25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej odpowiedź nieco zbiła ją z tropu. Jak zwykle. Nie spodziewała się, że zostanie nagle wyeliminowana z tego żartu. Najgorsze było to, że doskonale wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Mogłaby najzwyczajniej w świecie się zgodzić, ale poprosić, żeby mogła popatrzeć. Ba, mogła nawet stwierdzić, że mogą się po prostu zamienić i to ona da się przywiązać Ruelle i Raven. Nawet zignorowanie tego i stwierdzenie, że to bardzo odważne z jej strony, że chce całkowicie oddać swoje ciało na łaskę dwóch Ślizgonek, byłoby znośne.
— No... zdecydowanie. — Wszystko byłoby lepsze od tego. I jeszcze ten niezręczny uśmiech, który miał chyba rozluźnić sytuację, a tylko zaognił problem w głowie Cross. Generalnie tragedia. A szło przecież tak dobrze! Zdążyła odzyskać nieco pewności siebie, którą wcześniej Prescott zgniotła butem, podchodząc do niej bez grama entuzjazmu i chyba właśnie wszystko z powrotem wyparowało. Co jej pozostało, poza wyzywaniem się w myślach od głupich cip?
Machnęła lekceważąco ręką na jej dodatkowe tłumaczenia w kwestii strategii Godryka. No dobra, moze i miała sens, ale co z tego? River wolała swoją wersję, w której Gryffindor wychodził na frajera. Nie żeby miała do niego jakąś wielką awersję, po prostu spośród czwórki założycieli umieściłaby go... na czwartym miejscu. Ale wiedziała, że Gryfoni nie są aż tacy źli! Nawet miała wśród nich ziomków, więc nie była aż taką domofobką.
— Czyli znajdziesz tę koronę i... co? Nagle staniesz się wyjebanie potężna i będę musiała paść przed tobą na kolana? — zażartowała i dopiero, gdy usłyszała własny głos, w jej głowie zadzwonił alarm. Naprawdę nie zrobiła tego celowo. Jak raz nie miała nic dwuznacznego na myśli, więc realizacja tego była wyjątkowo nieprzyjemnym uczuciem. Znowu czuła się przy niej strasznie durna.
— Czy to raczej nagle obok zmaterializuje się ten chłop i weźmie sobie koronę, po czym ucieknie w las, a nam się będzie szykowała kolejna wojna? — pociągnęła myśl jak gdyby nigdy nic, bo co innego mogła zrobić? Albo udawać, że nie zauważyła albo spalić się ze wstydu. Szczerze nie znosiła uczucia wstydu. Uważała, że było dużo poniżej jej godności i poziomu.
— Myślisz, że zniknięcie naszej dwójki automatycznie wzbudziłoby sensację? — Chciała wrócić naturalnie do luźnego trybu i w pełni świadomie rzucić jakiś pseudo flirciarski żart, ale przez ten stres miała wrażenie, że zabrzmiała wyjątkowo nienaturalnie. To było zdecydowanie za dużo niezrozumienia dla jednej, małej Cross. Nie umiała dłużej nie reagować. Zacisnęła powieki i pomasowała skroń, próbując uciszyć wrzask rozpaczy we własnych myślach. Jedynym pocieszeniem był fakt, że w Zakazanym Lesie cos ją może rozszarpać i zakończyć te męki.
— Sobota jest okej — odezwała się w końcu nienaturalnie cicho. Odchrząknęła nerwowo. — Sobota jest git. — Powiedziała już głośniej i pewniej. Podniosła wzrok na swoją rozmówczynię.
— Totalnie weźcie się za wertowanie książek, bo się do tego lepiej nadajecie. Ja spróbuję ogarnąć nam jakiś doping. Raven nie przyzna się na głos, ale też na pewno chętnie pomoże. — Udało jej się odnaleźć w sobie jakiś wewnętrzny spokój i wrócić do przeprowadzenia dialogu jak człowiek, a nie kosmita, który próbuje wtopić się w tłum, będąc na naszej planecie od dwudziestu minut. Cieszyła się, że mogła zgarnąć dla siebie jakieś lepsze zajęcie niż research. Niespecjalnie się do tego nadawała, ale jakieś zmotanie ciekawych eliksirów? Żaden problem! No i wyglądało na to, że tym razem będzie mogła naprawdę pomóc i wykazać się lepiej niż w Dziale Ksiąg Zakazanych.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla niej było to bezpieczne zagranie, ale dla River coś zupełnie innego. Trudno było im teraz lawirować w tej relacji. Zapewne Krukonka nie powinna nigdy przystawać na to, aby spędzić noc w dormitorium Slytherinu. To zdawało się zmienić naprawdę sporo w ich, i tak już dziwnej, relacji. Teraz każda wymiana zdań zdawała się przypominać podchody do hipogryfa.
Jeśli już nawet Prescott czuła bijącą od Ślizgonki niezręczność to musiało być naprawdę kiepsko. Co się w ogóle z nimi działo? Czy klątwa miała także moc igrania z relacjami międzyludzkimi? Może przez to wydawało im się wszystko tak pogmatwane i niewygodne, gdy rozmawiały ze sobą.
Nikt w zasadzie nie wiedział, co Godryk Gryffindor miał w swoim łbie, gdy postępował tak, a nie inaczej ze swoim artefaktem. Był z pewnością... specyficznym jegomościem. Nic dziwnego, że dzieciaki, które trafiały do jego domu były równie odklejone od rzeczywistości, a adrenalina wydawała się być im niezbędna do życia.
- Do końca nie wiem... Ainsworth nałożyła na mnie runy, aby powstrzymać klątwę przed całkowitym przejęciem kontroli nad moim ciałem, więc raczej nie powinnam zostać opętana przez Szandora - odpowiedziała, ale słowo raczej chyba nie napawało zbytni optymizmem, biorąc pod uwagę temat rozmowy. - Nie mam jednak w planach posyłać nikogo osobiście na kolana...
Domyślała się, że raczej był to żart, który niestety w ich przypadku wybrzmiał znowu nieco niezręcznie, jak wiele innych tekstów, które wypowiadały od czasu tej wspólnej nocy w dormitorium Ślizgonów. Czemu właściwie zgadzała się na to, aby pójść za nią i spać w jednym łóżku?
- Zauważyliby, gdybyśmy we dwie nie pojawiły się na lekcjach... A ostatnim razem, gdy zniknęłyśmy razem to wydarzyło się to - odpowiedziała, unosząc wyżej sztywną i poczerniałą rękę skrytą w części pod bandażami.
Na pewno nauczyciele byli wyczuleni na ich dwójkę. Wiedzieli już, co takiego mogłyby razem wyczyniać i dlatego zwróciliby uwagę, gdyby przeklęta dziewczyna i dziewczyna, która towarzyszyła jej w momencie przeklęcia nagle wyparowały z zamku.
Nie myślała w tym momencie o niczym innym. Nie było warto. A może raczej nie chciała. Była jednak pewna tego, że praktycznie każdy tekst, który wypowiadały w stosunku do siebie potrafił nabrać dużo bardziej dwuznacznego wydźwięku.
Stres wżerał się jej pod skórę, ale wyglądało na to, że niepotrzebnie, bo na sam koniec River stwierdziła, że sobota jak najbardziej jej odpowiada, a w dodatku Ruelle powinna jak najbardziej zabrać się za potrzebny research razem ze Strauss. W zasadzie to dlaczego potrzebowała jej aprobaty? Była jej do czegoś potrzebna? Niemniej kiwnęła głową, akceptując fakt, że razem spędzą tę szaloną sobotę.
- Brzmi zatem jak plan. W takim razie... Do zobaczenia w sobotę - powiedziała jeszcze, przyglądając się Ślizgonce o sekundę za długo niż powinna zanim podniosła się z ziemi i ruszyła w kierunku do zamku. Trudno było jej się do tego przyznać nawet przed samą sobą, ale zdecydowanie zbyt często jej myśli uciekały w kierunku River. Naprawdę nie miała pojęcia, co było w zasadzie z nimi nie tak. Dlaczego tak bardzo się teraz tym przejmowała? Powinna zamiast tego się skupić w pełni na swojej klątwie oraz tym jak zdobyć koronę z Zakazanego Lasu.
Biografie Gryffindora były naprawdę opasłą oraz ciężką lekturą. Ruelle miała wrażenie, że zwymiotuje jeśli jeszcze raz przeczyta lub usłyszy wymówione nazwisko czarodzieja, ale całe szczęście czytała je na zmianę z Violettą, która miała równie dość życiorysu Godryka, co sama Prescott. Wspólnie jakoś przebrnęły przez jego dzieje, a także przez kroniki związane z koroną Avalonu, a także dogrzebały się do map i planów Zakazanego Lasu, co wcale nie było takie proste, ale finalnie udało im się mniej więcej wyznaczyć teren, gdzie przypuszczalnie mógł zostać ukryty artefakt.
W końcu nadeszła sobota. Zdecydowanie szybciej niż się tego spodziewała, ale szczęśliwie udało jej się skontaktować wcześniej z River i ustalić zarówno plan wyjścia, jak i rozmówić się jeszcze w kwestii dotyczącej poczynianych przygotowań do wyprawy.
- Naprawdę nie musisz tam iść - powtórzyła po raz kolejny, schodząc pod wielkich schodach w kierunku wyjścia z Hogwartu.
- I co? Zostawić cię samą z Cross? - zapytała rozemocjonowana Violetta, która jednak nie udała się na swój sobotni trening quidditcha, a zamiast tego czekała na to, aż wspólnie wyjdą z dormitorium. - Przypominam, że poprzednim razem, gdy gdzieś razem poszłyście to zostałaś przeklęta.
No dobrze. Z tym argumentem jednak Prescott nie mogła polemizować, bo tutaj jak najbardziej przyjaciółka miała rację. Z drugiej strony nie mogła całkowicie obwiniać Ślizgonki. Chyba nikt nie byłby w stanie jej ochronić przed podobnym losem.
- Poza tym, idziecie do Zakazanego Lasu. Przyda wam się ktoś, kto w razie potrzeby mógłby was wspomóc w walce - dodała jeszcze, a Ruelle poczuła, że było to kolejne odniesienie do tego, że Strauss zdobyła tytuł mistrzyni pojedynków w ostatniej lidze.
Dobrze, że faktycznie miała przy sobie kogoś, kto był uzdolniony nie tylko w kwestii miotlarstwa, ale i zaklęć pojedynkowych. Nie sprzeczała się już zatem więcej z przyjaciółką i powoli wyszła na błonia, gdzie czekała już na nią River w towarzystwie Raven. Nie sądziła, że ta również będzie chętna na wzięcie udziału w wyprawie.
- Hej - przywitała się niemrawo, zawieszając na nieco zbyt długą chwilę spojrzenie na Cross, czując się nieco nieswojo w jej towarzystwie bez wyraźnego powodu.
- Cześć. To co? Gotowe na podwójną randkę? - zapytała jeszcze Violetta, obrzucając całą trójkę uważnym spojrzeniem, a jej usta wygięły się w złośliwym uśmieszku.
Niech ją cholera. Wredny chochlik kornwalijski. Ten dzień będzie prawdziwą męczarnią jeśli będzie musiała użerać się z durnymi komentarzami przyjaciółki, która na pewno nie zamierzała jej odpuścić. W dodatku miała jeszcze przy sobie dwie Ślizgonki: jedną, z którą łączyła ją obecnie jakaś dziwna niezręczność od czasu, gdy wspólnie spędziły noc w ślizgońskim dormitorium oraz drugą, która zdawała się nie pałać do niej największą sympatią. Wciąż czuła na sobie wysoce oceniający wzrok Raven, która raczej nie można było nazwać jej fanką.
Starała się jednak o tym nie myśleć. Zamiast tego obrzuciła jedynie znajdującą się niedaleko niej Cross uważnym spojrzeniem, aby upewnić się czy na pewno udało jej się zapakować odpowiednie eliksiry, które planowała uwarzyć w ciągu minionych kilku dni.
- Wszystko gotowe do drogi? - zapytała jeszcze na tyle neutralnie na ile była tylko w stanie, czując, że po raz kolejny przygląda jej się nieco zbyt długo niż powinna. Starała się jednak o tym nie myśleć. Inaczej na pewno już by oszalała, a tylko tego jej brakowało do szczęścia.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przygryzła nerwowo wargę, tym razem nie skupiając się na własnej niezręczności, a znakach zapytania obudowanych wokół klątwy. Fakt, że Krukonka raczej nie powinna zostać opętana nie do końca ją pocieszał. Najzwyczajniej w świecie martwiła się o Ruelle. Mogła żartować do woli, by próbować rozładowywać napięcie, ale sytuacja była przecież poważna. Wciąż pojawiał się dodatkowe znaki zapytania, a stawką było przecież życie dziewczyny. Nawet gdyby nie miała do niej takiej niesamowitej słabości, to by się przejęła. Przecież Cross to – wbrew pozorom – straszny wrażliwiec. Fakt, że ze wszystkich uczniów w szkole klątwa musiała dopaść akurat Prescott był po prostu dodatkowym stresorem. Kiwnęła smutno głową, bo nie do końca udało jej się zachować typowe dla siebie nonszalanckie podejście.
— A... no. Masz rację. — Entuzjazm uleciał z niej po raz kolejny w ciągu tej krótkiej rozmowy. Kompletnie nie miała tego na myśli, wspominając o sensacji, jakie wzbudzi ich zniknięcie. Prescott brutalnie sprowadziła ją na ziemię. Może faktycznie tak będzie lepiej? Zrobi tak jeszcze kilka razy i do Cross wreszcie coś dotrze. Albo nie, biorąc pod uwagę, jak mocno ścisnął się jej żołądek, gdy odprowadzała ją wzrokiem, na samą myśl, że spędzą ze sobą czas w sobotę.


Odrzuciła głowę do tyłu, śmiejąc się głośno. Siedzący przy stanowisku obok Cyrill Collar zaklnął szpetnie i wsunął do ust palec, w który się zaciął, przestraszony nagłym dźwiękiem. Puchon rzucił Cross wściekłe spojrzenie, ale kompletnie się nim nie przejęła. Spojrzała z rozczuleniem na siedzącą dzisiaj obok niej Blair St. Clair. Gryfonka zaproponowała Raven zamianę, co zdarzało się raz na jakiś czas, dzięki czemu od kilku tygodni pracowały nad eliksirem w trakcie zajęć razem. River to odpowiadało. W jej przyjaciółce nie było zbyt wiele pasji do warzenia napoi, a Gryfonka sprawiała wrażenie szczerze zaciekawionej... głównie wtedy, gdy mówiła Cross, a nie nauczyciel, ale to chyba bez znaczenia? Nie zastanawiała się nad takimi szczegółami, skoro zawsze rozmawiało jej się z nią tak swobodnie. No i miała idealną rękę – perfekcyjną do skrupulatnego proszkowania składników. Jak dobrze się składało, że River zasugerowała próbę zrobienia antidotum na mało znane trucizny. Zrobiła to po to, by się sprawdzić, bo to przecież skomplikowany eliksir, a tu proszę bardzo – przyda się. Musiały tylko nie zepsuć niczego na ostatniej prostej i jutro powinien być gotowy.
— To może po prostu pójdziemy po zajęciach do Hogsmeade i mi to wyjaśnisz przy piwie? — zasugerowała, obserwując, jak Gryfonka dosypuje składnik do przezroczystej mikstury. Blair od razu się rozpromieniła na tę propozycję, co ucieszyło też Ślizgonkę. Przyda jej się taki relaks. Spojrzała na kociołek. Teraz pozostało im tylko czekać. Miała nadzieję, że nie popełniła żadnego błędu i antidotum przyda im się w sobotę. Eliksir wiggenowy to jednak trochę za mało na to wszystko, co może się tak odkurwić. Z zamyślenia na szczęście wyrwała ją ręka Saint Clair, która wylądowała na jej udzie. River obróciła się w stronę dziewczyny, która nachyliła się do niej, by ściszonym głosem opowiedzieć jej coś na temat pubu u Nieudacznika, do którego miały pójść.


— Tylko błagam cię, zachowuj się normalnie — poprosiła po raz któryś, nerwowo sprawdzając, czy torba z eliksirami, którą miała na ramieniu, w międzyczasie gdzieś z niego nie wyparowała. Na szczęście ciągle tam była.
A nie mogę być po prostu szczera? Nie wydaje mi się, żeby zasługiwała na wyjątkowe traktowanie tylko przez to, że jest umierająca. Raven wzruszyła ramionami, nieprzejęta nerwowością przyjaciółki. Nie drgnęła nawet, gdy Cross poderwała się z ławki, na której siedziała, doskakując do niej, jakby chciała ją uderzyć. Tak naprawdę to rysowniczkę bardziej kusiło wbicie różdżki w te świdrujące, zielone oczy, które zawsze zdawały się czytać ją na wylot.
— Czyli jak się zadaję z jakąś pizdą, ale to jesteś ty, to nie ma problemu, ale ona to już przesada, tak? — warknęła, tracąc cierpliwość. Nic jej tak nie irytowało jak Vanberg niereagująca na jej złość.
Dobrze już, daruj sobie. Będę grzeczna.River uśmiechnęła się, słysząc to zapewnienie i się odsunęła.
O ile ona też będzie. Cross otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale sobie darowała. Wiedziała, że ta kłótnia nie ma żadnego sensu. Ta blond kretynka i tak zawsze robiła po swojemu. Zupełnie jak Cross. Jakim cudem jej wszystko zawsze uchodziło na sucho? Przez to wrodzone kujoństwo? Albo to ta dziwna prezencja, automatycznie przyciągająca do niej wszystkie spojrzenia. River przyjrzała się jej bardzo uważnie, szukając jakichś niedociągnięć. Vanberg raczej takich nie miała. Jasne, proste włosy perfekcyjnie opadały na ramiona, a na czarnej bluzie, którą miała na sobie, nie było nawet jednego paproszka. Była przekonana, że przyjaciółka będzie wyglądać identycznie, nawet jeśli będą musiały się tarzać w tym lesie przytulone do akromantul po jakim bagnie. Była jedną z tych, które wyglądały tak od razu po wstaniu. Dobrze, że miała chociaż paskudny charakter.


Obróciła głowę, gdy usłyszała znajomy głos. Jej spojrzenie od razu skupiło się na Ruelle, jakby Violetta była niewidzialna. Serce zabiło jej mocniej, a wszystkie zbierające się w niej wcześniej nerwy gdzieś wyparowały. Czemu właściwie one nie szły do Zakazanego Lasu tylko we dwie? Ach, bo to groziło wyjątkowo bolesną śmiercią. Ale może byłoby warto, żeby jednak spędzić z nią czas? Z tych marzeń wyrwał ją głos Viol.
— A wymienimy się potem parami? — zasugerowała, nie dając się zbić z tropu. Takie żarty w wykonaniu kogokolwiek innego niebędącego Prescott raczej nie robiły na niej większego wrażenia. Staruss będzie musiała się dużo bardziej postarać, żeby ją zawstydzić. Vanverg skupiła czujne spojrzenie na Violetcie. Dziewczyny nie miały do tej pory okazji jakoś się bliżej poznać, a Raven najwyraźniej dopiero teraz postanowiła dokonać prędkiej analizy i oceny Viol. Jaką osobą może być najlepsza przyjaciółka kogoś takiego jak Prescott? Blondynka uśmiechnęła się delikatnie. Coś jej podpowiadało, że Violetta mogła z kolei zastanawiać się, jaką osobą może być najlepsza przyjaciółka kogoś takiego jak Cross. Rysowniczka spojrzała na Vanberg, wyłapując to analityczne spojrzenie. Nie nastąpił po nim żaden armagedon. Czyżby Raven dostrzegła w Strauss coś, dzięki czemu dała jej szansę? Najwyraźniej.
— Jasne. Mamy coś na bliżej niezidentyfikowane trucizny, mamy trochę najlepszego, czyli kradzionego, wiggenowego, coś na rozgrzanie i na poparzenia. No i coś bez etykietki. Zaklepuję, że próbuję pierwsza. — Otworzyła torbę i wskazała na kilka flakoników wsuniętych do przegródek. Uśmiechnęła się szeroko, stukając paznokciem we flaszkę z żółto-pomarańczowym, gęstym płynem. Jak to z nią bywało często, trudno było stwierdzić, czy o tym niezidentyfikowanym napoju żartuje czy mówi poważnie.
— Napisałam listy pożegnalne do matek, zapewniając, że kocham je całym sercem oraz do byłej, mówiąc, że zawsze była głupią cipą. Jestem gotowa umrzeć za sprawę. — Spojrzała na Hogwart z poważnym wyrazem twarzy, jakby faktycznie widziała jego mury po raz ostatni w życiu. W końcu jednak wzruszyła ramionami i ruszyła w głąb błoni, w stronę lasu. Raven bez słowa ruszyła za nią.
— To gdzie konkretnie musimy dotrzeć? — zapytała, spoglądając na Ruelle. A, no i na Viol. Powinna patrzeć na jedną i drugą. Musi się dzisiaj zachowywać naturalnie. Przy Vanberg powinno być jej dużo prościej, bo to zawsze jakieś mentalne wsparcie. Jako takie.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanym minusem tej klątwy, która prześladowała Krukonkę był fakt, że tak wiele znaków zapytania wokół niej narastało. Nie była ona zbyt popularna, ale za to była potężna. Trudno było przewidzieć jej zachowanie, a nawet dla specjalisty w tej dziedzinie zdawała się stanowić istną zagadkę. Co zatem mogła powiedzieć na ten temat nastoletnia dziewczyna, która nie była w znacznym stopniu zapoznana z podobnym rodzajem magii?
Równie dziwną magią było dla niej to tajemnicze połączenie, które wytworzyło się między nią, a Cross. Starała się jednak nie zaprzątać sobie nim głowy, bo uznała to za sprawę drugorzędną, co wcale nie sprawiało, że była jej, aż tak obojętna.
Większość wolnego czasu spędzała na researchu ze Strauss. Zresztą nawet w trakcie zajęć bywało, że żywo rozmawiały o swoich znaleziskach oraz wymieniały się uwagami odnośnie tego, gdzie mogłaby zostać ukryta korona Avalonu. Zapewne ich nieszczęsne towarzyszki miały całkowicie dosyć tej dziwnej hiperfiksacji na dawnym artefakcie, ale one dalej ciągnęły te dyskusje.
Siedząca pomiędzy nimi Dottie właśnie warzyła eliksir chodzenia po wodzie, który był popisowym przepisem jej babci. Niestety Krukonka nie miała zbyt wielkiego pola do popisu, gdy nad jej ramionami pochylały się dwie inne przedstawicielki Ravenclawu.
- A ja ci mówię, że to nie ma sensu! - perorowała dalej Strauss, ściągając brwi w geście, który mówił wyraźnie o dezaprobacie. - Może i na pierwszy rzut oka pasuje, ale im dłużej się wczytujesz w tekst, tym bardziej oczywiste się staje, że to nie może być rzeczywiste miejsce ukrycia korony. Dotya, wesprzyj mnie tutaj!
Odpowiedział im tylko zamyślony pomruk, gdy tylko eliksirolożka dorzucała do swojego kociołka wymierzoną skrupulatnie garść ogonów szczuroszczeta. Najwyraźniej pakt Grigoryeva-Strauss nie był na tyle mocny, aby wyraziła większe poparcie dla teorii swojej przyjaciółki. Kto by się spodziewał tego, że rosyjsko-niemieckie stosunki mogą się tak pokomplikować?
W gotującym się eliksirze coś zadymiło, a wraz z oparami uwolnił się niezbyt ciekawy zapach, który sprawił, że Prescott odsunęła się nieco od niego i spojrzała mimowolnie w kierunku River siedzącej po drugiej stronie sali. Nie umknęło jej to jak dobrze wydawała się dogadywać ze znajdującą się tuż przy niej Gryfonką. Saint Clair... Ruelle jej nie cierpiała. Może dlatego, że według niej Blair była zwyczajnie irytująca i za bardzo się wywyższała. Uwielbiała przypominać Krukonce o tym, że jest zdecydowanie od niej lepsza jeśli chodziło o zielarstwo.
A Ruelle zdobyła dla swojego domu minus dwadzieścia punktów, gdy postanowiła przy pomocy zaklęcia związać razem sznurówki Gryfonki. Wpadła wtedy na poletko czyrakobulwy rosnące w szklarni, rujnując jej uprawę. Najważniejsze jednak było to, że śmierdziała niesamowicie przez cały dzień, a jej skórę pokrywały ohydne bąble. Strata prowadzenia w tabeli z pewnością była tego warta.

Nie oczekiwała tego, że ich mistrzyni ligi pojedynków zgłosi się sama do tego, aby ruszyć na wyprawę do Zakazanego Lasu... Z drugiej strony to czego innego miałaby oczekiwać po Viol? Ich własny opiekun domu zarzekał się, że jeśli Strauss dożyje dwudziestych urodzin ze swoim zamiłowaniem do Quidditcha oraz wycieczek do takich miejsc jak ZL. Oczywiście, że nie przepuściłaby okazji. Wyglądało na to, że Raven również nie potrafiła tego zrobić.
- Nie sądziłam, że lubisz swingerskie klimaty, Cross - odpowiedziała jej Violetta, a Ruelle mogła jedynie przewrócić oczami na ich komentarze i stanąć bliżej River, co rzecz jasna spotkało się z uniesionymi wyżej brwiami drugiej Krukonki.
- Ostatecznie stwierdziłam, że wsparcie się przyda... Plus była zbyt nieugięta - wyjaśniła pokrótce swojej origamicznej ornitolożce, gdy ich przyjaciółki przyglądały się sobie z pewnym uznaniem.
Sama Prescott wolała się skupić na stojącej przy niej Ślizgonce, o którą niechcący otarła się ramieniem. Zamiast jednak rozpamiętywać ten drobny kontakt, postanowiła poświęcić się przyglądaniu fiolkom eliksirów, które prezentowała jej River.
- Przydałoby się więcej antidotum jeśli chcesz pić niezidentyfikowany eliksir - rzuciła sceptycznie, obserwując ciecz w naczyniu, która wyglądała nieco znajomo, ale bez powąchania jej czy trudno było dokładniej określić czym mogła być.
Kwestii listu do matek ani do byłej nie skomentowała. Usłyszała jednak jak Strauss parsknęła głośno śmiechem na tę ostatnią wzmiankę. Być może ona również miała jakąś byłą, której chciałaby przekazać podobny komunikat, ale o tym nie pomyślała zawczasu. No, ale ona nigdy nie dbała o listy.
- Jest taki jeden punkt wysunięty daleko na północ Wyglądał obiecująco - powiedziała, idąc już powoli przez błonia w kierunku rozciągającej się na horyzoncie linii Zakazanego Lasu. - Mieści się tam coś, co wygląda jak pogoblinie ruiny.
- Były tam już w momencie, gdy Godryk na nie natrafił, a jak wiadomo... Gobliny potrafią ukrywać kosztowności - dorzuciła jeszcze od siebie Violetta, dotrzymując jej kroku i rozglądając się jeszcze lekko po okolicy, aby upewnić się czy nikt ich nie obserwował.
Przytaknęła tylko na jej słowa i starała się nie zerkać zanadto w kierunku Cross, skupiając się w pełni na tym, co powinny wspólnie zrobić.
- Po przestudiowaniu zdecydowanie zbyt wielkiej ilości tomów życiorysu Gryffindora... Wywnioskowałyśmy, że korona musi być akurat tam - dodała jeszcze, bo ta kwestia chyba wymagała doprecyzowania.
Może i na upartego wskazałyby jeszcze kilka punktów, ale ten wydawać im się najpewniejszy. Inaczej, jeśli przeżyją oczywiście i będą mieć czas, zaczną badać także te inne opcje, które wstępnie odrzuciły na rzecz tych ruin.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła się zdecydować, co myśli o obecności Viol. Z Raven było nieco prościej. Nadal wolałaby spędzić czas wyłącznie w towarzystwie przeklętej Krukonki, ale przy najlepszej przyjaciółce zawsze czuła się swobodnie, więc jej obecność nie powinna aż tak jej odkleić. Ale jak będzie ze Strauss? Cholera wie. Nie wiedziała, czego się po niej spodziewać poza umiejętnościami, które miała okazję obserwować w trakcie zajęć. Może to faktycznie dobrze, że obie zdecydowały się przyprowadzić ze sobą swoje kujonki?
— To tylko jedna z moich licznych zalet. Usilnie staram się zwrócić twoją uwagę, V. — Uniosła wyżej podbródek, uśmiechając się do Strauss. Była gotowa odbić kolejną piłeczkę, którą mogła posłać w jej stronę dziewczyna, ale została całkowicie rozproszona przez bliskość Ruelle. Ich towarzyszki od razu przestały istnieć, cała uwaga skupiła się na przeklętej Krukonce. Dzięki temu przynajmniej nie zauważyła, jak Raven wywraca oczami na tę nagłą zmianę otaczającej ją energii.
— Jasne. Ja wzięłam swoją, żeby było kogo poświęcić, jak zacznie nas coś gonić — wyjaśniła żartobliwie. A może wcale nie? Skądże! Wiadomo, że żartobliwie. W życiu nie zostawiłaby Vanberg w takiej sytuacji. Miałaby ją porzucić i sama uciec? Masakracja. Wizja życia bez Raven była dla niej kompletnie nie do wyobrażenia.
— Masz mnie za taką nudziarę? Na pewno wszystko będzie dobrze — dodała łagodniejszym tonem, który przejął jej głos odruchowo, gdy tylko poczuła subtelny i pewnie całkowicie przypadkowy dotyk. Cross faktycznie nie wzięła pod uwagę, że po wypiciu niezidentyfikowanego eliksiru może być jej potrzebne antidotum. Uznała, że w buteleczce na pewno znajduje się coś przydatnego i niewywołującego skutków ubocznych. Może to jednak ona nie dożyje dwudziestych piątych urodzin w tym niebezpiecznym świecie?
Ruszyły przez błonia ku przygodzie. Szkoda, że w tle nie grała żadna radosna muzyczka! Wszystko zapowiadało się dobrze. Na zewnątrz nie było zbyt wielu uczniów. Część z nich pewnie jeszcze nie wyściubiła nosa poza pokoje wspólne, a inni pewnie uznali, że wolą spędzić pierwszą połowę dnia w ciepłym zamku, zamiast mierzyć się przy sobocie z rześkim chłodem. Podobno potem miało wyjść słońce, które przyciągnie masę leniuchów. Szkoda, że one będą już wtedy w Zakazanym Lesie, do którego nie docierało zbyt wiele promieni.
A było tam chociaż coś ciekawego poza kwestią artefaktu? Może opis jakieś wyjątkowo żałosnej flop ery? Albo romans, o którym nie opowiadał nam Binns?Spojrzała z rozbawieniem na Krukonki, wychylając się zza ramienia Cross. Rysowniczka nawet nie zauważyła kiedy zaczęły iść w rządku, na którego krańcach znalazły się Strauss i Vanberg.
Albo chociaż sugestia, jaki rodzaj pułapek czeka na nas w ruinach?dopytała poważniejszym tonem. Pożycie seksualne Gryffindora to z pewnością ciekawy temat, ale powinny chyba zacząć zastanawiać się nad tym, co je czeka i czy aby na pewno są do tego przygotowane. Takie rozsądne myśli kołatały się wyłącznie w głowie Raven. Druga Ślizgonka nie słuchała tej wymiany zdań aż tak uważnie, prąc przed siebie w stronę lasu. Ekscytacja mieszała się w niej ze stresem i nawet nie była w stanie ocenić, która z emocji wynikała z czego. Kątem oka spojrzała na idącą obok niej Ruelle. Czy była realna szansa, że ją dzisiaj uratują czy wmawiały sobie bzdury? Nie, nie może się teraz nad tym zastanawiać. Na pewno wszystko będzie dobrze. Wierzchem dłoni musnęła palce dziewczyny, po czym odwróciła wzrok z powrotem w stronę ściany lasu znajdującej się przed nimi.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jednej strony najlepiej było mieć ze sobą jak największy skład, aby zwiększyć swoje szanse w Zakazanym Lesie (chociaż pewnie wiele osób, które znały mogło służyć jedynie za mięso armatnie), ale jednocześnie im więcej osób tym większe prawdopodobieństwo, że wszystko się sypnie na etapie organizacji, bo ktoś się wysprzęgli lub też liczniejsza grupa awanturników wzbudzi zainteresowanie swoim nagłym zniknieniem podobne do pustek wywołanych zniknieniem Urszulki Kochanowskiej w Czarnolesie. Czteroosobowa drużyna... Brzmiała niczym Dream Team.
- Ooooch, na pewno! Widziałam jak tęsknie wpatrujesz się w naszą ławkę w czasie zajęć. Mówiłam już Rue, że masz na nas oko - Strauss uśmiechnęła się jeszcze w iście zawadiacki sposób, a druga Krukonka miała ochotę na to, aby ją rozszarpać na miejscu za taką, a nie inną uwagę.
To dziwne uczucie złości jednak wydawało jej się być wyjątkowo irracjonalne. Dlaczego w końcu to powiedziała? Nie miała pojęcia, ale przyjaciółka lubiła z nią pogrywać, a co gorsza, naigrywać się z jej niedomyślności w pewnych kwestiach. Jakby sama była o wiele lepsza, gdy chodziło o życie w szkolnej społeczności... Chociaż pewnie była, biorąc pod uwagę, że była popularną zawodniczką Quidditcha i od końca czwartej klasy zaczęła prowadzić dosyć bujne życie towarzyskie... Dobra. Była od niej dużo lepsza pod tym względem. Nawet jeśli czasem była typowym miotłozjebem, zaślepionym sportem.
- Na pewno znalazłoby się kilka lepszych osób do tego, aby rzucić je wygłodniałym bestiom - odparła z pewną nonszalancją, a z jakiegoś powodu przed oczami stanęła jej durna, roześmiana morda Saint Clair.
Na pewno żadna z nich nie byłaby w sytuacji zagrożenia aż tak chętna do tego, aby porzucić swoją przyjaciółkę. No, ale taka Blair? Durna Gryfonka, które pewnie by za nimi poszła? Nią mogłyby nakarmić akromantule i jeszcze im podziękować za to, że wyświadczyły im przysługę. Choć pewnie Prescott przesadzała w swoich fantazjach.
- Wiesz, że to są słynne ostatnie słowa? Może to felix felicis, a może to jad z kła widłowęża - odpowiedziała, bo naprawdę nie sądziła, aby takie próbowanie eliksiru w ciemno mogło się dobrze skończyć.
Co prawda pewnie ktoś dużo bardziej zaznajomiony w eliksirach zdołałby rozszyfrować na podstawie barwy, konsystencji czy zapachu, po odkorkowaniu flakonu, czym właściwie była ciecz, ale czy aby na pewno? W końcu niewykluczone, że mogło to być coś z czym Cross była całkowicie niezaznajomiona.
Błonia wydawały się ciągnąć w nieskończoność. Przynajmniej takie wrażenie odnosiła Ruelle w momencie, gdy musiały przejść przez całą ich długość, aż dotrą na skraj lasu. Czuła szaleńczo bijące serce, które najwyraźniej postanowiło pompować już zwiększoną dawkę adrenaliny. Nawet nie zarejestrowała tej dziwnej rozmowy toczącej się między Raven, a Violettą, które szły na krańcach ich uformowanego niedawno szeregu. Zupełnie jakby ich słowa przelatywały idealnie nad głową Prescott niczym przerzucany między dziewczynami kafel.
- Aż tak cię ciekawią takie rzeczy? Na pewno nie było nic na temat romansu z goblinem... czy też goblinką, co na pewno byłoby śmieszne- odpowiedziała Strauss, wychylając się na tyle przed szereg, aby móc się wyszczerzyć do Vanberg. - Wyobrażasz sobie posągi Goblinojebcy Godryka?
Zaaferowana Viol jeszcze trąciła ramieniem Prescott na tyle, że ta wpadła na ramię kroczącej obok River, ale natychmiast nieco spłoszona, wymamrotała przeprosiny i odsunęła się na stosowną odległość. Teraz jednak na pewno nie był czas na to, aby się rozpraszać kimś, kto zwyczajnie szedł przy jej boku.
- Były wzmianki na temat gobliniego rzemiosła. Jego osiągnięć oraz tym podobne. Pewnie czeka nas głównie jakiś skomplikowany zamek, sejf... Cokolwiek. Trudno też przewidzieć, bo ruiny są stare... Pewnie jednak są tam mechanizmy bardziej odporne na magię - odparła, bo gobliny lubiły wykonywać konstrukcje niepodatne na działania zaklęć.
Znajdowały się już coraz bliżej linii drzew, gdy tylko Ruelle poczuła na swojej dłoni przelotny dotyk palców River, który był tak delikatny, że równie dobrze mogłaby go sobie całkowicie wymyślić. Na chwilę zatem jej spojrzenie powędrowało ku Ślizgonce, gdy walczyła z chęcią, aby w pełni chwycić ją za rękę. Tak dla dodania sobie otuchy w momencie, gdy zaczęły wchodzić do lasu.
Ten przynajmniej przez jakiś czas wydawał się być wyjątkowo niepozorny. Przypominał setki podobnych miejsc, ale im dalej tym bardziej powykręcane drzewa, mniej słońca oraz wyczuwalne były pewne zmiany w powietrzu. Zaczynało się także roić od magicznej flory, bo fauna z pewnością była w stanie je wyczuć i schować się po kątach leśnych. Przynajmniej na razie wydawało się, że nic im raczej nie grozi, ale Prescott dostrzegła już, że znajdująca się po jej drugiej stronie VIoletta wysuwa różdżkę spod rękawa krukońskiej bluzy sportowej, aby ułożyła się już w jej dłoni. Wolała być w każdej chwili gotowa do miotnięcia zaklęciem, a Prescott nie mogła się temu dziwić. Dlatego też również dobyła swojej różdżki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ślizgonki zmrużyły oczy (choć w przypadku Cross trudniej było dostrzec różnicę) na dźwięk kolejnych słów Viol. Rzuciły sobie krótkie, ukradkowe spojrzenia. Wyglądało na to, że Strauss jest dużo bardziej domyślna od swojej przyjaciółki. Nie żeby to było jakieś skomplikowane, nad Prescott góruje pewnie nawet kafel. Niemniej jednak to i tak była dla nich jakaś nowość. Obie skupiły się z powrotem na Violce, po czym znów w tym samym momencie spojrzały na siebie. Czy Prescott była w tym towarzystwie jedyną niedoinformowaną bułą? Ale skoro Strauss była wyraźnie mniej autystyczna bardziej ogarnięta, to czemu nie próbowała w żaden sposób oświecić przyjaciółki? Może miała równie kiepskie zdanie na temat Cross, co Vanberg na temat Prescott? A jeżeli tak, to właściwie dlaczego? Ślizgonka w życiu nie zrobiła tym Krukonkom niczego złego. Mało tego! Nad wyraz często myślała o tym, by jednej z nich zrobić dobrze. Na czym więc polegał problem Strauss? W głowie River pojawiło się jeszcze kilkadziesiąt podobnych pytań. Porozumiewawcze spojrzenie rzucone Vanberg jasno dało jej do zrozumienia, że nie miała dla niej żadnej odpowiedzi. A przynajmniej nie takiej, która by ją usatysfakcjonowała. Szlag by to.
— Masz kogoś konkretnego na myśli? Możemy jeszcze zgarnąć ze sobą mięso armatnie — zasugerowała luźno. Do głowy by jej nie przyszło, by wytypować na ofiarę akurat Blair. Czy dziewczyna poszłaby z nimi, gdyby Cross ją o to poprosiła? Pewnie tak. Ale żeby od razu się jej pozbywać? Bez przesady, przecież była taka miła! Nie to co Raven.
— Skoro się aż tak o mnie martwisz, to po prostu trzymaj kciuki, żeby to było coś przydatnego. — Wzruszyła ramionami niezrażona tym całym straszeniem. Nie analizowała wcześniej pochodzenia eliksiru, bo było jej szkoda na to czasu i uznała, że dużo zabawniej będzie tego nie robić. Musiała przyznać, że było coś uroczego w tym, że Ruelle miała jeszcze jakiekolwiek zasoby energetyczne, by martwić się o kogokolwiek innego w swojej sytuacji.
Dyskusja na temat seksualnych ekscesów Godryka zdecydowanie była czymś, w czym Cross powinna błyszczeć, ale jakoś nie potrafiła zaangażować się w temat. Może to przez poziom absurdu sytuacji, w jakiej się znajdowały? Swobodny spacer przez błonia w stronę Zakazanego Lasu w takim składzie nie był czymś, co kiedykolwiek sobie wyobrażała.
Chwila, to z biografii wynika, że Gryffindor był topem? Aż trudno mi w to uwierzyć.Raven okręciła głową totalnie zszokowana. Taka informacja najwyraźniej nie nastrajała jej zbyt dobrze przed wejściem w nieznane. River kiwnęła tylko głową, zgadzając się z przyjaciółką, rozproszona tym nagłym wpadnięciem Ruelle. Jak będą się tak potykać o własne nogi, to mają przejebane w trakcie tej misji ratunkowej. Ślizgonek nie pocieszyły również wytłumaczenia odnośnie do goblińskich zabezpieczeń. Czy to było gorsze niż magiczne bariery? Trudno orzec. Na pewno będzie bardziej upierdliwe.
O rany, nie wiedziałam, że Krukonki to takie strachliwe cipy.Raven trąciła łokciem rysowniczkę, ruchem głowy wskazując na dziewczyny, które zdążyły dobyć już swoich różdżek. Cross pokręciła głową z rozbawieniem.
— Nie bądź taka. Musimy dać im dobry przykład, jeżeli nie chcemy, żeby omdlały za jakieś trzysta metrów — skarciła przyjaciółkę, sięgając po własną różdżkę. Skoro szefowa wycieczki uznała, że już teraz muszą być w gotowości, to kimże była, by się kłócić? Vanberg wyjęła swoją różdżkę, a wolną ręką objęła w pasie przyjaciółkę, narzucając odrobinkę szybsze tempo, gdy wreszcie przekroczyły linię pierwszych drzew.
Na północ stąd? Na północ stąd tylko trochę dalej.Nie miała pojęcia, czemu jej się tak powiedziało, bo z mugolskimi filmami miała wspólnego mniej niż nic. Mniejsza z tym! Ruszyły we właściwym kierunku, wierząc, że wrócą w jednym kawałku. Co złego mogłoby się stać?
Myślałaś już nad planem B, jeżeli tego tam nie znajdziemy?River rzuciła jej karcące spojrzenie. No co? Pytam po prostu, czy zdążyła się przygotować. Ja lubię mieć wszystko poukładane. Raven wzruszyła ramionami, nieprzejęta irytacją przyjaciółki.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyglądało na to, że ten jeden żart, czy też może wymierzona w drugą Krukonkę uwaga, sprawiła, że neurony obu Ślizgonek uległy przegrzaniu. Chyba nie na taki efekt liczyła Violetta. Zwłaszcza, że Ruelle wydawała się kompletnie nie przejmować tym, co się wokół niej działo. Zupełnie jakby nie docierało do niej to do czego odnosiły się te komentarze. No, ale taka już była Prescott. Całkiem możliwe, że przyjaciółka próbowała jej uświadomić wielokrotnie, że River mogła coś do niej czuć. Może nawet mówiła jej to wprost, ale w odpowiedzi słyszała jedynie teksty, że przelecieć to się Strauss może na miotle. Taki to już był z nią dialog.
- Nie chce mi się iść na siódme piętro do Gryfonów - odparła, nie podając jednak konkretnie o kogo jej właściwie chodziło.
Nie zamierzała wyciągać teraz na światło dzienne kwestii Blair. Po prostu jej nie cierpiała i nie miało to nic wspólnego z faktem, że kręciła się wokół Cross. Zwyczajnie była nieznośna, głośna i na wskroś gryfońska. Tego z pewnością nie mogła znieść. Dziwiła się jakim cudem River była w stanie tolerować jej bliskość.
- Tak. Bo jak dotąd nasze wspólne wyjścia kończyły się dobrze - odparowała, nie dając się do końca przekonać, że eliksir faktycznie okaże się czymś bezpiecznym oraz przydatnym.
Strauss po raz kolejny zerknęła w kierunku Raven, która szła na drugim krańcu ich szpaleru. Przez moment wyglądała jakby chciała się stamtąd wynieść i pytała Vanberg czy ta również nie uważała, że lepiej będzie zostawić tę kłócącą się dwójkę razem. No, ale finalnie przecież miały iść grupą dla bezpieczeństwa.
Całe szczęście, że mogły mimo wszystko pogrążyć się w swojej dziwnej rozmowie na temat preferencji seksualnych Godryka Gryffindora. Viol jeszcze pokiwała głową na potwierdzenie swoich słów, które wprowadziły Ślizgonkę w niezwykłą konsternację.
- Jasne, że był. Topował Salazara - odpowiedziała jakby była to oczywista prawda.
Ruelle jakoś nie dziwiło to, że przyjaciółka wmawiała Ślizgonkom takie rzeczy. Może i Violetta miała całkiem dobre stosunki z wieloma uczniami przypisanymi do Domu Węża, ale wciąż pałała do samego Slytherinu ogromną odrazą. Głównie dlatego, że kojarzył się jej z ojcem, którego nie cierpiała. Nie chciała zostać tam umieszczoną i dlatego ulżyło jej, gdy Tiara wskazała jej Ravenclaw tego pierwszego wieczora w Hogwarcie. Dodatkowo Prescott była przekonana, że gdyby tylko ktoś podarowałby ścigającej pelerynę niewidkę to wysmarowałaby nocą wszystkie korytarze w lochach magiczną farbą w napisach SALAZAR LUBIŁ W DUPĘ.
Uwaga na temat odwagi Krukonek wywołała u Rue krótkie parsknięcie pełne pogardy, ale była z kolei prawdziwym ciosem wymierzonym w dumę Strauss, która wyszła nawet kawałek do przodu, aby móc rzucić wyzywające spojrzenie Raven, która najwyraźniej dobrze się bawiła.
- Tak? A ile razy natknęłaś się w Zakazanym Lesie na coś, co chciało cię zabić, skarbie? - zapytała, a spojrzenie czarnych oczu zdawało się wbijać głęboko w ciało Vanberg, starając się ją prześwietlić.
Prescott się nie wtrącała. Wiedziała wystarczająco na temat wypraw Viol do ZL, aby wiedzieć, że ona zwyczajnie spodziewała się każdego zagrożenia. Nauczyła się po prostu, że nie należało nie doceniać lasu, w którym kryły się tysiące niebezpiecznych stworzeń oraz roślin.
- Plan B to nie umrzeć w ciągu miesiąca - odpowiedziała na zaczepkę Vanberg.
Nie miała raczej zbyt wielu pomysłów na to, co mogłaby zrobić, aby wywinąć się śmierci. Żadna alternatywa nie brzmiała obiecująco. Nie, żeby szukanie zaginionego artefaktu również brzmiało jak coś, co mogłoby się zakończyć sukcesem, ale na pewno nie wymagało od niej zabijania mugoli oraz mugolaków.
Mogłaby pewnie dodać coś jeszcze, ale wtedy coś wyskoczyło z ziemistej jamy pod korzeniami rozłożystego dębu i uderzyło ją w kolano. Coś strzeliło i miała nadzieję, że to nie będzie koniec jej kariery poszukiwaczki przygód. Całe szczęście, że udało jej się szybko odsunąć od siebie przeciwnika za pomocą instynktownie rzuconego Depulso. W powietrzu mignął jej jedynie błysk czerwieni przylepionej do małego humanoidalnego kształtu.
- Czerwone Kapturki! - krzyknęła Strauss, osłaniając się Protego przed atakiem pałką jednego z całej chmary przeciwników.
Prescott zauważyła jeszcze jak przyjaciółka miotnęła zaklęciem, które przecięło na pół jednego z kapturków. Sama również musiała poradzić sobie z kilkoma, które ostrzyły sobie na nią zęby. Zdecydowanie zbyt dużo tych cholerstw się namnożyło w okolicy po Bitwie o Hogwart.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszyła ramionami uznając, że również nie widzi większego celu w pakowaniu się teraz do wieży Gryfonów. Nie do końca rozumiała, czemu akurat stamtąd miałyby wziąć mięso armatnie, ale w sumie co za różnica? Do Gryfonów awersję miało wiele uczniów spoza tego domu, tak całkowicie odruchowo. Może Prescott też miała takie tendencje? Niespecjalnie łączyło się to wszystko z faktem, że miały szukać artefaktu ukrytego przez założyciela, więc może nawet obecność Gryfona jakoś by pomogła, ale trudno.
— A myślisz, że to skończy się dobrze? Możemy próbować do skutku — zasugerowała, uśmiechając się cwaniacko. Bliskość Krukonki na moment ją przesadnie rozluźniła. Bardzo łatwo zapominała, że oprócz nich są tutaj Strauss i Vanberg. Próby flirtowania z Prescott były wystarczająco skomplikowane, gdy były tylko we dwie, a co dopiero w sytuacji z tak licznymi rozproszeniami. Uznała, że powinna sobie odpuścić i przełożyć próby wyciągnięcia jej na kolejne spotkania sam na sam na inny raz. Zignorowała wywracającą oczami Raven, której ta sugestia wyraźnie się nie podobała. Cross doskonale znała zdanie przyjaciółki na temat swojej upartości. Zazwyczaj bardzo jej imponowała. No chyba że nagle zaczynało chodzić o coś, co było jej ewidentnie nie na rękę, a Ruelle zdecydowanie taka była.
Pocieszające było to, że ta czwórka miała w sobie potencjał na dogadanie się. Pary wybrane wedle domów miały oczywiście najłatwiej. Obie pary przyjaciółek niejedno już ze sobą przeżyły i wiedziały, jak funkcjonować z tą drugą, żeby się nie pozabijać. Cross uważała samą siebie za bardzo sympatyczną, więc nie powinna mieć problemów z nawiązywaniem kontaktów. Z drugiej strony, jej relacja z Prescott była tak niejasna, jak to tylko możliwe, a coraz więcej wskazywało na to, że Strauss nie traktuje jej poważnie. Czy istniała jakakolwiek szansa, żeby Vanberg przekonała się do Ruelle? Na pewno. Po prostu była niewielka i odsunięta w daleką przyszłość. To może chociaż Raven będzie w stanie zakumplować się z Violką?
W porządku, w to jestem w stanie uwierzyć. Dynamika sub-topa i dom-bottoma do mnie przemawiazgodziła się, wciąż rozbawiona. Żadna ze Ślizgonek nie patrzyła na założyciela ich domu jak na jakieś bóstwo, z którego nie należy kpić. Wręcz przeciwnie. Dostrzeżenie jego licznych wad naprawdę nie było niczym skomplikowanym. Nie były zacietrzewione w domowym patriotyzmie, a biorąc pod uwagę tendencję Cross do tracenia punktów, niektórzy mogliby je uznać za krety i buntowniczki.
Wystarczającą liczbę razy, żeby zauważyć, że strach jest ostatnią motywacją, z którą powinno się wchodzić do lasu, Słoneczko. Jeżeli masz zamiar dać mu się opętać albo co gorsza popisywać historiami, w których kazałaś mu się pierdolić, to może jednak zawróć? Bez problemu zajmiemy się twoją uroczą przyjaciółką.Raven nie miała zamiaru odpuszczać. Obróciła się w stronę Strauss i śmiało patrzyła jej w oczy. Mówiła spokojnie, jakby cała rozmowa spływała po niej jak po kaczce. Uśmiechnęła się nawet ze sztuczną słodkością, spoglądając na koniec na przeklętą Krukonkę. River nie czuła potrzeby wtrącania się w tym momencie. Wiedziała, że przyjaciółka świetnie umie poradzić sobie sama, a ta wymiana zdań nie zwiastowała niczego skrajnie niedopuszczalnego. Nie zmieniało to faktu, że pozostawała czujna. Nieodpowiednie słowo rzucone przez Strauss albo jakakolwiek próba zaatakowania Vanberg mogłaby się skończyć mordobiciem. W kwestii stawania murem za Raven sympatia, którą czuła względem Ruelle, nie będzie miała żadnego znaczenia.
Nie musiały jednak zawracać sobie głowy tłuczeniem się między sobą. Weszły właśnie do Zakazanego Lasu, w którym było wystarczająco dużo zagrożeń. Dokładanie ich mijało się z celem. Nie zdążyły nawet porządnie zagłębić się w teren, kiedy pojawiło się pierwsze z niebezpieczeństw. Na szczęście na skali groźności ustawione raczej na początku. Cross miotnęła zaklęciem między kilka stworzeń, przez które rozległ się stłumiony huk, a Kapturki odleciały w przeróżne strony. Vanberg cofnęła się, unikając ciosu pałką, zanim odpłaciła się swojemu oprawcy, obcinając mu nogi. Skinęła na przyjaciółkę i ruchem głowy wskazała na spory, zamszony głaz leżący kawałek dalej. River skinęła i wycelowała w niego różdżką. Kamień oderwał się od poszycia, po czym skierowała go w stronę jamy. Vanberg miotnęła zamrażającym zaklęciem w stworzenie, które z wrzaskiem zmierzało w stronę rysowniczki, chcąc pieprznąć ją w żołądek. Albo poniżej pasa. Cholera go wie. Nie dostał ku temu okazji. Cross zasłoniła w końcu jamę głazem, by nie wydostały się z niej kolejne chmary.
— No widzicie, ile możemy zdziałać siłą przyjaźni? — Cross wyszczerzyła się do Krukonek, zanim ruszyły w dalszą drogę. To właściwie nie miało większego sensu. W ogóle ze sobą nie współpracowały, a przeciwnicy, którzy im się trafili, byli wyjątkowo żałośni.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z Gryfonami było już tak, że... mieli swoją reputację. Mieli też swoją dumę, która czasem czyniła ich nieznośnymi, ale w zasadzie chyba poza Hufflepuffem każdy pozostały dom znajdował zawsze powód do tego, aby się pysznić. Krukoni dlatego, że to oni w tym zamku byli inteligentni, Ślizgoni czuli pewien prestiż ze względu na swoje pochodzenie i przynależność, a Gryfoni... Mieli w swoich szeregach paru naprawdę odważnych czarodziejów (i często dodatkowo dosyć głupich), co również było dla nich powodem do chełpienia się. Tylko Puchoni byli... wyjątkowo wyluzowani.
- Nie mam pojęcia jak to się może skończyć, Cross, ale robisz to sobie na własne ryzyko - przypomniała jej, bo to właśnie River nie umiała odpuścić.
Jakby nie patrzeć to Ślizgonka sama interesowała się jej losem i zdawało jej się, że wychodzi z siebie po to, aby znaleźć jakiś sposób na odczynienie klątwy. Może i faktycznie była kiepska jeśli chodziło o relacje międzyludzkie, ale coraz częściej myśl o tym jak River o nią dbała, uderzała w Ruelle niczym podmuch ciepłego wiatru. Mogła doszukiwać się w tym poczucia winy, ale czuła wyraźnie, że kryje się za tym coś jeszcze. Coś, czego w swoim emocjonalnym upośledzeniu nie potrafiła dokładnie nazwać. Wiedziała tylko, że było to coś na kształt sympatii.
- Fajnie, że tak się kłócicie jak stare dobre małżeństwo, ale skupmy się na misji, co? - dorzuciła jeszcze Strauss, a druga Krukonka mimowolnie oblała się rumieńcem na takie oskarżenie.
Przez moment chciała wygarnąć nawet przyjaciółce, ale zamiast tego ugryzła się w język, bo zdecydowanie Violetta miała rację. Powinny się bardziej skupić na tym, co miały zrobić niż na tym dziwnym napięciu między ich czwórką. W końcu istniało ono pomiędzy całą tą grupą, ale miało różny charakter jeśli chodziło o poszczególne duety. To, które panowało między nią a River było... najbardziej dla niej problematyczne i zagadkowe.
- Salazar to na pewno bratty bottom, ale żeby dom? Nie sądzę - Viol pokręciła jeszcze głową, ale zaraz uśmiechnęła się zaczepnie w stronę Vanberg. - Chociaż ty pewnie wiesz lepiej skoro kontynuujecie jego dziedzictwo.
Ta rozmowa była dla Ruelle coraz dziwniejsza, ale nie zamierzała się w nią wtrącać. Zdecydowanie nie interesowało jej jak mają się preferencje seksualne założycieli Hogwartu na dobór uczniów do ich domu. To byłoby dodatkowo chore, biorąc pod uwagę w jakim wieku ich tam przydzielano, ale... Może charakter miał z tym jakiś związek?
- Och, już widzę jak się nią zajmujesz. Zresztą nikt cię nie nauczył odróżniać przezorność od strachu, kwiatuszku? - ton Strauss zdecydowanie uległ pewnej zmianie, gdy tylko patrzyła na Ślizgonkę, która weszła z nią w dyskusję.
Prescott obserwowała tę wymianę zdań i zerknęła jeszcze w kierunku River, która również wolała nie angażować się w to starcie tytanów. Dlaczego właściwie uznały, że zabranie tej dwójki to dobry pomysł? Ach, tak. Uparły się, żeby przyjść i podobno miały być przydatne.
Tyle dobrego, że dyskusję przed rzuceniem choćby jednej Drętwoty przerwały Czerwone Kapturki. Przynajmniej Vanberg i Strauss mogły się wyżyć na kimś innym niż sobie. Może nawet wyjdzie im to na dobre. Zwłaszcza, że Violetta wydawała się pod wrażeniem tego, że jej niedoszła przeciwniczka również nie pierdoli się w tańcu. Obie traktowały tę walkę poważnie i nie brały jeńców.
Prescott wykonała szeroki ruch różdżką, aby wprawić w ruch korzenie znajdujące się pod stopami Kapturków. Przynajmniej dzięki temu mogła je unieruchomić i dać szansę swojej przyjaciółce, żeby je wykończyła za pomocą strumienia ognia, który wydostał się z jej różdżki. No tak. Zaklęcie Flammenwerfera. Werfowało flammeny.
Całe szczęście, że cała sytuacja została dosyć szybko opanowana. Wszelkie niedobitki zostały zagonione z powrotem do nory, a ta przypieczętowana kamieniem z napisem love z nałożonym Glaciusem.
Mruknęła jedynie coś jeszcze w ramach potwierdzenia i powoli obejrzała kolano. Bolało jak jasna cholera, ale chyba da radę to rozchodzić. Przynajmniej tak sobie to jeszcze wmawiała. Zresztą, wolałaby nie sterczeć w miejscu, gdy Kapturki zawsze mogły się przekopać na powierzchnię swoimi pazurami.
- Wierzysz w siłę przyjaźni, serio? - mruknęła jeszcze, zrównując się w końcu z Cross.
Dynamika w tym całym zespole była dla niej nie do pojęcia, ale było coś, co tego dnia wyjątkowo mocno nie pasowało jej w River. Może ciążyły na nich pewne nie do końca wyjaśnione sprawy, a może co innego. Ważne było, że jednak z jakiegoś powodu takie nastawienie Ślizgonki wyjątkowo ją irytowało. Podobnie jak utarczki ich przyjaciółek, które powinny pewnie zostać zamknięte w jakimś schowku na miotły, aby przekonać się czy wyjdą z tego żywe.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”