ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

08.11.2025

To nie działo się naprawdę. To był jakiś kurewsko nieśmieszny żart od losu. Co nie?

Wyczołgał się z łóżka, próbując znaleźć jakąś butelkę z wodą, którą po chwili wyżłopał niemal jednym łykiem. Głowa dudniła mu niemiłosiernie, światło napierdalało prosto w oczy, a całe ciało miał obolałe. Pił od ponad dwudziestu czterech godzin, odkąd dowiedział się, że szóstego listopada Jiji, kobieta mu przeznaczona, wyszła za mąż. Cholera jasna. Obudził się, kurwa, za późno. Chwycił telefon i zaczął przeglądać internet, szukając chociaż namiastki informacji o swojej niedoszłej kobiecie. Jakimś cudem udało mu się znaleźć jej numer telefonu na jednej ze stron związanych z tańcem. Nawet się nie zastanawiając, wcisnął numer i, cholera, zaczął dzwonić. Oparł się o kuchenny blat i czekał… czekał… aż w końcu usłyszał jej głos. Kurwa, to naprawdę był jej głos. -Jiji? - zapytał nieco zszokowany, bo był przekonany, że co najwyżej zostawi jej jakąś wkurwioną wiadomość głosową. - Jak dobrze cię słyszeć. - Uśmiechnął się pod nosem. - Rozumiem, że należą ci się gratulacje? - Uniósł brew, wstając i podchodząc do lodówki. Wyciągnął z niej piwo, otworzył je o kant blatu i upił spory łyk, wsłuchując się w jej głos.
Jak on za nią tęsknił.
Tylko że za każdym razem, gdy myślał o niej w ten sposób, przypominał sobie, że już przecież nigdy nie będzie jego. Że nie poczekała na niego. Zapomniała o nim. A sama ta myśl doprowadzała go do kurewskiej furii. - Jak mogłaś, Jiji? - zapytał zirytowany, zaciskając mocniej palce na butelce. - Jak mogłaś rzucić wszystko, co kiedyś zbudowaliśmy, dla jakiegoś, kurwa, fajfusa? - Prychnął pod nosem. Wydawało mu się oczywiste, że kiedyś znajdą drogę powrotną do siebie.. że niezależnie od tego, ile czasu minie i jak bardzo wszystko się spierdoli, ostatecznie znowu na siebie trafią. Najwidoczniej tylko on tak myślał.

Jiji
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

❤️🤩🥵😈❤️👌🫦💋👅🍀🍆


Zestaw emotikon na wyświetlaczu sygnalizujące, że właśnie ktoś do niej dzwonił, przypomniał jej o trzech rzeczach. Pierwsza - wciąż miała jego numer. Druga - od lat nie zmieniła tego jak był zapisany ani nawet nie usunęła z listy szybkiego wybierania. A trzecia i zarazem najważniejsza - myśl o nim wciąż wywoływała w niej przyspieszone bicie serca.
Zerknęła na Conrada, który siedział na kanapie obok z książką w ręku. Jej mąż. - Przepraszam, muszę odebrać. To dawna przyjaciółka. Pewnie dzwoni z gratulacjami- rzuciła z lekkim uśmiechem i szybko wyszła na taras, zanim zadał jej kolejne pytania proponując, że przecież może rozmawiać przy nim w salonie.
Nie. Tej rozmowy nie może odbyć przy swoim mężu.
- Callum?-- odebrała od razu, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, izolując wszelkie dźwięki przed dostaniem się do środka. Cholera, właśnie zdradziła, że wciąż miała jego numer. Nie sądziła, że dowie się o ślubie i to tak szybko. Czuła pewien niepokój, tak jakby go zdradziła. Jednak kiedy wprost jej zarzucił, że to ona wszystko porzuciła, coś się w niej zagotowało. Ścisnęła dłoń w pięść, nie mogąc wyjść z podziwu, jak to sobie ułożył wszystko pod siebie.- Ja pierdolę, chyba coś Ci się porządnie pojebało- syknęła cicho do słuchawki. - Mam Ci przypomnieć, kto pierwszy zaczął planować ślub? Kto wybierał salę weselną? Kto uklęknął przed inną kobietą wręczając jej pierścionek z jebanym diamentem?- kontynuowała czując gulę w gardle na samo wspomnienie jak się dowiedziała o jego zaręczynach. O tym, że to on pierwszy to wszystko pogrzebał. Mieli być razem. Kurwa, mieli w końcu odnaleźć do siebie drogę, a on się poddał. - Spójrz w lustro , to poznasz odpowiedź- rzuciła jeszcze i powinna pewnie w tym momencie się rozłączyć, ale nie potrafiła. Nigdy nie potrafiła się z nim rozstawać.


callum
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej głos przez moment przyniósł mu ukojenie. Dosłownie tylko przez jakąś frakcję sekundy zapomniał, że był na nią tak cholernie zły. Przez chwilę mógł nawet udawać, że nic się nie zmieniło, że nadal odbierała jego telefony jako pierwsza i że gdzieś tam wciąż istniała wersja ich, której nikt nie zdążył jeszcze spierdolić. Jak mogła mu to zrobić? Jak mogła wyjść za tego imbecyla? Tylko dlatego, że miał pieniądze? On też je miał, do cholery! Co on miał takiego, czego Reid nie miał? Kręciło mu się w głowie od tych wszystkich myśli, ale gdy usłyszał jej przekleństwa, parsknął śmiechem. - No proszę, typowa Jiji. Ktoś powie coś, co jej się nie spodoba, i od razu wpada w furię, czyż nie? - prychnął pod nosem, upijając kolejny łyk piwa.

Dalej był wstawiony. Nie było najmniejszych szans, żeby zdążył wytrzeźwieć. Wiedział, że był niemiły, ale cierpiał, okej? I chyba tylko w ten sposób potrafił to z siebie wyrzucić, raniąc ją dokładnie tam, gdzie wiedział, że zaboli najbardziej. - Nic nie wiesz, Jiji. Zniknęłaś, zresztą jak, kurwa, zawsze, więc co miałem zrobić? Znasz mojego ojca! - westchnął, przecierając dłonią twarz. - Teraz sama masz diamenty i pieniądze, czyż nie? Chyba właśnie o to ci chodziło? - Kurwa. Znowu nie chciał tego powiedzieć. Tylko że słowa wypadały z niego szybciej, niż zdążył je zatrzymać, napędzane alkoholem i tą pieprzoną świadomością, że naprawdę ją stracił. - Słuchaj, przepraszam. Jestem w szoku, dobra? - zacisnął dłoń na butelce. - Myślałem, że się odezwiesz. Nie wiem... ale nie sądziłem, że znajdziesz szczęście u boku jakiegoś debila. - no sorry do męża, ale nikt nie zasługiwał na Jinx. Nikt... oprócz niego.

Jiji
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Od razu poznała, że był pijany, ale i tak to czułe Jiji wypowiedziane przez niego, jednocześnie rozgrzewało jej wnętrze i łamało serce. Tylko on i Leo tak do niej mówili, ale tylko w ustach Reida brzmiało to tak naturalnie. Tak jakby była JEGO JIJI. Bo była jego. Od momentu kiedy spojrzał na nią w tym barze na lotnisku w Kanadzie , pytając się o jej wymarzony kierunek.
A teraz ten sam Callum rzucał w nią oskarżeniami, raniąc raz za razem. Zacisnęła mocniej dłoń na słuchawce, zerkając przez ramię na drzwi tarasowe, czy może się nie otwierają. - Oh typowy Callum. Zawsze szuka winy w innych, byleby nie w sobie- serio? Czepiać się teraz o przekleństwa?
I jak widać trafiła idealnie, słuchając jego kolejnych słów. Gotowało się w niej, kiedy nie potrafił po prostu być tym mężczyzną, którego dostrzegła tamtego deszczowego dnia. Który potrafił zdobywać. Zdobył ją, a następnie pozwolił jej odejść i teraz oskarżał o wszystko ją samą i własnego ojca. - I proszę bardzo. Nie musiałam długo czekać. Ojciec Ci kazał brać z nią ślub?- prychnęła z pogardą , czując do siebie żal, że pociągnęła temat ojca. Nie chciała tego. Nie chciała sprawiać mu bólu, ale on też nie pozostawał jej winny. - A ja co miałam robić? Czekać wiecznie? Na co?- aż weźmie ślub? Aż urodzi mu się dziecko? Kiedy miała przestać czekać za nich oboje, skoro on się najwyraźniej poddał wcześniej od niej?
Gdyby teraz stał przed nią, pewnie poczułby na policzku pieczenie po spotkaniu z jej dłonią.- To było poniżej pasa- syknęła nieco głośniej idąc w głąb ogrodu. Naprawdę? Wiedząc o jej sytuacji materialnej, powiedzieć coś takiego? Tak ją zawsze postrzegał? Przygryzła policzek słysząc jego przeprosiny, ale nie skomentowała ich. Dopiero kiedy zaczął się tłumaczyć, westchnęła głośno i odwróciła się w stronę drzwi wejściowych do wnętrza jej domu. A dokładnie domu jej męża. - Czemu nie zadzwoniłeś wcześniej? Czemu nie wybrałeś mojego numeru chociażby pięć dni temu?- tak niewiele brakowało, aby budynek przed którym stała właśnie, nigdy nie był jej. Gdyby tylko zadzwonił do niej kilka dni temu.


callum
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Ja nie szukam w sobie winy? Ja?! - uniósł głos i cisnął gdzieś na bok butelkę, która roztrzaskała się o podłogę. Przez chwilę wpatrywał się w rozsypane szkło,- Kurwa, Jiji, odpokutowuję za każdym razem, gdy się rozstajemy.- Westchnął ciężko, przecierając dłonią twarz. - Ile jeszcze mam to znosić? Wystawiasz mnie na próbę za każdym cholernym razem... I za każdym razem wracam, bo jestem na tyle pierdolnięty, że nadal wierzę, że tym razem się uda. - Otworzył lodówkę i wyciągnął kolejne piwo, bo tamto się przecież zmarnowało, no nie? XD Otworzył je o kant stołu, rzucił kapsel gdzieś na bok, a po chwili upił spory łyk. - Co ja takiego zrobiłem? - zapytał sfrustrowany. - Co ja takiego, kurwa, zrobiłem, że darzę miłością kobietę, która z jakiegoś pierdolonego powodu nie może ze mną być?! - Zaśmiał się gorzko sam do siebie, choć nie było w tym nawet grama rozbawienia. - To jest jakiś jebany żart od wszechświata. Na cholerę wpychać cię w moje ramiona, żeby za chwilę znowu mi ciebie odebrać?!

Upił kolejny łyk. - A czemu nie zadzwoniłem? - zatrzymał się na moment. Cholera. Nie wiedział. Nie był pewien. Może bał się, że go odrzuci? Już tyle razy próbowali być razem, ale za każdym razem jakieś niespodziewane zrządzenie losu albo zwykłe nieporozumienie odpychało ich od siebie. Za każdym jebanym razem. - Może dlatego, że wiedziałem, że nie ma szans, żebyś zerwała ten związek - parsknął pod nosem, choć sam nie był pewien, czy naprawdę w to wierzył, czy jedynie próbował się przed sobą usprawiedliwić. - A co, gdybym wtedy zadzwonił? Uciekłabyś sprzed ołtarza?

uciekająca panna młoda?
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- A ja niby nie cierpię?! - pierwszy raz uniosła głos zapominając, gdzie się w ogóle znajduje. Mocno zamknęła oczy słysząc w tle dźwięk tłuczonego szkła. Słyszała, że był pijany i wzburzony. Znała już ten głos. Bolało ją to i czuła do siebie żal, bo wiedziała, że ona była źródłem jego obecnego stanu. Tylko, że to nie była tylko jej wina. On również zawinił. On i ten jebany wszechświat. - Kiedy ja odrzucałam zaręczyny innego mężczyzny, Ty klękałeś przed inną kobietą!-ponownie podniosła głos wściekła, że wciąż zrzuca na nią winę. Dobrze pamiętała, co czuła, czy gdy Leo klęczał przed nią z małym pudełeczkiem, które nie zdążył nawet otworzyć. A co wtedy robił Reid? Pewnie się bzykał ze swoją jebaną narzeczoną. - Zapominasz, że ja też cierpię. Że ilekroć Cię ponownie spotykam na swojej drodze, Ty zabawiasz się z inną. Za każdym jebanym razem bez mruknięcia okiem znajdujesz sobie po mnie pocieszenie, więc chyba Twoje odpokutowywanie jest całkiem przyjemne, co nie?- rzuciła wyraźnie poirytowana czując jak zazdrość się w niej gotuje. To co, że kilka metrów dalej siedział jej świeżo poślubiony mąż, skoro to o Calluma była zazdrosna i o każdą kobietę, którą kiedykolwiek dotknął, zamiast jej. - Nie zadzwoniłeś, bo sam już jesteś pewnie żonaty- prychnęła z pogardą i zaczęła krążyć po ogrodzie, żeby rozchodzić buzujące w niej emocje.
I wtedy zadał pytanie, które sprawiło, że znowu się zatrzymała. - Nie wiem, Callum- kłamstwo. Dobrze wiedziała, co by zrobiła i to bez chwili zastanowienia. - Nie wiem czy bym w ogóle wtedy poszła do ołtarza- wystarczył telefon. Jedno spotkanie. Jedno spojrzenie. Jeden pocałunek. Jedna obietnica i byłaby jego na zawsze, a nie Conrada.


callum reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przysunął palce do skroni i westchnął ciężko, starając się jakoś opanować złość, która się w nim zbierała. Ona niby cierpiała? Nie wyglądało, jakby cierpiała na zdjęciach, które poszły do sieci. Parsknął pod nosem, kręcąc głową, - Nie, nie będziesz mi teraz tego robiła, Jiji… - zaśmiał się, ale był serio ostro wkurzony, miał ochotę coś rozwalić. - Dobrze to ujęłaś, odrzucałaś! KIEDY TY ODRZUCAŁAŚ, bo oczywiście musiałaś się wpieprzyć w kolejny poważny związek -dodał, akcentując każde pieprzone słowo - z kolei ja… zawsze, jak byłem gotowy, jak chciałem znowu spróbować, to miałaś nowego kochasia. Jak nie ten rajdowiec, to teraz ten koleś, który… nie wiem … nie pasuje on do ciebie, G. - prychnął pod nosem. Poza tym… według Calluma żaden mężczyzna do niej nie pasował, a to przekonanie nigdy się nie zmieni.

Zresztą czemu ona miała mu za złe zabawianie się z innymi kobietami? Musiał wyładować swoją frustrację i złość, która w nim panowała przez to, że zawsze, ale to zawsze wybierała kogoś i to nie chodziło o zwykłe chodzenie. Tak to się rozwijało, że najwidoczniej każdy z facetów, który z nią był, czuł jakiś pierdolony obowiązek sprawienia, żeby była ich na zawsze. Ehh, co on się dziwił? Była cudowna. Nigdy tylko nie zrobił nic w tym kierunku. Zapatrzony w pracę, we własny nałóg, w miłość do fantazji o byciu z nią, a w rzeczywistości spartaczył sprawę za każdym pieprzonym razem. Oparł się o blat - Nie jestem żonaty - mruknął. - Ale za to jestem cholernie nieszczęśliwy.- Westchnął, spoglądając na butelkę z piwem, zanim poczuł, jakby uderzył w niego tir, gdy powiedziała mu, że może jednak nie podeszłaby do ołtarza. Cholera jasna. Miał ochotę na nią nakrzyczeć, powiedzieć, co za błąd zrobiła, ale nie mógł. Jej głos go koił i tylko dodał, - bądź ze mną szczera. Jesteś z nim szczęśliwa?

Jiji
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Złość ją zalewała. Czuła jak głowa pulsuje przypominając w najgorszym momencie o wypadku, po którym leżała w śpiączce. Po wypadku, który miała wracając całą we łzach po spotkaniu z nim, na którym się dowiedziała, że postanowił spędzić resztę życia z inną kobietą. I to wtedy, kiedy ona odrzucała zaręczyny innego. I on ma czelność mówić, że to jej wina?! - I mówi mi to osoba, która klęknęła z pierścionkiem przed inną kobietą, gdy przede mną nigdy tego nie zrobiła- chciała syknąć z wściekłości, a zamiast tego jej głos zadrżał. Na samo wspomnienie, kiedy dowiedziała się o jego ślubie, jej serce zaczynało krwawić. - Conrad. Conrada poznałam po tym, gdy już wiedziałam, że planujesz ślub z inną, więc skończ z tym zrzucaniem winy na mnie- zdążyła jeszcze dokończyć zanim musiała zamilknąć na dłużej, aby się nie rozpłakać.
Ze złości.
Z tęsknoty.
Z żalu.
Z miłości.
Usłyszała za plecami dźwięk otwieranych drzwi tarasowych, w których zobaczyła swojego świeżo poślubionego męża. I wtedy Callum powiedział, że nie ożenił się. Że nie jest szczęśliwy. Dlaczego? Tęskni za nią? Czy za narzeczoną? Dlaczego do cholery zadzwonił do niej akurat teraz? Czemu nie mógł zadzwonić przez ostatnie miesiące?
Nie mogła mu pozwolić na ponowne rozwalenie jej życia. Ledwie uszła z życiem ostatnim razem i to zarówno pod względem fizycznym jak i mentalnym. Dlatego wiedząc, że to jest kłamstwo, musiała je wypowiedzieć na głos.- Tak, jestem- szepnęła wpatrując się w Conrada ze łzami w oczach, gdy on z kolei nie odrywał od niej przenikliwego spojrzenia. - I Tobie radzę wziąć się w garść i też zacząć być. Zacznij od ożenienia się ze swoją ukochaną narzeczoną bądź znalezienia sobie nowej-rzuciła stojąc w miejscu i nie potrafiąc się rozłączyć, chociaż z uwagi na męża powinna. Powinna tak wiele zrobić, a nie potrafiła.


Love of my life
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”