Gdyby tylko Peter wiedział jak istotne dla jego asystentki było to, by wszystko co dla niego robiła było idealne, to zacząłby się zastanawiać czy w jej oczach jest jednym z tych pracodawców, których należy sie bać. Starał się jej przekazać, że on nie jest zwykłym szefem, jest
cool szefem i podczas ostatniej imprezy integracyjnej przeprowadził z nią rozmowę w której jej wyjaśnił, że na prawdę nie musi stawać na baczność za każdym razem, kiedy on wchodzi do pokoju albo akurat przychodzi do biura. Bo przecież to było dla niego absolutnie niezręczne, a poza tym jego koledzy z boiska zaczynali się z niego nabijać, że trzyma swoją Dominique krótko. Skoro już panna Drummond pracowała w męskim świecie - bo cóż jest bardziej męskiego w Kanadzie niż hokej? - to musiała się nauczyć kilku rzeczy. Peter na pamiętnej imprezie trochę się upił i mówił jej nawet o tym, że nie może dać chłopakom powodów żeby ją tak seksualizowali - bo on sie stara, żeby ją szanowali, ale jak tak będzie wstawać na jego widok, to zaczną się zachowywać podle. Ale jakby ktoś go spytał, to nie do końca pamięta co jej wtedy mówił, na przykład to jak trzy razy się jej pytał, czy on jest dobrym szefem a potem jak wsiadał (tzn ona go wsadzała) do taksówki powiedział jej, że nie wyobraża sobie nikogo innego na jej miejscu.
Od tamtego momentu Dominique siedzi, ale zawsze wita go szerokim uśmiechem, co akurat bardzo mu pasuje - bo wtedy zawsze się jakoś tak milej zaczyna dzień, jak ktoś Cię tak wita. Dlatego też naciskał na to, żeby jego asystentką była kobieta. Kiedyś miał asystenta Alexa, który był wielkim fanem hokeja, ale obsługa kalendarza oraz wysyłanie maili tak go denerwowało, że prawie zawsze siedział skrzywiony przed kompem. Peter musiał go bardzo szybko zwolnić, bo niestety nie nadążał za szybkim trybem ich pracy. Z Dominique tego problemu nie miał, ogólnie był zadowolony z jej pracy, a jej nadgorliwość traktował z lekkim przymrużeniem oka. Może nawet czasami myślał, że jak tak dalej pójdzie to będzie musiał dać jej jakiś awans, ale jak da to musiałby sobie znaleźć inną asystentkę. A kto mu zrobi taką świetną kawę jak Dominique?
Wysłuchał szybkiego i zwięzłego briefu i sięgnął po kawkę, którą przygotowała. Zaciągnął się zapachem i nagrodził jej starania lekkim uśmiechem. Spróbował i skinął głową, gładząc się po koszuli, jakby sprawdzając, czy wciąż jest dobrze wyprasowana na piersi.
Idealna. Nawet jeżeli zaparzona 3 minuty za wcześnie. Dominique chyba nie wiedziała, ale zanim się zjawiła w jego życiu, to pił za gorącą kawę se Starbucksa na wynos, albo lodowatą kawę która stała cały dzień na biurku. Podgrzewał ją w mikrofali i mimo, że była już tylko wspomnieniem tego napoju, to wlewał ją w siebie jak jakiś narkoman. Dziś z dreszczami na plecach wspomina ten czas, szczególnie kiedy pije taką kawkę jak ta.
-
Frankiln? Tak zadzwonie do niego zaraz - ciekawe co ten bramkarz znów wymyślił. Ostatnio chciał mu wcisnać, że jego kuzyn chce ich sponsorować i chciałby swoje logo dać na kasku, i niby wszystko się zgadzało, ale cholerka jak Peter usłyszał za ile taka przyjemność, to powiedział, że jedyne co może zaproponować to logo na skarpetkach. Pod piętą. Tez nie do końca wiedział dlaczego akurat do niego urzeczył Franklin, wszak on się nie zajmuje sponsoringiem, a wdrażaniem nowych technologii, ale może dobrze, że przyszedł do mnie, bo szkoda ludziom z marketingu zawracać tym głowę.
Skinał jej głową i już chciał wejść do swojego gabinetu, ale cośgo tknęło. Telefon do Franklina mógł zaczekać.
-
Dominique - zatrzymał się w drzwiach i zrobił krok w tył, jakby nagle coś wpadło mu do głowy. Zerknął pobieżnie oglądając przestrzeń open space i zwrócił znów twarz w jej kierunku, skoro już upewnil się, że raczej nikt ich nie podsłuchuje -
Czy mogłabyś zcancellować dostawy kwiatów do Kristin? I tą wizytę w salonie Tiffany'ego - zawahał się, czy wtajemniczać ją w szczegóły, ale prawda była taka, że Dominique dużo lepiej niż on orientowała się w tych wszystkich planach dotyczących niedoszłych zaręczyn z Kristin i było dużo więcej rzeczy, które będzie musiała odwołać niż to o czym pomyślał Peter. Nieco się wahał z początku, czy zrzucać na nią wszystkie swoje sprawy z którymi sobie
nie radzi, ale ktoś (pewnie Galen Wyatt) uświadomił mu, że po to się ma prywatną asystenkę, żeby mu pomagała przeżyć jego życie. I tak właśnie Dominique znała nie tylko jego kalendarz, ale posiadała wiedzę o wszystkich sprawach firmowych, nawet tych, które znajdowały się pod ścisłym NDA. I sprawdzała się na tym stanowisku świetnie, myślała zawsze trzy kroki do przodu. Nie zdziwił by się, że zaraz po tym, kiedy wyznał jej, że planuje się oświadczyć, zadzwoniła do hotelu BISHA i Toronto Beach Club Premium żeby sprawdzić kiedy mają najbliższy dostępny termin na ślub. Zatrzymał się na chwilę dłużej przy jej biurku i mówi: -
Rozstaliśmy się z Kristin- kiedy tylko to powiedział, to usłyszał, jak przedziwnie to brzmi, tak jakby sie spoufalał ze swoją asystentką i aż się napił łyk kawy i wyprostował, a także znów pogładził po koszuli w okolicach klaty, przyprowadzają się do porządku. -
Krsitin nie będzie już dalej obecna, także możesz wyczyścić mój kalendarz - i teraz kiedy jej to zakomunikował, to może się mu przyjrzy trochę dokładniej i zobaczy, że pomimo wyprowstowanej sylwetki, Peter ma lekko podkrążone oczy, jakby imprezował trochę dłużej niż tyle co na White Party u jego rodziców, które miało miejsce w ten długi weekend.
Szkoda, że Domnique nie mogła być na tej imprezie, to nie musiałby jej tego mówić, bo sama by zobaczyła zerwanie roku.
Emily!