ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
164 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Sabrina "Sabi" Anne Wolfhart
Seulgi Kang
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
28/12/1995 I Toronto, Kanada
zaimki
ona/jej
zawód
architekt
miejsce pracy
Wolfhart Architecture
orientacja
homoromantyczna, aseksualna
dzielnica mieszkalna
financial district
pobyt w toronto
od zawsze, z przerwą na studia
umiejętności
⋆ kreatywność ⋆ projektowanie, rysunek, modelowanie ⋆ wiedza z zakresu architektury i budownictwa ⋆ wiedza techniczna ⋆ znajomość prawa budowlanego, norm technicznych i regulacji lokalnych ⋆ zdolność do myślenia analitycznego ⋆ zarządzanie i management ⋆ swoboda w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów towarzyskich ⋆ język angielski i francuski na poziomie biegłym ⋆ pieczenie i gotowanie ⋆ gra na skrzypcach ⋆
słabości
⋆ perfekcjonizm ⋆ skłonność do kłamstw, sekretów ⋆ skłonność do dramatyzowania ⋆ dziecinność ⋆ ciekawskość ⋆ fałszowanie (to jej nie powstrzymuje przed śpiewem) ⋆ brak ręki do bardziej wymagających kwiatów ⋆ słaby system immunologiczny, często łapie przeziębienia ⋆ zwierzaki ⋆ słabość do słodyczy i deserów ⋆ wstręt przed owadami i robactwem (czasami wywołujący panikę) ⋆
Wolfhart. Nazwisko raczej kojarzone w regionach kanadyjskich, choć nie jako topka w rankingach celebrytów. Bardzo dobrze znane natomiast w grupach powiązanych z budowlanką i architekturą. Dziadek Wolfhart był tym, który przeistoczył swój biznes w renomowaną firmę architektoniczną robiącą projekty kilku ważnych budynków w okolicy. Tata Wolfhart dopilnował, by taki stan rzeczy został utrzymany, również dorzucając swoje projektowe trzy grosze. A ja? Cóż... Mam w przyszłości przejąć ten interes po ojcu. I również próbuję dołożyć od siebie tą symboliczną cegiełkę architektoniczną.
Własny dorobek nie jest łatwy, natomiast i tak nie mam na co narzekać. Od początku miałam łatwo. Łatwiej niż ojciec i zdecydowanie łatwiej niż dziadek. Po pierwsze, niczego mi nie brakowało. Pieniądze nie były żadnym problemem. Wiedza o tym, jak dużo drzwi potrafią otworzyć, również nie jest mi obca. Nie lubię przekupstwa i wkupywania się w czyjeś łaski, natomiast nie mam skrupułów przed tym, by zapłacić za coś więcej, ale mieć gwarancję, że jest to coś pewnego. I tak to pewnie brzmi dziwnie, bo wciąż mowa tutaj o rodzinnym dorobku, a mój wkład w ten fundusz jest jak na razie niewielki. To jednak u nas rodzinne, by dzielić się wszystkim. A przynajmniej dobrami materialnymi.
Czy brakowało mi domowego ciepła, miłości? Może odrobinkę. Każdy zawsze był czymś zajęty, a wraz z osiągnięciem dorosłości zrozumiałam dlaczego. Nie mam tego nikomu za złe, nawet jeśli chciałabym by czasem matka zabierała mnie ze sobą, albo chociaż opowiadała o tym, jak wyglądał jej dyżur w szpitalu. Ojciec i dziadek natomiast często brali mnie do biura czy w teren, dzięki czemu miałam wgląd w biznes od najmłodszych lat. To akurat pozytyw. Trochę szkoda tylko, że najwięcej rodzinnych wspomnień mam głównie ze świąt, ale lepsze to niż nic.
Byłam (i jestem dalej) dość towarzyską osobą. Nigdy nie brakowało mi znajomych. Może to przez status, może przez naturalną charyzmę i sympatię do drugiego człowieka. Nie sprowadziło mnie to natomiast do naiwności czy uległości. Jednak coś więcej wyniosłam z rodzinnego domu, choć może nie w każdym wypadku jest są to cechy pozytywne. Kłamstwo czy drobna manipulacja często okazują się przydatne. I o ile nie wysługuję się pieniędzmi, by owinąć sobie kogoś wokół palca, tak słowa wykorzystuję czasami dla własnych celów.
Cieszę się natomiast, że na tak prestiżową uczelnię dostałam się dzięki własnej, ciężkiej pracy. No i może słodzenia niektórym nauczycielom, by jeszcze bardziej ich urobić i nakłonić ich do dobrych rekomendacji. Prywatna edukacja była zdecydowanym ułatwieniem, ale nawet mimo tego dziadek zawsze mi przypominał, by uczyć się wszystkiego. Ambicję i zapał do poszerzania wiedzy odziedziczyłam chyba po nim. Ojciec preferował raczej bajerowanie, natomiast też nie można mu było odmówić wykształcenia. I, przede wszystkim, doświadczenia. Dziadek dość mocno naciskał, by ojciec był dobrze zaznajomiony ze wszystkim zanim przejmie firmę.
Niby wszystko fajnie i ładnie, ale jest jedna rzecz, która niekoniecznie pasuje do tego sielankowego, praktycznie że ustawionego już życia. Od czasów liceum poznawałam lepiej samą siebie i tym samym wiedziałam również, że moi rodzice nie doczekają się raczej tradycyjnego małżeństwa kobiety z mężczyzną. Nie do końca wiedziałam, jak to traktować. Nie nienawidziłam siebie, bo zdawałam sobie sprawę z realiów, które powoli kształtowały się przez te wszystkie lata, natomiast nie umiałam powiedzieć o sobie prawdy. Dorastałam jednak w środowisku, w którym związki jednopłciowe wciąż były lekką sensacją. Przynajmniej na początku.
Wpadłam na głupi pomysł. A raczej wpadliśmy, bo wykminiliśmy to razem z kumplem na studiach. W Stanach temat wyglądał inaczej, choć on też pochodził z dość staroświeckiej rodziny. Dzisiaj wiem, że byłby to lavender marriage, oczywiście gdyby nasz ślub finalnie doszedł do skutku. Byliśmy zaręczeni, przynajmniej oficjalnie. Prywatnie dalej traktowaliśmy siebie jak przyjaciół niż jak partnerów, nawet mimo wspólnego mieszkania. W sumie takie roommates with benefits. Ale bez żadnych podtekstów.
W pewnym momencie on się wykruszył. Poznał faceta, w którym zakochał się na zabój. Może faktycznie w takiej sytuacji cała reszta traci znaczenie. Nie przejął się tym, że jego rodzice w pierwszym odruchu chcieli go wydziedziczyć, choć po tych kilku latach pracy nabrali nieco więcej przekonania. Ja natomiast dalej nie mam pojęcia, wiem o tym jedynie z drugiej ręki, bo sama jeszcze takiej relacji i coming outu przed rodzicami nie doświadczyłam. Umawiałam się co prawda, a nawet dalej coś tam próbuję szukać... Póki co, nie poznałam nikogo, przez którego byłabym w stanie porzucić maskę. Nie jest to wygodne, ale na razie nie potrafię poświęcić się na tyle, by ot tak wyjść z szafy. Ale chyba kiedyś będzie trzeba. Chociażby po to, by skończyć z kilkoma orientalnymi kotami i dorobkiem zawodowym, ale nie z drugą połówką.

Ciekawostki
⋆ Ukończyła studia architektoniczne na Harvard University.
⋆ Wstępnie rozważała karierę muzyczną jako skrzypaczka, co też aprobowała jej matka. Nie potrafiła jednak przyzwyczaić się do sceny ani do gry przed większą publicznością. Ostatecznie wygrała architektura i wiedza, którą mogli przekazać jej zarówno ojciec, jak i przez pewien czas również i dziadek.
⋆ Uwielbia zajmować się domem. Jej jedyną zmorą jest prasowanie, ale po serii narzekań i włączeniu przyjemnej muzyki potrafi się wziąć do pracy.
⋆ O jej faktycznych preferencjach związkowych wiedział jedynie dziadek, który niestety już nie żyje. Nie ma pojęcia, czy jej rodzina coś podejrzewa czy nie, ale póki nie jest w związku, nie uświadamia ich w tej kwestii.
⋆ Kolekcjonuje porcelanowe lalki. To tak oficjalnie. Nieoficjalnie zaczęła zbierać również limitowane edycje Bratz, Barbie i Monster High.
⋆ Nie posiada prawa jazdy i nie ma najmniejszej ochoty go wyrabiać.
⋆ Matka smoków kotów orientalnych w liczbie dwóch. Szczerze rozważa, by w przyszłości nawet założyć hodowlę właśnie tej rasy, bo ją wręcz ubóstwia. Ich specyficzny wygląd uważa za naprawdę uroczy.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
średni
zgoda na śmierć postaci
tak
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie
31 y/o
For good luck!
164 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

ODPOWIEDZ

Wróć do „w budowie”