ODPOWIEDZ
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Śmierć brata dla wielu osób pewnie byłaby jednym z tych definiujących momentów w życiu. Tych, których się nie zapomina. Dla Magnusa nie był to szczególnie wyjątkowy moment. Nie należał do najbardziej wylewnych uczuciowo osób. Może coś było w nim zepsute już od urodzenia, ale empatia nie jest w wachlarzu jego umiejętności. Może to też kwestia tego, że nie była to umiejętność, którą którekolwiek z jego rodziców postanowiło w nim zaszczepić. Pochodził z tego chłodnego chowu, który nie pozwalał angażować się zbyt mocno w jakąkolwiek relację. W jego domu zawsze stawiano odpowiedzialność na pierwszym miejscu. Umiejętności, które pomagały przetrwać. Które mogły pozwolić mu odziedziczyć rodzinny biznes, czego tak naprawdę nie zrobił.
Dlatego śmierć jego brata nie wstrząsnęła nim tak, jak pewnie powinna. Przeleciał tysiące kilometrów nie dlatego, że martwił się o swoją wżenioną część rodziny, lecz dlatego, że w jego świecie nie można było pozwolić sobie na utratę reputacji. Nawet jeśli nie był już aktywną częścią i pozostawił to wszystko w przeszłości, tak naprawdę nigdy nie dało się z tego świata całkowicie wyjść. Z jego bratem łączyła go dość zdawkowa relacja. Nie uczestniczyli aktywnie w swoim życiu. Pojawił się na jego ślubie ponieważ tak wypada. Od tamtej pory pewnie z raz czy dwa widzieli się również na jakichś świętach, ale Magnus zawsze stronił od swojej rodziny. Musiał jeśli chciał ich chronić przed konsekwencjami swojego pierwotnego zawodu.
Nie był przekonany co do tego by brat mógł odebrać sobie życie. Miał wiele problemów, ale te z głową raczej nie były tymi, które dominowały. Przynajmniej nie był co do tego przekonany, dlatego postanowił zbadać sprawę jego śmierci. Musiał się upewnić, że w tym temacie nie maczał palców nikt z osób trzecich. Nikt nie może tykać jego rodziny bez mierzenia się z konsekwencjami.
Pojawił się na pogrzebie, lecz nie próbował nawiązać kontaktu z jego wdową. To nie był czas ani miejsce. Zaczął prowadzić swoje śledztwo dając jej nieco przestrzeni zanim postanowił ją nawiedzić. Znalazł się pod jej drzwiami po kilku dniach nie mając pojęcia, czego tak właściwie powinien oczekiwać. Nie znał Josephine. Poza wymianą kilku uprzejmości przy różnych okazjach nigdy nie rozmawiali dłużej niż kilka minut. Nie robili też tego raczej na osobności. Ona również nie wydawała się specjalnie zainteresowana poznaniem swojego szwagra. Tak było wszystkim po prostu wygodniej.
Dzisiaj jednak to dobiegało końca. Musiał wiedzieć więcej. Zdążył już przejrzeć policyjne akta. Znalazł trochę nieścisłości, które będzie badać w późniejszym terminie. To ona była jedyną osobą, która znała jego brata na tyle by powiedzieć mu w jakim stanie psychicznym był na krótko przed swoim wypadkiem. Czy będzie mógł zaufać jej słowom? Wierzył w to, że sam będzie w stanie to ocenić. Był w tym dość dobry. Musiał być, inaczej nie przeżyłby jako zabójca. Wystarczyły najmniejsze szczegóły. Tiki, które zdradzały prawdziwe intencje. Nie widział Josephine jako wdowy w żałobie. Teraz była po prostu kolejnym etapem jego śledztwa.
Zadzwonił dzwonkiem i posłuszne czekał pod drzwiami jej domu jak zawsze ubrany w jeden ze swoich dobrze skrojonych, nienagannych garniturów. Kierowca już dawno oddalił się z jej podjazdu. Musiał przyznać, że radziła sobie całkiem dobrze jako prokurator.
- Cześć, mam nadzieję, że nie masz mi za złe pojawienie się bez zapowiedzi. Nie miałem twojego numeru. - co oczywiście nie byłoby dla niego większym problemem, a sam numer miał, lecz musiał odgrywać swoją rolę - Możemy chwilę porozmawiać? - zapytał z uprzejmym, delikatnym uśmiechem na ustach, którego wymagała ta sytuacja.

Josephine M. Pemberton
36 y/o
For good luck!
178 cm
⚖️ prokurator w superior court of justice
Awatar użytkownika
Pani prokurator, która niemal poświęciła swoją całą karierę kiedy okazało się, że jej mąż romansował ze swoją studentką, która później została znaleziona martwa. Oskarżony mężczyzna targnął się na swoje życie -- Tak mówi oficjalna wersja.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

II. As far as I can see, grief will never truly end
It may become softer over time... but grief will last as long as love does - forever.
Dzień pogrzebu. Jeden z najgorszych dni w jej życiu.
Przez chwilę zastanawiała się czy kiedykolwiek dało się przewidzieć to co się stanie. Jej mąż, niegdyś jej ukochany a teraz mężczyzna, która stał się dla niej całkowicie obcy. Mimo wszystko wciąż go kochała, na swój sposób. Jeszcze przed jego odejściem żyli już osobno, próbując zrozumieć wszystko to co się wydarzyło. Jego zdrada, romans ze studentką, to że ona popełniła samobójstwo. Nie mogła uwierzyć, że w jednej chwili okazało się, że jej mąż to kłamca. Straciła nadzieję, że mogli do siebie wrócić, że ich związek przetrwałby wszystkie perturbacje i kolejne oskarżenia, które spadały na ich rodzinę. Zderzyła się z prawdą o której nie chciała wiedzieć. Podczas ceremonii pogrzebowej próbowała nie okazywać zbyt wiele emocji, a może po prostu nie potrafiła już płakać. Wylała wiele łez by ostatecznie nie otrzymać żadnej odpowiedzi. Nie chciała uchodzić za bezduszną wdowę, która czekała na śmierć swojego męża ale plotki i tak będą krążyły na jej temat. Stała się ich częścią w chwili kiedy romans jej męża okazał się prawdą, a ona przez długi czas po prostu temu zaprzeczała. Zapewne dla własnego dobra.
mąż
Jutro o tym porozmawiamy. Wiem, że nie chcesz mnie słuchać ale daj mi szansę. Ostatnią. Później już o nic więcej nie poproszę.
Nie chcę się już kłócić
Wiadomość...
Spoglądała na ostatnio wiadomość od swojego męża. Tylko dlaczego ciągle wracała do chwil, które kojarzyły się tylko z ogromnym bólem i tym, że nie dało się już cofnąć czasu i zapomnieć o bólu, jaki sprawił jej mężczyzna, który miał ją chronić i kochać aż do jej ostatnich dni. Wiadomość ta w odróżnieniu od wszystkich innych dawała jej nadzieję, że jeszcze kiedyś będą mogli ze sobą porozmawiać. Bez kłamstw, wyrzucania sobie tego co najgorsze, kłótni i ciągłego szukania winnych. Nie chciała tkwić w tej sytuacji, kiedy każda kolejna rozmowa stawała się powodem by jeszcze bardziej nienawidzić osobę, którą jeszcze niedawno kochało się całym sercem. Gdyby tylko wtedy pozwoliła m na to spotkanie, gdyby tylko chciała go wysłuchać. Może to wszystko skończyłoby się inaczej? Może nie zrobiłby tego co zakończyło jego życie. Nie chciała myśleć o tym w takich kategoriach ale za każdym razem kiedy zerkała na wiadomość, czuła że to w jakimś stopniu również jej wina. Przyczyniła się do tego, że odebrał sobie życie. Stała się równie bezwzględna w stosunku do swojego męża i przestała myśleć o nim. O jego uczuciach. Ogarnęła ją tylko złość i frustracja, którą przelewała przez swojego milczenie albo słowa, która mogły skrzywdzić. Przecież tak zachowywała się tylko na sali sądowej. Bezwzględnie, bez serca i na przekór temu jak mogli to odbierać inni. Chciała za wszelką cenę pokazać, że jest silna ale też zawzięta, że nie wpuści go do swojego życia po tym wszystkim co jej zrobił.
Przeżywała swoją żałobę na swój sposób. Nie afiszując się swoim cierpieniem i tym, że ciągle zakrzątała sobie myśli tym co powoli odkrywała. Sama, bez żadnej pomocy. Nie chciała angażować w to wszystko niepotrzebne osoby. Wolała odkrywać kolejne fakty na własnych warunkach. Przecież to wszystko mogło zrujnować jej rodzinę, jej własną karierę ale przecież miała dobry powód by ukrywać niewygodne fakty. Informacje, które pogrążą nie tylko ją ale też inne osoby. Nie była na tyle głupia by wpędzać się w kolejne kłopoty i wszystko to co robiła było wyważone ale też musiało mieć głębszy sens. Nie może tak po prostu zaglądać w akta, kiedy ktoś się nimi nie interesuje. Niestety wraz z czasem okazało się, że ktoś za wszelką cenę chce poznać prawdę. W tym momencie nie zdawała sobie sprawę, że ten ktoś jest bliżej niej niż powinien. Nie dlatego, że była zaślepiona własnymi uczuciami ale tylko dlatego, że ta druga osoba nie wzbudzała żadnych podejrzeń. Nawet z jej pozycją nie zawsze dowiadywała się o wszystkim pierwsza, nawet jeśli na tym jej zależało.
Przez kilka dni po pogrzebie swojego męża spędziła je w domu, próbując sobie to wszystko wytłumaczyć. Zrozumieć to co do tej pory wydawało się umknąć jej uwadze. Skrupulatnie podchodziła do każdej sprawy, a na pewno do tego co dotyczyło jej samej i jej rodziny. Nie mogła się pogubić i całkowicie zatracić, jak chciało tego wielu. Przecież to była najlepsza okazja by wreszcie mogła popełnić błąd. Ciągle miała przed sobą własną karierę, której zaprzepaszczenie byłoby dla niej ogromną tragedią, może porównywalną do śmierci jej męża. Tym bardziej zaskakujące było to, że miała mieć dzisiaj gościa. Nie zaprosiła nikogo i nie w pierwszej chwili nie planowała nikomu otwierać ale kiedy dzwonek do drzwi rozbrzmiał jeszcze głośniej i intensywniej ruszyła do wejścia. Otwierając drzwi z zaskoczeniem przyglądała się mężczyźnie, który stał przed nią. Praktycznie w ogóle nie znała swojego szwagra i nie mieli zbyt wielu okazji, żeby ze sobą porozmawiać. Nie zamienili praktycznie żadnego słowa na jego pogrzebie ale przecież tego mogła się spodziewać.
- Wybacz, gdzie moje maniery - przez krótką chwilę zmierzyła go jeszcze wzrokiem i wpuściła do środka. Skąd mogła wiedzieć dlaczego tutaj się pojawił. Skoro nawet jego własny brat nie mówił zbyt wiele o swoim bracie. Nawet podczas rozmów, nie mogła dowiedzieć się zbyt wiele bo po prostu ucinał ten temat. Nie drążyła tego tematu, a może powinna.
- Przepraszam ale nie była przygotowana na gości - zaprowadziła go w kierunku niewielkiego salonu, który znajdował się niedaleko wejścia. Za nim jednak miała okazję usiąść na kanapie, zwróciła się w jego kierunku - Może się czegoś napijesz? - spytała, jak wypadało to zrobić jeśli było się dobrą gospodynią. Z przepraszającym wyrazem twarzy, za moment zniknęła w kuchni, gdzie przygotowała szklankę wody dla siebie i jeśli Magnus zechciał cokolwiek do picia i jego napój już po chwili znalazł się na stoliku kawowym - Słucham więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać? Jeśli chodzi o sprawy spadkowe to jak wiesz w następnym tygodniu ma się odbyć spotkanie - zapytała ale po chwili dodała to o czym już dawno został poinformowany, jeśli właśnie o tym chciał porozmawiać. Mogła również chodzić o rzeczy prywatne jego brata, może jakieś rodzinne pamiątki, które chciał zabrać ze sobą za nim wyjdzie.

Magnus Grimstad
papryczka
"Najważniejsze to być szczęśliwym"
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby Grimstad był trochę lepiej społecznie uzdolniony pewnie przyszedłby z jakimiś kwiatami, czy jakimś prywatnym szefem kuchni, czy co tam ludzie robią w podobnych sytuacjach. Pogrzeby nie były jednym z tych instytucji społecznych, na których zbyt często się pokazywał. Zazwyczaj dlatego, że to właśnie on był powodem dla którego te musiały się w ogóle odbywać. Gdyby był lepszym bratem oraz szwagrem pewnie wiedziałby również co było preferowane przez jego własną rodzinę, ale właśnie... Nie był. Miał ku temu swoje powody i o wiele prościej było by wszyscy wierzyli, że jest po prostu bogatym dupkiem. Sam przykładał się do takiej reputacji by trzymać w swoim życiu wszystkich na wyciągnięcie ręki. Dlatego pojawiając się w drzwiach jej domu nie miał pojęcia czego może się po niej tak naprawdę spodziewać. W trakcie jego prywatnego śledztwa dowiedział się o domniemanej zdradzie swojego brata. O śmierci domniemanej kochanki. Wszystko w teorii mogło złożyć się w jedną, spójną całość, lecz on nie wierzył, że to zadanie powinno należeć do tutejszej policji. Nie ufał służbom. W końcu żadne z wielu ich przedstawicieli na świecie nigdy nie było w stanie go złapać, co tylko świadczyło o ich niekompetencji, a jego kompetencji w unikaniu wymiaru sprawiedliwości.
Na pogrzebie wydawała się być autentycznie roztrzęsiona tym, co się wydarzyło. Bądź była po prostu tak dobrą aktorką. Tego nie było w jej aktach, bo oczywiście, że zadzwonił do kilku ze swoich kontaktów by ją prześwietlić. Życie nauczyło go, że nikt nie był poza kręgiem podejrzanych. Ona była wręcz na jego szczycie, bo jak wykazują wszystkie statystyki, znacząca większość morderstw w małżeństwie zostaje wykonana przez współmałżonka. Chociaż w przeważającej większości są to mężowie, tak żony też nie są wolne od podejrzeń.
Gdy w końcu drzwi się przed nim otworzyły nie mógł odmówić sobie zlustrowania jej sylwetki wzrokiem. Po pierwsze pod względem tego jak na niego zareaguje oraz czy wydaje się nadal rzeczywiście być w żałobie. Po drugie chociażby dlatego, że jest niezwykle przyjemna dla oka. Tak jak niekoniecznie nazwałby swojego brata nieudacznikiem, bo coś tam w swoim życiu i na swój sposób osiągnął. Nie był kompletną zakałą rodziny Grimstad. Tak do tej pory dość dużą zagadką pozostawało dla niego jak zaskarbił sobie wdzięki tak pięknej i inteligentnej kobiety. Widział niektóre z jej rozpraw, widział również CV. Nawet jeśli nie zamienili ze sobą przez całe życie więcej niż kilku zdań tak znał jej osiągnięcia i dla niektórych pewnie mogły być imponujące. To musiała być miłość. Przynajmniej po jej stronie.
- Nie przejmuj się. Normalnie bym się zapowiedział, aczkolwiek nie miałem twojego numeru. Jeśli przeszkadzam mogę przyjść innego dnia. - zapewnił ją spokojnie przekraczając próg jej domu przy okazji rozglądając się nieco po pomieszczeniach chcąc dowiedzieć się o niej czegoś więcej niż mógł z suchych akt.
- Herbaty, jeśli mogę prosić. - nie był specjalnie spragniony, ale to pozwalało mu na kilka minut na osobności, kiedy mógł rozejrzeć się również po salonie w poszukiwaniu jakichkolwiek poszlak dotyczących jej osobowości.
- Jestem ostatnią osobą, której przypadłoby coś w spadku. - uśmiechnął się delikatnie kręcąc głową bo wierzył, że akurat tego jest świadoma - Chyba, że jakieś długi. To z pewnością chętnie by mi zostawił. - nie wydawał się tym szczególnie przejęty, a nawet delikatnie rozbawiony.
Postanowił, że nie będzie zgrywał teraz troskliwego brata. Musiała wiedzieć, że nie łączyły ich najcieplejsze relacje. Nie było co tego ukrywać, to tylko wzbudziłoby jej podejrzenia.
- Zanim do tego przejdziemy, czy jest coś, co mogę dla Ciebie zrobić? - nie pytał o to jak się czuje, to pytanie pewnie słyszała kilka razy dziennie - Prywatny szef kuchni? Usługi sprzątające? Któraś z moich nieruchomości poza tym miastem? - maniery wymagały by chociaż zaproponował skoro przyszedł z pustymi rękoma.

Josephine M. Pemberton
36 y/o
For good luck!
178 cm
⚖️ prokurator w superior court of justice
Awatar użytkownika
Pani prokurator, która niemal poświęciła swoją całą karierę kiedy okazało się, że jej mąż romansował ze swoją studentką, która później została znaleziona martwa. Oskarżony mężczyzna targnął się na swoje życie -- Tak mówi oficjalna wersja.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na szczęście dla niego nie oczekiwała ni kwiatów ani prywatnego kucharza. Chyba była w tym wszystkim nie tak "zdemoralizowana" jak inne osoby na tym samym poziomie co ona i jej rodzina. Raczej daleko było jej do prawdziwej elity ale przecież pozycja i praca którą wykonywała mówiły same za siebie. Nie dało się uciec od tego, że wielu traktowało ją lepiej a z drugiej strony dla innych uchodziła za kobietę, która nie miała bladego pojęcia o normalnym życiu. O problemach tych, których życie nie powinno ją przecież obchodzić. Nawet największa forma pomocy albo zrozumienia potrzeb innych była weryfikowana i komentowana. Nie afiszowała się więc tym wszystkim, wręcz uciekała od niepotrzebnego rozgłosu, nawet jeśli miałoby jej to w jakikolwiek sposób pomóc. Nakierować jej karierę w stronę czegoś o wiele większego, ważniejszego niż bycie panią prokurator. Pragnęła wspinać się dalej, spełniać swoje marzenia. Nie mogła ciągle oglądać się za siebie i zastanawiać się czy to co robi to jej wypada czy też nie. Nie mogła przez całe życie myśleć tylko o tym by sprawić przyjemność innym, nie urazić nikogo swoim zachowaniem albo słowami. W jej pracy chodziło o to by ciągle zwyciężać, tak naprawdę robią to za wszelką cenę. Ostatecznie różniła się od innych i nie mogła tego zaprzeczyć.
Nie musiała udawać, naprawdę miała dużo pieniędzy a jak się wydawało jej majątek ciągle się powiększał. W dodatku nie potrzebowała do tego swojego męża. Sama świetnie sobie radziła i tak naprawdę to ona odpowiadała za to, że niczego im nie brakowało. Mimo tego, że jej mąż dobrze zarabiał to nie angażował się zbytnio w budżet rodzinny. Z czasem zaczynała odbierać to jakoś coś podejrzanego, a zdecydowanie stało się to dziwne kiedy okazało się, że miał kochankę. Miała głowę na karku, poruszała ważne tematy i dbała o wiele spraw, którymi kompletnie nie interesował się jej małżonek, a może nie robiła tego dlatego że nie wiedział się jak się za to zabrać? Miłość naprawdę potrafiła zaślepić wszystko to co ostatecznie stałoby się dla niej mocno uciążliwe. Jego zdrada zmieniła to jak zaczęła patrzeć na ich małżeństwo, na to że nie był idealnym mężczyzną i mężem za jakiego go uważała.
Szok i niedowierzanie towarzyszyły jej podczas pogrzebu i ciągle łapała się na tym, że wraca do chwili kiedy została poinformowana o zalezieniu jego ciała. Nie dało się przecież odegrać tego, że utraciła swojego męża. Mężczyznę, które do tej pory uznawała za swoją wielką miłość. Może nie jedyną ale na pewno tą prawdziwą i szczerą. Przynajmniej tak ona podchodziła do ich związku. Nie udawała uczuć, które pojawiły się już kilka lat temu i które ciągle były w niej tak żywe. Pogrążona w żałobie jest po dzień dzisiejszy, nie rozumiejąc do końca powodów dla których pozostawił ją z tym wszystkim samą. Czuła złość, która co jakiś czas dopadała jej myśli. Zaczynała przeżywać to na swój sposób, nie zawsze zalewając się łzami. Niepotrzebne okazywanie emocji, które nie przystoi kobiecie na jej stanowisku. Mogła całą winę zrzucić na swój zawód, na to że na sali sądowej to ona stała niewzruszona, kiedy sama wykorzystywała je by przekonać ławników i sędziów. Każdy musiał wiedzieć, że nic ani nikt nie jest w stanie ją złamać.
Nawet śmierć.
Pojawienie się szwagra było zaskoczeniem ale czy naprawdę tak wielkim? Przecież musiał się kiedyś tutaj pojawić. Zawsze był jakiś powód do tego by odwiedzić wdowę po swoim zmarłym bracie. Z drugiej strony i ona była coraz bliższa tego by poznać osobę, która zaczynała grzebać w sprawie jego śmierci. Jak wszystkim się wydawało samobójczej. Ostatecznie i tak musiałaby się pojawić w jego życiu. Chcąc czy nie chcąc byłaby bliżej niż oboje tego chcieli i planowali. Emocje pojawiły się natychmiast ale skrzętnie je ukrywała. Pewnego rodzaju strach, a może tylko przed tym by ostatecznie nie rozpaść się przed mężczyzną, którego tak naprawdę nie znała. Nie miała zamiaru poznawać aż do tej pory. Od samego początku obserwowała go, każdy jego krok, każdą zmianę na jego twarzy. Jest przecież równie utalentowana w tym jak on sam. Zdawało się to komiczne, że teraz oboje mieli szukać w sobie każdej najmniejszej reakcji. Zdawał się być trudniejszym przeciwnikiem niż sobie to wyobraziła.
- Nie przeszkadzasz. Naprawdę nie musisz się tym przejmować. Chyba nie byłam jeszcze gotowa na gości ale przecież nie mogło to trwać w nieskończoność - jej wzrok przesunął się po jego sylwetce, po tym jak w ogóle nie przypominał swojego brata, a może jeszcze nie potrafiła dostrzec tego podobieństwa - Może to i lepiej, że to właśnie ty a nie jedna z rozhisteryzowanych sąsiadek - wywróciła oczami, na samą myśl o tym, że ktoś mógł poczuwać się do tego by w ostentacyjny sposób opłakiwać jej własnego męża. Czy to znowu tylko przypadek, czy obraz jej ukochanego to tylko fikcja z której prawdą musiała się zmierzyć.
Znikając w kuchni, próbowała doprowadzić się do porządku. Wyglądała na zmęczoną ale nie na tyle by wprowadzić kogoś w zakłopotanie i wzbudzić niepotrzebne pytania, czy aby na pewno dobrze sypia. W tej kwestii, nie mogło dziwić to, że jej sen; jeśli w ogóle; ograniczał się tylko do kilku godzin. Podając mu herbatę uśmiechnęła się delikatnie i usiadła na przeciwko niego, w tym momencie był jej gościem i wypadała go wysłuchać, a na pewno dlatego, że sam o to poprosił. Nie owijał w bawełnę i nie udawał, że jego relacja z bratem była normalna i ciepła. Przynajmniej w tej kwestii nie musiała przejmować się tym, że zacznie ją okłamywać od pierwszej chwili kiedy się spotkali. Podświadomie liczyła, że chociaż jedna osoba z jego rodziny będzie z nią szczera ale przecież nie mogła liczyć na zbyt wiele.
- Ostatnie tygodnie pokazały mi to jak mało mogę wiedzieć o najbliższej osobie i nie byłabym taka pewna czy wiem jak rozdysponował swój spadek - gorycz, którą można było wyczuć w jej głosie była nie do przełknięcia, jakby od dawna próbowała pozbyć się tego uczucia. Niepewności i irytacji, która pogłębiała się z każdym kolejnym dniem - Lepiej będzie jak się o tym sam przekonasz, czy pozostawił cokolwiek, nawet jeśli miały by być to jego długi. Chociaż w tej kwestii, chyba nie musisz się martwić. Zadbałam o finansowe bezpieczeństwo w naszym małżeństwie - jej wzrok skupił się na prawie pełnej szklance, którą trzymała mocno w dłoni.
Podniosła swój wzrok dopiero kiedy zadał jej pytanie o to czy czegoś nie potrzebuje. Nie spodziewała się tego, a tak naprawdę to jeszcze nikt nie zainteresował się tym jak ona się czuje. Jak sobie radzi, czy jest w stanie myśleć o czymś innym niż tylko o jego śmierci. Zostawił ją przecież ze wszystkimi problemami.
- Naprawdę to miłe z twojej strony - zaczęła, kąciki jej ust zadrżały, jakby za moment miała się uśmiechnąć - Wydaje mi się, że niczego mi nie brakuje, a już na pewno nie prywatnego szefa kuchni - zaśmiała się w duchu bo praktycznie w ogóle nie pomyślała o tym, że jedzenie mogłoby odgrywać teraz jakąkolwiek rolę - Nieruchomości poza miastem? - tutaj powinna ugryźć się w język, zaintrygowało ją to z kilku powodów ale na pewno jednym z nich było to, że nie mogła wiedzieć zbyt wiele o tym jak bardzo majętny jest Grimstad - Przepraszam. Nie wiem dlaczego przez moment pomyślałam, że wyjazd z tego domu i Toronto to byłby dobry pomysł - spojrzała na niego, chyba po raz pierwszy raz skupiła się na jego oczach, a nie na twarzy, którą dyskretnie obserwowała od kilkunastu już minut.


Magnus Grimstad
papryczka
"Najważniejsze to być szczęśliwym"
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”