ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrick uwielbiał swoją pracę. Naprawdę. Te wszystkie małe, słodkie pieski i kotki, które leczył każdego dnia, były chyba najlepszą rzeczą, jaka go w życiu spotkała. Nawet te większe psy potrafiły być urocze i musiały go najpierw na swój sposób wycałować, zanim pozwoliły mu sobie pomóc. Oczywiście zdarzały się też te bardziej agresywne zwierzęta, wobec których musiał użyć grubych rękawic i pomocy dwójki asystentów, by je utrzymać w ryzach, ale nawet w takich momentach nie zawsze udawało mu się uniknąć ugryzienia czy zadrapania. Czy narzekał? Nigdy w życiu. Zawsze przychodził uśmiechnięty każdego dnia, nie mogąc doczekać się swoich pierwszych czworonożnych pacjentów.
Ten dzień minął mu wyjątkowo szybko i aż szkoda było mu wychodzić. Jego ostatnimi pacjentami była kocia mama z gromadką swoich niedawno narodzonych dzieci, które były tak urocze, że zmarnował pierwsze dziesięć minut na zachwycanie się nimi. Nie był weterynarzem, który jak robot robił swoje i zgarniał kasę. On pokazywał zwierzętom, że je kocha. Musiał je wyprzytulać i wycałować, mówiąc im, jakie są słodkie i urocze. Dzięki temu podczas kolejnych wizyt mniej się go bały, bo nie kojarzyły ich już z niemiłym panem weterynarzem, który wbijał im igły w te małe, słodkie, puchate ciałka. Nic więc dziwnego, że zawsze miał mnóstwo pacjentów, a niektóre panie aż biły się o miejsce u niego.
A może to dzięki jego super fryzurze, którą tak zachwycały się kobiety? Nigdy nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo inni mogą mu zazdrościć włosów, ale wystarczyłoby, żeby dbali o nie tak jak on, a mieliby podobne efekty. Bo Patrick, choć głośno nigdy o tym nie mówił, miał całą szafkę w łazience poświęconą pielęgnacji włosów i to posegregowaną według kolejności używania. Mógł mieć bałagan w całym domu, ale tam musiał panować pedantyczny porządek.
Uśmiechnięty od ucha do ucha wyszedł z pracy i skierował się do pobliskiego marketu, żeby kupić coś na dzisiejszy obiad. Miał ochotę na coś pysznego, ale sam jeszcze do końca nie wiedział na co. Miał mnóstwo czasu, więc na spokojnie przechadzał się po alejkach, rozglądając się, bo może coś wpadnie mu w oko.
I pewnie szybko by to znalazł, gdyby najpierw nie wpadł mu w oko ktoś.
A tym kimś okazał się Oscar - chłopak, którego parę dni temu podwoził do Toronto. Miło było go znowu zobaczyć, dlatego ruszył szybko w jego stronę, żeby go nie zgubić.
– Hejka. Pamiętasz mnie? – zapytał, bo nie chciał chłopaka wystraszyć.


Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mijały kolejne dni i nic. Zero nowych informacji, zero jakichkolwiek konkretnych wskazówek, które pomogłyby mu chociaż trochę zbliżyć się do swojego brata. Gdzieś zniknęła ta prostota zadania i optymizm, którym kierował się w momencie przybycia tutaj. Miało być łatwo, miało być szybko, a czas zdawał się zamiast tego utknąć w miejscu. Dodatkowo zmuszony był spać na ulicy znacznie dłużej, niż zakładał. Jasne, mógłby udać się do schroniska dla bezdomnych lub ludzi w potrzebie, ale z jakiegoś powodu te miejsca wydawały mu się znacznie mniej bezpieczne, niż czyjś garaż, ganek, szopa czy chociażby kawałek trawnika pod płotem, gdzie nie mógł zostać znaleziony przez nikogo poza właścicielem, ewentualnie jego psem, jeśli już taki się pojawiał.
Nic dziwnego, ze bywały dni, w które tracił trochę nadzieje, ze uda mu się ogarnąć swoje życie szybko. Może jednak warto było pomyśleć o znalezieniu kogo, kto użyczyłby mu swoja kanapę? Ale jak miał się do kogoś na tyle zbliżyć, skoro każdy miał go za podejrzanego bezdomnego w młodym wieku? Zdarzały się osoby, które się nad nim litowały, ale nadal dostrzegał w ich oczach to ocenianie i jakby niepewność, czy powinni kopsnąć groszem, czy jednak uciekać w obawie, ze coś złapią. Nijak nie pomagało mu takie zachowanie z uprzedzeniem.
Życie potrafi byc do dupy.
Przeczesał dłonią długie włosy. Gęste loki zaczęły mu wypadać już do oczu, ale nie miał pieniędzy na fryzjera. Może jutro uda mu się do jakiegoś zagadać i w zamian za posprzątanie w salonie dostanie strzyżenie za darmoszkę. Litości, jak to w ogóle żałośnie brzmiało?
Zerknął na banknot dziesięciodolarowy, który trzymał w dłoni. Jak to się mówi - znalezione nie kradzione, a jemu dzisiaj dopisało prawdziwe szczęście. Mógłby wydać na głupoty i jakiegoś maczka, ale wiedział, ze w markecie kupi więcej i przez kilka kolejnych dni nie będzie musiał się martwic, ze czeka go ponownie buszowanie po śmietnikach. Męczyło go to niemiłosiernie i sprawiało, ze tracił i tak niskie już poczucie własnej wartości.
Szwendał się bez celu pomiędzy sklepowymi alejkami sprawdzając, co będzie najkorzystniejszym zakupem. Coś, co się nie psuło, to pewne. I było duże i syte. Coś, czego nie trzeba było gotować. Z myśli o żywieniowych planach wyrwał go głos, który znał, chociaż chwile zajęło mu przypomnienie sobie skąd. Obrócił się, dostrzegając Particka.
-O, cześć. Jasne, ze tak. Uratowałeś mnie wtedy, podwożąc do Toronto. Ciekawe czy bez ciebie bym tu w ogóle dotarł - uśmiechnął się do niego. Miał nadzieję, ze nie prezentował się jak wywłoka, tylko pokazywał poziom. Prysznic brał dzisiaj, ubrania udało mu się zwinąć komuś z wieszaków, wiec tez nie było źle. - Co tam słychać? Aż dziwne, ze wpadliśmy na siebie w tak dużym mieście.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnie dni mijały mu nadzwyczaj spokojnie. Praca, odpoczynek w domu, spotkania z dziewczyną. Raz czy dwa może pomyślał o chłopaku, którego podwoził do Toronto, ale zupełnie zapomniał wymienić się z nim numerami czy chociaż Instagramami, żeby mogli mieć ze sobą jakiś kontakt. Tak przynajmniej miałby jak zapytać, jak mu leci i czy wszystko mu się ułożyło. Bo przecież nie spodziewał się, że zobaczą się jeszcze i to tak szybko. Jednak dobrze, że miał pustą lodówkę i wybrał się po te zakupy.
Uśmiechnął się, widząc, że chłopak się nie wystraszył i go rozpoznał. Miał prawo go nie pamiętać, chociaż spędzili ze sobą trochę czasu w aucie. Mogli się już nigdy więcej nie spotkać w tak dużym mieście, a jednak pobliski market pozwolił im na to. Przeznaczenie czy zwykły przypadek?
- Jestem pewien, że ktoś inny również by się nad tobą zlitował - odparł, wzruszając ramionami. Nie był przecież jedyną dobrą osobą na tym świecie. Może tamta droga nie była zbyt uczęszczana przy takiej pogodzie, ale w końcu ktoś musiałby się trafić i uratować młodego chłopaka przed pieszą wędrówką, która pewnie zajęłaby mu jeszcze kilka godzin. Ale miło było zrobić dobry uczynek, dzięki któremu mógł poznać kogoś nowego.
- To chyba znak, żeby kontynuować tę znajomość. A ja właśnie skończyłem pracę, wpadłem po jakieś zakupy i będę robił obiad. Może chcesz wpaść? Zawsze wychodzi mi więcej i szkoda by było, żeby się zmarnowało - stwierdził, patrząc na chłopaka wyczekująco.
Dodatkowo fajnie będzie mieć towarzystwo w tym pustym domu. Jego dziewczyna była zajęta, a poza tym wolała jadać w restauracjach, żeby móc wrzucić jakieś zdjęcia na Instagram, czego Patrick za bardzo nie rozumiał. I wcale nie był jeszcze na to aż tak stary, prawda?
Przyjrzał się uważnie chłopakowi. Wyglądał schludnie, więc chyba znalazł swojego brata i miał gdzie mieszkać. Raczej nie podejrzewał go o spanie w stodole do tej pory. Szkoda, że nie pomyślał, żeby zapisać mu swój adres tak na wszelki wypadek, bo przecież nie byłoby dla niego problemem pomóc mu przez kilka dni. Patrząc jednak na niego teraz, chyba nie było już takiej potrzeby. Oby brat dobrze się nim zajmował.
- No i obiecuję, że nie będę cię zmuszał do rozmowy o pogodzie - dodał po chwili z lekkim rozbawieniem. - Chociaż jeśli okaże się, że jesteś świetnym kucharzem, to zawsze możesz mi pomóc przy obiedzie.
Uśmiechnął się szerzej, próbując rozładować tę odrobinę niezręczności, która pojawiła się między nimi. W końcu ostatnim razem ich spotkanie było dość nietypowe, więc nic dziwnego, że teraz obaj mogli nie do końca wiedzieć, jak się zachować.
Patrick przesunął koszyk z zakupami na drugą rękę i wskazał głową w stronę wyjścia.
- To jak? Dasz się namówić, czy mam sam zjeść wszystko i potem przez tydzień narzekać, że przesadziłem z gotowaniem?

Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Prawdą było, że Oscar nie miał w Toronto zbyt wielu znajomych, będąc tu zaledwie od kilkunastu dni. Jasne, zdążył poznać wiele osób, z czego większość okazała się nad wyraz przydatna, pomagając mu (poza Nico, ten to w ogóle chciał go zabić, zrzucając z mostu), niemniej nie można było powiedzieć, że byli to jacyś jego kumple. Nie spotykał się z nikim regularnie, skupiając na próbie odnalezienia swojego brata. Ach, o ile życie byłoby łatwiejsze, gdyby chłopak potrafił prosić o pomoc, a tak skazany był na samotne poszukiwania, które jak na razie nie przynosiły żadnych rezultatów.
Nic dziwnego, że był trochę zaskoczony i mimo wszystko speszony, kiedy w polu jego widzenia pojawił się Patrick. Nie mógł go zapomnieć - nie tylko dlatego, że był ładny z buzi, a Oscar niestety miał słabość do osób, które w jakiś sposób go zafascynowały. Bardziej chodziło o to, że był mu wdzięczny za pomoc, której mu udzielił wiedząc, że i tak nie ma jak spłacić tego długu. Może kiedyś, jak się dorobi, podrzuci mu coś fajnego w prezencie.
-No a ja niekoniecznie. Wiesz ile osób mnie minęło, zanim ty się nie pojawiłeś? Ludzie nie chcą brać do samochodu nikogo obcego, bo nigdy nie wiadomo, czy to nie seryjny morderca. mówiłem ci ostatnio - lekko wzruszając ramionami. Trochę naiwne było podejście wyższego chłopaka, ale Malone nie miał zamiaru mówić mu tego na głos. On widział świat trochę inaczej, przyzwyczajony do znieczulicy społecznej. Nikomu nie chciało się pchać w problemy innych ludzi; o wiele łatwiej było je po prostu ignorować, skupiając się na własnym życiu. Może właśnie dlatego fakt, że ten ostatecznie go podwiózł sprawiał, że czuł do niego wyjątkową sympatię.
-Yyy… zapraszasz mnie na obiad? Do siebie? Ty naprawdę nie uważasz mnie za psychola, co? - powiedział, lekko zakłopotany. Z jednej strony chciał od razu przyjąć zaproszenie, licząc na jakieś dobre, ciepłe jedzenie, ale z drugiej było mu dziwnie. No bo umówmy się, nie prezentował się teraz jakoś szczególnie. Chyba było mu trochę wstyd. Bił się z własnymi myślami, ściskając w dłoni to cholerne dziesięć dolców, które miało być jego wybawieniem z kontenerów sklepowych. Czas było nauczyć się po prostu kraść. - Rozmowa o pogodzie wcale nie jest taka zła wiesz? Czasami z niektórymi można rozmawiać dosłownie o wszystkim - skomentował. Przyjąć zaproszenie, czy nie? To nie będzie nadużyciem jego dobroci? Niby sam zaproponował, więc po co mu te rozterki? - No dobra, wpadnę. Ale musisz dobrze gotować. Ja? ja co najwyżej mogę ci pokroić jakieś warzywa. Co prawda nie jestem beznadziejny w gotowaniu, ale nie wiem czy trafię w twoje podniebienie - stwierdził. Nauczył się podstaw jeszcze w domu, musząc nieźle improwizować z tym, co udało mu się znaleźć w lodówce, ale nie był jakimś wybitnym szefem.
-Mam dziesięć dolców, mogę się dołożyć - rzucił, wyciągając w jego stronę wymięty banknot. Więc niestety nie posiadał, ale zawsze to coś, prawda?

Patrick Wood
ODPOWIEDZ

Wróć do „#35”