I will not die, I'll wait here for you
I feel alive, when you're beside me
I will not die, I'll wait here for you
In my time of dying
Wokół ringu szalało piekło.
Tego piątkowego wieczoru znów dostał wiadomość od nieznanego numeru.
Hala przy południowym wyjeździe z miasta, dwudziesta druga. Tym razem decyzja zajęła mu więcej czasu niż zwykle - dalej nie ochłonął po kłótni z Dust. Wciąż czuł wkurwienie, ilekroć pomyślał o całej tej sytuacji, no bo... kurwa. August Winters dowiedziała się o jego sekrecie, a on zachował się wobec niej jak chuj. Jednak to wcale nie było takie najgorsze! Fakt, że w ogóle się dowiedziała, bolał mniej niż świadomość, że poznała prawdę
nie na jego własnych zasadach. Nie był przygotowany na tamto spotkanie, nie ułożył w głowie żadnej przemowy ani nie wymyślił nic, co mogłoby załagodzić sytuację. Pozbawiła go jedynej wersji Alexa, jaką dla niej stworzył - normalnego faceta, przy którym mogła czuć się bezpiecznie. Czuł potworny wstyd, a wstyd przeradzał się we wściekłość i złość na wszystko, co go otaczało.
No i chuj, właśnie dlatego znowu tu był. Potrzebował bólu. Potrzebował fizycznego zmęczenia. Potrzebował szalejącego tłumu skandującego jego imię, rozładowania emocji i...
ucieczki. Choć na chwilę. Miał nadzieję, że na ringu nie będzie widział łez Winters w głowie, w kółko i w kółko.
Trzymał gardę wysoko, mimo że facet stojący na ringu naprzeciwko niego był ciężki i wielki. Alexowi wydawało się, że kontrolował sytuację, przecież tamten gość, którego poskładał w zeszłym tygodniu, był jeszcze większy niż ten tutaj, a ten tutaj nazywał się chyba... yyy... Diego? Zresztą, imię tego faceta nie było teraz istotne. A co było teraz istotne? Unik. Lewy prosty. Odskok. Unik. Prawy sierpowy. Unik. Był teraz niesamowicie skupiony i... wkurwiony, nic nie mogło wytrącić go z równowagi. Totalnie ignorował szalejący wokół tłum. Alex miał jeden cel. Wygrać.
Gdyby nie jeden mały, drobny szczegół, zapewne by tak było.
Wymierzył krótki prawy i zamierzał właśnie pójść za ciosem, gdy jego wzrok na
ułamek sekundy uciekł w stronę gęstego tłumu przy samych linach. Przypadek. Zwykły, pieprzony przypadek, a sprawił, że na chwilę jego serce zamarło. Wśród tych wszystkich drących się mord, okrzyków i pijaków w oczy rzuciła mu się blond czupryna. Znajomy profil. Alex zmrużył oczy, ignorując przeciwnika dosłownie na sekundę. Sukienka. Blond włosy. No i
jej oczy, z którymi spotkały się te jego, na jeden krótki moment.
Maddie.
Kurwa, co ona tutaj robiła? Skąd się tu wzięła? Dlacze...
Nie dokończył myśli. Potężny cios przeciwnika trafił go prosto w szczękę, aż w uszach mu zahuczało. Świat na moment zawirował, a ułamek sekundy później poczuł twarde uderzenie plecami o matę. Sędzia zaczął odliczać, a Alex, choć próbował się podnieść, plując krwią na deski, nie zdążył. Koniec. Przegrał. Wystarczyła jedna sekunda dezorientacji, którą Diego wykorzystał w stu procentach, żeby przejebał walkę. Kurwa. KURWA! Tłum wył, zakłady przepadły, a Diego już świętował, skacząc na liny. Alex podniósł się ciężko i wytarł wierzchem dłoni krew z rozbitego łuku brwiowego. Wściekłość, która w nim narastała, była gorsza niż ból w szczęce. Był wściekły na siebie, na ten cały burdel, a najbardziej na to, że
Maddie musiała to oglądać. I wtedy tamten kretyn - DIEGO - musiał otworzyć gębę. -
Co jest, Hallywood? - zarechotał Diego, splunął na matę i wskazał palcem dokładnie w miejsce, w którym stała Lennox. -
Ta mała dziunia tak cię rozproszyła? Trzeba było pilnować ringu, a nie szukać lachociągu w tłumie - dodał. No i w sumie tyle wystarczyło. Wściekłość po walce, powtórka z rozrywki - w końcu w zeszłym tygodniu przerabiał to samo, no i kurwa, Maddie - czy ona dalej tam, kurwa, stała? Resztki hamulców po prostu mu wyparowały, pojawiła się za to czysta furia. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Alex skoczył do przodu. Rzucił się na przeciwnika z impetem, powalił go na matę i natychmiast zaczął okładać go pięściami po twarzy. Jebać ring, jebać walkę. Typ go wkurwił i jeszcze miał czelność mieszać w to wszystko Mads? -
Ty skurwielu - wycedził Alex, dalej okładając Diego ciosami, aż z jego nosa trysnęła krew.
Wokół nich od razu zrobił się raban. Ochroniarze i ludzie z narożnika wskoczyli na ring, łapiąc Alexa pod boki. Szarpał się jak wściekły pies, próbując wyrwać się z uścisku trzech wielkich chłopów - ktoś zarobił od niego z łokcia, ktoś inny dostał kopniaka, ale w końcu zdołali go odciągnąć i zepchnąć z ringu. -
Puszczajcie mnie, kurwa! - warknął, wyrywając się im ostatecznie już na dole. Odepchnął jakiegoś typa, który napatoczył mu się pod rękę, i nawet nie patrząc w stronę tłumu - nie miał odwagi spojrzeć w stronę Lennox po tym wszystkim - ruszył wściekłym, szybkim krokiem prosto do szatni na tyłach hali. Trzasnął drzwiami, zrobił kilka kroków do przodu, zatrzymał się, warknął i uderzył z impetem w szafkę obok. Znowu postąpił kilka kroków do przodu, a zaraz znów się zatrzymał i zerknął na swoje zakrwawione dłonie. Dopiero wtedy do niego dotarło, co się właściwie odjebało.
Właśnie wszystko koncertowo spieprzył.
mads