ODPOWIEDZ
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

🎙️Fountain of Crime ▶︎•|၊|။||||။၊|။|||။|||။ 6:12
To jest Fountain of Crime, tutaj wasza Cholito, a wy wpadacie na własną odpowiedzialność. Nadaję właśnie z mojej kuchni w Rexdale znad kubka, w którym na próżno szukać melisy, a przyznam szczerze, że przydałaby się dzisiaj. Tego wieczoru pogadamy może o czymś, co wydarzyło się w zeszłą środę dosłownie ulicę dalej od miejsca, w którym akurat sobie grałam i śpiewałam. Kojarzycie sprawę tego gostka z ministerstwa transportu, co go znaleźli w bocznej alejce na North York? Anthony Cotterman zginął w skutek brutalnego napadu,Toronto robi się niebezpieczne, bla, bla, bla… zginął zegarek, portfel — typowy rabunek — sprawa zamknięta… ale mi tu coś potwornie śmierdzi. Słuchajcie, bo to jest złooooo-toooo. Podobno w raporcie z miejsca zbrodni jest wzmianka, że zabezpieczono jeden niedopałek. Policja pewnie uznała, że akurat palił, gdy doszło do tego rabunku — może tak było dla kogoś korzystniej, who knows? Jest tylko jeden drobny, malutki, tyci problem: ptaszki ćwierkają, że ten pet to był kretek — ten goździkowy szajs, który jest u nas całkowicie zakazany i żeby go zdobyć to musisz mieć dojścia na czarnym rynku. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że żona Cottermana prowadzi takiego bloga o zdrowym odżywianiu, trochę sobie w nim pogrzebałam i wiecie co? Jej mąż miał potworną astmę, więc błagaaaam, to na pewno nie on palił! Ja wiem, że w indonezji propagowano palenie palenie goździkowych cygaretek twierdząc, że to lek na astmę, ale w jakim kraju my żyjemy?! Ale do celu… moim zdaniem ktoś tam z nim stał i ktoś to dobrze sobie zaplanował, by wyglądało na rabunek i by gliny mogły szybciej wrócić do swoich pączków. Ten ktoś może roztaczać wokół siebie zapach goździków, ha! A wy co o tym wszystkim myślicie? Dajcie znać w komentarzach, a ja wypiję meliskę za Tony’ego, który najwyraźniej wiedział coś, czego wiedzieć nie powinien. Uważajcie, gdy nocą przechadzacie się po mieście i jak tylko poczujecie zapach goździków, wieeeeejcie! 🤔 😉 🤪

Milagros niekiedy śpiewała kołysanki do snu, a innym razem opowiadała bajki, takie jak ta z dzisiaj o szmuglowanych fajkach, nieznanym motywie i napaści, która pewnie miała drugie dno. Czy w to wierzyła zawzięcie? Czy dociekała sprawy niczym Elżbieta Jaworowicz ze Sprawy dla reportera? Czy zastanawiała się jak długo jeszcze dochodzić będzie do takich sytuacji?! Czy obwiniała policję, że woli lukrowane pączki od poszukiwania drugiego dna, które tutaj samo się nasuwa? Nie, ona opowiadała bajkę dobrze bawiąc się snując te teorie bardzo często nie poparte konkretnymi faktami, choć w tym wypadku goździkowy papieros faktycznie znajdował się w papierach i nikt sobie nic z niego nie robił. I może mieli ku temu powód, od co. Ona nie miała żadnej pewności, tylko domysły często wycięte z przerysowanych kryminalnych opowieści. Był taki jeden detektyw, który czasem jej coś szepnął i zdradził. Najczęściej wtedy, gdy nie miała na sobie ubrań i zazwyczaj coś, co nie było czymś kluczowym dla sprawy, a ona to wykorzystywała zjednując sobie fanów, niejednokrotnie bardziej zajawionych na punkcie rozwiązania jakiejś sprawy. Niekiedy do tego stopnia, że zasypywali skrzynki policyjne donosami i zajmowali infolinię telefonami, by tylko sprawa nie ucichła. Kto wie, może jeszcze usłyszą o Cottermanie… ale teraz Mili słyszała jedynie budzik swojego telefonu.
Przeciągnęła się leniwie w łóżku, nie spieszyła się dzisiaj nigdzie bo miała wolny dzień. Postanowiła ogarnąć nieco mieszkanie przed tym, jak zjawi się jej nowy wspólokator. W duchu liczyła, że będzie lepszy od poprzedniego, który ukrywał kolekcję barbie pod łóżkiem, a z toalety korzystał przy otwartych na oścież drzwiach. Musiała się go pozbyć, ale też szybko musiała znaleźć zastępstwo, bo choć rodzice ją wspierali to finansowo było zarówno im, jak i jej ciężko. Po porannej kawie i szybkich porządkach rozwaliła się na kanapie i postanowiła, że tego dnia nie zamierza robić niczego produktywnego. Zamiast tego zamówiła chińszczyznę odpaliła kryminalny program na netflix i zamierzała przeżyć ten dzień jako kanapowe burrito. Słysząc dzwonek do drzwi podeszła pewna, że znajduje się za nimi dostawca żarcia, więc zaraz wysunęła w jego stronę kasę oczekując zamówienia, ale szybko ściągnęła brwi, bo gość oczekiwał od niej czegoś zupełnie innego. — Tyler? — zapytała niepewnie, bo przecież miał być późnym popołudniem, a była zaledwie…oesu, ale ten czas zapierdalał! Faktycznie było już tyle godzin. — Wchodź, wchodź — uśmiechnęła się lekko zapraszając go do środka, a zaraz za nim stawił się typ z żarciem. — No nareszcie! — oznajmiła porywając od niego torbę, płacąc i zamykając drzwi przed nosem nie mówiąc nawet do widzenia!. — Masz tylko tyle rzeczy? — spojrzała na niego stojącego z jedną smutną torbą jakby wybierał się na siłkę, a nie wprowadzał do nowego mieszkania. Pocieszające było to, że jeśli też kolekcjonował barbie to na razie miał ich niewiele. I zaraz też coś wystukała w smsie do swojego nowego znajomego (?) — nigdy nie wiedziała jak sklasyfikować internetowe znajomości.

Cholito
Obrazek
Juz tu jest! Dear lord, oby nie był jakimś dziwakiem. Ten zbieracz barbie zniszczył mi psychę.
Wiadomość...

🚬
winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#1 +stylóweczka


Siedział, opierając się plecami o ścianę i zjadając paprykowe chipsy Lays - były jednymi z jego ulubionych (za nimi znajdował się smak fromage, lecz tych akurat nie kupił na TEN wieczór). Tak więc siedział, jadł chipsy i pił schłodzone piwo, kiedy z telefonu wydobył się głos podcasterki, której notabene słuchał całkiem regularnie - tak, zdarzało się, że nie tylko muzyka leciała z jego słuchawek. Ze skupieniem i uwagą wyłapywał kontekst oraz słowa klucze. O, to sobie temat wybrała… stary dobry Cotterman… a wystarczyło nie zalegać z hajsem, to zamiast wąchać kwiatki od spodu, wąchałby perfumki swojej żonki… albo kochanki… albo żony i kochanki. Nagle sięgnął po papierosa, zaciągnął się, lecz zamiast dymu, zaczął kaszleć. Spojrzał wielkimi oczami na telefon, jakby to on był odpowiedzialny za zakrztuszenie. Czym prędzej sięgnął po pudełko i uważnie przeleciał oczami po etykiecie, jakby chciał mieć pewność, że faktycznie ją miał i że papierosy, były tymi szczególnymi petami. W pamięci zaczął odtwarzać tę jedną scenę, dopóki nie dotarł do JEDNEGO ważnego momentu, który sprawił, że miał ochotę strzelić sobie facepalma, walnąć głową o ścianę i kopnąć pobliskie krzesło albo łóżko albo oba te meble. Ostatecznie tylko rzucił siarczystym:
- Kurwa! - i kontynuował palenie, bo nie chciał marnować praktycznie całego peta.

Nauczka na przyszłość?
Większa ostrożność i DOKŁADNIEJSZE posprzątanie po sobie.
Poza tym, od tamtej pory bardziej zainteresował się postacią Cholito.
***


Ogłoszenie o pokoju do wynajęcia znalazł na jednej ze stron, gdzie ludzie je sprzedawali lub szukali współlokatorów. Wiedząc, kogo będzie miał za współokatorkę, od razu się odezwał i wyraził ogromne zainteresowanie, chcąc jak najszybciej umówić się na oglądanie mieszkania - choć odpowiedź miał już przygotowaną na karteczce w głowie.
Pojechał po wcześniejszym umówieniu terminu, zobaczył co i jak, wrócił na motor, pojeździł sobie z godzinę, wstąpił do fastfoodowej knajpy i po skończonym posiłku, wykonał telefon. Dzwonił aby poinformować, że zdecydował już oraz chętnie się wprowadzi za nawet kilka dni.
I ostatecznie pojawił się przed drzwiami z plecakiem, torbą sportową i kaskiem. Stojąc, rozejrzał się dookoła, jakby próbował zapamiętać KAŻDY szczegół, łącznie z wycieraczką. Przerzucił torbę do drugiej ręki, a następnie wcisnął dzwonek. Spojrzał w bok, choć doskonale wiedział, że dziewczyna, jak już, to powinna pojawić się przed nim. No, chyba, że gdzieś wybyła… co przecież było możliwe. Mogła np. być z kimś umówiona, pojechać lub pójść do sklepu, pójść na spacer… już miał podnosić rękę, by zadzwonić drugi raz, lecz usłyszał, a po chwili zobaczył pieniądze. Sięgnął po nie dla żartów a może nie z poważną miną.

- To ja. Mam pokazać dowód? - spytał, unosząc brew, choć zaraz dostrzegł radosny uśmiech na twarzy Mili oraz zaproszenie do środka. Skinął lekko głową, a następnie wszedł do mieszkania, zamykając za sobą drzwi, troszkę mocniej niż zamierzał.
- Mam jeszcze keyboard, ale przywiezie go mój kumpel trochę później. - wyjaśnił, kierując kroki za dziewczyną do swojego nowego pokoju. Niestety nie zmieścił instrumentu na motor, dlatego nie miał go ze sobą. Jasne, mógł przyjechać autem, ale motorem było łatwiej zaparkować i nie musiał stać w korkach. Lubił swój jednoślad, odkąd praktycznie go miał, mimo kilku upadków, które zazwyczaj były spowodowane nieuwagą kierowców lub ogromną kałużą benzyny, co spowodowało, że był całkiem nieźle potłuczony, ale ostatecznie wszystko elegancko się zagoiło.
- A tak w ogóle, bo chyba wcześniej nie pytałem… jak z paleniem w pomieszczeniach? Można czy zaraz pół osiedla będzie wzywać służby? - spytał z czystej ciekawości. Znając siebie, i tak będzie palił i tak. Nałóg nie wybierał. Rzucił swoją torbę na łóżko, kask na szafce, a plecak… cóż, ten rzucił gdzieś obok siebie na podłogę. Nie miał pomysłu, gdzie go ulokować.
- A i jeszcze jedno… nie jadłem kolacji, a Ty? - bo szczerze? Chętnie zamówiłby pizzę, kebaba albo chińczyka.

my new roommate
Ostatnio zmieniony pt lip 24, 2026 6:56 am przez Tyler Malone, łącznie zmieniany 1 raz.
gall anonim
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedziała o nim nic poza tym, że ma na imię Tyler i gra w jakimś zespole. Uznała, że to w sumie dobrze się składa, bo przecież sama była muzycznie uzdolniona, pasjonowała się tym i naiwnie przypuszczała, że to będzie mądre posunięcie… zapominając o tym, że ona ma niebywałą słabość do posuwania muzyków, a ze współlokatorem wolałaby jednak nie spać, bo to zawsze komplikuje dosłownie wszystko. Liczyła więc, że może nie będzie przystojny, ale to też niestety szybko zostało obalone. Była więc skazana na niezłe ciacho, być może muzycznie uzdolnione — tego jeszcze nie odkryła. Lepiej jakby okazał się beztalenciem, wtedy jej zainteresowanie pikowałoby w dół, a to zwiększało ich szanse przetrwania na jednym mieszkaniu.
Otwierając drzwi odrobinę się pomyliła, ale szybko się zreflektowała i zaraz porwała pieniądze ponownie w swoją stronę. Za wspólne mieszkanie nie zamierzała nikomu płacić. — Wystarczy karta biblioteczna lub karta lojalnościowa do Walmarta lub Costco — odpowiedziała śmiertelnie poważnie, jakby zamierzała go zaraz wylegitymować. — Karta do sklepu muzycznego też się nada z braku laku, o ile masz jakieś zniżki — taka z niej dowcipnisia, hah! Szkoda, że tylko ona się śmiała, a on wyglądał okropnie poważnie. — Ale tak serio, keyboard? — zapytała trochę pół żartem, a pół serio bo było tyle wspaniałych instrumentów na świecie, ech. — Wiesz do czego nadaje się keyboard? I nie, to nie jest muzyka! — szybko wtrąciła, by się jej nie wbił w zdanie. — Ale jak ustawisz na nim odgłosy pisków i dorzucisz vibrato to zwierzęta w zoo wpadają w totalny trans — kiedyś próbowali jak na zmianie w robocie było okropnie nudno i dniówka się im okrutnie ciągnęła. Jakoś trzeba sobie spożytkować czas, ale finalnie nie była wielką fanką tego sprzętu, więc może nie będzie miała też chrapki na jego. Trzeba szukać plusów tej sytuacji.
Poczłapała więc za nim do pokoju, jak na gospodarza przystało i rozglądnęła się po niewielkim pomieszczeniu. Jej sypialnia była tylko minimalnie większa, ale nie szukała rozmiaru, a raczej skupiała się na budżecie, który był mocno ograniczony. — Nie wolno, a ty nie masz dostępu do balkonu. Jest jeden, ale w mojej sypialni — poinformowała go grzecznie, ale wcale nie odpowiadałoby jej, jakby regularnie na niego kursował. Schody mieli, może dla zdrowotności powinien po nich biegać na fajkę.
Kiedy wspomniał o jedzeniu spojrzała na niego odrobinę zaskoczona. — No jak widać na załączonym obrazku właśnie się przymierzałam do kolacji — w rękach obejmowała dwa opakowania chińszczyzny plus pudełko sajgonek, które odebrała od gościa, za którym przecież zamknął drzwi z hukiem. — Mogę się podzielić, ewentualnie później możemy zamówić pizzę — zasugerowała i nim zdążył cokolwiek powiedzieć podeszła do ich małego saloniku rozstawiając posiłek na stole. Tak, zamierzała to zjeść sama. Może i była szczupła, ale spust miała taki, że łatwiej ją było ubrać niż nakarmić. — To czym dokładniej się zajmujesz? — zapytała, gdy już do niej dołączył. Skoro mieli razem mieszkać, to chyba wypadałoby się chociaż odrobinę poznać.
Obrazek
winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nigdy nie otwierał się przed obcymi ludźmi zbyt szybko z bardzo prostej przyczyny - nie ufał ludziom. Ciężko zaufać po tym, jak zostało się porzuconym bez żadnego słowa, a nawet członkowie rodzin zastępczych potrafili być niezłymi krętaczami. Bo czasami łatwiej było kłamać niż mówić prawdę. Często uciekał, kiedy czuł się przytłoczony masą obowiązków, wymagań, pytaniami o rodziców - których przecież NIE pamiętał - i kiedy mówiono, że chce się dla niego jak najlepiej, a w nocy przypadkowo słyszał rozmowy, podczas których wypływała rzeka prawdy. Dlatego najczęściej nocą brał swoje manatki i zwiewał, gdzie pieprz rośnie, bez większego zastanowienia. Czy ucieknie z mieszkania współlokatorki? Cóż… nie potrafił powiedzieć. Na pewno często będzie miał zajęte wieczory i noce, a w ciągu dnia będzie odsypiał. Aczkolwiek możliwe, że jego harmonogram będzie się zmieniał.
Westchnął, kiedy zabrała pieniądze, bo już myślał, że dostał taki fajny bonus na start.
- Nie mam żadnej z… oo, a taką muzyczną mam, tylko zniżki już wszystkie wykorzystałem. - odpowiedział, wyciągając kartę do jednego ze sklepów muzycznych, lecz nie wręczył jej Mili bo uważał, że jak będzie chciała, to ją sobie sama zabierze. A zaraz schował ją do tylnej kieszeni spodni.
Skinął głową, bo tak, NAPRAWDĘ grał na keyboardzie. Już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz współokatorka sama dokończyła swoją wypowiedź, a Malone mógł się domyślać, co mogło zostać ukryte pod nie muzyką. Domyślał się że chodziło o takie… specjalne miejsce, do którego normalnie światło N I E docierało.
- Nie sprawdzałem tego… ale ogólnie jest kilka fajnych efektów, tylko trzeba wiedzieć, co i jak klikać. - stwierdził, jak gdyby nigdy nic, lekko wzruszając ramionami. Grał już trochę na tym sprzęcie i wydawało mu się, że poznał wiele interesujących chwytów, a tu proszę… ktoś chyba też wiedział, co i jak - to go zaskoczyło, aczkolwiek zachował kamienną twarz.
Czy zamierzał przetestować ten usłyszany chwilę wcześniej tip,by zaspokoić własną ciekawość? Owszem. Aż mu do głowy przyszedł Shrek Forever, a konkretniej Rumpelstiltskin z magicznym fletem, na który reagowały różne postacie, w zależności od tego, jaki albo raczej pod kogo wybrało się tryb.
- Fantastycznie. - odparł bez większego entuzjazmu, zastanawiając się, czy faktycznie będzie mu się chciało za każdym razem wychodzić na balkon, bo to było równoznaczne z przechodzeniem przez pokój współlokatorki.Chyba, że jej akurat nie będzie… chociaż jak zamknie pokój na klucz, to wtedy lipa.
- Szkoda, że nie ma go przy salonie. - dodał tylko od siebie.
Przez natłok myśli, uciekło uwadze Malone, że Mili stała z dwoma daniami z chińskiej knajpy.
- Och no tak… smacznego. To zamówię sobie zaraz kebaba. Poczekałbym na pizzę, ale jestem coraz bardziej głodny. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Gdyby poziom głodu nie wzrastał, to pozwoliłby współokatorce spokojnie zjeść i potem ogarnęliby pizzę, a tak… nie był pewien, czy da radę wytrzymać 5 min w spokoju - oczywiście zdawał sobie sprawę, że dostawa troszkę będzie mogła zająć ale no… Poszedł z telefonem w dłoni do salonu i usiadł na kanapie.
- Ja? Należę do zespołu. Czasami robię ludziom masaże relaksacyjne, ale to naprawdę bardzo rzadko. - odpowiedział - kiedyś faktycznie je wykonywał, ponieważ potrzebował pieniędzy, a poza tym po coś zrobił kurs masażysty - lecz aktualnie… cóż, był zajęty czymś innym, ale dla własnego bezpieczeństwa wolał nic nie wspominać o sprzątaniu.
- A Ty? Gdzie pracujesz? - spytał z ciekawością w głosie, finalizując zamówienie kebaba z sosem mieszanym i mięsem mieszanym. Do tego zamówił dodatkowo sprite'a.

you have balcony...
gall anonim
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Milagros była bardzo otwarta, czasami może za bardzo ale głównie to fizycznie albo na rozmowy, najlepiej takie bez tabu, które przecież rodzice Fontaine sobie upodobali najczęściej podczas posiłków. To, że kiepsko jej szło z otwieraniem się na większe uczucia i bliższe relacje z innymi ludźmi to zupełnie odrębna kwestia. Nauczona przez dorastanie tego, że ludzie wokół szybko się zmieniają, nie potrafiła po prostu zaufać w pełni. Zawsze z tyłu głowy miała takie przeświadczenie, że koniec końców każdy się od niej odwróci… może nawet rodzina Fontaine. Niby ja zaadoptowali i pokochali, ale ona pomimo przywiązania nie potrafiła wyzbyć się tego strachu, że kiedyś ten czar pryśnie. To nie przeszkadzało jej przed tym, by cieszyć się życiem i ich boku na co dzień, ale prawdę mówiąc chyba nigdy w pełni nie zaznała poczucia bezpieczeństwa. Problem tkwił jednak nie w rodzinie, a w niej samej. Może to się kiedyś zmieni, a może będzie tkwiła w tym pielęgnując swoje problem.
Skoro wykorzystałeś już wszystkie zniżki to na nic mi ta twoja karta — westchnęła, choć akurat zniżkami w takim miejscu by nie pogardziła. Sklepy muzyczne były dla niej niczym świątynia albo plac zabaw. Najbardziej lubiła te małe, urokliwe lokale, które miały trochę taki zakurzony vibe i unosił się w nich wyrazisty zapach drewna. No i nie ma się co czarować, takie miejsca często też były centrum jej połowów. Miała okrutną słabość do muzyków, więc widząc kogoś testującego jakiś instrument w sklepie niejednokrotnie przepadła. Może była odrobinę dziwna, ale nie pociągały jej nowe przedmioty, a wolała instrumenty z duszą, może nieco poobijane, z obdartym lakierem, ale to właśnie do nich dopisywało się najpiękniejsze historie, niekiedy mroczne, innym razem zabawne. No i jeszcze te działy z koszami przepełnionymi płytami winylowymi — to jej mały rytuał, zawsze musiała tam przystanąć chociaż na chwilę. Często bywała w takich sklepikach, bo struny niszczyła hurtowo i zawsze w torbie musiała mieć zapasowy komplet, bo ekspresyjna z niej była dziewczyna. Miała też tendencje do gubienia kostek do gry i poszerzania swojej kolekcji płyt winylowych, nic dziwnego, że zniżka by się jej przydała.
Kiedy wspomniał o kilku fajnych efektach Mili przekręciła lekko oczami, a że nikt jej filtru nie zamontował w ustach to wypaliła bez ogródek. — No moim zdaniem to ten sprzęt ma jeden super efekt. Ten efekt to tryb spoczynku — rzuciła poważnie po chwili uśmiechając się czarująco, może odrobinę bezczelnie i przyglądała się mu uważnie, jakby próbowała wybadać czy pod tą jego kamienną twarzą kryją się jakkolwiek emocje. — Nie wolałbyś jakiś prawowitych klawiszy? Czegoś co nie brzmi jak dzwonek starej Nokii? — akurat ona w temacie sprzętu i muzyki mogła rozmawiać do woli. Pytanie czy on też, czy tyllko bezmyślnie klikał w klawisze pod przykrywką.
Jest jeden patent… — zaczęła widząc, że na wieść o balkonie nie brzmiał entuzjastycznie — od kuchni da się wyjść przez okno na schody przeciwpożarowe — dodała, choć sama odkryła to dopiero niedawno. Nieczęsto myła okna, a gdy już się do tego zabrała odkryła, że spokojnie może sobie za to okno wyjść i nie stracić przy tym życia. — Okno ma tylko jeden minus, lubi się zacinać i o ile teraz to nie problem to w zimę może być gorzej — wyjaśniła, żeby nie było zaskoczenia jak tam utknie.
No weź się nie wydurniaj, weź sobie jedno — oznajmiła i zaraz gdy tylko dołączył do niej na kanapie wcisnęła mu w ręce jedno pudełko z chińszczyzną, którego jeszcze nie zdążyła napocząć. — Fajnie — skomentowała niewyraźnie przegryzając porcję w buzi. — Co to za zespół? Też śpiewam — wtrąciła — choć raczej solowo, sporadycznie, wieczorami najczęściej. W dzień pracuję w zoo, a nocą zdarza się mi nakręcać podcasty — wyjaśniła nie zdając sobie sprawy, że jeden z nich go tutaj sprowadził.
Obrazek
winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Zawsze możesz sobie po prostu na nią popatrzeć. - stwierdził, wzruszając ramionami, podsuwając pomysł, co współlokatorka mogłaby zrobić z wykorzystaną przez niego kartą, rozdawaną i obsługiwaną wyłącznie w jednym sklepie muzycznym, który odwiedzał dość regularnie. Jego przygoda z muzyką nie zaczęłaby się, gdyby jako nastolatek nie znalazł keyboardu zostawionego koło śmietnika - aczkolwiek niejednokrotnie Malone zastanawiało, czy gdyby go nie wziął, to czy mimo wszystko zainteresowałby się muzyką do takiego stopnia, aby dołączyć i grać w zespole. Szczerze powiedziawszy, kiedyś nastawiał się na zostanie mechanikiem samochodowo-motorowym lub taksówkarzem, ale życie potrafiło go zaskoczyć, o czym niejednokrotnie się przekonał. Chyba największym zaskoczeniem było - nie licząc porzucenia - zaadaptowanie i poczucie wdzięczności dla kogoś, kto potrafił z nim rozmawiać oraz słuchał, zamiast tylko użalać albo traktować jak męską wersję kopciuszka, który pozamiata i posprząta. Może i niektórzy wypadali super na rozmowach, ale tylko sam Tyler wiedział, czego doświadczył oraz usłyszał. Jak się okazało, nowy ojciec bruneta, pokazał mu drugą stronę medalu - medalu zwanego życiem szczególnie gdy większość ludzi smacznie spała. Nigdy nie przypuszczał, że będzie mógł albo raczej że w ogóle będzie korzystał z prawdziwej broni. Jasne, zdarzało mu się grać na komputerze w strzelanki, lecz to nie było to samo…
- Nie doceniasz… a zresztą nieważne. Rozmowa z Tobą o tym nie ma sensu. - odparł, machając ręką, nie zamierzając już nic więcej o instrumencie, na którym grał, się wypowiadać z prostej przyczyny - uważał, iż to absolutnie nie miało sensu. Widział lub raczej słyszał, co Mili uważała, ale kto wie, może kiedyś zmieni zdanie. Czy Tyler da radę przekonać ją do uważania keyboardu za spoko instrument? Nie miał pojęcia. i druga sprawa, co go obchodziło zdanie współokatorki? On na nim grał i z tego, co kojarzył, niejedna osoba chwaliła go po koncertach, a nawet chciała z nim wypić jednego (lub kilka) drinka.
Ty, usłyszawszy pytanie, pokręcił przecząco głową.
- Dla Ciebie może i brzmi jak Nokia, ale dla mnie i innych nie. Poza tym, czym niby dla są prawowite klawisze? Fortepian? Nuda….- odpowiedział, zgodnie ze swoim przekonaniem. Keyboard był fajny - zdaniem Tylera - właśnie ze względu na dodatkowe efekty dźwiękowe - aczkolwiek, rzecz jasna, można je także było dodać w programie do miksowania oraz zabawy dźwiękiem, ale mniejsza.
On N A P R A W D Ę lubił SWÓJ instrument nieważne jak to brzmi ale chodzi o instrument MUZYCZNY.

Nadstawił uszu, gdy usłyszał o dodatkowej opcji wyjścia na balkon.
Kuchnia, schodzy przeciwpożarowe… powtarzał w myślach, próbując to zakodować w swojej pamięci.

- Okej. Będę pamiętał. - A przynajmniej się postaram. dokończył w myślach, planując albo jeszcze tego samego dnia - może nawet za chwilę - sprawdzić te drugie wyjście. Utknąć zimą na balkonie nie należało do jego marzeń, dlatego, znając siebie, pewnie szybko zacząłby szukać czegoś, co umożliwiłoby mu zejście w dół, aż wreszcie jego buty znalazłyby się na ziemi. Byłby jak Assasyn chodzący po budynku. Ciekawe, co by sąsiedzi pomyśleli…
- Wiele razy tam utknęłaś? - spytał z ciekawości, a kiedy nakazano mu, by nie odwalał maniany, tylko jadł to, co wsadzono mu do rąk, wzruszył ramionami.
- No…skoro tak…. - rzucił, a następnie otworzył opakowanie chińszczyzny, sięgnął po leżące nieopodal pałeczki - a jeśli ich tam nie było, to poszedł do kuchni po widelec - i zaczął konsumpcję.
- Pracujesz w zoo? Ludzie to zwierzęta, więc mógłbym stwierdzić, że też w nim nie tyle pracuję, co po prostu jestem. - stwierdził po przerzuciu.
- Często śpiewasz? O, jakie podcasty nagrywasz? - spytał, bo przecież nie przyzna się z marszu, że jej słuchał wieczorami ze słuchawkami na uszach…
- Gram w The Pixels. Jak nie słyszałaś, to sprawdź na YT. Jesteśmy w trakcie nagrywania albumu. - wyjaśnił, biorąc kolejną porcję makaronu do buzi. Musiał przyznać, że dobre to jedzonko wybrała.
- Często zamawiasz tego chińczyka? - mówiąc "tego", wskazał na pudełko. Nie byłby zły, gdyby następnego dnia jadłby to samo. Zaczął na opakowaniu szukać adresu, aby w razie czego wiedzieć, gdzie wstępować.

solo artist and zoo worker
gall anonim
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła słysząc jego słowa. Popatrzeć? Co jej z patrzenia na wykorzystaną kartę zniżkową?! Strasznie to było bezczelne, więc zmarszczyła lekko nos i założyła ręce na biodra mierząc go z góry do dołu, jakby próbowała zrozumieć za kogo on się ma. Też mi coś! — pomyślała, ale nie zamierzała mówić nic na głos, bo w sumie nawet go nie znała i na dzień dobry nie chciała wchodzić na wojenną ścieżkę z nowym współlokatorem. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, że chwilę później on znów wyciągnie ciężkie działa i nie będzie w stanie gryźć się w język, ale poważnie? Keyboard? No dobra, jej reakcja może nie była zbyt grzeczna i trochę mu pocisnęła, ale takie już miała zdanie na temat tego sprzętu i nie potrafiła go nagle zmienić tylko dlatego, by jemu było miło. Zresztą nie żałowała, bo jak usłyszała jego słowa na temat fortepianu, to aż się zapowietrzyła. No nie, on nie mówił poważnie. — Nuda?! — Fontaine zabrakło słów, a to nieczęsto się jej przytrafiało. — Fortepian ma duszę! — zaraz zaprotestowała, a jej ton głosu od razu wskazywał na to, że bardzo ją to bodło. Spojrzała na niego z niesmakiem i pokręciła jeszcze głową z niedowierzaniem. — A keyboard brzmi jakby ktoś zamknął Mario w puszce po coli ALE nie każdy musi mieć gust — no w chuj miła była, trzeba jej to przyznać, ale jak można było krytykować fortepian. No rozumy pozjadał! Poza tym fortepian był seksi! Wystarczyło sobie wyobrazić scenę Richarda Gere i Julii Roberts w Pretty Woman, a potem podłożyć tam keyboard… LI-TO-ŚCI, nie nie. Nie przekona jej, bez względu na to jak bardzo lubił SWÓJ instrument! Przez chwilę jeszcze się mu przyglądała próbując zrozumieć, naprawdę się starała, ale nie potrafiła.
Spoiler
Cholito
PRZYSIĘGAM, zwariuję.
Typ gra na keyboardzie i mówi, że fortepian to nuda.
Wyobraź sobie tą scenę na keyboardzie.
Obrazek
Wiadomość...
SKupiła się więc na innym temacie, poprzedni uznając za stracony. — Więcej niż bym chciała, na w zimę się mi nie przytrafiło — oznajmiła z dumnym uśmiechem na twarzy. — Znaczy się… zacięło się w zimę kilka razy i w środku bywało wtedy okrutnie, ale już chyba znalazłam na to patent — przystojniak z innego mieszkania nim był, zawsze wiedział jak podkręcić śrubę, by zrobiło się gorąco. Heh.
Ludzie są o wiele gorsi od zwierząt — wyznała całkiem poważnie — to obraza dla zwierząt takie porównanie — i naprawdę tak uważała. Często analizowanie niektórych przypadków w podcaście sprawiało, że właśnie w ten sposób myślała.
Dość często, staram się występować dwa, trzy razy w tygodniu, choć ciężko się przebić. Mam też własny kanał na youtube — dodała, nie zdając sobie sprawy z tego, że siedzący przed nią mężczyzna mógł wiedzieć o niej więcej niż myślała. — A podcast nazywa się Fountain of Crime, ale to taki tam projekt po godzinach for fun. Opowiadam o przekrętach, śledztwach, czasem trafi się jakieś morderstwo. Ostatnio na przykład opowiadałam o kolesi co go sprzątnęli w alejce niedaleko klubu gdzie śpiewałam, słyszałeś o tym? — zerknęła na niego pakując sobie porcję chińszczyzny do buzi i wbijając w niego zaciekawione ślepia. Głośno było o tym w tv. — Ktoś na miejscu zbrodni zostawił goździkowego peta, ale nic z tym nie zrobili! Absurd, ja to bym się temu przyglądała. A może to zrobili, kto wie — nie śledziła tematu aktualnie, choć nigdy nie mówiła, że do niego nie wróci. Po prostu miała inne rzeczy na głowie.
The Pixels? Sprawdzę was potem na YT — przytaknęła, bo nazwa wydawała się znajoma, może już gdzieś ich słyszała, albo kto wie, może już kiedyś występowali gdzieś razem. — A chińczyka zamawiam regularnie, już mnie znają. Czasem jak dzwonie to nawet nie muszę mówić co chce, bo po numerze kojarzą — zaśmiała się. Potrafię gotować, ale często wolała iść na łatwiznę. — I mam zniżkę! — ale może da mu tylko popatrzeć, a nie skorzystać!
Obrazek
winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wzruszył tylko ramionami na prychnięcie współokatorki, a po chwili wyciągnął gumę miętową i wsadził sobie dwa listki do buzi, bo naszła go taka ochota. Lubił miętowe gumy, dlatego należało to do rzeczy, które kupował co drugi, albo co trzeci dzień.
Cóż, nie zamierzał zmieniać zdania o fortepianie tylko po to, by przypodobać się brunetce. Nie prowadził z nią biznesu, tj. nie była żadnym klientem ani partnerem biznesowym, by próbować wkupywać się w łaski i łasić niczym kot. Chociaż, jakby nie patrzeć, był jak taki bezdomny kot albo bezpański, porzucony pies. Chodził swoimi ścieżkami, nie miał bliskich - poza przybranym ojcem - i było mu dobrze, znaczy, szczerze? Przyzwyczaił się do działania solo. Był jak ten Han Solo z Gwiezdnych Wojen zanim poznał Chewbaccę. Przywiązanie do kogoś byłoby zbyt….

ryzykowne.

Ty wiedział co nieco o ryzyku - pierwszy raz zaryzykował gdy podjął się próby ucieczki z pierwszego domu rodziny, która wzięła go pod swój dach, bo go denerwowali. Poza tym uważał, że tak należało, bo gdyby nie to, to nie poznałby człowieka, który faktycznie traktował go jak syna.
Keyboard był mu bliższy i takie były fakty.
- Pewnie będziesz od czasu do czasu słyszała moje pogrywania. - stwierdził, mając gdzieś, czy faktycznie będzie go słuchać, czy będzie wkładać zatyczki do uszu. Musiał ćwiczyć nowe kawałki oraz testować to, co tworzył, a od jakiegoś czasu powstawał JEGO własny utwór, choć nie miał pojęcia, czy faktycznie będzie chciał wypuścić go na światło dzienne. Może będzie go pokazywał tylko wybranym? Rozważania planował zostawić do momentu praktycznego nagrania albo chociaż po prostu stworzenia całości.
Przed rozpoczęciem jedzenia, wyciągnął gumę i wsadził ją do paragonu, który trzymał w kieszeni, a paragon z gumą położył na stoliku przed sobą. Guma raczej nie nadałby dobrego smaku chińszczyźnie.

- Cóż… są gusta i guściki. - odparł krótko, uważając, że każdy miał prawo lubić co innego i mieć swoją opinię. Gdyby wszyscy lubili to samo, byłoby po prostu nudno. Jak to Maks z Iniemamocnych powiedział: Gdy wszyscy są niezwykli, to nikt nie jest.
- Patent, powiadasz… - ciekawiło go, jaki to był patent, ale ostatecznie nie zapytał o niego wprost, natomiast z mimiki twarzy można było wyczytać coś w rodzaju zainteresowania.
- A myślałaś, nie wiem… nad wymianą okna? - spytał, bo w sumie jeżeli istniał problem, to czemu się go nie pozbyć poprzez wstawienie nowego okna? Może nawet byłby taki miły i dorzucił się do tej wymiany? Bo bądź co bądź, pewnie zabawa w asasyna mogła być fajna, ale jednak zimy potrafiły być naprawdę chłodne, a jemu nie uśmiechało się zamienić w posąg lodowy. Kiedyś wpadł do zamarzniętego jeziora, bo grał na nim w hokeja i zauważył, że lód pod nim zaczynał pękać. Adrenalina spowodowała, że zaczął sunąć do brzegu niczym poparzony, ale niestety ostatecznie wylądował w lodowatej wodzie. Uratował go jakiś przechodzień, ale reszty nie pamiętał. Pamiętał natomiast pobudkę w szpitalu, kroplówkę i pikający ekran oraz lekarza, który poinformował go o tym, co się stało.
- Fakt. - rzucił, kiwając lekko głową, bo jednak musiał się zgodzić ze współlokatorką. Niejednokrotnie był świadkiem zachowań, które uważał za… po prostu upokarzające, uwłaczające, beznadziejne, chujowe. Niektórych ludzi zwyczajnie N I E rozumiał.
- Własny kanał? - to też doskonale wiedział, ale skoro miał grać, to grał. Nie chciał przyznawać się do regularnego odwiedzania kanału Mili.
Słuchał brunetki z zainteresowaniem, a na pytanie odpowiedział:
- Coś tam obiło mi się o uszy. Ciekawe, dlaczego do tego doszło… - mówił bez większego zawahania, lecz prawie zakrztusił się makaronem, gdy usłyszał o goździkowym papierosie. Cholera…. jedna wpadka mogła mnie wiele kosztować….
- A może lepiej zostaw to policji?. - odparł, choć cisnęło mu się na język coś jeszcze, ale ostatecznie tylko wsadził sobie do buzi więcej makaronu.
- Dużo osób Cię słucha? - spytał, chcąc zmienić temat. Ciekawiło go w sumie, czy jakiś kawałek jego zespołu przypadnie jej do gustu, ale nie zamierzał o to pytać, bo w sumie… co miałby zrobić z tą informacją?
- Czyli stała klientka, rozumiem. - rzucił, a słysząc o posiadaniu zniżki, Ty pokazał Mili uniesionego do góry kciuka. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili miał ochotę szybko podbiec do drzwi, ale zreflektował się w połowie drogi, że przecież wcale NIE musi biec. Otworzył drzwi, wziął swoje zamówienie i zamknął drzwi. Tak zjadł chińczyka i tak był dalej głodny, dlatego zaczął konsumować kebaba.
- Masz jakąś colę do picia? - tak, to też go BARDZO ciekawiło - ogólnie miał ochotę wypić coś gazowanego, dlatego zadał takie pytanie. Jeżeli usłyszy odpowiedź przeczącą, to oznaczało, że będzie musiał skoczyć do pobliskiego sklepu i uzupełnić zapasy.

do you have a coke?
gall anonim
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Te jego słowa o pogrywaniu zabrzmiały wręcz jak groźba, a ona słysząc to szybko posłała mu krótkie spojrzenie spode łba, w myślach grożąc mu: spróbuj tylko zakłócić mi drzemkę, a twój keyboard wyląduje na śmietniku, ale nic na głos nie powiedziała. Za to zamierzała jeszcze wielu osobom wyżalić się na temat jego gustu muzycznego i przytoczyć niejednokrotnie na dowód swojej racji kultową scenę na fortepianie z Pretty Woman. Kto wie, może to będzie kolejna dyskusja podczas rodzinnego obiadu Fontaine? Milagros już się napaliła, ona serio ledwo się powstrzymywała, by przed nowym wpsólokatorem nie klepać trzy po trzy swoich racji, a to tylko dlatego, że go nie znała i serio chciała być miła. Zdawała sobie sprawy z tego, że nie zawsze jej to wychodziło, bo miała tendencje do mówienia w p r o s t, a nie każdy przepadał za tym, gdy mówiło się wprost o tym o czym się myśli. Oczywiście, że większość ludzi tak mówiła: możesz mi powiedzieć wszystko tworząc przy tym, że wolą najgorszą prawdę od kłamstwa, ale to wszystko gówno prawda. Niejednokrotnie się o tym przekonała, że gdy prawda wybrzmiewała nagle robiło się dziwnie i już po wyrazie twarzy było wiadomo, że ktoś nie był na to gotowy. Tyler zdawał się nie robić sobie nic z jej uwag, ale nie zamierzała tego eskalować i sprawdzać jego granic. Jeszcze nie dziś.
Słysząc o wymianie okna parsknęła śmiechem i pokręciła głowa nad wraz rozbawiona. — Wymiana okna? Ty tak serio? — zapytała i zaraz postanowiła sprowadzić go na ziemię. — Właściciel będzie wolał poszukać nowych lokatorów niż dorzucać do futryny, a z tego co mi wiadomo to nie są tanie rzeczy — i wolałaby nie ryzykować nagłym podniesieniem czynszu. Typ, który im to wynajmował był do tego zdolny. — Za to wiesz co jest tanie? — zapytała uśmiechając się niczym jakaś bystrzacha, bo widząc jego zaciekawienie na temat patentu postanowiła mu go sprzedać, choć nie była pewna, czy w jego przypadku zadziała. — Mój patent — odparła dumnie dodając od razu — wystarczy uśmiechnąć się do sąsiada na górze, przychodzi i robi swoje — zawsze ma swoje atrybuty bohatera w postaci oleju i kilku narzędzi, którymi sama by sobie tak naprawdę poradziła, bo nie była wcale taka nieporadna, jak niekiedy zgrywała, ale akurat w tym wypadku lubiła zgrywać damę w opałach. Kto wie, może Tyler przejmie jego fuchę albo się okaże jej nową złotą rączką na kwadracie. Co jak co, ale było na co popatrzeć.
Widząc jak zakrztusił się makaronem na chwilę wyprostowała się jak struna, bojąc się, że nagle przyjdzie jej go tu ratować, na szczęście szybko wziął się w garść, a ona znów wygodnie się oparła zajadając swoją chińszczyzną. — Policji? Ale ja im niczego nie zabieram… — odparła radośnie dodając swobodnie — temat sam żyje, bo słucha mnie tyle pokręconych znawców kryminalnych spraw, że tylko nakręcają temat, który ja już bym sobie pewnie odpuściła… gdyby nie oni! — zapewniła, choć nie była to do końca prawda. Zmarszczyła więc lekko nos i westchnęła. — Chociaż ten goździkowy pet… z jednej strony może się to wydawać naciągane, a z drugiej… Ktoś tam był, Tyler — była pewna swojej teorii — ktoś chciał typa uciszyć i się mu udało — dodała bardziej do siebie, bo Ty już wstał i skierował się do drzwi, by odebrać kebaba.
Nie wiem w sumie, nie jestem pewna co mamy w lodówce. Na pewno jest piwo, które zostawił mój brat, ale cola? Zobacz — teraz to i jego skromne progi, mógł się czuć jak u siebie! — Dobra, ale chcesz mi powiedzieć, że z grania w zespole i okazjonalnych masaży jesteś w stanie lajtowo wyżyć? — dopytywała zaciekawiona. — Czy robisz coś poza tym? — bo dla niej zarabianie swobodne z muzyki wciąż wydawało się totalną abstrakcją. Wcale nie doszukiwała się drugiego dna, roboty na czarno, ukrytego biznesu, bo dla niej Tyler był tylko zwykłym współlokatorem, który miał niepohamowany apetyt. No spójrzcie ile on zjada!
Obrazek
winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Szczerze? Niezbyt szczególnie przejął się tym posłanym w jego kierunku spojrzeniem, ba, nawet nieco rozbawiła go ta reakcja współlokatorki, lecz postanowił pozostać niewzruszonym. Prawda była taka, że musiał ćwiczyć granie szczególnie nowych kawałków, bo inaczej mogłoby mu grozić wyrzucenie z zespołu - raczej każdy byłby zirytowany, gdyby podczas próby ktoś albo nic by nie grał, albo CIĄGLE popełniał błędy. Jemu mimo wszystko zależało na zespole oraz byciu jego częścią.
Zespół był jedną z niewielu rzeczy, na których mu faktycznie zależało, choć oczywiście zdawał sobie sprawę, że branża muzyczna była brutalna i jednemu zespołowi udawało się trwać przez lata, a inne schodziły ze sceny dość szybko, bo po np. kilku miesiącach.
Cóż, zawsze można było iść w solową karierę.
Wzruszył ramionami, nie bardzo rozumiejąc, co takiego złego było w pytaniu o wymianę okna - na wyjaśnienie nie musiał zbyt długo czekać. Ach, a więc wszystko wina właściciela…. sknera pierdolona.
- A, rozumiem. Trochę to słabe, ale no cóż. - odpowiedział krótko, planując przed snem zrobić rozeznanie w kwestii związanej z usługą wymiany okna. Pewnie wiele zależało od tego, czy okno było małe czy duże, oraz liczby szyb. On, niestety, jedyne, do czego by się tu nadawał, to do zbicia szyby w oknie, natomiast wymienić byłoby już ciężko. Coś mu podpowiadało, że właściciel nie należał do zbyt… ugodowych chociaż może po szczerej rozmowie, coś by się zmieniło… nad tym również Tyler zaczął dumać, bo jak dobrze wiadomo, niektórym wystarczyło pokazać kopertkę lub walizkę z pieniędzmi i już niczym za dotknięciem magicznej różdżki, wszystko można było dogadać, wszystko dało się zrobić.
Oczywiście zainteresowała go, kiedy napomknęła o tym, co należało do tanich rzeczy,
- Twój patent? - powtórzył za Mili, doskonale wiedząc, że właśnie tak powiedziała. Rzecz jasna, wysłuchał uważnie tegoż, co miała do zaproponowania i… uniósł jedną brew..
Sympatyczny sąsiad… ciekawe, czy cukier by pożyczył. Albo mąkę.
- A ma dziewczynę? - spytał, bo zdawał sobie sprawę z tego, że podczas występów niektóre dziewczyny wręcz pragnęły nawiązania z nim kontaktu wzrokowego lub posłania uśmiechu. Chociaż najbardziej bawiły go spojrzenia zazdrosnych mężczyzn, gdy orientowali się, że ich panny patrzyły na scenę maślanymi oczami. Ach, ta zazdrość.
Gdy przestał kaszleć, wyciągnął do góry kciuka, dając współlokatorce znać, iż wszystko było z nim w porządku.
- No tak, rzuć szynkę, a zlecą się wygłodniałe psy… - wymamrotał coś, co dość często słyszał, odnośnie podania ludziom jakiegoś skandalu lub informacji.
- Może żona? Czasami najciemniej pod latarnią, a małżeństwa… cóż, nie zawsze są takie kolorowe jak je pokazują. - stwierdził beznamiętnie, niejednokrotnie będąc świadkiem patologii - notabene sam się z takiej wywodził, lecz skąd miał o tym wiedzieć, jeżeli jego biologiczni rodzice go zostawili? Coś czuł, że współlokatorka miała już wyrobione zdanie, a także swoje przekonanie. Patrzył Mili prosto w oczy, po czym usłyszał dzwonek do drzwi, więc wstał i poszedł odebrać kebaba. Był ciepły, co go uradowało - nie lubił zimnych kebabów, tak samo jak frytek.
- Dobra. Zaraz sprawdzę. - powiedział, biorąc gryz i delektując się tym, co jadł.
Jeny, czy naprawdę ją to interesowało?
- Siedzę na OnlyFansie. - rzucił nagle z powagą, biorąc kolejnego gryza - prawda była taka, że wcale tam nie siedział, tylko ciekawiła go reakcja brązowookiej. Patrzył na nią z uwagą, nie zamierzając wyznawać, co robił, kiedy nie wykonywał masaży i nie grał.
- Może kokosów z masaży i grania nie ma, ale to tylko kwestia czasu. Zostaniemy sławni i się zacznie... Wtedy będziesz mogła się chwalić, jakiego miałaś współlokatora. - odparł, mając nadzieję, że tak właśnie będzie. Nagle podniósł swoje cztery litery, by pójść zrobić rozeznanie w lodówce. Tak, wziął piwo z którym wrócił na miejsce.
- A Tobie jak się pracuje w zoo? - spytał, bo skoro o profesjach rozmawiali, to czemu miałby nie zapytać, czy taka praca jej odpowiadała. Kto wie, może w najbliższym czasie, Ty wybierze się do zoo? Dawno tam nie był - ostatni raz chyba za dzieciaka podczas wycieczki szkolnej… Słuchając odpowiedzi, po pomieszczeniu rozeszło się charakterystyczne syknięcie. Wziął kilka łyków i odstawił je na stolik przed sobą, zdając sobie sprawę, że powinien zapytać, czy brunetka też nie miała ochoty na zimne piwo, ups…
- Masz jakieś swoje ulubione zwierzę? - spytał nagle, bo on miał. Bardzo lubił lwy i wilki. Uważał je za dość majestatyczne.

tell me you favourite animal and i will tell you who you are
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „#107”