w jego oficerski honor, to jeszcze zwyczajnie po ludzku czuł się z tym źle, gdy uświadamiał sobie, że nie przesypia nocy z uwagi na kobietę, którą nie była ta, leżąca obok niego w łóżku. Ale nie potrafił nic z tym zrobić, jakoś temu zaradzić. Więc tak też funkcjonowali.

Przed rodziną starali się udawać, że wszystko jest w porządku, że prawdziwie cieszą się sobą po powrocie Hendersona, bo przecież powinni. Taka rozłąka powinna ich szczere uczucia wzmocnić i je uwypuklić, lecz w ich przypadku było kompletnie inaczej. Piękny pokaz tego był w trakcie przyjęcia zaręczynowego bratowej Jesse’a, które ten przesiedział w towarzystwie, którym nie powinien. O dziwo, nie dostał za to żadnej reprymendy od małżonki. Nie, żeby jakiejś oczekiwał, jednak miał wrażenie, że panowała między nimi niepisana umowa: w domu mogą być jak nieznajomi, jednak w towarzystwie pozory powinni sprawiać.

Na tym przyjęciu Jesse ich nie sprawiał. Próbował, ale z marnym skutkiem. Domyślał się, że za to ukarała go ciszą w drodze powrotnej i następnego poranka. Czy bardzo źle zabrzmi stwierdzenie, że niespecjalnie mu to przeszkadzało? Problem pojawił się jednak w momencie, w którym na pytania odnośnie dziecka przestała mu odpowiadać w sposób jasny i klarowny. Ona w ogóle przestała cokolwiek mówić, co przy wspólnym wychowywaniu dziecka nie było raczej wskazane – Jesse pretendentem do ojca roku nie był, jednak takie podstawy wiedział.

Nie wiedział jak do końca poruszyć ten temat. Zbierał się do tego przynajmniej dwa dni. W końcu, gdy w czwartek Sage wieczorem położyła syna spać, uznał, że czas już na rozmowę.

Siedział na skraju łóżka, gdy Sage weszła do ich sypialni. Przeszła obok niego, jakby go tam wcale nie było i stanęła przed szafą w garderobie. — O co ci znowu chodzi? — zapytał. Mógł użyć nieco łagodniejszego i przede wszystkim milszego tonu, jednak ten przyszedł mu tak naturalnie. — Ignorujesz mnie od kilku dni kompletnie — zauważył, wyglądając za nią. — Chyba za starzy już jesteśmy na takie dziecinne zachowanie.

Sage Jeong-Henderson
36 y/o
For good luck!
163 cm
Nauczycielka muzyki w szkole
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mijali się.
Nie powinno się to wydarzyć a jednak po jego powrocie wszystko było nie tak jak być powinno. jasne cieszyła się. Nadal gdzieś tam go darzyła uczuciem. jakby nie było z jakiegoś powodu przecież byli ze sobą prawda?
Próbowała. Od samego początku jego wyjazdów dzielnie znosiła rozłąką i funkcjonowała w swoim małym świecie, ale tak naprawdę jak długo można tak żyć? Jemu nie śpieszyło się mocno z powrotem nawet kiedy na świecie pojawił się mały smyk, który teraz był jedną wielką upierdliwą kulką energii.
Myślała, że jak wróci na stale to wszystko się zmieni. A jednak prawda okazała się nie taka cukierkowa jak jej się wydawało. Niepoprawna dusza romantyczki snuła piękne historie a życie wszystko szybko zweryfikowało i sprowadziło ją brutalnie na ziemię. Mieszkali ze sobą, opiekowali się wspólnie synem i to byłoby na tyle. Próbowała to zmienić, ale chęci muszą być z obu stron bo w innym wypadku to wszystko to jedynie głupia walka z wiatrakami. Ostatecznie rozmawiali kiedy chodziło o młodego i to tyle. Nie mieli wspólnych tematów poza tym, który dotyczył bąka. Każde robiło to co chciało, a Sage coraz częściej wychodziła wieczorami by nie siedzieć w domu i nie gapić się głupio w telewizor gdzie leciały Psi patrol.
Sage miała to do siebie, że nie chciała pokazać matce, że jej małżeństwo się sypnęło tak jak związek matki z ojcem. Chciała pokazać, że jej się udało i to właśnie dlatego przed rodziną nadal udawali, że wszystko jest okej i są szczęśliwi, a to co działo się naprawdę to tylko oni wiedzieli.
Z początku nie miała ochoty iść na to przyjęcie i gdyby nie fakt, że dotyczyło to jej młodszej siostry to pewnie nie poszłaby. Czasami udawanie wszystkiego męczyło ją nieziemsko, ale cieszyła się, że siostra znalazła sobie kogoś z kim chciała spędzić resztę życia. Ona też tak swego czasu myślała, a jednak Jesse zdecydowanie bardziej wolał wojsko od niej. Brutalna rzeczywistość. Mieli jak zwykle spędzić ten czas wspólnie. We dwójkę. Udając szczęśliwe małżeństwo, a jednak większość imprezy Sao przesiedziała w towarzystwie własnej matki czy rodziny niż z własnym mężem. Co już pod koniec zaczynało ją mocno irytować i nie była w najlepszym humorze. Normalnie pewnie by jej to nie przeszkadzało, ale znajomi siostry i rodzina zaczęli zadawać niewygodne pytanie na które Sage nie miała ochoty odpowiadać. Drażniło ją to wszystko do tego stopnia, że w drodze powrotnej i następnego dnia nawet słowem się do niego nie odezwała. Zaczęła go skutecznie ignorować. Nie było to trudne. Przez lata małżeństwa i tak go w domu nie było, więc przyzwyczaiła się do samotności i pustego domu.
Wiedziała, że powinni porozmawiać, ale nie miała na to chęci. Skupiła się na pracy, zajęciach dodatkowych z uczniami, synu i wychodzeniu wieczorami. Dzisiejszego wieczoru jednak nie miała chęci na wyjście. Chciała ogarnąć w domu i po prostu poczytać na kanapie. Jednak jej małżonek miał widocznie inne plany.
Przewróciła teatralnie oczami na jego 'o co ci znowu chodzi?' ale zignorowała go szukając ulubionych dresów. -Oh przepraszam, że moje zachowanie jest dziecinne - wyszła z garderoby trzymając znalezione dresy. -Plus łatwo Cię ignorować i zapominać, że jesteś jak Cię nie było tyle lat - wzruszyła ramionami. Może i to był cios poniżej pasa, ale była zła. Była zła od kilku dni i chyba właśnie to był ten moment gdy Jesse otworzył puszkę Pandory -Poza tym co Ci to przeszkadza? Na przyjęciu to ty skutecznie mnie ignorowałeś i to na tyle, że zaczęła się lawina pytań w moim kierunku - już pomijała pretensje ciotek, które bolały za każdym razem jak je słyszała i które podkopywały jej samoocenę i to cholernie mocno co chyba było najgorsze z tego wszystkiego.

Jesse Henderson
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „#37”