31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział, czemu zadzwonił. Czy zrobił to z desperacji? Z potrzeby usłyszenia jej głosu? Ach, kogo on próbował oszukać? Oczywiście, że wiedział. Kochał ją. Cały czas czuł do niej te niewytłumaczalne uczucia, których nie potrafił zwalczyć. Przez wiele lat miał inne kobiety, ale myślami zawsze wracał do tej jednej. Tylko przy niej bicie jego serca potrafiło się uspokoić, a jednocześnie przyspieszyć tak bardzo, że miał wrażenie, iż zaraz zemdleje. To ona była mu pisana. Nikt inny. - Musiałem - wyrzucił z siebie, zanim dodał ciszej, - Musiałem cię usłyszeć. - Potrzebował tego.

Jakim cholernym cudem dostali tyle szans i każdą z nich spieprzyli? Nie chciał się teraz nad tym zastanawiać. Wiedział tylko, że musiał się z nią zobaczyć. - Możesz - odpowiedział od razu na jej pytanie, niezadowolony z kolejnych słów, które od niej usłyszał. Nie uwierzył w nie nawet przez sekundę. Słyszał ją. Słyszał, że podobno była szczęśliwa, ale sam fakt, że wspomniała o jego cieniu, mówił mu coś zupełnie innego. Myślała o nim w taki sam sposób, w jaki on myślał o niej. Musiała. - Jiji, nie - pokręcił głową, coraz bardziej zirytowany. - Musisz mnie pos... - Kurwa. Rozłączyła się.

Nie. Nie, nie, nie. To nie mogło się, kurwa, dziać. Myśli zaczęły pędzić mu przez głowę jedna za drugą. Nie pozwoli jej tak tego zakończyć. Wypił piwo do końca, chwycił kurtkę i wybiegł z mieszkania, nawet nie zamykając za sobą drzwi na klucz. Wydzwaniał do niej raz za razem, ale nie odbierała. Po jakichś czterdziestu minutach znalazł się w parku. Usiadł na ławce, na której jeszcze kilka lat wcześniej powiedział Jiji, że nie wyobraża sobie życia bez niej i obiecał, że jego serce już zawsze będzie należało do niej. Był w chuj zły i zraniony. Dlatego zrobił coś, czego później będzie mu kurewsko wstyd, ale wiedział, że była to jego ostatnia próba, żeby przekonać ją, aby przyjechała. Wysłał jej wiadomość.
❤️🤩🥵😈❤️👌🫦💋👅🍀🍆
spotkaj się ze mną
prosze cie
jiji
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Wiadomość...
I czekał.
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Musiałem
Miała dosyć jego wiecznego musiałem. Musiał zadzwonić. Musiał usłyszeć. Musiał oświadczyć się innej. Musiał pracować. Musiał wyjechać. A kiedy zacznie żyć tak jak chce? Nie pod czyjeś dyktando? Nie dla kariery i poklasku. Pragnęła, żeby chciał ją usłyszeć. Żeby chciał z nią być. Żeby był gotów zrobić wszystko, ale nie było im dane być razem. Wiedziała, że sama nie była bez winy. Przez te prawie dziesięć lat oboje zawinili wiele razy, ale kiedy dowiedziała się o jego zaręczynach - odpuściła. Zraniona, a raczej zrozpaczona, odwróciła się i odeszła, pozwalając mu być szczęśliwym. Nie zadzwoniła po wypadku, gdy dowiedziała się o tym, że jest sparaliżowana. Nie zadzwoniła po kolejnej operacji, gdy czekała ją rehabilitacja pełna potu i łez. Nie zadzwoniła do niego, gdy płakała w poduszkę nad zmiażdżonym marzeniem o tańcu. Odsunęła się , by pozwolić mu być szczęśliwym. Tak jak sam tego chciał - z inną.
Więc dlaczego on jej teraz na to nie pozwalał!? Dlaczego niszczył jej spokój nie pozwalając się cieszyć małżeństwem i zrzucał na nią winę o wszystko?! Była wściekła na niego i nie mogła dłużej z nim rozmawiać. Nie mogła się z nim spotkać, bo złożyła przysięgę innemu i zamierzała ją dotrzymać.[/akapit]
Dlatego nie pozwalając mu dojść do głosu, po prostu się rozłączyła i schowała telefon do tylnych kieszeni spodni, podchodząc do Conrada. - Wszystko w porządku? Z kim rozmawiałaś?- spytał siląc się na spokój w głosie, ale wcale tak nie było. Jeszcze dobrze się krył i zamierzał dopiero przestać w noc sylwestrowa, gdy pierwszy raz uderzy Jiji. Jednak teraz mogła się jeszcze skryć w jego ramionach w poszukiwaniu ukojenia. Na próżno jednak było tego szukać. Nie po rozmowie z Callumem i przywołaniu tych wszystkich wspomnień. - Tak, po prostu to była dawna przyjaciółka, z którą zakończyłyśmy przyjaźń w emocjach i musiałyśmy sobie wyjaśnić co nieco, ale już będzie dobrze- nawet nie sądziła, że tak świetnie potrafi kłamać.
Czuła się przytłoczona całą rozmową, więc postanowiła udać się pod prysznic. Mąż dołączył do niej, próbując ją rozgrzać i zachęcić do zabawy, ale ona miała przed oczami tylko Reida. Ilekroć zamykała oczy, a Conrad ją dotykał, to Calluma sobie wyobrażała. Jego usta i język błądzący po jej ciele. Wypalił na niej swój ślad. Przesiąkła nim. Nieważne ile lat minęło, wciąż czuła go na sobie.
Jej mąż był wyraźnie niepocieszony jak wyglądał ich miesiąc miodowy. Jinx również była niepocieszona, bo wolałaby jednak wyjechać gdzieś, aniżeli spędzać ten czas w Toronto, bo oczywiście musiał być potrzebny w szpitalu. Nie chciała jednak kłótni, a wiedziała jak zgryźliwy potrafił być jej mąż, gdy nie dostawał tego, czego chciał, więc kiedy wyraźnie stwierdził, że oczekuje pewnej rekompensaty i potrzebuje się odstresować, klęknęła przy nim zaspokajając go oralnie. I tak, wtedy również wciąż miała te same obrazy w głowie.

Po wyjściu z łazienki sięgnęła po telefon akurat w momencie, gdy nadeszła wiadomość. Serce o mału nie wyskoczyło jej z piersi, gdy w pośpiechu na nią odpowiadała.
Jiji ❤️
Nie waż się kurwa tam skakać
Jak to zrobisz, to własnoręcznie Cię uduszę
Jestem w drodze. Czekaj i nie ruszaj się
Wiadomość...
Ubrała się z powrotem, zanim Conrad powrócił do sypialni. Powiedziała, że potrzebuje skoczyć do sklepu, bo ma ochotę na kilka niezdrowych przekąsek. Nie była w stanie mu spojrzeć w oczy, bo bała się, że odkryje to paskudne kłamstwo. Wybiegła z domu, zanim zadał jej kolejne pytania.
Wchodząc do parku, doskonale wiedziała, w którą stronę się kierować. Pamiętała tamten dzień i miejsce, gdy składał jej obietnicę, którą złamał oświadczając się innej kobiecie. Szła żwawym krokiem z duszą na ramieniu i w obawie, że nie zdążyła. Widząc jednak go z daleka, przyspieszyła kroku, aż znalazła się w odpowiedniej odległości i wskazała na niego palcem.- Ty idioto- zaczęła wzburzona. - Pojebało Cię do reszty?!- wymachiwała rękoma w powietrzu trzymając się na dwa metry od niego, bo było ryzyko, że rzuciłaby się na niego. Tym razem, aby spoliczkować go za takie myśli w głowie. - Skakanie do jeziora w taką pogodę?!- pokręciła głową. - Idiota!- krzyknęła jeszcze nie tylko wkurzona, ale przede wszystkim, że mogłaby go stracić. Na zawsze. Wołała go jako cień, aniżeli utrącenie go na całą wieczność.
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, zdawał sobie sprawę, że przegiął. Nie powinien był pisać jej takiej wiadomości, ale był zdesperowany, dobra? Miał świadomość, że jeżeli chociaż w namiastce jej zależało, to nie było szans, żeby nie przyjechała go zobaczyć. Więc siedział w tej cholernie zimnej pogodzie, próbując się jakoś uspokoić. Jedyny plus tego, że tak chlał dzisiaj i wczoraj, był taki, że było mu w miarę ciepło. Yippeyayey czy whatever. No więc siedział i zastanawiał się, co zrobi, jeżeli ją ujrzy, a gdy po chwili usłyszał jej głos, zerknął na nią i uśmiechnął się szeroko sam do siebie. Już zignorował fakt, że nazwała go idiotą, no bo wiedział, że nim był, ale dobrze było ją zobaczyć po tak długim czasie rozłąki. Tak cholernie dobrze, że przez sekundę prawie zapomniał, jak bardzo powinien być na nią zły... jak bardzo powinien udawać, że to spotkanie nic dla niego nie znaczyło.

Wstał z ławki i ruszył w jej kierunku, - Pojebało - parsknął śmiechem. Serio nie było mu do śmiechu, ale wyglądała tak cholernie uroczo, gdy była zła. - Najwyżej bym zamarzł - wzruszył ramionami. - A co, płakałabyś, gdyby mnie nie było? - zapytał z zadziornym uśmieszkiem, choć wiedział, że nie powinien żartować z takich rzeczy. Słysząc kolejne idioto rzucone w jego kierunku, uśmiechnął się cwaniacko i pomyślał, że tak słodko do niego rozmawiała. - Skończyłaś? - zapytał po chwili. Wiedział, że mogła uznać go za kretyna, ale kurwa, nie mógł przestać patrzeć, jak pięknie wyglądała. Jak jej brązowe ślepia wpatrywały się w niego ze złością, ale także z troską i czymś w rodzaju utęsknienia. Jak jej oliwkowa cera nabrała lekkiego rumieńca przez chłód, który teraz ich opatulał, a on… jego serce biło coraz mocniej, gdy widział ją tuż przed sobą. Miał gdzieś, że miał narzeczoną. Miał gdzieś, że ona miała męża. Ona należała tylko i wyłącznie do niego i nie mógł znieść faktu, że nosiła na palcu obrączkę wsuniętą przez innego mężczyznę..

No i stał tak dalej. Stał, aż w końcu po prostu zrobił kilka kroków naprzód, chwycił jej twarz w swoje dłonie i pocałował ją mocno, czule, pogłębiając pocałunek. Jedną z dłoni położył na jej plecach, przysuwając ją do siebie, a po kilku dłuższych chwilach odsunął się delikatnie i oparł swoje czoło o jej. - Spójrz mi prosto w oczy i powiedz, że jesteś szczęśliwa - mruknął, poniekąd bojąc się, że faktycznie była. - Jeżeli naprawdę daje ci wszystko to, czego ja nie mogłem, to dam ci spokój, Jiji, ale powiedz mi prawdę.

jiji
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Oczywiście, że przyjechała. Nie miała pewności, czy Callum tylko w desperacji tak napisał czy faktycznie to rozważał, ale nie zamierzała tego sprawdzać. Nie mogła go stracić. Co innego nie móc być razem ze świadomością, że jest gdzieś tam na świecie szczęśliwy z inny, a co innego świadomość, że już na tym świecie w ogóle go nie ma. Tego by nie przeżyła, bo był jej bratnią duszą.
Dlatego ryzykując swoje świeżo co zawarte małżeństwo, przyjechała do parku narzucając na siebie tylko płaszcz i nie przejmując się mrozem, bo i tak od środka była rozpalona - wściekłością i myślą o nadchodzącym spotkaniu po prawie roku braku kontaktu. Ich spotkania zawsze były intensywnie. Nieważne czy spędzali ze sobą dwie godziny czy dwa tygodnie - pasji i namiętności nie można było im odmówić.
Jednak teraz bardziej ją zalewała złość na to, co odwalał. Słysząc jego śmiech miała ochotą uciszyć go - oczywiście w ich ulubiony sposób. Ten sam, kiedy się kłócili i komuś już brakowało argumentów, to druga strona po prostu wszystko ucinała pocałunkiem.- Nawrzeszczałabym na Ciebie, ty idioto!- krzyknęła tupiąc nogą niczym mała dziewczynka, bo zachowywał się jakby faktycznie to wszystko go śmieszyło. Ona tutaj umierała ze strachu!
- Nie. Jeszcze znajdę na Ciebie jakieś epitety idealnie opisujące Twoją głupotę- odpowiedziała patrząc na niego podejrzliwie, gdy on z kolei wpatrywał się w nią z uśmiechem. Boże, jak ona kochała ten uśmiech! I to spojrzenie. Czuła jak jej serce i kolana miękną na samo spojrzenie, którym ją obdarzał. Co ona najlepszego zrobiła przyjeżdżając tutaj?! Nie mogła się jednak ruszyć ani nawet odwrócić głowy. Pozwalała mu patrzeć na siebie, sama również próbując wypalić sobie ten obraz w głowie, nie wiedząc kiedy kolejny raz będą mieli szansę się spotkać.
Była tak w niego wpatrzona, że nawet nie zarejestrowała, że skraca dystans między nimi. Wszystko było takie naturalne - on obok. Jest usta na jej. Dłoń na policzku, na plecach. Czuła bijące od niego ciepło, a do tego wirujący język sprawiły, że aż cicho jęknęła z rozkoszy i utęsknienia. Odwzajemniła pocałunek - to był wręcz instynkt. Momentalnie rozluźniła się w jego ramionach przysuwając się jeszcze bliżej, a dłońmi obejmując go w talii. Łaknęła go. Potrzebowała go. Pożądała go. Nie była w stanie skończyć, aż w końcu zabrakło im tchu i potrzebowali tej krótkiej chwili wytchnienia. - Daje mi to, czego Ty nie chciałeś, choć mogłeś- szepnęła bez dłuższego zastanowienia się, ale to był też moment , kiedy jej umysł otrzeźwiał i zepchnął pożądanie z piedestału, tak jak ona właśnie odepchnęła go od siebie. - Więc zostaw mnie. Zostaw mnie w spokoju i idź żyć pod dyktando ojca. Spełniaj jego kolejne polecenia. Rób to co ci każe i zostaw mnie za sobą. Daj mi być szczęśliwą, tak jak ja dałam Tobie-- syknęła w złości i jednocześnie w słyszalnej prośbie. Nie mogła znowu przez to przechodzić. Ona też odchorowywała każde kolejne ich rozstanie. W końcu musiało nadejść to ostatnie.


callum reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubił, kiedy na niego krzyczała. A jeszcze bardziej uwielbiał przerywać jej jakikolwiek natłok słów pocałunkiem. Nie potrafił się powstrzymać. Jej widok rozczulił mu serce w sposób, którego nie chciałby pewnie przyznać na głos, ale cholera, przecież przyjechała. Naprawdę tutaj przyjechała. A to musiało coś znaczyć, prawda? Musiało oznaczać, że go kochała. Zacisnął dłoń na jej plecach, zsuwając ją niżej, na jej pośladek, po czym przysunął ją bliżej do siebie, wyraźnie niezadowolony z tego, co właśnie mu powiedziała. - Kto powiedział, że nie chciałem? - uniósł brew. - Sama dobrze wiesz, że nasze sytuacje życiowe zmieniały się za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy. - Westchnął, kładąc dłoń na jej policzku, ale zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, odepchnęła go od siebie. Zrobił krok do przodu, nie po to, żeby ją zatrzymać siłą, tylko jakby instynktownie nie potrafił pozwolić jej odsunąć się aż tak daleko. Chwycił ją za nadgarstek i przyciągnął z powrotem do siebie. - Nie zostawię cię - rzucił stanowczo. Nie miał zamiaru jej zostawiać. Nie obchodziło go, że miała męża. Nie obchodziło go, że wszystko było kompletnie popieprzone.

Dopiero po chwili naprawdę zarejestrował, co powiedziała. Te wszystkie teksty o życiu pod dyktando ojca. Dobrze wiedziała, jak wyglądała jego sytuacja. Dobrze znała najciemniejsze sekrety, które tliły się w jego głowie. Wiedziała, przez co musiał przechodzić ze swoim ojcem nie tylko w dzieciństwie, ale też w dorosłym życiu. I teraz wykorzystywała to przeciwko niemu? Cholera. Nie wierzył w to. Przez moment zacisnął palce mocniej na jej nadgarstku, ale zaraz je rozluźnił. Puścił ją i parsknął krótkim, zgorzkniałym śmiechem. - Wiesz co? Masz rację - uniósł ręce ku górze, odsuwając się od niej. - Idź. Biegnij do swojego męża, skoro jesteś z nim tak bardzo szczęśliwa. - Spojrzał jej prosto w oczy, czując, jak coś boleśnie zaciska mu się w klatce piersiowej. Chciał znowu zgarnąć ją w ramiona. Był wkurwiony na nią... na siebie... na ten cały universe, który za każdym razem mówił mu, że nie mogli być razem. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że to koniec, Jiji. - Wyjął telefon, robiąc krok w jej stronę.. cholera nie mógł... Zamiast tego minął ją i podszedł do krawędzi jeziora. Przez chwilę patrzył na ekran, zaciskając szczękę, a potem po prostu wyrzucił telefon do wody. -Tak przynajmniej nie będzie mnie kusić, żeby do ciebie napisać, eh? - posłał jej delikatny uśmiech, starając sie nie pokazywać, że w środku kurewsko go to wszystko bolało. Wsunął ręce do kieszeni i ruszył w przeciwnym kierunku, niż ten, z którego przyszedł. To był ten moment w którym zdał sobie sprawę, że musiał odpuścić.

jiji
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Tak cudownie znowu było być w jego ramionach. Dwa dni temu przysięgała miłość aż po grób innemu, a teraz stała w ramionach Calluma i wiedziała, że tak naprawdę to jemu oddała swoje serce dziesięć lat temu i nigdy jej go nie zwrócił. Nie byłby nawet w stanie, nie przyjęłaby go z powrotem. Nie było takiej opcji. Jego ciepłe, umięśnione ciało zgarniające ją do siebie było wszystkim, czego potrzebowała. I tym, czego jednocześnie nie mogła mieć.- Bo wybrałeś inną, Cal- rzuciła z wyrzutem, że już o tym zapomniał. - Oświadczyłeś się innej. Kiedy ja byłam wolna, wybrałeś ją- oczywiście przez te wszystkie lata mijali się, wpadali w swoje ramiona i uciekali, nie potrafiąc podążać we wspólnym kierunku.
Łączyła ich miłość. Pasja. Namiętność.
I wieczna ucieczka.
Kiedy przyciągnął ją do siebie z obietnicą, że jej nie zostawi, chciała mu wierzyć. Naprawdę chciała, ale znała go już za dobrze. Dlatego nie zdziwiła ją jego reakcja, lecz nie spodziewała się, że będzie zawiedziona i wkurzona. Czyżby jednak chciała, aby zawalczył o nią? Żeby nie poddawał się i walczył o nią i o nich bez względu na wszystko? - Oh widzisz! Tak szybko zmieniasz zdanie!- krzyknęła wyraźnie zraniona. Potrzebowała w swoim życiu mężczyzny, który będzie z nią na dobre i na złe. Tak jak to robił Conrad. W końcu to on był przy niej, gdy miesiącami leżała przykuta do łóżka, prawda?- Raz mówisz, że mnie nie zostawisz, a w drugiej chwili mnie wyganiasz!- dodała wskazując na niego palcem, jakby próbowała wezwać go na pojedynek, ale zamiast tego on ją minął. Kiedy zaczął zbliżać się do jeziora, jej serce zamarło - instynktownie zaczęła za nim iść, aby dopilnować, że nie zrobi nic głupiego. Wtedy on zrobił coś, czego się nie spodziewała - wyrzucił telefon do jeziora. Przełknęła ślinę próbując nie okazać żadnych emocji, chociaż jej oczy płonęły gorącym uczuciem. To było cali oni - w jednej chwili skaczący sobie do gardeł, a potem zrywającym z siebie ubrania w pośpiechu i pożądaniu. - I bardzo kurwa dobrze- w końcu z siebie wyrzuciła, gdy zaczął od niej odchodzić. Najpierw ZMUSIŁ ją, żeby tutaj przyjechała, a teraz odwracał się i po prostu tak pustymi słowami się z nią pożegnał?! Bardzo dobrze zrobiła, że wyszła za innego. Conrad przynajmniej walczył o nią.- I dobrze! Ja też wyrzucam swój. Na cholerę mi twój numer i zdjęcia!- jebnęła telefon na środek jeziora i poszła w przeciwnym kierunku, szybkim, żwawym krokiem. Walczyła, aby nie zawrócić. Walczyła, aby nie odwrócić się i nie spojrzeć czy idzie za nią. Dopiero po pięciu minutach przystanęła i spojrzała za siebie, ale jego nie było. Zniknął z jej życia. Znowu.


łamacz kobiecych serc


koniec </3
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”