Nie ma co ukrywać, Ashton nie był osobą, która lubiła aktywności na świeżym powietrzu. Co innego było spędzić trochę czasu w parku na spacerze, okazjonalnie przejechać się rowerem po mieście, a spędzić czas w lesie — i to jeszcze nocą. Bardziej niż węży, pająków lub innych owadów, obawiał się niedźwiedzia, którego spotka na swojej drodze, jeśli w nocy wyjdzie za potrzebą. Kto wie, co może zaskoczyć go w kanadyjskich lasach, w końcu słyszało się o różnych przypadkach. Sam nie znał życia w dziczy, bo jego wakacje były prędzej all inclusive niż w wersji survivalowej. Nie zamykał się jednak na nowe doświadczenia, w końcu ostatnio narzekał siostrze, że nie ma planów na wakacje. Co prawda jego tydzień urlopu odszedł w zapomnienie, bo było to dawno i nieprawda, jednak weekendowy wypad mógł odkupić ten czas siedzenia w na tyłku w Toronto. Zrobił niewielki research, dokupił niezbędne rzeczy, choć jak zobaczył swojego przyjaciela z trzema torbami to doszedł do wniosku, że mógłby nie wziąć nic, a i tak by przeżył. Lepiej jednak w tę, a nie w drugą stronę, bo podczas pierwszej takiej przygody, powinni być przygotowani na wszystko — włącznie z tym, że w środku nocy zacznie do nich gadać wąż i trzeba będzie zagrać mu na flecie, aby go zakląć. Ashton miał nadzieję, że i ten instrument Laurentin spakował do jednej ze swoich trzech toreb.
Rozkładanie namiotów nie było tak łatwe, jak wyglądało to na filmach. Z pewnością gdyby nie Claire, to dzisiaj spaliby pod gołym niebem albo dach ich materiałowego domu spadłby im nam twarz w środku nocy. Gdyby trzeba było wskazać bohatera tego wyjazdu, to wybór jak na razie byłby jeden i niepodważalny. Dobrze, że nie trwało to w nieskończoność, bo wreszcie mogli usiąść przy rozpalonym ognisku i na spokojnie pogadać.
— Na pewno na filmach wygląda to łatwiej — przytaknął Nemo. Niestety, Price miała do czynienia z rozpieszczonymi bachorami, którzy na obozowaniu nie znali się najlepiej. Ale nie można być dobrym we wszystkim, prawda? Nie chciał być niemiły, ale w momencie kiedy Schuster powiedział o krzyku na widok robali, miał ochotę go wkręcić, że jeden właśnie po nim łaził. Nie chciał jednak tego robić; przynajmniej na razie. Później może wykorzysta to, aby nieco wzbudzić adrenaliny u swojego kumpla.
— No, mnie już zaczyna wszystko swędzieć. Świeże powietrze daje we znaki — zażartował. Co prawda Claire miała rację, takie aktywności nie były u nich jakoś często spotykane. Wiadomo, że czasami trzeba było się odchamić, a siedząc cały czas w czterech ścianach, dobrze było wyjść wśród ludzi, aby nie zniknęły im podstawowe umiejętności socjalne, jak i zwyczajne obcowanie ze społeczeństwem.
— Pierwszy raz widzę na oczy. Chyba jakiś pseudo streamer z ciebie, co? — rzucił, sam oceniając go spojrzeniem od stóp do głów. Machnął zaraz ręką, bo nie chciał, aby dziewczyna źle to odebrała.
— Kumplujemy się i zdarza nam się wspólnie grać na streamach — powiedział, nie wchodząc w szczegóły, że w zasadzie to fizycznie dzieli ich na co dzień kilka pięter. Może już nawet to wiedziała?
— Fiona została z moją siostrą. Jedyna, której ufam, że nie zaniedba i nie zagłodzi psa, mimo że ma wiele na głowie — stwierdził zgodnie z prawdą. Drugą opcją byłaby mama, ale nie chciał dokładać jej obowiązków, skoro użerała się z jego ojcem i rozwodem. W ogóle nie chciał za bardzo myśleć o swoich rodzicach, jeszcze trawiąc wszystko w sobie — czyli tak jak miał w zwyczaju. Ashton średnio umiał rozmawiać o swoich emocjach, dobrze je ukrywał, ale pytanie kiedy szala się przeważy.
— Rzuciłbyś mnie niedźwiedziowi na pożarcie? — zapytał, udając wielkie zaskoczenie i aż z przejęcia chwycił się za klatkę piersiową.
— Nie spodziewałem się tego po tobie, przyjacielu — zacmokał z dezaprobatą, zaraz klepiąc go po ramieniu.
— Ale nie martw się, jeśli na jakiegoś rzeczywiście wpadnę w nocy, to drugi namiot nie będzie potrzebny. — Nie chciał im w niczym przeszkadzać, ale… no sytuacja jest jaka jest. Ashton może nie obawiał się owadów czy gadów, ale wielkich ssaków już trochę; tym bardziej, że jego obrońca z namiotu nie umie ich odróżniać. W tym przypadku, to on musiałby się napierdalać z niedźwiedziem, z tyłu może słysząc kibicowanie Schustera.
— Zgadzam się z Nemo — przytaknął. I na to, że nie mieli życia i na to, że można spróbować.
— Tak, pijesz jeśli coś zrobiłeś — odpowiedział Laurentinowi i pomyślał, o jakimś zagadnieniu, które mógłby poruszyć.
— Nigdy przenigdy nie zepsułem czegoś i udawałem, że to nie ja — zaczął od czegoś prostego i przyjemnego, co może spowodować, że większość towarzystwa się napije.
— Piwo pijemy czy coś innego? — zapytał, unosząc lekko butelkę ku górze. Sam musiał się napić; ale o to w tym chodziło, prawda?
Claire Price Nemo Schuster Laurentin Fontaine