004. | outfit
Przyjechał dnia poprzedniego, w okolicy wieczorowej pory, tuż po zakończonej zmianie gdzie mieli dosyć sporo akcji, trochę wyjazdów, trochę błahych spraw - choć mogłoby się wydawać to dziwne, żeby strażak miał
błahe sprawy do załatwienia w swoim zawodzie. I to nie tak, że nie szanował kogoś, bo dzwonił z czymś, co nie wymagało przyjechania całej ekipy, spakowania większej ilości sprzętu czy posiadając ogromne wymagania co do nich, aby wszystko udało się tak, jak należy. Niemniej przykładowe ściąganie kota z drzewa daje poczucie, iż robi się coś znacznie bardziej prostszego od pojawienia się na miejscu w jakim wystąpił ogień czy zagrożenie związane z czadem.
Niemniej - teraz go te sprawy nie interesowały. A papierkowa robota miała na niego czekać dopiero gdy weekend się skończy i pojawi się na porannej zmianie w jednostce. Obecnie nie myślał o niczym innym, jak o wypadzie nad jezioro, do domku, gdzie odpocznie sobie tak, jak tego potrzebował.
Naturalnie, mógł to samo zrobić w swoim mieszkanku… lecz czy tam miałby tyle swobody, miejsca i, oczywiście, takiego typu widoki? Nigdy nie narzekał na swoje cztery ściany, niemniej czasem warto zmienić otoczenie nawet na te parę dni - nawet jeśli to tylko dwie doby, tak czasem daje to swoistą ulgę, naładowanie baterii i ukojenie nerwów. W takim celu więc wybrał się McCann - choć wolałby tym razem nie być tutaj samemu. Riley niestety miała jakieś sprawy do załatwienia i nie miała możliwości na taki wypad ze swoim… no cóż, właśnie - kim on jest dla niej w dalszym ciągu, skoro ostatnio padły takie obwieszczenia pomiędzy nimi? Cholera nie miał bladego pojęcia i zapewne niezbyt prędko się rozjaśni cokolwiek w tej kwestii. Może przyjaźń bywa ła wystarczająca między nimi, tak coraz częściej łapie się na tym, że wolałby to jakoś popchnąć do przodu; szkoda tylko, że sama zainteresowana jest tym kłopotem, przez który nie wie jak to wszystko ostatecznie ugryźć.
Skoro jednak miał tutaj być sam, rozluźnić się i mieć możliwość na przemyślenie paru spraw, to czy nie będzie miał tej sposobności na przeanalizowanie wszystkiego? Żywił nadzieję, że tak się właśnie stanie. I że w ogóle cokolwiek z tego faktycznie będzie, a nie skończy się jak zawsze - posiadaniem ciągle tej wielkiej, okropnie dobijającej wielkiej niewiadomej.
Poranek po przespanej i mocno spokojnej nocy spędził w totalnym odprężeniu i bez pośpiechu. Wypił kawę, zjadł zdrowe śniadanko, zrobił rozgrzewkę oraz parę ćwiczeń, na które ostatnio nie ma zbyt wiele czasu. Następnie wybrał się na spacer po okolicy jeziora, docierając na kamienistą plażę, gdzie nie spędził zbyt wiele czasu, chcąc po prostu pochodzić i zobaczyć to, co ów miejsce oferuje - bo może niedługo przyjedzie raz jeszcze na kolejny weekend, mając już jakieś większe plany na spędzenie tutaj czasu. Powrót do domu parę godzin później zwieńczył zrobieniem sobie obiadu i obejrzeniem paru odcinków serialu na telewizorze, czego nie pamiętał kiedy ostatnio robił.
Żeby jednak nie wyszło na to, iż w tak urokliwym miejscu zamierza przebywać jedynie w środku domku, wieczorem postanowił posiedzieć na leżaczku znajdującym się na tyle, będąc skromnie oddzielonym od swoich sąsiadów niewielkim płotem, co mimo wszytko nie stanowiło dla niego problemu. W końcu - nikt sobie nie zaglądał na działki po chamsku, nikt nie przeszkadzał drugiemu. Nie mówiąc już o tym, że przysadziste ogrodzenie mogłoby totalnie zaburzyć harmonię tego miejsca. Nie miał jednak wielce twórczo zajęcia, co jakiś czas obserwując to, co się dzieje wokół, zerkając na niebo na jakim pojawiało się coraz więcej gwiazd, a czasem przeglądając to, co działo się na aplikacjach które posiadał w telefonie. Niby nic odkrywczego, niby nic wnoszącego wiele w jego życie, ale.. cholera, dobrze mu z tym było - tym bardziej, gdy w międzyczasie przepijał to piwem, co w jego przypadku jest już takim totalnym odchyleniem od życia codziennego, bo przecież alkoholu nie pije, jeśli nie towarzyszy mu jakaś naprawdę szczególna okazja.
W momencie posiadania wlepionych oczu w telefon nie spostrzegł, by ktokolwiek podchodził do płotu, dlatego też na słuch wypowiadanych słów. Delikatnie aż wzdrygnął się, nieco z jakby nie patrzeć przestraszenia, bo przecież był na tyle skupiony na czytaniu, że aż nieco oderwany od świata zewnętrznego. Wtedy nieznajoma go
wybudziła, a on automatycznie powędrował oczami w kierunku ów osoby.
— Hej! U mnie ucieczka od cywilizacji — odpowiedział z pogodnym uśmiechem na wargach, prostując się na leżaku, by za moment wstać i podejść bliżej, żeby nie wyjść na jakiegoś chama.
— Przykro mi z powodu wystawienia. Ten dupek nie zasługuje na cokolwiek więcej, skoro nie potrafił ogarnąć czasu na to, żeby móc przyjechać tu z Panią — szarmancko pozwolił sobie na takiego typu komentarz, bo cóż - samo aż się prosiło to skomentować, na swój pokrętny sposób uznając, że to jakiś facet tak ją okrutnie potraktował.
Sophie Finch