ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Myśl o Andrew była jak słowa ulubionej piosenki, które za nic nie chciały opuścić głowy. W odróżnieniu od wielu poprzednich wizyt Minyarda na pogotowiu w lepszym lub gorszym stanie, ostatnia niewątpliwie zostawiła najtrwalszy ślad. Głównie w fantazjach Parrisha, które zapijał piwem zero, szukając alternatyw na randkowych portalach społecznościowych, które nudziły go po dwóch wymienionych wiadomościach i kiepskich żartach. Bardzo chciał wmówić sobie, że to czysta desperacja, ale nie mógł być ślepy na swój specyficzny typ upodobań, jakim byli faceci, którzy absolutnie – nigdy – przenigdy – nie powinni go interesować dla dobra jego serca i łóżkowej ciągłości.
Bo powiedzmy sobie szczerze – Andrew Minyard wyglądał jak kłopoty, był wpisany w jego kontaktach dokładnie tak samo i prawdopodobnie znudziłby się nim po pierwszym wspólnym wieczorze, kiedy rzeczywiście okazałoby się, że największą pasją Eliasa jest praca, a do zaoferowania miał co prawda świetne ciało, ale na śniadanie mógłby liczyć na ledwo zjadliwego omleta. Z drugiej strony tym co powstrzymywało (nadal) Parrisha od wysłania mu śmiesznego mema, spytanie o stan nosa oraz o to czy był dobrym chłopcem był czysty, tchórzliwy lęk, którego Elias nienawidził najbardziej na świecie, bo przychodził z masą pytań pod tytułem: co jeśli? oraz może moja głowa wykreowała scenariusz, który nie miał miejsca, a dwuznaczności i przeciągłe spojrzenia wcale nie były tak o c z y w i s t e.

Myślał jednak o Karen z HRów, o jego obdrapanych dłoniach i kąśliwych uśmiechach zdecydowanie zbyt często jak na kogoś, kto obiecał sobie trzymać się z daleka od problemów i niesamowicie seksownych mężczyzn pokroju Andy'ego.
Kilka razy spoglądał w telefon. Kilka razy spoglądał na szpitalny korytarz, spodziewając się, że znowu go zobaczy, z miną niewiniątka i brakiem jakiejkolwiek skruchy. Elias był poirytowany, gdy go nie było, ale też dokładnie tak samo mocno odczuwał pewną u l g ę, bo brak wizyt na oddziale oznaczało brak wypadków i przypadkowych bójek. Unikał też znaczącego spojrzenia Margharet, która po ostatnim wyjściu Andrew raczyła oznajmić, że powinni znaleźć sobie bardziej odosobnione miejsce dla ich żałosnego flirtu, zamiast zajmować potrzebną salę, a potem rzucała mu jednoznaczne uwagi odnośnie samotnego życia prywatnego Parrisha tak, jakby sam doskonale nie zdawał sobie z tego sprawy.
Tak czy inaczej, był p o r z ą d n y.
Przynajmniej do piątku.
Dom Eliasa nie był w tak tragicznym stanie. Wymagał remontu i odświeżenia, ale Parrish nie narzekał na kilka kartonów ustawionych z boku salonu, ani na delikatnie odklejającą się tapetę na korytarzu w fantazyjny kwiatowy wzór, który upodobała sobie wcześniejsza właścicielka. Schody na piętro lekko skrzypiały i zdecydowanie powinien pomysleć o wymianie uszczelek w kuchni, jednak Elias na wszystko miał czas, a jeśli go nie miał – z pewnością mieli fachowcy, na których wydawał większą część swojego marnego wynagrodzenia.
Nie oczekiwał wiele ale spędził dużo czasu nie oczekując wiele i wymyślając treść wiadomości , gdy rozsiadł się wygodnie w fotelu, odszukując numer Andrew. Chciał zacząć zabawnie, jednak treść: chcesz pobawić się swoimi próbnikami brzmiała równie kompromitująco jak: odrobinę stęskniłem się za Twoją mordą, więc ostatecznie wysłał mu dokładną lokalizację, dodając wesołą emotkę, emotkę piwa i pędzla malarskiego, mając nadzieje, że Andrew zrozumie zawarty w tej poetyckiej wiadomości sens.
Na wszelki wypadek wysłał też drugą wiadomość.
Mój dom potrzebuje Twoich oględzin. Wygląda na to, że ja mu nie wystarczę.
Chryste, Elias potrzebował o g l ę d z i n Andrew, ale za nic w świecie by się do tego nie przyznał.

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
35 y/o
For good luck!
185 cm
księgowy Repture
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie bez jakichkolwiek bójek i afer należało do nad wyraz nudnych oraz monotonnych. Ignorował posyłane w jego kierunku zaczepki, które wcale nie straciły na swojej intensywności, po prostu przestał na nie zwracać uwagę, mając o wiele przyjemniejsze rzeczy na głowie. Tym razem nie mógł zasłaniać się pracą, szydełkowaniem czy niespodziewanym remontem, chociaż to ostanie wcale nie było dalekie od prawdy.
Elias Parrish skutecznie zajmował każdą z jego myśli. Nieproszony rozgościł się na stałe w jego głowie z tym ujmującym uśmiechem i błyszczącymi oczami. Nie potrafił skutecznie zepchnąć go na boczny plan. Jakby ostatnie wydarzenia z SORu odcisnęły na nim niewidzialne piętno i wcale nie chodziło o gojący się nos. Opuchlizna okazała się najmniejszym zmartwieniem, a podbite oko zasłaniał okularami przeciwsłonecznymi. Wszystkie słowa jakie ze sobą wymienili, drobne, dwuznaczne gesty czy długie spojrzenia nie dało się wyjaśnić przekomarzaniem. Nie, to był otwarty flirt. A Andrew niekoniecznie wiedział, co miał z tym faktem zrobić.
Dlatego nie zrobił nic. Wystarczająca ilość aluzji padła ostatnim razem, wolał poczekać na ruch Eliasa, o ile zdecyduje się go wykonać. Za dużo cierpliwości nie miał, więc w ciągu najbliższego tygodnia puszczą mu nerwy i po raz kolejny wda się w bójkę. Przynajmniej zyska dzięki temu odpowiednią wymówkę do kolejnych odwiedzin Parrisha.
Kto by się przejmował kolejnymi siniakami, w końcu liczyło się to, kto będzie go składał do kupy.
W piątek zaczynało już go nosić. Za duże pokłady energii, której nie miał gdzie spożytkować. Mocne naciskanie przycisków w klawiaturze laptopa nie przynosiło żadnych efektów, a na nic więcej nie mógł pozwolić sobie w pracy. Mając wizję ulicznej bójki czy przełknięcia swojej dumy i pójścia na wieczorny trening bokserki, ostatnim razem mocno poprztykał się z trenerem, opuszczając go skrajnie oburzonym, zdecydował się na to drugie. Uprzedził tylko mężczyznę o swojej obecności, spodziewając się ostrego zapierdzielu, który na sam koniec dociśnie go do ringu.
Nie mylił się w tym ani trochę. Do domu wrócił przetyrany, mając w głowie tylko odpoczynek.
Plany uległy szybkiej zmianie.
Po wyjściu spod prysznica sprawdził telefon, a tam czekały na niego dwie wiadomości od Doktorka. Uśmiechnął się półgębkiem widząc propozycję spotkania. Dziwnym trafem odzyskał chęci do czegokolwiek innego, więc najpierw wysłał mu emotkę kciuka w górę po czym dodał: Daj mi max godzinę, a przekonamy się o tym czy moja interwencja jest konieczna. Pozostało mu tylko doprowadzić się do ładu.
Spakował niezbędne rzeczy do plecaka, wszelkiego rodzaju próbniki farb, które jego zdaniem nadawały się do polecenia, laptopa z rysikiem, szpachelkę, dalmierz laserowy… I kilka innych rzeczy, które wydawały mu się wręcz wskazane. Miał zamiar podejść do tematu profesjonalnie, chcąc doradzić jak najlepiej Eliasowi.
Nawet przez sekundę nie rozważył tego, żeby zamówić ubera, nic z tych rzeczy. Wybrał motocykl, ponieważ tak będzie szybciej. Wcale nie chodziło o to, że w tego typu ubraniach prezentował się o wiele lepiej niż w tych codziennych, w których widywał go normalnie lekarz.
Zaparkował przed domem, spalił peta, po czym zapukał do drzwi.
Zamawiał pan nocnego budowlańca?

Elias Parrish
Adi
Wszystko da się przeżyć jeżeli jest ładnie napisane
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daj mi max godzinę.
Elias nie był na to gotowy. Nie był nawet gotowy na goszczenie kogokolwiek, o czym świadczyły naczynia w zlewie i niezbyt elegancko rzucony koc na kanapie. Szybka odpowiedź Andrew sprawiła, że poderwał się z miejsca jak oparzony, dopiero rozumiejąc p o w a g ę sytuacji oraz fakt, że nie do końca wiedział jak powinien nazwać to spotkanie. Randka odpadała, prawda? A jeśli nie? Jeśli Minyard zinterpretuje jego wiadomość jako żałosną próbę zaciągnięcia go tu tylko w wiadomym celu?
I co ważniejsze...Czy powinien zrobić k o l a c j ę, bo jeśli tak, to czy dobrą kolacją mógł nazwać zamówioną pizzę?
Wziął głębszy wdech i potarł twarz dłonią, przeklinając się w duszy za absolutny brak rozsądku. Brak partnera mu nie służył. A może inaczej: mały kontakt z innymi ludźmi mu nie służył i najwyraźniej zaczynał zachowywać się jak wariat.
Ten sam wariat poprawił koc na kanapie, zmył naczynia z rana i przebrał koszulkę na mniej wysłużoną, choć nadal przedstawiającą wyblakłe logo jednego z jego ulubionych, rockowych zespołów i zaczynał się lekko stresować – stres był z rodzaju tych pełnych podekscytowania i zmotywował go by spojrzeć w lustro i przeczesać palcami odrobinę za bardzo zmierzwione włosy.
Bez szpitalnego stroju, Elias wydawał się mniej profesjonalny, ale z pewnością o wiele bardziej atrakcyjny. Możliwe, że uroku dodawały mu luźne, szare dresy, albo rozluźniona postawa, która pojawiała się zawsze, gdy spał dłużej niż pięć godzin i wypił solidną porcję kawy na rozpęd z samego rana. Na tle lecącej w tle muzyki i domowego rozgardiaszu, wiele czynników składało się na pociągający chaos jakim Elias sam w sobie był, pomimo odpowiedzialnej pracy i spłacanego na czas kredytu. I co ważniejsze, Parrish po prostu taki b y ł. Nieświadomie i niewymuszenie.
Cholerny cukiereczek.
Zaalarmował go warkliwy dźwięk silnika, który ucichł tuż pod jego domem. Odruchowo spojrzał na zegarek; Andrew najwyraźniej nie dość, że był obłędnie przystojny, to jeszcze cholernie punktualny.
Drzwi się otworzyły, a jasne spojrzenie spoczęło na twarzy Andres, przesuwając się po niem uważnie, jak w oczekiwaniu na kolejne obrażenia, którymi najpierw musiałby się zająć. Dopiero potem, całkiem odruchowo, wzrok leniwie przesunął się po jego sylwetce rejestrując dwie rzeczy: po pierwsze, nigdy nie widział go poza szpitalem.
Po drugie: wyglądał zajebiście seksownie w dopasowanym stroju na motor.
Oh, m o t o r.
Elias mrugnął, próbując poradzić sobie z tak ogromnym natłokiem informacji i na moment przeskoczył spojrzeniem na zaparkowaną maszynę. A potem na kask. I znowu na przystojną twarz, tym razem prezentującą się mniej drastycznie bez zaschniętej krwi i rozbitych warg.
Zawsze myślałem, że wieczorne wizyty kosztują ekstra, a tu proszę. Są zupełnie darmowe — zauważył na powitanie, posyłając mu czarujący uśmiech — dobrze wyglądasz. To zaskakujące. Zupełnie nie wiem jak powinienem się zachować bez konieczności sprawdzenia czy nie wykrwawisz mi się na progu — pchnął drzwi, zamykając je za nimi.
Naprawdę się przygotowałeś — powiedział z zaskoczeniem. Wypełniony po brzegi plecak sugerował, że to jego dom zostanie odpowiednio dopieszczony, tym samym rujnując każdy ze scenariuszy, które podsyłała mu niesforna głowa.
Szlag. Nie powinien patrzeć na jego tyłek w tych obcisłych spodniach.
Sięgnął po swoje piwo i ruszył w kierunku kuchni. Oparł się luźno o framugę, gestem dłoni zachęcając go by się rozgościł.
Napijesz się czegoś?

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
35 y/o
For good luck!
185 cm
księgowy Repture
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiobojętnie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wykonał pierwszy krok ku nieznanemu. Wcześniej nie miał okazji oglądać Eliasa w całkowicie naturalnym środowisku. W tej domowej, miękkiej wersji, której nie każdy mógł tak łatwo doświadczyć. A przynajmniej miał taką nadzieję, że nie był jednym z wielu pacjentów, którzy mogli gościć w jego progach. Czuł ekscytację; Ta pojawiła się, gdy tylko wyjechał ze swojego osiedla i zgodnie ze wskazówkami nawigacji dojechał na miejsce docelowe. Nie wiedział czego się tak naprawdę spodziewać. Wykonają kolejny krok, który sprawi, że nic nie będzie takie jak wcześniej? A co jeżeli nie wydarzy się kompletnie nic szczególnego, ograniczając się tylko do zwyczajowych uszczypliwości? Może poczuje na sam koniec rozczarowanie.
W końcu nie po to zakładał te najbardziej opinające spodnie na tyłku, żeby kompletnie nic się nie wydarzyło. Takiej opcji nawet nie rozważał. O ile nie dostanie jasnego komunikatu.
Nie wiedział czego się spodziewać. Kask wcisnął pod pachę, dziękując sobie w myślach, że nie kłopotał się z układaniem fryzury. Nieważne jak by ona była dopracowana i tak w trakcie podróży zostałaby szybko zrujnowana. Lekki rozgardiasz na głowie, jeszcze nikogo nie zabił, a kilkukrotne jej potrząśnięcie powinno jako tako ułożyć włosy w miarę znośnie. Przynajmniej tak sobie wmawiał. Powstrzymał w sobie odruch przestąpienia z nogi na nogę. Nie chciał po sobie pokazać zdenerwowania. W końcu to całkowicie normalne spotkanie. Bez większych podtekstów.
A przynajmniej tak sobie próbował wmówić.
Obrzucił Eliasa uważnym spojrzeniem po otwarciu drzwi. Coś w tej jego domowej, ciepłej wersji wywołało mimowolny uśmiech na twarzy Minyarda. W pewien sposób to było ujmujące, gdy zauważył nieco rozczochrane włosy, zwyczajną, spraną koszulkę i dresy. Czuł się tak, jakby ubrał się nieodpowiednio, ale zawsze mógł to wytłumaczyć tym, że musiał przez wzgląd na jazdę na motorze. Chciał jeszcze trochę pożyć, dlatego zawsze wkładał na siebie odpowiednie rzeczy. A fakt, że wyglądał w nich pociągająco uważał za mały dodatek. Nic więcej. W końcu bezpieczeństwo przede wszystkim.
Jeszcze nie mieliśmy okazji porozmawiać o tym, co chciałbym od ciebie w zamian za to — odpowiedział z prostotą, wolną ręką odgarniając włosy z czoła. Nachylił się delikatnie nad Eliasem, aby ich twarze znajdowały się na tej samej wysokości. — Zawsze możesz ocenić najpierw wizualnie to czy goi się wszystko jak powinno — stwierdził, uśmiechając się do niego. — Również czuję się zaskoczony faktem, że nie nosisz tych zabawnych laczy — dodał, puszczając mu przy tym oczko. Ciężko było mu uwierzyć w to, że Parrish nie ubierał się w taki sposób, jak w szpitalu. Zaskoczył go i to w tym pozytywnym sensie.
Odłożył kask na wolnym miejscu, a po chwili obok znalazła się skórzana kurtka. Przeciągnął się, czując całkiem przyjemny ból w ramionach. Trening w ramach rozruchu wydawał się mieć zbawienny wpływ na jego psychikę.
Jestem profesjonalistą, do wszystkich rzeczy podchodzę na poważnie — powiedział, gdy zajął wolne miejsce na kanapie. Wręcz metodycznie zaczął wyjmować wszystkie potrzebne rzeczy z plecaka, po czym rozejrzał się po salonie. — Dom kupiony od kobiety? — spytał, gdy wyłapał drobne, babskie akcenty.
Przeniósł swoje spojrzenie na Eliasa i uśmiechnął się zaczepnie.
To zależy od tego, jak szybko będziesz chciał się mnie stąd pozbyć. — Wyjął z kieszeni kluczyki od motocykla i potrząsnął nimi ostentacyjnie, przez co szydełkowe breloczki Charmandera i Bulbasaura jeszcze bardziej rzucały się w oczy. — Jeżeli chcesz spędzić ze mną trochę więcej czasu to poproszę piwo. Jak nie to wystarczy woda.
Wolał pozostawić ten wybór w rękach mężczyzny. W końcu nie chciał wyjść na natrętnego.

Elias Parrish
Adi
Wszystko da się przeżyć jeżeli jest ładnie napisane
33 y/o
For good luck!
178 cm
Ratownik medyczny North York General Hospital
Awatar użytkownika
We're a mess, You and I.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Andrew zdecydowanie nie powinien poprawiać swoich cholernych włosów, kiedy rozmawiali o ewentualnych k o s z t a c h usług. Zdecydowanie też nie powinien nachylać się w jego stronę, ponieważ zapach jego perfum skutecznie wyrzucił z głowy Eliasa wszystkie rozsądne odpowiedzi na rzecz tych zdecydowanie nieprzyzwoitych, które są całkiem dobrym wstępem do filmów dla dorosłych.
Więc może to odpowiednia chwila. Nie wiem czy stać mnie na Twoje usługi, ale możemy się dogadać. Jestem otwarty na propozycje — powiedział, błądząc spojrzeniem po jego twarzy, jednocześnie rzeczywiście sprawdzając na jakim etapie gojenia się była jego twarz. Najwyraźniej jednak stan musiał być zadowalający, bo Parrish powrócił spojrzeniem do jego oczu i uśmiechnął się, ani na milimetr nie zmniejszając między nimi dystansu, jakby sprawdzał te marne granice, które próbowali postawić. Albo wręcz odwrotnie – sprawdzić jak bardzo dało się je przekroczyć.
To irytujące. Wyglądasz tak samo dobrze z limem pod okiem jak i bez niego — mruknął, powstrzymując się przed śmiechem. Cofnął się, idąc do kuchni i uniósł dyplomatycznie dłonie w przepraszającym geście. Tak, w naturalnym środowisku Elias nie nosił mało wyględnych scrubsów ani crocksów do których przyczepiał różne wpinki. Nie nosił też stetoskopu ani naręcza kart pacjentów, a kawę pił w ładnym, porcelanowym kubku, a nie – jak często się zdarzało – w tym jednorazowym i papierowym.
Wybacz, że Cię rozczarowałem. Następnym razem nie zapomnę o odpowiednim obuwiu — rzucił wesoło, spoglądając na niego przez ramię. Wyciągnął z lodówki dwa piwa, otwierając je sprawnie. Stanął ponownie w drzwiach, przypatrując się rozgoszczonemu już Minyardowi; nie był pewien czy wolał go w kurtce czy bez, kiedy koszulka opinała jego mięśnie, a on musiał powstrzymywać się przed zbyt długim spoglądaniem na jego napięty brzuch. Prawdopodobnie wszystko działało na Parrisha równie mocno, nawet umiejętności złotej rączki, które w jakiś dziwny sposób wydawały się Eliasowi niesamowicie atrakcyjne.
Poprzednia właścicielka lubiła kwiaty i styl retro — wyjaśnił, rozglądając się po salonie — nie przeszkadzają mi kwiaty, ale różowe ściany w sypialni gościnnej odrobinę mnie przytłaczają — zbliżył się do kanapy i pochylił się, stawiając przed Andrew jego piwo w znaczącym: wolę dłużej. Jego uwagę przykuły breloczki – sięgnął do nich odruchowo palcami, muskając opuszkami dłoń mężczyzny i ujął Charmandera, przyglądając mu się z zachwytem.
Niezły. Ale zawsze wolałem Cubone'a i Lucario — mrugnął do niego i wyprostował się, przysiadając na podłokietniku jednego z foteli. Przechylił butelkę, upijając z niej łyk, nie odwracając spojrzenia od Minyarda.
Więc...Zabrałeś ze sobą te wszystkie p o w a ż n e rzeczy jak miara czy pędzle? Ach, poczekaj — oparł butelkę na udzie, przechylając lekko głowę — zanim pokażesz mi swój zdumiewająco wielki pędzel, najpierw powiedz ile. Może trudno Ci w to uwierzyć, ale na pogotowiu ratownicy nie zarabiają milionów — niestety. Pomimo poświęcenia, nieprzespanych nocy i ciężaru psychicznego, ratownicy medyczni nadal zarabiali psie pieniądze, łudząc się każdego roku o porządne podwyżki. Nie było źle – przynajmniej nie na tyle, by nie mógł żyć g o d n i e, ale remonty zawsze wiązały się z kosztami.
Z drugiej strony...Mogli się dogadać. W końcu czy to nie Elias jeszcze kilka dni temu chętnie zachwalał swoją wielką paletę umiejętności wszelakich?

Od razu mówię, że nie tańczę najlepiej, gotuję względnie i absolutnie nie zgodzę się na jakikolwiek trójkąt — wyszczerzył się — ale jestem skłonny do kompromisów.

Andrew R. Minyard
Silly Goose
Nie mam w sobie strachu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”