Zoya naiwnie sądziła, że ugasili piętrzące się między nimi pożądanie już w kuchni, kiedy dźwięk kuchenki wyrwał ich z amoku.
Nie miała złych intencji, wchodząc do łazienki, więc gdy wylądowała pod prysznicem z Lucienem, najpierw głośno krzyknęła. Woda szybko objęła jej ciało, podczas gdy umysł i i spięte do granic możliwości mięśnie próbowały po prostu zrozumieć, co się wydarzyło.
Nerwowo przesunęła więc wzrok z twarzy Luciena, wciąż słysząc w głowie jakąś durną wzmiankę o ekologii i rozsądku, niżej na klatkę piersiową, przez brzuch, aż w końcu zatrzymała spojrzenie na jego penisie. Wtedy znowu, zupełnie odruchowo pisnęła, jakby widziała takie zjawisko po raz pierwszy, po czym ni stąd, ni zowąd, oburzona uderzyła mężczyznę w pierś.
—
Jesteś goły! — zauważyła mało inteligentnie, wciąż pozostając pod wpływem wszechogarniającego szoku sytuacyjnego.
Pośpiesznie wróciła do jego twarzy, a jej mina wyrażała całkowitą dezorientację. Kiedy jednak dostrzegła na ustach Luciena dosłownie diabelski uśmiech, natychmiast ściągnęła brwi. Ten jednak po raz kolejny wytrącił ją z równowagi, prędkim ruchem ściągając z niej koszulkę.
Wtedy znowu go uderzyła, tym razem z malującym się na twarzy lubieżno-filuternym uśmieszkiem.
Zdecydowanie Lucien nie był
świętoszkiem, ale nie sądziła, że posunie się do tak radykalnego kroku raptem kilka minut po ich trudnej rozmowie. Pomimo tego, kiedy w końcu się ogarnęła, nie udawała, że wcale jej się to nie podobało. Bo... w całej tej arogancji, zuchwałości i niewyobrażalnej pewności siebie Lucien był w specyficzny sposób uroczy.
Naprawdę uroczy i zabawny, dostarczając Zoi przy tym kolejnej
atrakcji.
Czuła, że ciągnęło ich do siebie; czuła, że pozwalała mu na zbyt wiele, a jednak czerpała z jego występku ogrom przyjemności. Nawet wtedy, gdy bez pytania samodzielnie odpiął jej stanik, na co również instynktownie mu pozwoliła.
Cholera, nie mogła przy nim oddychać.
Ponownie, już w pełni świadomie, zsunęła wzrok niżej i przygryzła wargę, wyraźnie uradowana tym, co widziała. Jednocześnie pozwoliła, aby on również patrzył na to, na co tylko miał ochotę. Zoya być może nie uważała się za idealną, ale raczej nie miała kompleksów dotyczących własnego ciała. Ba, tym bardziej w takiej chwili, gdy zauważyła, jak jasne oczy Luciena ciemnieją pod wpływem pożądania. I była pewna, że jej spojrzenie wyglądało podobnie.
—
Pamiętasz, że rozmawialiśmy o pokorze? — zapytała retorycznie w odpowiedzi na to, że
chciał coś w zamian.
Tym razem to Zoya stanęła bliżej, motywowana dreszczami, jakie przebiegły po jej skórze, gdy niespiesznie przesunął dłonie po jej plecach. Oparła piersi o klatkę piersiową mężczyzny, po czym wspięła się na palce i ugryzła go w brodę.
No i nagle, chcąc ugasić
ten pożar, chwyciła za słuchawkę prysznicową i bez ostrzeżenia psiknęła mu wodą prosto w twarz.
Zaśmiała się. Och, jak głośno i beztrosko Zoya się zaśmiała. Usiłowała zrobić mu w tym osobliwym i intymnym momencie na złość. Podeptała przy tym swój stanik i obiła się biodrem o ścianę prysznica. Czyła wszechobecne gorąco oraz krople odbijające się od ciała Luciena. Miała do cna przemoczone włosy, jakie lepiły się do policzków i karku, oraz spodenki, które między jednym chluśnięciem a drugim usiłowała odpiąć wolną dłonią.
To niedorzeczne.
W końcu w tym rozbawionym szale, któreś z nich włączyło deszczownicę. Najpierw pociekła z niej lodowata woda, na co Zoyka wrzasnęła i mimowolnie wypuściła słuchawkę, omyłkowo kończąc tym samym w ramionach mężczyzny.
A wtedy znowu wspięła się na palce i ułożywszy dłonie na jego nagich biodrach (oczywiście powstrzymując w sobie chęć, aby sięgnąć niżej) pocałowała Luciena. A potem pocałowała go znowu. I znowu, i znowu. Z niesamowitą
niewinnością, która wręcz nie pasowała do Zoi Weasley.
Ile by oddała, aby w tym momencie zrozumieć samą siebie oraz to dziwne przywiązanie, które zaczęła odczuwać względem Luciena. A zarazem ile by dała, aby nie zastanawiać się, jaka przyszłość czekała ją i dziecko.
Pomimo tego, gdzieś pośród wzrastającego gorąca, pomyślała, że
nie mogła lepiej trafić. Chyba właśnie o tym mówiły zamężne koleżanki, gdy wspominały, że w spojrzeniach swoich partnerów odnajdowały
bezpieczeństwo. I to było głupie, durne i nierozsądne - zresztą tak jak ten rozmywający się na jej skórze napis - że zaufała Lucienowi wiedząc o nim tak niewiele.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Lucuś