Zablokowany
33 y/o
For good luck!
190 cm
powinien na poważnie zająć się hotelem ale woli polewać drinki
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Deckard 'Deck' Gladstone
Leo Suter
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
01/04/1993 | Toronto, Kanada
zaimki
he/him
zawód
właściciel | barman
miejsce pracy
Gladstone House | Eastbound Brewing Co.
orientacja
heteroseksualony
dzielnica mieszkalna
don mills
pobyt w toronto
od urodzenia
umiejętności
Uwielbia jeździć nie tylko z punktu A do punktu B swoim samochodem, ale i na zwyczajne przejażdżki w okolice miasta tak bez większego celu, mogąc zobaczyć nowe miejscówki, jakich uprzednio nie miał okazji ujrzeć. Pomimo niezbyt wielkiego przykładania się w zdobycie jakiegoś oficjalnego papierka na bycie barmanem, to dobrze sobie radzi w tej roli, odkąd skończył studia jego zawodowe życie kręci się głównie w tej sferze, a sztuczek nauczył się w międzyczasie. I chociaż nie był wcześniej zbytnio zainteresowany faktem hotelu i tych całych organizacyjnych spraw, posiada pomimo wszystko pojęcie co trzeba robić. Trochę to dzięki kierunkowi na studiach związany z zarządzaniem, a i też niezbyt chętnie słuchanymi naukami ojca w chwilach, gdy jeszcze mieli jakąś namiastkę normalnego kontaktu. Lubi gotować, choć jednocześnie nie znaczyło to iż zna wszystkie przepisy świata; potrafi przyrządzić parę potraw i jak jest okazja, to zazwyczaj je serwuje, bo wie że nie wygłupi się z ich podaniem. Jest także mocno wydolny dzięki codziennym treningom na siłowni.
słabości
Niektórzy mogliby pomyśleć, że posiada problem z alkoholem oraz papierosami, jednakże tak nie jest, a profesja barmana niekiedy zobowiązuje go do przyjęcia alkoholu w chwilach, kiedy tego nie chce bądź gdy to wypada. Co też na swój sposób ma swoje dobre strony - bo ma mocny łeb i niezbyt prostym okazuje się upicie go. Jest niestety jeszcze z inną przeszłością związaną z nałogami - nawet jeśli nie planuje wracać do ćpania, to jednak jest to rzecz, o jakiej nigdy nie zapomni i jaką na pewno parę osób wciąż mu wypomina. Kolejną formą nałogu, okazać się może też jedzenie słodyczy, kto®e naprawdę stara się ograniczać, lecz przecież jest tylko człowiekiem i może sobie niekiedy pozwolić na odrobinę przyjemności tego typu, prawda? Jednego dnia sobie tak to wytłumaczy - a drugiego karci się surowszym treningiem i wymuszaniem na samym sobie jeszcze większego i lepszego wyniku na danym urządzeniu na siłowni.
Deckard jest człowiekiem... bez wiecznego planu na życie. Nigdy zresztą nie rozmyślał odnośnie przyszłości. Za każdym razem, gdy za dzieciaka był pytany o to, kim chciałby zostać, odpowiadał zdawkowym nie wiem bądź wzruszeniem ramion. W momencie snucia przez rówieśników co chcieliby z sobą począć przez najbliższe lata, on jedynie robił to, co do niego obecnie należało. Zajmował się przede wszystkim teraźniejszością, nie bacząc na przeszłość czy na późniejsze wydarzenia w jego marnym żywocie. I chociaż to niesamowicie nie podobało się rodzicom chłopaka – szczególnie ojcu, który ma pod sobą jeden z lepszych hoteli w okolicy łudząc się iż syn przejmie po nim interes - tak Gladstone kompletnie to zlewał, nadal robiąc to, co uważał za słuszne.
Nie oznaczało to jednak, że miał na wszystko, brzydko i prostacko mówiąc, wyjebane. W szkole naprawdę mu dobrze szło. Umysł ma tęgi, nie miewał problemów z przedmiotami jakimikolwiek, ale też nie wywyższał się nie wiadomo jak bardzo. No, może na informatyce wykazywał się większymi umiejętnościami, chociaż to nie tak, że jakoś bardzo się przykładał. Najzwyczajniej w świecie mu wszystko wychodziło. Z czasem zrozumiał, że powinien się na tym faktycznie skupić, w domu zagłębiając się bardziej w ów tematykę. Tak było po prostu łatwiej – zająć się czymś, co mu rzeczywiście wychodziło i nie sprawiało większych problemów; nie myśląc jak czegokolwiek się podjąć związanego z komputerami – zwyczajnie działał.
Niemniej jego życie do usłanych różami nie należało – gdy miał dwanaście lat, jego mama umarła w wypadku samochodowym; nie z jej winy, bowiem jakiś pijany pajac wjechał w nią, gdy ta wracała z zakupów. Ulica pełna rozklekotanego pojazdu oraz siatek jakie wysypały się od uderzenia w bagażnik były czymś, co zasypały swojego czasu gazety, a przede wszystkim Deckarda i jego ojca. Chłopak nie wiedział jak się do tego zabrać, a dodatkowo każdy obchodził się z nim jak z jajkiem. Tyle, że ukochana babcia pomogła mu jakoś przez to przebrnąć, starając się zachowywać najbardziej naturalnie, na ile to było możliwe. W niczyjej obecności nie uronił łzy, na pogrzebie tym bardziej postanowił się pokazać z tej twardej strony, chociaż to nie chodziło o wstyd czy utratę ego; zwyczajnie nie potrafił tego zrobić, gdy wszyscy się na niego patrzyli. Uważał, że takie emocje są prywatne, nie musząc się nimi chwalić na prawo i lewo. Ba, z otrzymanej od szkoły możliwości zrobienia sobie przerwy bez jakichkolwiek konsekwencji nie skorzystał – siedzenie w domu niczego by nie ułatwiło. Wystarczyło, że noce miał tylko dla siebie, dzięki czemu wszystkie uczucia uchodziły z niego – choć również po cichu, nie przeszkadzając nikomu. Do tego stopnia, że kiedyś ojciec wypomniał mu jego – jak to nazwał – oschłość. Że zachowuje się zupełnie tak, jakby śmierć jego własnej matki go nie ruszyła.
Tak, zdecydowanie, nie ruszyła zupełnie.
Kłótnia z ojcem wtedy nie miała większego sensu, bowiem pewnie chciał jakoś odreagować swoje własne nerwy, mając go najbliżej przy sobie. Zresztą, Deckard w tamtym czasie nie należał do zbytnio kłótliwych osób, a szczególnie jeśli chodziło o rodzinę. Wytrzymywał to, od razu po szkole czy po spotkaniu ze znajomymi chowając się do swojego pokoju, nie pokazując się nieproszonym. Tak było prościej – dla chyba jednego jak i drugiego.
Czas mijał, pogodzenie z utratą jakoś przemijało spokojnie, choć w rocznicę śmierci jego rodzicielki było za każdym razem ciężko. W międzyczasie jednak Deck zmężniał, trafiając do liceum. I dalej nie mając pomysłu na siebie. Gdyby tak naprawdę nie ojciec, nie zdecydowałby się na studiowanie, ale to on go nakłonił – ładnie to ujmując – na chociażby podjęcie się najzwyczajniejszego kierunku na świecie, jakim jest administracja i zarządzanie. Co prawda, pasja związana z informatycznymi sprawami nie przeminęła, lecz skoro ojciec miał taką do niego prośbę, to już dla świętego spokoju się tego podjął. Zresztą, kontakty z nim po śmierci mamy mocno ucierpiały, to uznał iż chociaż w ten sposób może go udobruchać. Kochany synek, prawda? Nie do końca.
Po liceum, gdy zaczął studiowanie, zaczynał lecieć na grubo. Nie mówiąc o imprezach, ale przede wszystkim o używkach. Alkohol to był dopiero początek, trawa również Ktoś na jednej z domówek zaproponował mu poczęstowanie się białym proszkiem. To była świetna zabawa, ale jednocześnie do dzisiaj nie pamięta tamtej nocy. Jakoś nie miał z tym wtedy większego problemu – na tyle, że zdecydował się kolejny raz i jeszcze następny, odczuwając iż dopiero teraz zaczyna odczuwać, że żyje. Do tego stopnia, uważając iż codzienne kosztowanie tego brzmi jak najlepsza rzecz na świecie, o dziwo nie opuszczając żadnych zajęć!
W późniejszym czasie poznał pewną dziewczynę – wtedy uznał ją za świetną laskę, z jaką przeżyje może kilka razów i nic więcej. Szkoda jednak, że życie go zweryfikowało na tyle, by uświadomić mu, że to ta jedyna. To dzięki niej trochę odbił się od dnia, zaczynając coś na poważnie po raz pierwszy, jeśli idzie o sferę związkową. To ona motywowała go, aby skończyć studia. To też właśnie ona przyłapała go kiedyś na wciąganiu w łazience, mówiąc że idzie zapalić, choć niestety nie widziała go przez okno pośród innych osób popalających. Widząc, że problem Deckarda trochę jest cięższy niż on sam był tego świadomy, postanowiła mu pomóc – chociaż Gladstone nie czuł potrzeby, aby taką pomoc otrzymywać.
Ich związek trwał, nigdy nie czując się tak szczęśliwym, jak właśnie wtedy. Ojciec mocno akceptował ich, nie raz mu mówiąc, że ta dziewczyna zmienia go na lepsze. Szczerze? Tak też się czuł, choć wtedy nikomu się do tego nie przyznał – no, może kiedyś przed nią po jakiejś imprezie, gdy wypił parę głębszych, dzięki czemu miał większą odwagę na takie zwierzenia. Ale nie mógł powiedzieć jednego – nie było dnia, żeby ją choć raz słabiej kochał. Nawet po kłótni, uczucia były takie same. Mógł być zły, mógł być wręcz na nią wściekły, ale to niczego pomiędzy nimi nie zmieniało.
Nawet pamiętna pomiędzy nimi kłótnia nie sprawiła, że zrezygnował z niej. Przyłapała go na imprezie, jak kupuje od kogoś towar w torebeczce. Szkoda tylko, iż to nie dla niego, a dla kolegi który nie wiedział jak sobie załatwić, a chciał spróbować. Oczywiście ona nie uwierzyła w tą wersję wydarzeń, przeinaczając całą sytuację, ostatecznie jedno i drugie odwrócili się na pięcie, odchodząc w odmienne strony.
Nie sądził jednak, że to doprowadzi do chwilowego rozstania pomiędzy nimi, które na szczęście skończyło się wyjaśnieniem wszystkiego w spokojny sposób, a ich związek przetrwał... nie na długo. Parę tygodni później dziewczyna go zostawiła, a on niczego nie rozumiał. Jak to koniec? I to taki totalny, nie dając już jakiegokolwiek od siebie znaku, nie chcąc przedyskutować sprawy, nie mając szansy nawet na usłyszenie argumentacji. Po prostu... koniec.
Nie powiem. To kolejna sytuacja, która doprowadziła do załamania u Deckarda, ale czego również nie pokazał po sobie. Wtedy skupił się bardziej na imprezowaniu – ale już nie na ćpaniu, w międzyczasie godząc pracę jako barman. Nie zdecydował się na pracę u ojca czy w podobnej profesji, uznając iż to kompletnie nie dla niego. Co prawda, ojciec był tak wkurwiony, że nie ma na to konkretnych słów, aby to wyjaśnić w sposób dokładny, przez co też Deck wyprowadził się na swoje. I chociaż nie chciał, rodziciel zafundował mu dom, by nie musiał wydawać pieniędzy na wynajem – a może dlatego, że nie chciał aby się ktoś z jego kręgu znajomych dowiedział, iż jego jedyny syn żyje tak skromnie? Druga opcja brzmiała sensowniej, bo od śmierci żony bardziej przejmował się tym, co powiedzą ludzie.
Po zerwaniu jego życie kręciło się wokół imprez, pracy i kobiet na jeden raz bądź kilka razy, nie chcąc się wiązać. Nie to, że się sparzył, ale... cholera, wstyd się przyznać, niemniej każdą porównywał do niej. Chore, to jasne. Ale prawdziwe.
Niestety – doszło po raz trzeci do załamania Deckarda; i nawet to – a może raczej przede wszystkim to – nie dobiło mężczyzny. Praktycznie na swoje trzydzieste urodziny dowiedział się, że ojciec trafił do szpitala, gdzie nie udało się go odratować. Rozległy zawał, zero jakichkolwiek szans, choć próbowali go przytrzymać przy życiu przez parę dni.
Ale zaraz – czy to nie oznaczało, że właśnie w tej chwili przejął hotel po ojcu? Nim zdążył o tym pomyśleć, zadzwonił do niego jakiś facet, żeby dowiedzieć się co dalej. A on? Jakby dostał w jednej sekundzie w potylicę. Dostęp do kont, akcji, możliwość zarządzania hotelem na własną rękę... Niejeden by się ucieszył z tego powodu, odkrywając iż stał się z dnia na dzień dosłownie bogaczem, lecz nie Deckard. Dogadał się z tym kimś, kimkolwiek był, by to on zajmował się większością – jak nie wszystkim – a gdyby były jakieś mocno ważne sprawy do podjęcia, niech go powiadomi i wtedy poinformuje go, czy musi o tym wiedzieć, czy uznają iż Deck o niczym nie wie i nic się nie wydarzyło. Pomimo wszystko – to spuścizna starszego Gladstone'a, mimo trudnych relacji od śmierci matki, nie potrafiłby takiego czegoś się pozbyć. I to nie chodzi o pieniądze – chodzi o zasady oraz pamięć o człowieku, który stworzył świetne miejsce i poniekąd go wychował.
Mimo bogactwa, nie zmienił swojego adresu zamieszkania, nie przestał być barmanem – żyje zupełnie tak, jakby był ciągle tym samym człowiekiem, bez tego pokaźnego konta bankowego, z którego nawet raz jeszcze nie skorzystał na własny użytek.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
średni
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum Deckard Gladstone
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia skarbonki, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
gall anonim
niegrzeczni użytkownicy
Zablokowany

Wróć do „Karty Postaci”