30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie przede wszystkim nie spodziewała się tego, że jej wizyta w jego mieszkaniu potrwa tak d ł u g o.
Miało to być przecież coś tymczasowego. Chwila na to, aby stanęła na nogi i znalazła miejsce, które sama mogłaby wynająć. To przecież nie tak, że desperacko potrzebowała współlokatora, bo zanim jej sytuacja mieszkaniowa skomplikowała się za sprawą wymówionego przed niemal rokiem najmu, McDowell radziła sobie samotnie całkiem nieźle. I zważywszy na to, jaki styl życia prowadziła, byłoby to dla niej prawdopodobnie najlepsze rozwiązanie.
A jednak obecność Tracy’ego w pełni jej odpowiadała. Świetnie bawiła się, kiedy razem z nim okupowała kanapę w jego mieszkaniu i wspólnie oglądali kolejny głupi serial, w którego fabułę angażowali się aż za bardzo. Pasowało jej również to, jak poranki spędzali przy wspólnym śniadaniu oraz to, że blondyn w ogóle nie uskarżał się, kiedy któraś z jego koszulek znikała, bo akurat pasowała jej do stylizacji.
Debbie czuła się w tym miejscu nad wyraz s w o b o d n i e, a jednak nie spodziewała się tego, że kiedy ona za bardzo się tu zadomowi, Tracy trochę za bardzo rozgości się w jej umyśle.
Ale tak właśnie się stało, a ona sama nie wiedziała jeszcze, co powinna z tym faktem zrobić.
Teraz jednak zależało jej głównie na tym, aby trochę odgryźć się na nim za to, jak bezczelnie sobie z niej zażartował. Zmrużyła powieki i jeszcze przez chwilę lustrowała go spojrzeniem, które spochmurniało nieco, kiedy zorientowała się, co tak właściwie robił. Był bezczelny, ale przy tym niesamowicie rozczulający. — Jak dalej będziesz taki złośliwy to możesz zapomnieć o tym, że w kolejnych dostawach będzie jakakolwiek koronka — zagroziła, a dla powagi swoich słów wycelowała w niego tym nożem, którym jeszcze przed chwilą rozcinała taśmę. Zaraz jednak odłożyła go na miejsce, choć wnosząc po tym, jak radził sobie z tą paczką, nie byłaby w stanie wyrządzić nim jakiejkolwiek szkody.
Ale o tym zapomniała już całkowicie, kiedy przeszła do kolejnej kwestii. Zupełnie nie przejęła się zarzutem, że trochę za bardzo ją przy tym rozwlekła. — Pamiętasz Archera? Chociaż w sumie nie wiem, czy kiedykolwiek wspominałam o nim z imienia — zawiesiła się na moment, próbując to sobie przypomnieć. — W każdym razie byłam z nim, zanim nie postanowiłeś zaprosić mnie do swojego pokoju z zepsutą klimatyzacją i brakiem koszulki — końcówkę wyjaśniła trochę tak, jakby przedstawiała mu jakiś zarzut.
Częściowo uważała, że to jego wina, że nigdy nie umiała mu się oprzeć.
Jak się do niego wprowadzałam to zarzekałam się przed babcią, że to naprawdę na poważnie i teraz na pewno mi się uda — wyjaśniła, marszcząc przy tym nos. Nie była szczególnie zadowolona z efektów. — A ona dzwoniła wczoraj i zaprosiła mnie na urodziny w weekend, a ja naprawdę nie chcę znowu się tłumaczyć, więc… Potrzebuję chłopaka, a skoro to przez ciebie się wszystko rozleciało to w sumie jesteś mi to winny — dla pewności obróciła to tak, aby czuł się zobowiązany, choć miała cichą nadzieję na to, że i bez tego by jej nie odmówił.
Były to przecież tylko trzy dni, a oni i bez tego zachowywali się niemal jak p a r a.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oboje inaczej to sobie wyobrażali, ale jednocześnie najwyraźniej oboje nie potrafili być niezadowoleni z tego, że ostatecznie wyszło inaczej. Tracy’emu naprawdę podobało się to, jak teraz wyglądała jego codzienność. Jednak dzielenie z kimś domu i swojej codzienności znacznie poprawiało jej jakość i sprawiało, że chętniej się do tego domu wracało, bo nie był już pustymi czterema ścianami, tylko pełnym życia miejscem.
Szczególnie przy kimś takim jak Debbie można było powiedzieć, że w jego domu nie było już spokojnie. Ale jej energia to nie było zbyt wiele dla Raynotta, któremu w pełni odpowiadało to, jaka jest, mimo że sam był nieco spokojniejszą osobą. Udało mu się jednak dobrze z nią dograć, przez co teraz naprawdę dobrze mu się z nią żyło i wizja, że miałoby jej zabraknąć, nie do końca mu leżała. Dlatego nie sugerował jej, że czas w końcu znaleźć coś swojego…
– Taaa… W to akurat nie uwierzę – przewrócił oczami, a po chwili zaserwował jej jeden z tych swoich uwodzicielskich uśmiechów, którymi raczył ją bardzo często. Były pewne kłamstwa, w które Tracy na pewno nie miał jej uwierzyć i jednym z nich było to, które usłyszał przed chwilą. To by było tyle z jej wiarygodności i próby nastraszenia go. Nóż co prawda był dobrym dodatkiem, Raynott nawet popatrzył na niego chwile w niepokoju, ale tylko dlatego, że obawiał się, iż Debbie przez przypadek coś nim wywinie, co w jej przypadku nie było takie nieprawdopodobne.
Kiedy wspomniała o jakimś Archerze, Tracy ściągnął ku sobie brwi, kompletnie nie przypominając sobie osoby o tym imieniu, dlatego szersze wyjaśnienia przydały mu się. Kiedy już nakreśliła mu wszystko, blondyn energicznie pokiwał głową, pokazując w ten sposób, że doskonale pamiętał, o której sytuacji wspominała. Nawet uśmiechnął się zadowolony, wspominając tamtą noc. – Coś tam kojarzę – stwierdził w końcu, jakby przed chwilą wcale nie miał przed sobą wyraźnych obrazów.
– Babcię chcesz okłamywać? – chciał sprzedać to tak, jakby rzeczywiście ją oceniał, ale był zbyt rozbawiony sytuacją, w której się znalazła, żeby nie uśmiechnąć się. – Ale jeśli to będą takie urodziny z tortem to myślę, że mogę na weekend zostać twoim facetem – powiedział po chwili zastanowienia, choć wcale nie zgadzał się ze względu na łakocie. Debbie go potrzebowała, więc to oczywiste, że mogła na niego liczyć, nawet jeśli ta akcja była przekroczeniem pewnych granic. Te i tak ostatnio stały się dość elastyczne… – Tylko zapomnij, że będę przedstawiał się jako Archer. Co to w ogóle za imię? – aż skrzywił się teatralnie, ale czepiał się tylko dla zasady, bo czemu nie popsioczyć na jej byłego, jeśli nadarzyła się taka okazja?

Debbie McDowell
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie uwielbiała towarzystwo. Lubiła spotykać się ze znajomymi i otaczać się ludźmi, którzy także tryskali energią. Zwykle uchodziła za duszę towarzystwa, dlatego w pustym mieszkaniu czuła się nieco dziwnie. Po prostu nie należała do grona tych osób, które przede wszystkim łaknęły spokoju.
Nie znaczy to jednak, że zrzuciła mu się na głowę, ponieważ nie chciała dłużej mieszkać sama. Nie naruszyłaby istniejących w ich znajomości granic z tak błahego powodu. Znalazła się pod jego drzwiami, ponieważ w tamtym momencie naprawdę potrzebowała pomocy.
O tym jednak, że została, przesądził fakt, że zwyczajnie jej się tu p o d o b a ł o.
Polubiła to, jak jej codzienność wyglądała w towarzystwie Tracy’ego, a choć przez pewien czas myślała, iż była to najwyższa pora, aby dać mu trochę przestrzeni, kilka posunięć z jego strony sprawiło, iż Debbie ponownie w to zwątpiła. Zwłaszcza w ostatnim czasie odnosiła wrażenie, że Raynott wcale nie chciał, aby się wyprowadziła, a skoro i jej było u niego dobrze, dlaczego miała im obojgu odmawiać czegoś, co najwyraźniej się sprawdzało?
Teraz jednak zmrużyła oczy i posłała mu jedno z tych złowrogich spojrzeń, które i tak nie miały przełożenia na rzeczywistość, ponieważ prawda była taka, że Debbie nie umiała mu odmawiać. Mało tego, uwielbiała być przez niego pożądana, a jeśli odpowiednim strojem miała to poczucie wzmocnić, z zadowoleniem sięgała po takie rozwiązania.
Zatem tak, choć nie przyznałaby tego teraz na głos, w tym momencie to właśnie on miał rację.
Zganiła go spojrzeniem, kiedy dostrzegła to zadowolenie wymalowane na jego twarzy. Jak mógł cieszyć się z tego, że wspólnie doprowadzili do z d r a d y? Gdyby jednak teraz ją o to zapytał, najpewniej powiedziałaby, że sama również tego nie żałowała.
To nie tak, że c h c ę — zaprzeczyła od razu, bo przecież to nie tak, że celowo uknuła taki plan - raczej zmuszały ją do tego okoliczności. — Uważasz, że powinnam do niej pojechać i w urodziny oznajmić, że znowu nie doczeka się ślubu? — zapytała z przekąsem, po czym odeszła od kuchennej szafki. Była zadowolona z tego, że wyraził zgodę, dlatego na jej ustach prędko wymalował się uśmiech.
Wypuściła jednak głośniej powietrze, kiedy zaczął nabijać się z jej byłego. Gdyby to on okazał się świnią, nie miałaby nic przeciwko, ale przecież w tej historii to Debbie okazała się tą złą. I to właśnie za jego sprawą! — A co za różnica, jak ma na imię, jeśli jest dobry w łóżku? — wzruszyła lekko ramionami, zatrzymując się tuż przed Raynottem. Postanowiła poprawić kołnierzyk jego koszuli i lekko wyprostować materiał na jego piersi, najwyraźniej już ćwicząc przed tym, co chciała pokazać rodzinie w weekend.
Na pewno będzie tort i cała masa pysznego jedzenia, a my będziemy musieli spać w osobnych pokojach. Babcia wyznaje politykę zero seksu przed ślubem, chociaż sama wyszła za dziadka we wrześniu, a mój tata urodził się trzy miesiące później — wyjaśniła, strojąc przy tym dość wymowną minę. To była akurat ta część jej rodziny, która próbowała uchodzić za i d e a l n ą, chociaż do tego było im akurat piekielnie daleko.

Tracy Raynott
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”