25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otworzyła usta, chcąc zauważyć, że przecież ostatecznie i tak musiała ją wyciągnąć i jeszcze niepotrzebnie skazać na dodatkowy stres, po którym na pewno już nie zaśnie. Zrezygnowała jednak z tego opierdolu. Miała wrażenie, że do Krukonki dotarło już, że głupio zrobiła i dodatkowe suszenie jej głowy nie przyniesie wymiernych korzyści.
— A może porzucisz bycie chorobliwie samodzielną? Tylko na ten miesiąc — zasugerowała łagodnym tonem. Proszenie o pomoc ewidentnie nie leżało w naturze Prescott, a chyba nie znajdzie lepszego momentu na zmienienie tego niż ten. Cross nie chciała nawet wymagać, by prosiła o pomoc konkretnie ją. Totalnie zrozumiałaby zwracanie się do kogoś bardziej kompetentnego.
— Jak widzisz, czasami ktoś dodatkowy się przydaje — dodała szybko, wskazując dłonią na samą siebie i wypinając z dumą pierś do przodu. Dobrze, że naciągnęła na piżamę czarny sweter, to przynajmniej nie wyglądała przy tym aż tak śmiesznie.
— Serio cieszę się, że pomyślałaś akurat o mnie — dodała ciszej. Odwróciła wzrok, niby z całkowitą obojętnością przyglądając się obecnie pustej tablicy przy biurku nauczycielskim. Od razu zrobiło jej się strasznie głupio, że powiedziała coś takiego na głos i wcale nie miała pewności, że dobrze jej teraz szło udawanie nonszalanckiej. Od razu pomyślała też, że to było jeszcze głupsze niż ustawa przewiduje, bo przecież Prescott na pewno wybrała ją wyłącznie ze względu na bliskość pokoju wspólnego Ślizgonów. Kurwa mać.
— Czyli mam miesiąc na to, żeby cię rozebrać? Zapamiętam. — Jej wzrok jeszcze raz uciekł w stronę dekoltu Krukonki, tym razem z pełną premedytacją i bez żadnego ukrywania się. Jakież radosne i zdrowe dla jej psychiki było żartowanie z tego, że mogłyby do czegoś podobnego doprowadzić wyłącznie przez to, że Rue jest trzy ćwierci od śmierci!
Przyglądała się jej jeszcze przez krótką chwilę, wahając się, czy powinna się zgodzić. Naprawdę trudno było jej tak po prostu odmówić. Ale przecież co złego może się stać? Na pewno to był taki jednorazowy wypadek, a skoro Krukonka miała zamiar zdać później relację Ainsworth, to wszystko będzie dobrze. Skinęła więc głową i udała, że przekręca kluczyk w zamku na ustach, a potem chce go wyrzucić. Już prawie cisnęła nim w głąb sali, ale z tego zrezygnowała. Złapała klucz między palec wskazujący i środkowy, po czym pchnęła nimi lekko do przodu, wrzucając go w dekolt Krukonki. Tam na pewno będzie bezpieczny!
Wywróciła oczami, ale uśmiechnęła się też z rozbawieniem, gdy zasugerowała spędzenie razem nocy. To był najlepszy pomysł, na jaki wpadła w tym roku. A na pewno od dwóch dni. Cross ani trochę nie spieszyło się, by podnieść się z podłogi. Oparła głowę o półkę za sobą i przymknęła oczy.
— Drogi pamiętniczku. Wreszcie się udało! Zamknęłam się nocą w sali od eliksirów z TĄ Krukonką. Dzięki mnie miała totalnie miękkie nogi. Była też cała mokra... — powiedziała cicho, niby do samej siebie, jeszcze przez moment nie otwierając oczu. Raven jej nie uwierzy, jak opowie jej to w ten sposób, a przecież nie kłamała żadnym słowem! Spojrzała z powrotem na Prescott, ale nie dodała niczego dodatkowego. Chciała zaoferować jej coś więcej niż własne ramię, ale nie była pewna, czy to dobry pomysł. Lepiej niech Krukonka zdecyduje sama, jak jest jej najwygodniej. Miała zamiar trwać przy niej bez żadnego pospieszenia, aż dziewczyna poczuje się na siłach, by wrócić do pokoju wspólnego.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wystarczająco już się nasłuchała. Zdobyła pewność, że to, co zrobiło było naprawdę godne pożałowania i bardziej nierozważne niż to szlajanie się nocą po Dziale Ksiąg Zakazanych, a to już na pewno był swoisty wyczyn, którym raczej nie powinna się chwalić.
- Ciekawa propozycja... Może oddam ją pod rozwagę - odpowiedziała, wydając z siebie pełen namysłu pomruk. - Nie sądziłam, że będziesz tak chętna temu, aby być na moje usługi.
Co prawda zapewne River nie miała na myśli tego, że stanie się jej osobistym skrzatem domowym, ale taka myśl zdawała się być dosyć kusząca. Z drugiej strony to Prescott chyba nie miała w sobie tego pierwiastka, który pozwalałby jej na wysługiwanie się innymi. Przynajmniej nie w tak świadomy i perfidny sposób.
- Wiedziałam, że jesteś w pobliżu... - mruknęła, ale chyba faktycznie kryło się za tym coś więcej.
Czy na pewno nie miała nikogo innego w Slytherinie lub Hufflepuffie, do kogo mogłaby się zwrócić w momencie potrzeby? Z jakiegoś powodu jej myśli skierowały się właśnie ku Cross, a reszta... Reszta była już naprawdę historią. Najważniejsze było, że Ślizgonka odpowiedziała na wezwanie i pomogła jej opanować napad klątwy, który był bardziej nieprzyjemny niż mogła to sobie wyobrazić.
- Chyba? Jeśli limit czasowy będzie mógł ulec zmianie to cię poinformuję - odparła, bo może wyjdzie na to, że uwolni się od klątwy lub ta nagle przybierze jeszcze agresywniejszy charakter.
Żartowanie z tego wszystkiego pozwalało jej nie zwariować. Inaczej zapewne już dawno oszalałaby na myśl o tym, że jej czas był mocno ograniczony o ile nagle nie znajdzie się jakiś sposób na przełamanie tej klątwy. Co prawda pracowała nad tym pewna specjalista, ale niektóre przypadki były po prostu beznadziejne.Nie zamierzała utrudniać kobiecie pracy. Chciała zwyczajnie nie czuć się jakby była pod wiecznym nadzorem. Jeśli to miał to być jej ostatni miesiąc życia to nie chciała spędzać go niczym więzień o ograniczonych swobodach, bo inaczej sprawa skończy się dla niej tragicznie.
Uśmiechnęła się lekko, gdy tylko River zrobiła swój mały pokaz z kluczykiem. Nie sądziła, że postanowi wrzucić niewidzialny przedmiot w jej dekolt, ale musiała ją zaczepić.
Na ogół nie przepadała za kontaktem fizycznym, ale w tym momencie nie miała nic przeciwko niemu. Być może dlatego, że wcześniej już przekroczyła granice swojej strefy komfortu, więc równie dobrze mogła to robić dalej, opierając się o znajdującą się obok niej Ślizgonkę. Chociaż to też bez przesady. Nie zamierzała się wtulać w jej ramię, ani kleić się do niej jak śluz gumochłona.
Nie spodziewała się tego komentarza. Zapewne, gdyby nie działanie eliksiru to jej mięśnie odruchowo by się napięły.
- To brzmi jak fragment książki, która zdecydowanie powinna znaleźć się w Dziale Ksiąg Zakazanych - skomentowała, bo zdecydowanie nie była fanką powieści posuwisto-zwrotnych.
W zasadzie to nie mogła się kłócić z tym opisem, bo faktycznie wydawał się on wyjątkowo trafny. Mięśnie jej zwiotczały, ciało było mokre od potu, a obie znajdowały się w pustej sali eliksirów, gdzie raczej nikt by nie zajrzał, aby ich poszukać. Naprawdę cudowne warunki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinna chyba uznać za niesamowity sukces fakt, że Krukonka nie parsknęła jej śmiechem prosto w twarz, gdy zasugerowała jej większą rozwagę. Wolałaby, żeby przyznała jej po prostu rację i zaczęła bardziej na siebie uważać, ale to chyba marzenie ściętej głowy.
— Śmiało, przetestuj mnie — zasugerowała, uśmiechając się z tą bezczelną pewnością siebie, która od wczoraj ulatywała w towarzystwie Prescott zdecydowanie zbyt szybko. To jednak wciąż było integralna część River. Ta dziewczyna nie była w stanie wyciągnąć z niej tego całkowicie. Chyba. Oby. Nie próbowała wcześniej sugerować, że to ona może nagle stać się osobą, do której będzie się tak chętnie zwracać, bo do głowy by jej nie przyszło, że Krukonka może zaakceptować taką ewentualność. Brzmiało to jednak dość obiecująco. Ślizgonka lubiła wyzwania i wątpiła, że Prescott byłaby w stanie zażądać od niej czegoś, czym byłaby w stanie ją zagiąć i River musiałaby się wycofać. Nie miała zbyt dobrze rozwiniętego instynktu samozachowawczego. Nie była też profesjonalną łamaczką klątw, więc pewnie nie stanie się faktyczną pomocą, ale może przynajmniej zapewni jej nieco rozrywki w tym trudnym miesiącu? Na to była gotowa.
Mruknęła tylko potwierdzająco. Była w pobliżu, racja. I tyle. Była pierwszą myślą Ruelle w tej sytuacji, bo pokój wspólny Ślizgonów był tuż obok. Tylko czemu akurat ona a nie ktokolwiek inny z jej domu? Może kojarzyła, że River miewa spore problemy ze snem i zakładała, że na pewno znowu nie może spać? Albo po prostu potrzebowała kogoś, komu nie będzie musiała niczego tłumaczyć, bo przecież Cross była względnie na bieżąco w kwestii klątwy? Wszystko jedno. Krukonce ewidentnie chodziło o wygodę i prostotę. Kwestie techniczne i tyle.
— To może jednak dasz mi się rozebrać teraz? No wiesz, na wszelki wypadek, skoro nigdy nie wiadomo — Taki układ wydawał się dosyć uczciwy. Groźba śmierci wisiała nad dziewczyną przez cały czas. Piasek w klepsydrze powinien przesypywać się miarowo, odliczając godziny do jej ostatniego oddechu, ale z klątwami to przecież nigdy nie wiadomo. Może okazać się, że ktoś źle coś policzył albo zaszkodził w międzyczasie i nagle czas po prosty wyparuje. Lepiej było robić takie rzeczy od razu, bo potem może nie być kiedy w trakcie agonii.
— Aż taka okropna ze mnie pisarka? Jesteś okrutna. Ale dobrze, mogę ci to potem narysować, zamiast opisywać. — Obróciła głowę w jej stronę, chcąc na podstawie jej miny ocenić, czy dziewczyna faktycznie doceniłaby taki szkic. Przyglądanie się jej z tak bliska utrudniło pamiętanie, po co to w ogóle robiła. Zdecydowanie nie powinny tu nadal siedzieć. Powinny się ogarnąć i udać do dormitorium. Wszystko jedno którego, byle razem. Nie, chwila, co? Nie tak! Wiadomo, że nie wszystko jedno, do którego, skoro Ślizgońskie było bliżej. Nie, chwila, z tym zdaniem też było coś nie tak.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła się roześmiać, bo jak najbardziej dziewczyna miała rację. Powinna być bardziej rozważna i pomyśleć o tym jakie konsekwencje mogły ją czekać, gdy tylko zostanie sama poza pokojem wspólnym. Tylko, że nie przewidziała tego. Zamiast tego była błędnie przekonana o swojej nieomylności.
- Zrobimy ci jakąś tunikę z prześcieradła, żebyś wyglądała jak skrzat domowy - zasugerowała, bo skoro miała być na jej usługi to musiały wymyślić coś podobnego. - Potrzebowałabyś też innego imienia. Jak Mrużka czy Skwarek.
To była pierwsza para skrzatów, które pracowały w hogwarckiej kuchni, która przyszła jej na myśl. Z drugiej strony Rzeczka może nie było faktycznie tak złym imieniem dla skrzatki? Nad tym zdecydowanie powinna jeszcze pomyśleć.
Nie ulegało wątpliwości, że Cross była całkowicie bezczelna oraz pewna siebie. Zapewne byłaby skłonna zrobić niezwykle wiele tylko po to, aby udowodnić swoje stanowisko. Zapewne Ruelle musiałaby się namęczyć, aby znaleźć coś, co byłoby na tyle uwłaczające, że odmawiałaby wykonania owego polecenia.
Odległość na pewno była jednym z powodów. River była też tą, która znała się na eliksirach (podobnie zresztą jak znajdująca się w Slytherinie Mina Hawthorne) oraz była bardziej zaznajomiona z tematem klątwy. Czy to nie dzislało na jej korzyść? Chyba tak. Chociaż, gdyby tylko Prescott poświęciła takim rozważaniom jeszcze chwilę lub dwie to odkryłaby, że kryło się za tym wszystkim coś jeszcze. Zwyczajnie czuła się komfortowo i bezpiecznie przy boku tej konkretnej Ślizgonki. Coś, czego nie mogłaby sobie wcześniej wyobrazić.
- Och, nagle zmieniłaś zdanie? - zapytała i sama nie miała pojęcia skąd wzięła się w niej nagle ta chęć, żeby podrażnić się ze swoją towarzyszką. - Teraz to czuję, że byłabym za łatwa.
Czemu w ogóle o tym dyskutowały? Powinny zamiast tego skupić się na czymś, co nie oscylowało pomiędzy zdzieraniem z siebie szat w ramach podziękowania za poratowanie eliksirem czy dwoma.
- Boję się tego jak mógłby ten rysunek wyglądać. Widziałam już kilka komiksów sprowadzanych z Mahoutokoro i cóż... Moje życie nie będzie po tym takie samo.
Nie dodawała w ogóle nic na temat tego jak wyglądały te dobra sprowadzane z Azji. Pewnie zresztą Cross już zdołała się z nimi zapoznać. Może nawet z tym, który... przedstawiał wyjątkowo bliskie spotkanie pewnej uczennicy i Wielkiej Kałamarnicy żyjącej w hogwarckim jeziorze.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brwi, gdy tylko Krukonka wspomniała o prześcieradle. Jeszcze tego brakowało, żeby nosiła jakąś szmatę. Szczególnie przy tej szmacie dziewczynie. Musiały ustalić jasne granice służalczości. Jej brwi powędrowały jeszcze wyżej, gdy tylko usłyszała o potencjalnych imionach.
— O wow. Mrużka? Poważnie? Ostatnie, czego się tutaj spodziewałam to przemoc na tle rasowym — parsknęła, choć wcale nie była zła. Podobały jej się te pomysły. Były wyjątkowo durne, ale rozbawiły ją i tak. Chyba to niewyspanie zaczęło siadać jej na głowę.
— I przez miesiąc mam się pojawiać na każde twoje zawołanie, a potem mnie uwolnisz? Mam nadzieję, że zrobisz to jakąś częścią bielizny. — Skoro już chciała żartować na ten temat, to takie rozwiązanie również musiało się pojawić. Coś jej podpowiadało, że Prescott ma w sobie jakąś dziwną tendencję do zostawiania za sobą bielizny gdzie popadnie, ale skąd to echo myśli do niej przychodziło? Pewnie z jakiejś innej rzeczywistości. Dziwna sprawa!
— A może to po prostu kwestia mojego niesamowitego uroku osobistego? Ale dobrze, dobrze, możemy wrócić do tego rozbierania jutro. — Uniosła ręce w geście poddania się. Jeden dzień jej przecież nie zbawi. Była przecież grzecznym skrzatem i mogła cierpliwie poczekać aż zacznie zdzierać z niej ubrania. Ta wizja mimo wszystko wydawała jej się wyjątkowo absurdalna. Ona i Prescott w takiej sytuacji? Tak po prostu? Nie, to przecież nie do zrobienia. Aż tak ich do siebie nie ciągnęło. Albo ciągnęło, ale nie w ten sposób. Totalnie musi jej się coś wydawać.
— Powinnam się obrazić, że nie wierzysz w mój talent i zdolność do zrobienia nawet z czegoś takiego arcydzieła, ale dzisiaj ci odpuszczę ze względu na twój stan. No i za bardzo lubisz moje rysunki, żeby za karę cię ich pozbawiać. — Oczywiście, że w swoim własnym mniemaniu była w stanie narysować szybko i zrobić to bardzo umiejętnie. Po prostu potrzebowałaby na to czasu. Nie wątpiła, ze dałaby radę stworzyć coś, co spodobałoby się Krukonce. Może niekoniecznie z nimi w roli głównej, ale.... no coż. Musiałaby po prostu się zastanowić, co konkretnie, a teraz nie była w stanie, bo od razu w myślach pojawiły jej się rysunki właśnie z nimi w roli głównej.
— To jak, lepiej się czujesz? Chodźmy stąd, zanim przyplącze się tu jakiś duch. Możemy iść na wieżę albo... no. Wiesz. Ślizgońskie dormitorium jest praktycznie za rogiem, ale... wasze też nie jest chyba aż tak daleko. — Zaplątała się we własnej myśli i zdecydowanie nie wybrzmiała tak, jak było to w jej głowie. Uformowała wyjątkowo strojną wiązankę przekleństw we własnych myślach na swój temat, ale na zewnątrz starała się nie dać po sobie poznać, że w ogóle wyczuła, że brzmi dziwnie. Totalnie tak chciała to ująć. Tak mówią cool dzieciaki, c'nie?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakby nie patrzeć to w końcu skrzaty domowe chodziły w podobnych kreacjach, więc nie było co się obruszać na podobne sugestie. Chociaż na pewni inaczej się sprawy miały gdy chodziło o dobór imienia.
- Nie moja wina, że ludzie dobierają skrzatom takie imiona. A miałabyś jakieś inne propozycje, Rzeczko? - zapytała, przyglądając jej się z zaciekawieniem.
Prawie parsknęła na uwagę o tym, że powinna ją uwolnić przez wręczenie części swojej bielizny. Naprawdę tej dziewczynie tylko jedno było w głowie... Z drugiej strony chyba jeszcze nigdy nie flirtowała z nią w tak otwarty i bezczelny sposób. To była jakaś nowość i może nawet ktoś taki jak Ruelle w końcu załapie, że coś takiego nie brało się znikąd... Chociaż chyba była na to za bardzo autystyczna krukońska.
- O ile tylko będziesz ładnie służyła to rozważę przychylenie się do tej prośby - odpowiedziała, nie składając jej jeszcze żadnych obietnic, które musiałaby później dotrzymać jako niezwykle słowna Krukonka.
W urok osobisty Cross śmiała wątpić. No, może i faktycznie potrafiła chwycić za serce swoim szelmowskim uśmieszkiem i tym jak wydawała się dbać o swoich, ale czy na pewno było to coś, co wyjątkowo do niej przemawiało?
- Może jutro będziesz miała więcej szczęścia. Będziesz mieć czas na uwarzenie Felix Felicis - odparowała, nie mogąc odpuścić sobie tego żartu.
Chyba naprawdę czuła się już lepiej skoro tak sobie żartowała. Jeszcze trochę, a okaże się, że śmiech to najlepsze lekarstwo i będzie w stanie ją wyleczyć nawet z tej klątwy. To dopiero byłoby odkrycie godne nagrody Merlina najwyższej klasy!
- Cóż, czasami jakość może być dobra, ale pewne treści zwyczajnie są trudne do przetworzenia przez daną osobę - dodała na swoją obronę, bo nie miała pojęcia w jaki sposób Ślizgonka ujęłaby je obie w swojej wesołej twórczości o niewiadomej zawartości.
Dotychczas zyskała już wystarczająco wiele dowodów na to, że River była naprawdę świetną rysowniczką. Co jakiś czas przecież na jej biurku lądowały kolejne ożywione patki z pergaminu, na których widniał taki lub inny szkic. Tylko jak chciałaby je umieścić razem na rysunku? W dodatku przed chwilą przedstawiła wszystko w taki sposób, że trudno było powiedzieć jak wyglądałaby uwieczniona przez nią scena. Może mogła przypominać te sprowadzone z Azji komiksy.
- Trochę lepiej, ale dalej nieco niepewnie - odpowiedziała, chwytając się lekko półki za sobą, aby podciągnąć się na nogi, które dalej zdawały się rozjeżdżać pod ciężarem jej ciała.
Musiała się jakoś ratować. Pierwszy sposób jaki przyszedł jej do głowy to zaparcie się jedną z rąk o ciało River, ale nie miała pojęcia czy uda jej się zachować równowagę. Po raz kolejny jej godność znajdowała się gdzieś roztrzaskana na podłodze.
- Nie mam pojęcia czy dotrę do dormitorium Krukonów... - przyznała szczerze, bo nawet biorąc pod uwagę skróty to wciąż czekała ją dosyć długa przeprawa.
Przygryzła dolną wargę, zastanawiając się nad tym wszystkim zdecydowanie zbyt długo. Slytherin miał swoją siedzibę w zasadzie tuż obok, a Cross już o tym wspomniała... Niby nie chciała się narzucać, ale wydawało jej się to być rozsądną opcją. Tylko, że wciąż pozostawała kwestia spania... Nie mogłaby z pewnością przespać się w pokoju wspólnym, bo to wywołałoby zbyt wielkie sensacje, gdyby jednak nakrył ją jakiś obcy Ślizgon. Zostawało dormitorium... Najpewniej w jednym łóżku z River, bo mogły zasunąć kotary wokół niego dla większej prywatności... Myśląc jednak o tym jak wyglądała ich dotychczasowa rozmowa, Ruelle odruchowo się zarumieniła. To wszystko było zdecydowanie zbyt intymne.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”