dość specyficzne postrzeganie życia i śmierci, śmierć rodzica, trauma, problemy ze zdrowiem psychicznym, przekleństwa, pewnie jeszcze coś się znajdzie
Nie rozumiałam, nie rozumiem i nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem sens istnienia. Niby rodzimy się by żyć, ale żyjemy głównie po to, by umrzeć. Co z tego, że coś jest pomiędzy? A tego też czasem brakuje. Weźmy na przykład moją mamę, nieżyjącą już od prawie dwudziestu lat. Była bardzo młoda. Z tego co mówiła ciotka, była moim kompletnym przeciwieństwem. Pełna życia, spragniona wrażeń, skupiona na stałym samorozwoju. Miała natomiast pecha spotkać człowieka o sporym portfelu, ale o małym móżdżku. W dodatku przesiąkniętym alkoholem, zazdrością i kto wie czym jeszcze. Ciotka nie była na ten temat zbyt wylewna. Może to nawet lepiej. Wystarczyły mi opowieści o tym, że musiała nagle zrobić miejsce w swojej rodzinie na mnie. W sumie, tak szczerze na to patrząc, trochę brzmi to jak wyrzut. Ale mniejsza. Czteroletnia dziewczynka, osierocona, bo jej ojciec postanowił upić się i wsiąść za kółko razem z bogu ducha winną partnerką. To jest ten sens życia? Wylądowanie autem na drzewie ze sporą liczbą promili na liczniku? Ludzkość mnie czasami zadziwia.
Ale dobrze, przejdźmy dalej. Kolejny wspaniały sens życia. Edukacja. Fajnie jest się uczyć, fajnie jest mieć wiedzę w dziedzinach, o których połowa twoich znajomych nie ma zielonego pojęcia. Tylko, że większość z nich ma na to wszystko raczej wyjebane. To jest jedynie satysfakcja dla mnie samej, ewentualnie dla pracodawcy, który myśli w tak samo pokrętny sposób jak ja. Ale to nie jest szerokie i powszechne grono. Uczyć się trzeba lubić. Ja lubiłam. Nauka pozwalała mi w pewien sposób uciec od faktu, że jako jedyna z całej klasy nie miałam mamy czy taty, a potem również i jakiejś pokaźnej grupki przyjaciół. W sumie to nawet miałam wrażenie, że dobre stopnie pomagały mi zyskiwać w oczach innych dzieci, oczywiście do czasu. Ale nawet wtedy, gdy dziewczynki w wieku nastoletnim zaczęły okazywać swą dwulicowość i zdradzać moje zaufanie, nauka nigdy mnie nie zawodziła. Mogłam liczyć na aprobatę nauczycieli, zwłaszcza tych, którzy też byli dość sporymi ekscentrykami. Czy nazwałabym to jednak sensem mojego życia? W żadnym wypadku. Nikt raczej nie chce być wyoutowanym nerdem do końca swych dni.
Nie, to też nie akapit, w którym doznaję magicznego olśnienia. Dam wam spoiler - nigdy go nie doznałam. I wątpię szczerze bym doznała. Mam przed oczami jedynie dwa scenariusze. Całe życie bez sensu albo życie, które nie zdążyło poznać sensu. I szczerze? Trochę zazdroszczę swojej mamie, że ma już z tym wszystkim święty spokój. Że nie musi zastanawiać się, czy jej życie będzie wyglądać tak samo przez kolejne trzydzieści lat. Chociaż może ona cieszyłaby się nawet tymi drobnymi urozmaiceniami, bo to pasowałoby do opisu od mojej ciotki. Natomiast ja mam z tym problem. Owszem, jest fajnie jak czasami (czytaj, przeznaczam na to część swojej wypłaty miesięcznie) kupię sobie coś, co mi się podoba. Jak pojadę gdzieś, gdzie jeszcze nie byłam. Jak wybiorę się na koncert artysty, którego bardzo polubiłam. Jak kupię zdecydowanie zbyt drogi merch lub kolejną perukę do kolekcji. Albo nawet jak dostanę coś od osoby, która o dziwo nazywa mnie swoją "przyjaciółką" czy nawet "koleżanką". Mam jednak zepsuty traumą mózg, który te rzeczy traktuje jak minimum do funkcjonowania. A te gorsze rzeczy? Ktoś znowu odchodzi bez słowa, łamie zaufanie? Coś w życiu nie wychodzi tak, jak zwykle wychodziło? Jak przydarza mi się coś nieplanowanego i negatywnego jednocześnie? To wtedy już jest katastrofa. Cała reszta traci wartość. Bo to trochę tak, jakby moim sensem było albo zwyczajnie egzystować, albo ciągle się potykać. I upadać boleśnie na ryj. A to mi się za cholerę nie podoba. Jestem natomiast tak zwanym tchórzem. Kto wie, może mój ojciec był ucieleśnieniem odwagi i dlatego wpadł na drzewo po pijaku. Mi do tego natomiast bardzo daleko, choć... Kto wie.
O miłości nie będę wspominać. Nigdy chyba tak właściwie jej nie doznałam. Opieka i ciepło może, bo w końcu zajęła się mną ciotka. Jej dzieci, moje "przybrane" rodzeństwo również nie robiły z mojego życia piekła. I bardzo to szanuję. Ale chłopak lub dziewczyna? Małżeństwo? Never heard of that. Zresztą, kto pokochałby takiego dziwaka? Zwłaszcza takiego, który tak mało od siebie daje i za każdym razem liczy na to, że już następnego dnia się nie obudzi? No właśnie. Zakończę to tak tą myślą.
Ciekawostki
₊⊹ Jej prawdziwe, polskie imię to Janina. Ciotka zmieniła je na Janelle po tym, jak oficjalnie ją adoptowała. Już wtedy mieszkała z rodziną w Kanadzie, więc zdecydowała, by Janelle od początku przyzwyczajała się do innego środowiska. Mało osób wie o tym konkretnym fakcie, natomiast raczej nie kryje się z tym, że jest po części Polką. Nawet, jeśli niekoniecznie na nią wygląda przez to, iż urodę odziedziczyła w pełni po matce pochodzącej z Azji. Długo jednak nalegała na pielęgnowanie swojej polskiej strony, stąd też doskonale posługuje się również i językiem polskim.
₊⊹ Praca w takim zawodzie nie była szczytem jej marzeń, ale po części jest to związane z jednym z jej dziwnych zainteresowań. Temat radiologii, radiacji i medycyny nuklearnej zgłębia prywatnie, głównie z czystej ciekawości. Ma zbyt wyczerpane ambicje, by rozwijać się również i akademicko, choć i tak poszła o krok dalej, gdyż jest w trakcie dodatkowego szkolenia z zakresu
interventional radiology.
₊⊹ Stosuje samozwańczy
mirror effort. Przez wcześniejsze doświadczenia i dość kiepskie podejście do zaufania robi tylko to, co ktoś zaoferuje jej pierwszy. Pisanie wiadomości z rana, oferowanie spotkania czy nawet życzenia urodzinowe i prezenty. Jest w tym bardzo skrupulatna. Nie ma też problemu by olać kogoś, kto olał ją pierwszy... Co nie znaczy, że kompletnie to po niej spływa.
₊⊹ Nienawidzi dzieci, bez względu na ich wielkość czy wiek i nigdy nie chce ich mieć. Te zaś zdają się mieć o niej zupełnie odmienne zdanie.
₊⊹ Ma dwa koty sfinksy, Poziomkę i Truskawkę. Tak, nazwane są po polsku. Śmieszy ją bardzo, gdy ktoś próbuje poprawnie to powiedzieć.
₊⊹ Ten typ człowieka, który myśli o swojej duszy jak o czarnej kawie bez grama cukru, a w rzeczywistości jest szklanką mleka. Tylko taką z lekko pikantną przyprawą.
₊⊹ Zupełnie inaczej zachowuje się w pracy, prywatnie i przy bliższych znajomych.
₊⊹ Podejrzewa u siebie ADHD, a nawet AuDHD.
₊⊹ Spędza dość dużo czasu na youtubie i twitchu, oglądając różnych twórców. Kiedyś sama chciała zostać streamerką bo gry są jednym z jej ulubionych hobby, ale zawsze miała z tyłu głowy fakt, że pewnie nie przebiłaby się do mainstreamu.
₊⊹ Ma całkiem niezłe wyczucie stylu i jej ubiór zawsze czymś się wyróżnia. Nie boi się również eksperymentować z ubraniami czy nawet makijażem.
₊⊹ Ma dość kiepski wzrok i nosi soczewki kontaktowe. Ma też okulary, ale zakłada je głównie w pracy.