W odróżnieniu od Tristana, Bowie nie chciał pokazywać się z tej najwrażliwszej strony. Może dlatego, że zaciekle bronił czegoś, co i tak już za bardzo wycierpiało? Wolał zostać powierzchowny, bo może było to i płytkie, ale jednocześnie wystarczająco przyjemne, łatwe i bezpieczne. No i już nikogo nie dziwiło. Taki był Bowie, którego każdy znał. Po co to zmieniać?
Patrzył jednak na Tristana badawczo, z uwagą, której zazwyczaj nie przykładał w luźnych rozmowach (inicjował raczej tylko takie). Tym razem jego wzrok przepełniony był jednak czymś, co śmiało można było wziąć za głębokie zainteresowanie i intensywność pojawiającą się w momencie, kiedy nad czymś intensywnie myślał. Nie sądził, że ten temat stanie się
ciężki, ale Tristan…
T e n Tristan, który od samego początku skupiał się na szybkich numerkach bez rozmów
po.
T e n, który przez większość czasu skupiał się na cielesności i nazywał go
swoją kurwą.
Ten sam Tristan teraz tłumaczył mu o bliskości emocjonalnej i jak dużą rolę odgrywa w odkrywaniu seksualności i pierwszych razach. W pierwszej chwili chciał zapytać czy jego pierwszy raz taki był, ale w następnej sekundzie, zanim otworzył gębę, dotarło do niego, że inaczej by o tym nie wspominał. Poczuł się tak, jakby ktoś nałożył mu na klatkę piersiową i brzuch jakiś bardzo duży ciężar. Nawet nie wiedział jak to skomentować, więc milczał.
Sam nie tylko nie miał pierwszego razu, któremu towarzyszyłyby uczucia głębsze, ale właściwie żadnego innego razu w tym typie. Seks był po prostu seksem. Mógł kogoś lubić, albo i niekoniecznie, a i tak uprawiał seks, który był jakby oddzielną kategorią. Bowie raczej skupiał się na swoich potrzebach idąc z kimś do łóżka, dlatego zazwyczaj było mu wszystko jedno kto to był. Ważne, żeby dzięki tej osobie mógł przeżyć kolejny orgazm, bo bardzo to lubił. To nie tak, że kiedykolwiek został zgwałcony. Po prostu zbliżenia zawsze były mechaniczną drogą do osiągnięcia silnej przyjemności (bo też nikt się specjalnie z nim nie pieścił i on potem też raczej tego nie robił).
To też nie tak, że nie bywał czuły, bo lubił zajmować się też innymi, ale było to głównie fizyczne, a pomiędzy spotkaniami z tymi osobami nic go nie łączyło. Z Tristanem przez długi czas było podobnie, aż do niedawna. Może dlatego poczuł się nieswojo. Może coś zmieniło się nie tylko między nimi, ale i w samym Bowiem? Może poczuł zazdrość, tym razem nie o Tristana, a o to, że ominęło go coś, czego nagle zapragnął, a nie mógł mieć. W końcu nie da się cofnąć czasu.
W pierwszej chwili chciał zrobić to, co robił zazwyczaj wtedy, kiedy czuł się mniej komfortowo — uciec. W następnej temat zszedł nagle na inne rzeczy, więc opanował się i trochę rozluźnił, a słysząc jakie podejście miał Tristan do rywalizacji ich starych nawet lekko się uśmiechnął. Czuł się podobnie, chociaż nie tyle ze względu na to, co łączyło go z Blackwellem, a po prostu nigdy go to specjalnie nie obchodziło, bo nie pamiętał nawet czy kiedykolwiek chciał zaimponować ojcu (ani tym bardziej matce). Stary Vance był wielką gwiazdą i legendą muzyki rockowej i nawet teraz był jeszcze tak popularny i
na topie, że wiele osób, nawet młodszych od Bowiego, ściągnęłoby przed nim majtki. Bowie miał kiedyś nawet taką znajomą, która przez niego, chciała dobrać się do jego ojca. Nie wyszło, bo jego stary był zadziwiająco wierny matce. Chyba była to jedna z niewielu dobrych rzeczy w ich życiu rodzinnym, przynajmniej tych, które Bowie dostrzegał i w jakimś stopniu doceniał. W każdym razie chłopak nigdy nie chciał brać udziału w wojnie z Blackwellami i nawet jeżeli próbował być w to przez rodziców wciągany, to albo to olewał albo kiwał głową dla świętego spokoju. Dalej nie był do końca pewien o co im w ogóle wszystkim chodzi.
Nie postrzegał Tristana jako rywala, nawet jeżeli na takiego go kreowali. Tym bardziej, że Bowie miał kasę, miał przywileje i swoje własne talenty (które różniły się od tego, co robił w życiu Tristan). Aktorstwo nigdy go specjalnie nie pociągało, chociaż potrafił docenić talent aktorski i u Tristana faktycznie go doceniał, chociaż dopiero odkąd zaczęło ich coś łączyć, bo wcześniej się tym w ogóle nie zajmował.
—
Brzydzisz? Ja tam lubię z tobą czasami porywalizować. Szczególnie jak wygrywam i potem mogę ugryźć cię w dupę bez konsekwencji… Czy coś — mruknął i parsknął cicho, sięgając do pośladka Blackwella, żeby zacisnąć na nim palce. Bo chociaż jego oczy miały kolor i głębie oceanu, to ciało było równie atrakcyjne. Uwielbiał je. Potrzebował trochę rozładować sytuacją, ale zaraz znowu zrobiło się poważnie i Bowie wpatrywał się w Tristana z każdym jego kolejnym słowem uzmysławiając sobie, że nie potrafi odnaleźć żadnego własnego, którym potrafiłby się w tym momencie podzielić. Znowu milczał i patrzył, przesuwając dużymi ciemnymi oczami po twarzy chłopaka, starając się przełykać ślinę w taki sposób, żeby nie wyglądało to nerwowo.
Na szczęście wystarczyło proste odwzajemnienie sympatii i już czuł na swoich wargach odcisk jego ust i wszystko wracało do normalności, a przynajmniej tymczasowo. Bał się myśleć o tym, co mogły znaczyć te głębokie rozmowy i wyznawanie sobie uczuć, dlatego starał się znaleźć wszystko, co mogło odwrócić od tego jego uwagę.
Tristan chyba postanowił podobnie.
—
To może czasami się poświęcę i odbiorę — mruknął, przesuwając kciukiem po jego karku, za który akurat się przytrzymywał, lekko odchylony, żeby na niego patrzeć. Zdecydowali się jakiś czas milczeć, jakby czekali na to, aż emocje opadną, rozpłynął się w powietrzu i znowu będzie można swobodnie oddychać. Może zrobiło się nawet bardziej rześko, niż Bowie się spodziewał? Poczuł się lekki, co przyniosło ulgę, chociaż nie był pewien dokładnie dlaczego.
Podniósł się w momencie, w którym Blackwell zapytał o to, czy coś zamówić. Całkowicie nagi Bowie przeciągnął się rozkosznie i powoli ruszył w stronę komody, z której szuflady wygrzebał sobie jedną parę bokserek Tristana i wciągnął je na wąskie biodra.
—
Zamów na co masz ochotę. Dopiero co jadłem, ale może skubnę coś od ciebie — powiedział lekkim tonem. Odkąd zjadł kilka gryzów kanapki i kilka frytek minęło z pół dnia, ale jego relacja z jedzeniem była wręcz patologiczna i to była jedna z tych rzeczy, które w ogóle się nie zmieniły. —
Weź mi tylko energola, wszystko jedno jakiego, byle jeden z tych dużych — dodał po chwili, a potem przesunął dłonią po klatce piersiowej, zastanawiając się czy zarzucić na siebie koszulkę, czy jednak jest mu wystarczająco ciepło. Jeżeli Tristan zaczął marudzić w odpowiedzi na jego wybory żywieniowe, to Bowie tylko go przedrzeźnił i zszedł na dół, idąc do dźwięku swojego telefonu, tkwiącego gdzieś w torbie, rzuconej na podłogę w kuchni. Cud, że urządzenie się nie rozładowało. Odebrał i podłączył telefon w salonie, bo miał ze dwa procenty baterii.
Nie była to matka. Ani ojciec. Dziewczynę po drugiej stronie słuchawki znał od może roku i chociaż zaczęli znajomość wiadomo jak, to rozwinęła się ona dosyć nieoczekiwanie, bo okazało się, że laska jest całkiem w porządku i ma piękny głos, więc podłożyła go kilka razy w animacji, którą tworzył Bowie. Całkiem dobrze mu się z nią gadało, kiedy leżał na kanapie z nogą przewieszoną przez oparcie, a głową zwisającą z siedziska.
—
No nie wiem, to wpadnij do mnie jutro i zobaczymy jak sobie poradzisz — mruknął zaczepnie, kontynuując umawianie się na kolejną sesję związaną z animacją. Tym razem chodziło o zaśpiewanie piosenki.
tristan blackwell