34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy na pewno jej się przyda? Czy jeśli znowu zostanie sama da sobie w ogóle radę? Znaczy… pewnie da. Całe życie dawała sobie radę sama, ale pytaniem było, czy jeszcze chciała to robić. I w momencie, gdy się do niej przysunął, gdy ją objął, zamknął ją w swoich ramionach – znała odpowiedź. Nie. Nie chciała… i dlatego znowu zaczęła wpadać w panikę, bo jej głowa podpowiadała jej najczarniejsze z czarnych scenariuszy i nie potrafiła się ich pozbyć. Wyrzuty sumienia zaczęły ją przygniatać jeszcze zanim cokolwiek się wydarzyło. Przecież ją znał… przecież wiedział, że sobie nie wybaczy jeśli stanie mu się coś złego. To ją zje. Jednocześnie była pod wrażeniem jak jego serce równo biło, jakby naprawdę potrafił przy tym wszystkim zachować spokój. To jej trzepotało się w jej klatce piersiowej jak przestraszone zwierzątko. Ale trochę tak się czuła, więc akurat pasowało. Mocniej do niego przylgnęła, zacisnęła powieki i słuchała, co miał do powiedzenia. Był upartym psem…
Tylko już nie był psem.
Pokręciła lekko głową i odsunęła się od niego, gdy jej na to pozwolił. Nie chciała chować głowy w piasek… nawet ukrywając się, czy wyjeżdżając – wcale nie musiała tego robić. Nie musieli. Nie musieli też reagować od razu. Wręcz przeciwnie.
- Nie robisz tego na chłodno. – zaprotestowała – Akcja, reakcja… i rozumiem to. Naprawdę to rozumiem. Uwierz mi, że część mnie chętnie by stąd wyszła i zrobiła coś bardzo głupiego. Bardzo. – nie potrzebowałaby do tego jego wsparcia. Ale wiedziała, że byłoby to głupie i przyniosło więcej szkód niż pożytku.
Odsunęła się od Arvela, wracając do pokoju i siadając na krawędzi łóżka. Szybko jednak na powrót odnalazła jego spojrzenie.
- Nie chcę chować głowy w piasek. Chcę to zrobić… w sposób kontrolowany. Chcę przewidzieć konsekwencje. – nawet jeśli nie było to prawdopodobne w stu procentach, nawet jeśli zawsze istniało ryzyko, że coś się wysypie i nie pójdzie zgodnie z planem to chciała mieć kontrolę. Chociaż jej namiastkę – Oni właśnie tego się teraz spodziewają… Ciebie chcącego sprawiedliwości. – tym bardziej jeśli wiedzieli o jego relacjach z Darcy. Czy raczej relacjach Darcy z nim. Mogła nie wydusić z siebie nawet słowa, ale naprawdę się w ostatnich tygodniach nie ukrywali i to był błąd. Szczególnie, gdy w takich mocno szemranych kręgach miał taką opinię, a nie inną – Niech przestaną. – spodziewać się reakcji. Niech kurz opadnie, niech myślą, że w jakimś stopniu wygrali… nawet jeśli w tym momencie chęć zemsty aż ją paliła to gdzieś z tyłu głowy miała świadomość, że warto było poczekać. Zmniejszyć ryzyko – Albo niech cios zada ktoś, kogo się nie spodziewają. W rzeczach Daniela są brudy na wszystkich… mogą sami zacząć sobie skakać do gardeł. Mogę iść z tym na policję i wszyscy zgniją w więzieniu. Mam pieniądze, na które znajdzie się wielu chętnych gotowych zrobić wszystko. – wyrzucając z siebie kolejne słowa przestała na niego patrzeć. Wbiła wzrok w jakiś punkt na podłodze przed sobą, a oczami wyobraźni widziała każde z tych rozwiązań i jego skutki… i przy żadnym nie musiał podejmować ryzyka. Wiedziała, że uczucia były niebezpieczne. Wystarczyło się nie angażować.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Planował to tak by oboje mieli jeszcze przed sobą dobrych kilka lat w swoim towarzystwie. Może nawet resztę życia jeśli wszystko poszłoby po jego myśli. Jednak nie zamierzał jej tutaj mydlić oczu. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak. Na wiele nie miał zbyt wielkiego wpływu. Na tym polegało życie. Seria niefortunnych wypadków na które oni mogli po prostu reagować. Mieli wpływ tylko na to jak zareagują i jak sobie z tym poradzą. Dlatego chciał w tym momencie po prostu potrzymać ją przez chwilę w swoich ramionach wiedząc, że tak prosty gest może nie być dla nich dostępny na przestrzeni następnych dni, tygodni, a może nawet miesięcy. Robił to zarówno dla niej jak i dla samego siebie. Chciał stworzyć wspomnienia, do których będzie mógł wracać gdy życie przyciśnie go do muru.
Nie poszedł za nią od razu z powrotem do sypialni. Przez chwilę obserwował jak się poruszała. Chciał się upewnić, że nie zgrywa po prostu twardzielki, tak jak robiła to wcześniej. Wiedział, że nie chciała by się w to mieszał, lecz na to było już za późno. Dużo za późno odkąd tylko weszli głębiej w tę relację. Musiała zdawać sobie sprawę, że znaczy dla niego o wiele więcej niż dla swojego byłego męża. Nie było nawet mowy o tym by po prostu pozwolił się temu wydarzyć. By nie zareagował. Nawet jeśli mu nie wierzyła nie robił tego pod względem wyłącznie emocji. Gdyby tak było już dawno rozpętałby wojnę zamiast upewnić się wpierw, że wszystko u niej w porządku.
- Przewidziałem już konsekwencje Darcy. Większość możliwości i wiem jak się przed nimi zabezpieczyć. - powiedział spokojnie podchodząc nieco bliżej - Mogą się tego spodziewać, ale nie wiedzą, że już wróciłem do Toronto. Postarałem się by mieć chociaż dwadzieścia cztery godziny zanim ktoś będzie mógł to sprawdzić. - wyjaśnił dając do zrozumienia, że naprawdę wiedział, co robił.
- Nie przestaną się tego spodziewać. Wiedzą, że nie odpuszczę, a odwlekanie tego w czasie da im tylko lepszą szansę żeby się przygotować. Za rok czy dwa może straciliby czujność, ale nie zamierzam czekać tak długo. - usiadł obok niej na łóżku opierając łokcie na kolanach.
Widział, co właśnie próbowała zrobić, ale on był uparty. Mogli o tym porozmawiać, ale jego decyzja już zapadła. Darcy jest zmęczona, obolała. Leki za chwilę zaczną działać. Nie będzie mogła im się długo opierać i w duchu był za to wdzięczny. Bo miała szansę go zatrzymać. Naprawdę miała. Gdyby dał jej godzinę, dwie pewnie zacząłby mięknąć, lecz wiedział, że taki czas nie będzie im dany.
- Chcesz sprowadzić na siebie jeszcze większe kłopoty? - spojrzał na nią wymownie bo żadna z tych opcji nie gwarantowała jej bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie, znów wróciliby do tego samego punktu - Wszyscy, których można kupić mogą się sprzedać za lepszą stawkę. Tylko mnie nie da się w żaden sposób przekupić. - odpowiedział kładąc na to dość duży nacisk.
- Znasz ten świat Darcy, ale to ja z nim walczę od blisko dekady. Wiem, co muszę zrobić. - zarówno by nie dać się złapać, a by sprawiedliwość została wymierzona.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że Darcy w tym momencie zgrywała twardzielkę. W każdej jednej kwestii. W tym jak się poruszała, jak ignorowała ból, jak mówiła i przede wszystkim… co mówiła. Chciała zachować chociaż resztki zdrowego rozsądku i naprawdę wspinała się w tym momencie na wyżyny własnego opanowania. Miała nadzieję, że uda mu się go przekonać… naprawdę na to liczyła. Była na siebie zła, że to wszystko tak się potoczyło. Mogła nie wysyłać tej głupiej wiadomości, mogła zacząć kłamać, że spóźniła się na samolot i przeciągać to w nieskończoność… mogła zrobić wszystko, żeby został w Walii. Bo czy wierzyła w to, że faktycznie nikt nie był świadomy jego powrotu? Nie. Niestety nie. Może była człowiekiem małej wiary, a może była po prostu realistką, która wiedziała, że nawet jeśli Toronto nie było małym miastem – wiadomości rozchodziły się w nim z prędkością światła. Tak samo jak nie wierzyła, że mógł coś przewidzieć.
Podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć. I przez chwilę milczała… wspięła się jedynie na łóżko, oparła o zagłówek i podciągnęła kolana do klatki piersiowej, żeby móc je objąć ramionami. Pewnie jakiś psychiatryczny guru mógłby stwierdzić, że w ten sposób się przed czymś chroniła… i cóż, może tak było. Na pewno cały czas wbijała spojrzenie w męską sylwetkę siedzącą na łóżku i zastanawiała się nad odpowiedziami.
- Jeśli moje kłopoty miałyby cię uchronić przed zrobieniem tej głupoty? Tak. Chcę. – przyznała dość chłodno – Bo walczysz z tym światem, a nie jesteś jego częścią. Nie jesteś taki jak oni. Nawet jeśli ci się tak wydaje, nawet jeśli nie jesteś całkowicie czysty i robiłeś jakieś głupie interesy z ludźmi tego pokroju… nie jesteś taki. – nie był święty, doskonale sobie zdawała z tego sprawę. Ale to był jeden z powodów przez które ich relacja się w ogóle zaczęła, a później miała okazję się rozwinąć. Grzeczni panowie w garniturach nie byli w jej typie. Tylko jednocześnie wiedziała, że Cadwalader nie był zły – nawet jeśli nie zawsze był dobry. Nie brała pod uwagę, że była tak naiwna, że mogło to tak działać tylko i wyłącznie w jej głowie – A boję się, że się staniesz… i nigdy mi tego nie wybaczysz. Znienawidzisz mnie. Może nie dzisiaj, może nie jutro, ale kiedy dotrze do ciebie… – co zrobił. Wzięła głębszy oddech i na moment przymknęła powieki, odchylając lekko głowę do tyłu i opierając ją o materiałowy zagłówek łóżka. Potrzebowała sekundy albo dwóch… momentu na oddech i zebrani się w sobie. Decyzję, czy w ogóle chce zadać te pytania, które chodziły jej po głowie. Zazwyczaj wychodziła z założenia, że im mniej człowiek wie tym lepiej śpi, ale jak widać niekoniecznie jej się to ostatnio przydało. Zresztą Arvel nie był Danielem. Wróciła do niego spojrzeniem, na tyle czujnym i uważnym jak była w swoim aktualnym stanie. Zmęczenie, ból i ogólne zmarnowanie niewątpliwie odbijały się na jej twarzy.
- Co chcesz właściwie zrobić? Przewidziałeś konsekwencje, więc… jakie mogą być? Czego mogę się spodziewać? Na co musimy się przygotować? Jak będą wyglądały kolejne dni, tygodnie, miesiące albo lata? – potrzebowała wiedzieć. Nigdy nie wybiegała tak daleko w przyszłość, gdy jakkolwiek rozmawiali o swojej relacji, nie robiła dalekosiężnych planów, nie wyobrażała sobie wspólnej starości, ale w tym momencie po prostu chciała wiedzieć.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- I zdajesz sobie sprawę, że to prowadziłoby tylko do jakiejś chorej pętli? Ty wpadasz w kłopoty, trzeba wyrównać rachunek, wpadasz w jeszcze większe kłopoty i znów trzeba wyrównać jeszcze większy rachunek... - spojrzał na nią znacząco - W pewnym momencie trzeba to po prostu skończyć. Raz, na zawsze. - powiedział odwracając się w jej stronę i patrząc w jej tęczówki.
Patrzenie na nią w tym momencie nie należało do najprzyjemniejszych. To, co jej zrobili tylko coraz bardziej go wkurwiało. Ryzykował nie utrzymaniem swoich emocji na wodzy. Chciał żeby za to zapłacili. Wiedział, że za to zapłacą. Nie pozwoli na to by po prostu mogli kontynuować swoje życie. Nie bez zapłacenia rachunku, który zaciągnęli. Jednocześnie nie chciał dać po sobie poznać, że nie mówi jej do końca wszystkiego. Nie chciał żeby wiedziała za dużo. Nie mogła wiedzieć za dużo. Tak było dla niej po prostu bezpieczniej.
- Nie jestem taki. - przyznał jej rację kręcąc lekko głową - Jestem jednak częścią tego świata. Może nie tą najgorszą, lecz nadal jego częścią. - westchnął cicho zamyślając się na chwilę spoglądając na ścianę naprzeciwko siebie.
- Dotrze do mnie, co Darcy? - zaśmiał się bez cienia rozbawienia - Wiem, kim jestem Darcy. Wiem, co robiłem tutaj oraz w Walii. Jest jeszcze kilka rzeczy, których nie wiesz. - uśmiechnął się lekko, lecz nie sięgał on jego oczu gdy znów na nią spojrzał - Robię to tak samo dla Ciebie, jak dla siebie. Nie robię tego wyłącznie dla Ciebie. Robię to także dla siebie. Nie jestem facetem, który pozwala by wszystko się po prostu działy. Nie chowam głowy w piasek i udaję, że nic się nie stało czy oddam to w ręce kolegów z policji. Policja i prawo są spaczone. Działają wtedy, kiedy bardzo tego chcą i trwa to lata. Nikt nie podniesie ręki na kobietę, którą kocham i nie poniesie tego konsekwencji Darcy. Nikt. - nie podnosił głosu, nie emocjonował się, jego ton był chłodny i absolutnie pewny swoich słów.
Wiedział o co jej chodziło. Oczywiście, że wiedział, nie był kompletnie zaślepiony. Niestety tym razem nie mógł jej po prostu ulec. Zostać i udawać, że nic się nie stało. Mogła zgrywać przed nim twardzielkę ale wiedział jak będą wyglądały jej następne tygodnie. Nawet kiedy rany już się zagoją, te na psychice pozostaną jeszcze przez długi czas. Pracował z ofiarami przemocy. Wiedział jak to wyglądało czasami kilka lat po zdarzeniu. Mogło jej się wydawać, że wie na co się pisze, lecz dopiero teraz naprawdę to poczuła. Będzie się bać wychodzić sama z klubu, będzie obracać się przez ramię. Zwłaszcza, jeśli oni nadal będą na wolności. Jeśli nikt nie będzie bać się znów podnieść na nią rękę. Dlatego to on musiał zadbać o to by ten strach się pojawił.
- Nie mogę Ci powiedzieć, co zrobię. Tak będzie dla Ciebie lepiej. Nie będziesz musiała kłamać jeśli ktoś o to zapyta. - bo to tylko kwestia czasu zanim ktoś przyjdzie o nich zapytać - Jak to będzie wyglądać... Za chwilę leki zaczną działać, a Ty w końcu odpoczniesz. Ja w tym czasie zrobię to, co muszę, a za jakiś czas pewnie przyjdzie policja zapytać czy coś o tym wiesz. Pewnie któryś z moich kolegów. Będą mnie szukać, a ja w pewnym momencie pozwolę się znaleźć. Tak będzie lepiej dla mnie. - wytłumaczył znając prawnicze zagrywki - To jak długo będę z nimi będzie już zależało od tego jak bardzo będą przykładać się do śledztwa. Mam nadzieję, że nie za mocno. - uśmiechnął się lekko - A później nie wiem... Zobaczymy. - wzruszył ramionami bo to jedyne, co mógł teraz zrobić.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie. Zdawała sobie, że to nie miało najmniejszego sensu, ale jednocześnie była tak zła na tą sytuację, że trudno było jej znaleźć sensowne rozwiązanie. Każda komórka jej ciała mimo pulsującego bólu się sprzeciwiała… nie chciała dopuścić do siebie myśli, że skończy się to w taki sposób. Że za całą tą sytuację konsekwencje poniesie on. To nie był pierwszy raz, gdy wyciągał ją z kłopotów, w które wpakowała się mniej lub bardziej nieświadomie, ale teraz było inaczej. Poważniej.
A co do niego dotrze? To, co zrobił – przez nią i dla niej. Czy nie wiedziała o nim wszystkiego? Oczywiście. Czy może była naiwna myśląc, że był lepszy niż był w rzeczywistości. Prawdopodobnie. Ale oceniała mężczyznę, którego znała i który dla niej zawsze był… dobry. Nawet wtedy, gdy nie musiał. Nawet jeśli ich rozmowy w dużej mierze składały się ze słownych przepychanek i były pełne podtekstów – zawsze czuła się w jego towarzystwie bezpiecznie, chociaż jednocześnie igrała z ogniem. I wreszcie się poparzyła. Tylko to nie ona poniesie tego konsekwencje… i strasznie ją to wkurzało. Strasznie! Była zosią samosią, życie ją tego nauczyło, a teraz nie mogła nic zrobić. Nie miała żadnej mocy sprawczej. Żadnej.
Arvel natomiast brzmiał na zdecydowanego. Cichy głosik z tyłu głowy podpowiadał jej, że już nic nie mogła zrobić. Nie było takiej siły, która by go od tego odwiodła, która sprawiłaby, żeby zostawił tą sprawę… żeby wyszedł z tego domu i stwierdził, że ma to w dupie i to nie jego bałagan do sprzątania. Z jednej strony to sprawiło, że jej serce zabiło trochę mocniej, a z drugiej dotarła do niej kolejna fala złości z bezradności. Nic nie mogła zrobić.
- Zostaniesz jedynym psem, z którym rozmawiałam, Cadwalader. – zmusiła się do uśmiechu, ale było to słabe i mało przekonujące. Nie było jej do śmiechu, ani trochę – Chciałabym móc coś zrobić. Chciałabym móc cię zatrzymać, ale wiem, że mi się to nie uda… że nie mam takiej mocy sprawczej, żeby na ciebie wpłynąć. Niestety. – chociaż bardzo chciała. Bardzo! Póki co jednak znowu zmieniła pozycję. Gdzieś tam może i wiedziała, że nie powinna się tak wiercić, ale akurat nieszczególnie myślała teraz o swoim komforcie. Przysunęła się do Cadwaladera. Sięgnęła dłonią do jego policzka tak, żeby skierować jego twarz do siebie, żeby ich spojrzenia mogły się spotkać. Chciała coś powiedzieć i to było przez moment widać, szukała odpowiednich słów, ale ich nie znalazła. Więc zrobiła to, co zawsze wychodziło im najlepiej. Pocałowała go. Naparła na jego wargi, mocno i z uczuciem, nawet jeśli ból z uszkodzonej wargi dawał o sobie znać, nawet jeśli w którymś momencie poczuła metaliczny posmak krwi. Nie miało to najmniejszego znaczenia. Zachłanniej do niego przywarła, zsunęła dłoń z jego policzka na klatkę piersiową i zacisnęła w pięści materiał jego koszulki. Jakby to miało jakkolwiek sprawić, że się od niej nie odsunie, eh. Że nie wyjdzie.
Ostrzegałam. – szepnęła w końcu, ale nie odsunęła się od niego praktycznie wcale – Kochanie mnie to najgłupsze, co mogłeś zrobić w swoim życiu, Arvel. I jednocześnie to jedna z najlepszych rzeczy, które przytrafiły się mnie. Więc strasznie wkurwia mnie myśl, że poniesiesz tego konsekwencje.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pomimo swojego, dość frywolnego, podejścia do życia Arvel był naprawdę ogarniętym gościem. Lubił igrać z ogniem, lubił zastrzyki adrenaliny na wiele sposobów, ale był również detektywem. Policja była, jaka była, lecz akurat tej odznaki nie wydawali tak chętnie jak mogłoby się wydawać. Jest całkiem rozgarnięty. Potrafi planować. Ma całkiem dobrą zdolność logicznego myślenia. Od początku wiedział, że ta relacja może nie skończyć się dla nich najlepiej. To nie był pierwszy raz, kiedy wyciągał ją z jakichś kłopotów. Był to jednak pierwszy raz kiedy w takie wpadła odkąd poczuł do niej prawdziwą miętę. Z resztą pewnie nawet wtedy uganiałby się za zbirami, którzy podnieśli na nią rękę bo hej, to była jego praca jakby na to nie spojrzeć.
Dlatego ta sytuacja była pod kontrolą. Był na nią chociaż częściowo przygotowany. Ich przeszłość musiała ich prędzej, czy później dogonić, a magiczna bańka, w której żyli musiała pęknąć. Zaczęła pękać już wcześniej gdy to po jego stronie zaczęło się wszystko walić. Teraz po prostu pękła całkowicie.
- Powinnaś z nimi porozmawiać. Żeby wyglądało na to, że z nimi współpracujesz. - wyjaśnił jak to powinno wyglądać, co będzie dla niej najlepsze.
- Masz, już ją kilka razy wykorzystałaś. - uśmiechnął się do niej lekko - Ale to nie jest ten moment, kiedy powinnaś tego używać. Wiesz o tym, po prostu nie myślisz racjonalnie, bo się martwisz. Naprawdę wiem, co robię. - przytaknął jedynie głową próbując chociaż trochę uspokoić jej wszystkie zmartwienia.
Jeśli można było komuś zaufać, że nie da się złapać to chyba właśnie byłemu detektywowi, prawda? Wiedział jak działają jego koledzy, jak działa prawo. Widział wielu przestępców, którzy uszli bez kary na jakichś pieprzonych technikaliach. Wiedział jak działać w systemie.
Przyglądał się jej gdy zaczęła zmieniać pozycję. Nie powinna tego robić. Nie chciał by zerwała któreś ze swoich szwów. Patrzył w jej tęczówki gdy szukała słów, których koniec końców nie potrafiła z siebie wydusić. Nigdy nie była to jej mocna strona, a on nawet nie wymagał by nad tym popracowała. Mruknął cicho odwzajemniając jej pocałunek, który może nie był tak namiętny jak oboje by tego chcieli lecz przekazywał wszystkie emocje, które chciała. Nie przeszkadzał mu lekko metaliczny smak jej krwi. Pogłębił ten pocałunek kładąc dłoń na jej biodrze, które miał nadzieję nie będzie jej bolało.
- Też Cię kocham. - uśmiechnął się do niej już całkiem naturalnie nie odwracając wzroku od jej tęczówek - Oboje ponosimy tego konsekwencje. Z tego, co pamiętam większość z nich była całkiem przyjemna. - spojrzał na nią znacząco z lekkim uśmiechem nadal błąkającym się po jego ustach.
Po chwili powoli zabrał jej dłoń ze swojej koszulki. Powoli naparł na jej kolana dając jej do zrozumienia, że chce żeby się położyła. Ułożył sobie jej głowę na udach i zaczesał włosy z twarzy żeby jej nie przeszkadzały. Chciał ją po prostu pogłaskać, ale nawet na to nie mógł sobie pozwolić bez obawy, że głowę też gdzieś ma rozbitą.
- Powinnaś odpocząć. - powiedział miękko pochylając się w jej stronę - Nie myśl sobie, że to jest pożegnanie. Takiej kobiety się nie zostawia. - jego tęczówki nieco pociemniały tym razem z pożądania, które zawsze będzie w nim wzbudzać - Nie muszę być jedynym psem, z którym rozmawiasz, ale na pewno jestem jedynym psem, z którym się puszczasz. - wyszczerzył się do niej - Więc po prostu na mnie zaczekaj. Wylecz się. Będziesz tego potrzebować. Pomyśl jak bardzo będę za tobą tęsknić i jak mocno będziemy musieli to sobie odbić. - mruknął nieco niżej muskając jej usta swoim kciukiem zawieszając na nich na chwilę wzrok.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie w bańce nie było takie złe. Wręcz przeciwnie… miło było zamienić złotą klatkę, w której żyła przez ostatnie lata na taką bańkę. Bardzo beztroską bańkę! I może zrobili dużo rzeczy nie tak, może źle do tego podeszli i dlatego w końcu pękła, ale nie żałowała, że do niej weszła. Panicznie się tego na początku bała, ale z perspektywy czasu było jej w niej dobrze. Może nawet za dobrze i teraz miała za swoje. Wszechświat jej nie lubił, nie mogła mieć zbyt dobrze!
Ściągnęła mocniej brwi, gdy wspomniał, że powinna porozmawiać z policjantami. Nie rozmawiała z nimi, gdy zginął jej mąż i teraz też nie zamierzała. Nie dlatego, że nie współpracowała, ale dlatego, że zwyczajnie nie miała im nic do powiedzenia. Dla zasady. Zresztą jak miałaby współpracować i nie wkopać w to połowy miasta? A to skończyłoby się dla niej tak samo źle jak teraz…
- No nie wiem, Cadwalader. Z tym brakiem racjonalnego myślenia to nie jestem tu sama i dobrze o tym wiesz. – bo tak samo nie zachowywał się racjonalnie! Ona się martwiła, a on? Nawet jeśli był przekonany, że wiedział, co robił to i tak uważała, że robił to zupełnie niepotrzebnie. Nie była kimś przez kogo wywołuje się wojny… nie było kimś, dla kogo ryzykuje się życiem. I to życiem w każdym jednym tego słowa znaczeniu. Przecież wiedział, że jak tylko stąd wyjdzie i zrobi to, co sobie zaplanował – jego dotychczasowe życie rozsypie się jak domek z kart. Tak, przerażało ją to i martwiła się tak bardzo, że do tej pory nie była świadoma, że w ogóle potrafi. A jednak!
Kącik ust drgnął jej w lekkim uśmiechu. Nie musiała tego mówić… wiedział. To dobrze – Do tej pory to były same korzyści. Konsekwencje czekają cię teraz. – dlatego jeszcze mógł tego pożałować. Oh, była pewna, że tego pożałuje. Bo znów… nie była dziewczyną, dla której robi się takie rzeczy. Nie potrafiła tak o sobie myśleć – niskie poczucie własnej wartości jej na to nie pozwalało. I tak, to mogło być abstrakcje, bo wiedziała, że może być uważana za atrakcyjną – w końcu wykorzystywała to mniej więcej od szesnastego roku życia – ale jednocześnie jej samoocena szurała po dnie. A on postanowił zrobić coś, co znaczyło jakby miała dużo większą wartość niż myślała… i to było bardzo dziwne uczucie. Bardzo.
Sięgnęła do jego twarzy, gdy się nad nią pochylił. Opuszkami palców sięgnęła do jego policzka, lekko ostrożnie i z czułością. Zaraz jednak zabrała rękę - Trzymam cię za słowo, Cadwalader. Nie złam go. – dodała ciszej i naturalnie spoważniała. Na chwilę, na krótki moment – Masz rację, jestem porządną dziewczyną… nie puszczam się z byle kim. – jednak zaraz kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – I nie chcę odpoczywać… nie chce, żebyś wychodził. – naprawdę nie chciała. Naprawdę zrobiłaby wszystko, żeby go powstrzymać. Gdy przed tymi kilkoma chwilami odwzajemnij jej pocałunek była skłonna wsunąć się na męskie kolana i sięgnąć jego rozporka. Była, naprawdę. Powstrzymała ją jakaś reszta zdrowego rozsądku i on sam – Przepraszam, że zniszczyłam ci wizytę w rodzinnym domu… – dodała, zdając sobie sprawę jak bardzo spierdoliła i dała sobie mentalnie w twarz, że dopiero teraz o tym pomyślała – Co z mamą? – więc może chociaż uda się go zagadać? Chociaż spróbowała.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spodziewał się, że już sam pomysł porozmawiania z policją jej się nie spodoba, ale w tej kwestii musiała mu po prostu zaufać. Z ich dwójki to on znacznie lepiej znal realia prawne oraz jak prowadzone są śledztwa. Dla samych detektywów nie będzie to mieć większego znaczenia jeśli będą chociaż w połowie dobrzy w tym co robią. Będzie to natomiast miało duże znaczenie dla jej prawników. Zdecydowanie jej później za to podziękują. Sądy niestety patrzą na takie pierdoły. Więc tak jak śledczych raczej do niczego nie przekona, zwłaszcza wyglądając tak, jak teraz wygląda, tak gdyby sprawa miała faktycznie trafić do sądu kooperacja z organami ścigania zaczynała mieć znaczenie. Chciał dla niej jak najlepiej. Jeśli miał do niej wrócić musieli upewnić się, że dadzą sobie nawzajem wszystkie szanse, jakie mogą.
- Wypraszam sobie, zachowuję się całkowicie racjonalnie. Każdy facet przeleciałby ocean gdyby zaczął martwić się o swoją kobietę. - wzruszył jedynie ramionami nie mając sobie w tej kwestii absolutnie nic do zarzucenia.
To ona zachowywała się całkowicie nieracjonalnie próbując jak zawsze radzić sobie z tym samą, a co gorsza próbując jeszcze w tym wszystkim odepchnąć od siebie jedyną osobę, która tak naprawdę chciała jej pomóc. Nie robiła tego dla pieniędzy, przysługi. Tylko dlatego, że tego chciała. Miała taką potrzebę. Psy zawsze należały do najlojalniejszych zwierząt. On w tym wypadku nie był wyjątkiem. Przynajmniej jeśli chodziło właśnie o nią.
- Chcesz wdawać się ze mną w jakieś językowe przepychanki? - spojrzał na nią znacząco z dość rozbawionym wyrazem twarzy - To wszystko były zawsze konsekwencje naszych akcji. Wcześniej po prostu były cholernie przyjemne. Teraz przyszło na te bolesne i upierdliwe. Starzejemy się. - bo te części relacji zazwyczaj przychodziły dużo później.
Chociaż czy dla nich to było tak późno? Pieprzyli się od lat. Tym samym znali się od lat. Jakby spojrzeć na to nieco z boku wychodziło na to, że byli w całkiem zaawansowanej relacji i aż dziwne, że to wszystko wcześniej nie odbiło im się czkawką. Może dlatego teraz skutki tego wszystkiego są tak poważne.
- Nie zamierzam. - uśmiechnął się do niej miękko zawieszając swoje spojrzenie na jej tęczówkach - Chyba naprawdę się we mnie zabujałaś skoro nie możemy się pieprzyć, a i tak chcesz żebym został. - zaśmiał się cicho nadal stawiając na rozluźnienie atmosfery bo decyzja została już podjęta.
Nie było co się nią dodatkowo umartwiać. Co nie było takie proste gdy zadała swoje następne pytanie. Nie był na to gotowy. Zamknął tę szufladkę gdy tylko wsiadł do samolotu do Toronto i nie zamierzał jej otwierać dopóki nie uporządkuje tego bajzlu. Teraz nie wiedział, co miał jej powiedzieć. Nie chciał żeby jeszcze czegoś sobie dokładała. I tak już wystarczająco biczowała się za swoją sytuację. Nie musiała wiedzieć, że po drugiej stronie sadzawki zostawił chorą mamę.
- Tak jak myśleli, jest chora, ale wyjdzie z tego. - nie kłamał, w tym momencie po prostu nie dopuszczał do siebie innej możliwości.
Lekarze mieli dla niej podobno dobre prognozy, a Walijskie kobiety nie są jakimiś bezbronnymi kwiatuszkami. Jego mama może być absolutnie słodką kobietą, co nie znaczy, że jest słaba. Musiała z tego wyjść. Miała wsparcie całej rodziny.
- Więc lepiej się wykuruj bo chce poznać moją dziewczynę. Obiecałaś, że przylecisz. Ona też Cię będzie trzymać za słowo. - uśmiechnął się do niej łagodnie muskając jej policzek delikatnie swoim kciukiem.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła, bo w jego zachowaniu nie było nic racjonalnego… nic. Zero. I to, że przeleciał ocean, bo zaczął się martwić to naprawdę najmniej nieracjonalna rzecz, którą zrobił. Z całą resztą było dużo gorzej. Dużo! I nie przekona jej, że jest inaczej. Każda jedna komórka jej ciała krzyczała, że zrobiła błąd, że doprowadziła do tej sytuacji i nie poradziła sobie z ogarnięciem tego bałaganu. Może gdyby dał jej jeszcze parę dni, może gdyby nie wrócił dzisiaj… może udałoby jej się posprzątać, chociaż w minimalnym stopniu. Naiwna myśl, ale nie miała żadnych innych, których mogła się trzymać.
Chociaż odrobinę rozbawił ją w momencie, gdy stwierdził, że się starzeli… no cóż, nie dało się ukryć. Biorąc pod uwagę, że poznał ją jak miała niewiele ponad dwadzieścia lat? To naprawdę był ładny kawałek czasu i przez sporą jego część naprawdę im się udawało. I komu to przeszkadzało?
- Kto powiedział, że nie możemy się pieprzyć? To tylko popękane żebra, Cadwalader… daj mi parę minut, aż zaczną działać leki przeciwbólowe. Nie jestem taka miękka na jakąś wyglądam. – zażartowała, bo prawda była taka, że czuł się miękka… czuła się bezbronna i brutalnie świadoma tego, że straciła kontrolę nad sytuacją. Nie pamiętała kiedy ostatni raz czuła się sama ze sobą tak źle. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. Żart mógł być próbą zakamuflowania tego, ale raczej średnio udaną i dość szybko jej twarz naturalnie spoważniała. Szczególnie, że zapytała o Walię.
Nieprzyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy przyznał, że jego mama była chora. Wyrzuty sumienia uderzyły w nią ze zdwojoną siłą… - Nie powinieneś był wracać. – powtórzyła to, co powtarzała już wielokrotnie tego wieczoru – Nie jestem pewna, czy jeszcze będzie chciała mnie poznawać jeśli wpadniesz przeze mnie w kłopoty… więc może po prostu wyjdźmy stąd i jedźmy na lotnisko? Moja torba ciągle stoi przy drzwiach… nie żartowałam, że chciałam lecieć. – spróbowała raz jeszcze, ale widząc jego wymowną minę i jeszcze bardziej wymowne spojrzenie tylko westchnęła cicho i na krótką chwilę ukryła twarz w dłoniach. Była taka głupia. Taaaaka głupia… i początek tej głupoty sięgał znacznie dalej niż sytuacja, w której się teraz znaleźli. Niepotrzebnie zaczęła z nim rozmawiać te lata temu. Niepotrzebnie przekroczyła granicę i zaczęli ze sobą sypiać. Niepotrzebnie wyszła za Daniela. Niepotrzebnie została w mieście po jego śmierci. Niepotrzebnie zadzwoniła do Arvela po tamtym włamaniu. Niepotrzebnie pozwoliła mu się w sobie zakochać… Tak. To niewątpliwie był jej największy błąd. Jego największy błąd. Niepotrzebnie dopuścili do gry uczucia – one zawsze wszystko psuły.
- Po prostu wróć jak najszybciej. – westchnęła, poddała się i jeszcze raz usiadła, żeby móc go pocałować. I kolejny nieprzyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy uświadomiła sobie, że to mogło być pożegnanie. Na chwilę, na dłużej… na zawsze. Nie wiedziała, ale nienawidziła pożegnań.

/koniec
Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#9”