24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mógł nie zdawać sobie z tego sprawy, ale towarzystwo Benjamina działało na Kierana korzystnie, pozwalając mu dostrzec te aspekty życia, które do tej pory były dla niego niemal nieosiągalne, znajdując się daleko poza granicami komfortu młodego prawnika. Wcześniej nie widział powodu, by je przekraczać, skupiając się na powtarzalności trwającej niezmiennie od kilku lat. Zamknięty w swojej własnej bańce nie poświęcał innym specjalnie czasu nauczony, że ludzie owszem, byli potrzebni, ale tylko dla korzyści, które w przyszłości miały zaowocować sławą i pieniędzmi. Jego rodzina była materialna - jego ojciec wiele razy mówił mu, że przyjaciele byli balastem, który prędzej czy później pociągnie go na dno. Tak myślał i tak żył, nie zbliżając się do nikogo bardziej, niż to było konieczne by zadowolić głowę rodziny.
Teraz jednak zaczynał te granice przekraczać, postrzegając świat trochę inaczej. Wielu rzeczy jeszcze nie rozumiał i nie pojmował, czemu miały miejsce, ale część prawnika chciała poznać odpowiedzi na pytania, które zaczęły wirować w jego głowie zaledwie kilku tygodni temu Wydawały się być ważne, jakby od tego zależało, kim ostatecznie stanie się w przyszłości blondyn. Chaos, który Benjamin wprowadzał do jego codzienności skutecznie spychał spokój oraz przewidywalność, pozwalając mu eksperymentować już nie tylko na płaszczyźnie emocjonalności innych ludzi. On chciał teraz poznać siebie i zrozumieć, jak wiele było rzeczy, które utracił, a które mogłyby dać mu normalność, którą żyli inni ludzie. Gdzieś w środku serce zazdrościło Thallmanowi tej wolności i możliwości sprawdzania limitów, które u Burreau były wysokim murem, na który nie miał siły sam się wspinać. Imponowało mu to poczucie swobody oraz spontaniczność czy brak hamulców. Bywały momenty, kiedy te cechy doprowadzały go do irytacji, ale w ostatecznym rozrachunku właśnie one przyciągały Kierana do muzyka. Były nowe, nieodkryte, a nieznane kusiło znacznie bardziej.
Zmarszczył lekko brwi, spoglądając na Benjamina. Po raz kolejny pojawił się moment, w którym się nie zgadzali. Byli niczym ogień i woda, a jednak coś sprawiało, że ciągle spędzali ze sobą czas - przypadkiem lub planowanie. Czy jakiś psycholog określiłby to jako destrukcyjne, czy jednak użyłby powiedzenia, że przeciwieństwa się przyciagają?
Po raz kolejny dzisiaj machnął niewidzialną ręką, pozbywając się z głowy rozważań. Zdecydowanie działo się tam teraz zbyt wiele.
-Na kolacje z założenia je się coś lekkiego. Nie wiem, może jakiś jogurt, ewentualnie sałatkę? naleśniki to trochę zapychacze - zauważył, pomijając fakt, że sam nie nawykł jeść kolacji. Źle mu się po tym spało, a sen cenił sobie nader wysoko wiedząc, jak korzystnie wpływał na umysł. - Chcesz dla mnie gotować? Nie szkoda ci czasu? - tym razem brwi powędrowały lekko ku górze, a wzrok został utkwiony w oczach Benjamina. Zrobiło mu się… miło? Do tej pory poza gosposią, której ten element stanowił część pracy, nikt nigdy dla niego nie gotował. Świadomość, że druga osoba chciała poświęcać dla niego tych kilka chwil była na tyle przyjemna, że na ustach blondyna wykwitł lekki, rozczulający uśmiech. - Przekażę je te informacje i zakładam, że nie masz na nic uczulenia? - Praktyczny, jak zawsze. nie chciał, żeby po tym posiłku w jego domu chłopakowi siadło na żołądek. To mogłoby przekreślić szanse Burreau na dalsze spotkania z osobą, do której podświadomie zaczynał się przywiązywać i którą chciał widzieć, niezależnie ile razy denerwowała go podczas każdego spotkania sprawiając, że czuł więcej, niż przez całe swoje życie.
-Terapia dźwiękiem? Dojrzałe podejście, Benjamin. Ostatecznie lepsze to, niż szukanie zaczepki na ulicy - odpowiedział, przesuwając wolno jasnymi tęczówkami po jego twarzy. Badał każdą zmianę, każde drgnięcie mięśni, każdą nową zmarszczkę, które zdradzały, jakie emocje Thallman mógł teraz odczuwać. To było ważne i niezbędne do poznania go lepiej. - To nie będzie takie trudne. Wiele z nich jest dla mnie skomplikowana - wzruszył lekko ramionami, utkwiwszy wzrok w szklanym ekranie, na którym miotały się postaci. Był emocjonalnie nieprzystosowany, tak kiedyś powiedziała mu psycholożka. I chociaż normalnie nie dzielił się niczym, co było z nim związane tak odczuwał irracjonalną potrzebę mówienia o sobie Benjaminowi, jakby chciał go do siebie przekonać. Pokazać, że wcale nie był taki zły, taki nudny i sztywny jak wielu go opisywało.

Czy to jednak ma jakieś znaczenie?


Późniejsze granie pozwoliło mu trochę wyluzować głowę. bez skomplikowanych rozważań, bez scenariuszy, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Jedynie chęć wygranej i ten znaczny wzrost adrenaliny, który pchał go do przesadnego emocjonowania się, kiedy kolejny cios mu nie wyszedł oraz późniejszej euforii, kiedy ostatecznie mu się udało. Raz, ale za to w jakim stylu!
Pytanie chłopaka sprawiło, że na chwilę zamarł. Wpatrzył się w niego, szukając odpowiedzi. Chciał spotkań, chciał tych prostych odwiedzin, podczas których mógł odetchnąć wewnętrznie. Potrzebował tej normalności teraz jeszcze bardziej, skoro ją odkrył.
-Znaczy… nie chcę się wpraszać. To tylko taka luźna propozycja, ty możesz przychodzić też do mnie, jeśli będziesz chciał. Inez będzie zadowolona, że będzie mogła gotować dla kogoś więcej - powiedział trochę chaotycznie, ostatecznie odwracając głowę z lekko przygaszonym uśmiechu po kolejnych słowach Thallmana.

Będę musiał zacząć ci odmawiać.

To było ostatnie, czego Kieran pragnął i czuł, jak serce buntuje się przeciwko tej niesprawiedliwości, której nieporadny umysł nie potraktował jako żart. Przetrawił informację, rozbierając ją na czynniki pierwsze. Co, jeśli Kieran był zbyt nachalny, zrażając do siebie chłopaka?
-Przepraszam. Nie chcę na siłę zmuszać się do swojego towarzystwa - dodał po chwili, bawiąc się guzikami na padzie. Za bardzo go ponosiło, za bardzo sobie pozwalał zakładając, że skoro do tej pory widzieli się kilka razy, tak nadal mogli. Czy nie przywiązywał się za szybko?
Skinął głową na propozycję pizzy. Kolejna rzecz, która w jego świecie nie była stałym elementem, pojawiając się sporadycznie. nie było miejsca na fast foody, które były częstym elementem spotkań osób niezwiązanych z elitarnym światem. nic dziwnego, że nie miał pojęcia, jaka kombinacja smakowa przypadłaby mu najbardziej do gustu.
-Dziękuję - uśmiechnął się do chłopaka, kiedy ten na chwilę zniknął, idąc po herbatę. W międzyczasie Kieran przeanalizował dokładnie pokój benjamina, gramoląc się z łóżka. Podszedł do zdjęć w czarnych ramkach stojących na jednej z szafek. Widział troje osób - Benjamin oraz zapewne jego rodzeństwo. A może przyjaciele? Tak mało o nim wiedział. Miał brata, ale czy miał też siostrę? A może to jego dziewczyna? Nigdy nie zapytał, czy jakąś ma. W oczach Kierana Thallman był typem, który z pewnością podobał się płci przeciwnej. Przesunął bezwiednie palcem po uśmiechniętej na zdjęciu twarzy muzyka. Tak, zdecydowanie miał powodzenie.
Odłożył zdjęcie w momencie, w którym benjamin wrócił do pokoju. Podziękował mu po raz kolejny, speszony lekko, że naruszał jego prywatność. Buszowanie po czyjejś sypialni z pewnością dalekie było od jakichkolwiek przyjętych zasad dobrego wychowania. Wrócił na łóżko, siadając w tej samej pozycji co wcześniej, przysuwając się jedynie nieznacznie bliżej okna, jakby potrzebował świeżego powietrza. Przytłaczały go własne myśli i emocje, sprawiając, że gubił się bardziej, niż zwykle.
-Oczywiście. Lubię dobrą muzykę - powiedział z szerokim uśmiechem, obracając głowę w stronę Benjamina, po raz kolejny dzisiaj natrafiając swoim spojrzeniem na to należące do Thallmana. Momenty, których serce pragnęło więcej, a których umysł nie chciał przyjąć jako pożądane. Miały być zwyczajne, jak podczas normalnych konwersacji. A jednak w chwili, w której Kieran napotkał wzrok muzyka, mogąc trochę dłużej wpatrzeć się w jego tęczówki, czuł, jak wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Jakby był tylko on i te zabawnie błyszczące plamki, które już dawno wryły mu się w pamięci.
Przymknął oczy, kiedy Benjamin zaczął grać, chwilę później dokładając do tego swój głos. Rozkoszował się brzmieniem każdej nuty pozwalając, by muzyka zawładnęła jego ciałem.

Benjamin śpiewa dla ciebie.
Tej myśli uczepiło się serce.


my personal singer
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okej, okej… no dobra, może faktycznie naleśniki nie należały do najbardziej lekkostrawnych kolacji świata, ale czy ktokolwiek pytał? W jego domu przez całe dzieciństwo jadło się to, co akurat było, kiedy było i w takiej konfiguracji, na jaką pozwalała zawartość lodówki, więc argument Burreau odbił się od niego niczym piłeczka pingpongowa od ściany, a poza tym benek byl gotowy bronić tego dania wlasną piersią! TOĆ TO BYŁA OBRAZA STANU! - Jogurt? - powtórzył z niedowierzaniem, - Burreau, proszę cię. Jak będziesz jadł jogurty na kolację, to umrzesz w mega smutku, rozpaczy wręcz… a potem będę musiał przychodzić na twój kurewsko elegancki pogrzeb i udawać, że wcale, a wcale cie nie ostrzegałem XD - Pokręcił głową, ale zaraz na jego twarz wpełzł złośliwy uśmiech, gdy blondyn zapytał, czy naprawdę chciał dla niego gotować.

''Nie szkoda ci czasu?''

FOR FUCKS SAKE. Dlaczego on zadawał takie pytania? Benjaminowi nawet przez sekundę nie przyszło do głowy, że miałby w ten sposób M A R N O W A Ć czas. W jego głowie działało to zupełnie odwrotnie. Skoro kogoś lubił, to robił dla niego rzeczy. IZI PIZI EM I RAJT??? Albert gotował dla nich tysiące razy, Clementine potrafiła zrobić mu herbatę bez pytania, on z kolei potrafił siedzieć godzinami przy gitarze, żeby nagrać komuś kawałek... Tak wyglądało dbanie o ludzi…. troska… coś co Albert wpoił w nich odkąd stracili rodziców. Nie trzeba było trudzić się na jakieś drogie prezenty, wystarczyły małe gesty. - Czemu miałoby mi być szkoda? - rzucił, marszcząc lekko brwi. - Przecież nie zamierzam dla ciebie mielic mąki między kamieniami. To tylko naleśniki. - Przerwał na chwilę, po czym wskazał na niego palcem. - Ale jak ci posmakują, masz obowiązek powiedzieć, że były najlepsze, jakie jadłeś… nawet jesli nie będą… bo wiesz, moje ego jest w chuj delikatne. - Parsknął pod nosem. - I nie, nie mam żadnych alergii. - no iiiii o ile rozmowa o jedzeniu była czymś, przy czym Benjamin czuł się całkowicie swobodnie, tak temat emocji ponownie sprawił, że coś w nim delikatnie się spięło. Nie przez Kierana. Bardziej przez wszystko, czego nie chciał teraz wypowiadać na głos.

Terapia dźwiękiem.

Prawie się zaśmiał. Gdyby Burreau tylko wiedział, jak kurewsko ironicznie to brzmiało. - Dojrzałe? - uniósł brew, posyłając mu rozbawione spojrzenie. - Zapiszę sobie gdzieś, że Kieran Burreau nazwał mnie dojrzałym. Przyda mi się następnym razem, jak będziesz rzucał we mnie tymi swoimi mądrymi słowkami - Nie zamierzał jednak drążyć tematu. Gitara pomagała. Zawsze pomagała. Nawet teraz, kiedy każda myśl związana z muzyką niosła za sobą ten paskudny cień czegoś, o czym Benjamin usilnie starał się nie myśleć. Zdecydowanie łatwiej było skupić się na Burreau. Zwłaszcza kiedy przyznawał mu właśnie, że wiele emocji było dla niego skomplikowanych. Benjamin zerknął na niego kątem oka. - Wiesz, że nie musisz wszystkiego rozumieć od razu, co nie? - mruknął, już trochę ciszej. - Czasami można po prostu coś czuć i dopiero później dojść do tego, co to, do cholery, właściwie było.
Świetna rada, Thallman. Może sam zacznij jej używać. CHEKCHECK.
Później już zdecydowanie łatwiej było mu skupić się na grze. A przynajmniej do momentu, w którym rzucił ten niewinny tekst o odmawianiu Kieranowi kolejnych wizyt i zobaczył, jak zmienia się jego twarz. Benjamin jeszcze przez chwilę się uśmiechał, potem rzekomy usmiech trochę mu zrzedł. Przepraszam. Nie chcę na siłę zmuszać się do swojego towarzystwa. - what the??? - wypalił natychmiast, obracając głowę w jego stronę. - Nie, nie, nie. Burreau, ja żartowałem. - Odłożył pada na bok, teraz już przyglądając mu się z lekkim niedowierzaniem. Cholera jasna. Czy ten człowiek naprawdę analizował wszystko, co Benjamin mówił, jak jakis pieprzony materiał dowodowy podczas rozprawy? - Myślałem, że ten fragment o poznaniu wszystkich moich zagrań trochę zdradza żart - dodał, marszcząc nos. - Możesz tu przychodzić. Serio. Kiedy chcesz. - Zawahał się sekundę. - Znaczy… może daj mi znac ciapkę szybciej, żebym wiesz wyglądał tak przystojnie jak zawsze. - Eh… zrobiło mu się cholernie dziwnie na samą myśl, że Kieran mógłby przestać do niego przychodzić tylko dlatego, że źle zinterpretował jeden głupi komentarz. Nie musiał też zastanawiać się, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, żeby blondyn wiedział, że był tutaj mile widziany. Przecież to było normalne.

Kumple chcieli spędzać ze sobą czas.
Right? Tak. TAK. Absolutnie.

Dlatego też zamawiając pizzę, dorzucił wszystko, co mogło się przydać, a chwilę później pobiegł po tę cholerną herbatę. Kiedy wrócił do pokoju, zdążył jeszcze zauważyć, że Kieran odkładał jedno ze zdjęć. Ben zatrzymał na nim spojrzenie. - Oho - mruknął, stawiając kubek na parapecie. - Czyli jednak przeszukujemy pokój gospodarza podczas jego nieobecności? Powinienem był pochować wszystkie kompromitujące materiały. - Podszedł bliżej, zerkając na ramkę, którą przed chwilą trzymał Kieran. - To Clementine - wskazał dziewczynę. - Moja siostra. A ten tutaj to Albert. Ace. Mój brat. - Zerknął jeszcze raz na zdjęcie, a na jego ustach przez krótką chwilę pojawił się cieply usmiech. - Wkkurzaja mnie niemiłosiernie ale kocham ich nad życe…, więc generalnie wszystko działa tak, jak powinno działać między rodzeństwem.

Chwycił gitarę i usiadł obok niego, układając ją wygodnie na udzie. Przejechał opuszkami po strunach, bardziej odruchowo, zanim zacząc grać cover jednej ze swoich ulubionych piosenek.- No dobra, to enjoy. - rzucił, poprawiając chwyt. - Jak ci się nie spodoba, kłamiesz. Ustaliliśmy już zasady. - Początkowo patrzył na gitarę. Na własne palce przesuwające się po gryfie, na struny, których dźwięki znał właściwie na pamięć. To było jedno z niewielu miejsc, w których Benjamin nigdy nie musiał zastanawiać się, co robić dalej. Po chwili zaczął równiez śpiewać i dopiero po kilku wersach podniósł wzrok.
I kurwa.
Blondyn miał zamknięte oczy… a benek? On powinien był patrzeć z powrotem na gitarę. Zamiast tego przyglądał mu się przez zdecydowanie zbyt długą chwilę. Temu, jak blond kosmyki układały się przy jego czole. Jak spokojna stała się jego twarz. Jak pierwszy raz od momentu, kiedy się poznali, nie wyglądał jakby probował rozwiazać jakąś difficult zagwozdkę. Wyglądał po prostu… spokojnie, zupelnie jak wtedy gdy spał w niego wtulony. Przełknął ślinę i wrócił wzrokiem do strun, śpiewając dalej, choć gdzieś w jego sercu pojawiło się to dziwne, znajome już uczucie. Coś pomiędzy ekscytacją a niewygodnym ciepłem, które pojawiało się coraz częściej w jego t o w a r z y s t w i e.

Kiedy kawałek dobiegł końca, pozwolił ostatniemu akordowi wybrzmieć, po czym oparł dłoń o struny. - No i jak? - zapytał, unosząc wzroki napotkał te jego niebieskie oczy i przechylił lekko głowę. - Tylko pamiętaj, że obowiązuje cię zasada o kłamaniu. - Kącik jego ust drgnął delikatnie. - Chociaż… - przesunął wzrokiem po twarzy Kierana, zatrzymując się na moment na jego oczach. - Po tej minie chyba nie muszę się martwić, że było aż tak tragicznie. Hm?

cute audience
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W jego głowie po raz kolejny pojawiła się myśl, że Benjamin był niereformowalny. To słowo zdawało się przylgnąć do niego niczym najwspanialszy pseudonim, który nadawało się szczególnej osobie. Ilekroć bowiem Burreau wdawał się z nim w jakąkolwiek wymianę zdań, ten usilnie narzucał swoje zdanie, nie mając zamiaru odpuścić. Waleczny i uparty, co w pewien sposób było imponujące pokazując, że nie zmieniał racji pod wpływem drugiej strony. Czemu więc tak bardzo zależało mu na tym, by ten chociaż raz się z nim w pełni zgodził, nawet gdy sam nie zgadzał się z muzykiem? Tak, jakby jego aprobata miała dla niego znaczenie większe, niż fakt, że podziwiał zapał, z jakim przystawał przy swoim.
-A co złego jest w zjedzeniu jogurtu? Uważam, że jest idealny i pełnowartościowy, więc nie wydaje mi się, żebym miał umierać od zjedzenia go - zmarszczył lekko brwi, kiedy Benjamin tak jawnie go zaatakował. Starli się ponownie i wyglądało na to, że ten sposób komunikacji był ich ulubionym. I chociaż normalnie prawnik zbyłby to machnięciem dłoni tak odczuwał irracjonalną potrzebę wdawania się w dyskusję z muzykiem, chłonąc każde słowo i sprawdzając poszczególne reakcje, które odciskały piętno w jego umyśle. Nawet tak trywialna rzecz, jaką było przekomarzanie się o naleśniki oraz jogurt fascynowała go na tyle, by nie ukrócić dyskusji. - Nie musisz się martwić o moje żywienie, Benjamin. Ani o mój pogrzeb; wiele minie, zanim się na nim pojawisz - westchnął, zerkając na niego. Gdyby tylko znał prawdę kryjącą się za bezemocjonalnym stwierdzeniem, być może faktycznie już teraz zmusiłby go do zjedzenia naleśników. Nie od dzisiaj bowiem było wiadomo, że Kieran nie nawykł do jedzenia ciężkostrawnych rzeczy, zwłaszcza przed snem. Fakt, że jego rodzice kładli nacisk również na to, jak wyglądał sprawił, że przez długi czas jego relacja z jedzeniem była poważnie zaburzona. Wyjazd do kliniki, złość w oczach ojca ilekroć musiał kłamać, że Kieran wyjechał na praktyki, tak naprawdę siedząc w odosobnieniu, starając się dojść do siebie. Piętno zostało odciśnięte, chociaż nie były to rzeczy, o których Burreau mówił komukolwiek. Jedna z tajemnic, które trzymał jedynie dla siebie.
-Bo jestem dla ciebie obcym człowiekiem. Nie wolałbyś poświęcić go komuś szczególnemu? - spytał, nie będąc pewnym czy chce usłyszeć odpowiedź na to pytanie. Coś krzyczało w jego umyśle, że niepotrzebnie porusza niektóre tematy, które już teraz były dla niego niewygodne. Poczuł, jak coś nieprzyjemnie drapie go w gardło, lekko ściskając. - Ale to miłe, naprawdę. Jestem pewien, że twoje naleśniki są dobre - uśmiechnął się po chwili, doceniając sam fakt złożonej propozycji. Czuł się z nią co najmniej dziwnie, jednak coś w środku uczepiło się myśli, że któregoś dnia będzie miał możliwość spróbowania jedzenia przygotowanego przez Benjamina. Nie wiedział, czemu tak bardzo mu na tym zależało, ale powoli przestawał kontrolować wszystko, co działo się w jego wnętrzu. Tak, jakby poznawał siebie na nowo, odkrywając emocje do tej pory głęboko ukryte.
-Czasem ci się zdarza, chociaż nie pasuje to do twojego codziennego ja. To jaki jesteś teraz jest… w porządku - powiedział, na chwilę odwracając głowę. Odpowiadało mu to, jaki był. Wolny, swobodny, zbuntowany. Każda ta cecha idealnie pasowała do Benjamina, będąc zupełnym przeciwieństwem charakteru Burreau. Ciągnęło go do nieznanego, do nowego, do odmiennego.

Przyznaj, że ciągnie cię do niego.

-Ale jak mam wiedzieć czy coś jest dobre czy nie, skoro nie będę tego rozumiał od początku? Albo jeśli zrozumiem coś źle. To mogłoby wywołać niepotrzebny konflikt. Co, jeśli później całkiem opacznie zinterpretuję emocje? - spytał, nieświadomie ściszając głos, jakby to, o czym teraz rozmawiali wymagało tego zabiegu. Jakby poruszali tematy, o których człowiek nie dyskutował każdego dnia. Otworzył się. Nie jakoś bardzo, ale wystarczająco, by poczuć wewnętrzną panikę. Do tej pory nie mówił przy nikim tak wiele o sobie, a przy Benjaminie? Przy nim chciał mówić, by mieć pewność, że go pozna.

Prawdziwego jego.

Chciał też, by Benjamin spędzał z nim czas. Nie nachalnie, nie przypadkiem, ale tak zwyczajnie, jak teraz, kiedy grali w brutalną grę, w którą z nikim nie grałoby mu się tak dobrze, jak z muzykiem. prosta czynność, która nie miała zaowocować niczym pożytecznym, a jednak sprawiła, że Kieran poczuł się tak dobrze, tak normalnie, zapominając o manierach, którymi otaczał się całe swoje życie. Dlatego zabolała go świadomość, że z jakiegoś powodu miałoby się to skończyć.
-Widzisz? Ja nigdy nie wiem kiedy ty żartujesz, a kiedy mówisz poważnie - po raz kolejny z jego ust wydobyło się westchnienie, chociaż poza bezradnością dało się tam usłyszeć nutkę ulgi. Serce bowiem zabiło nieporadnie, przepełnione nieśmiałą radością, że był tu mile widziany.
-Przepraszam, nie chciałem naruszać twojej prywatności. Urzekło mnie tylko to, jacy wydajecie się na tym zdjęciu szczęśliwi - powiedział, kiedy został przyłapany na dotykaniu rzeczy muzyka. Wiedział, że nie powinien, a jednak było to znacznie silniejsze. kolejna rzecz, dzięki której mógł poznać go bardziej. - To musi być przyjemne uczucie - mieć rodzeństwo i świadomość, że zawsze ma się kogoś przy sobie - rzucił. Było mu obce, jak wiele innych. Był jedynakiem stworzonym głównie po to, by przejąć majątek rodziny, przedłużając linię rodu. Wychowywany na sztywnych zasadach bez otoczki zwanej miłością. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby miał rodzeństwo.
-Wiem już jak śpiewasz. Zaprezentowałeś mi to na uczelnianym korytarzu - odpowiedział, zerkając na chłopaka. niemal widział uczucia, którymi ten darzył swoją gitarę. Musiała być dla niego naprawdę ważna.
Chłonął każdą nutę, każde słowo, które wylatywało z ust Benjamina idealnie współgrając z muzyką. Rozkoszował się każdą tonacją, każdym załamaniem głosu chłopaka, który potrafił idealnie wpasować się w kolejne przejścia. Podobał mu się to. Sprawiało, że był zrelaksowany, jakby słuchał najwspanialszej kołysanki. Czuł, jak dźwięki przejmują kontrolę nad jego ciałem, jak każda komórka chłonie i zapamiętuje uczucia szalejące w jego ciele.

To było piękne.

Otworzył oczy, z lekkim uśmiechem przesuwając je po sylwetce chłopaka. Był zupełnie inny, kiedy śpiewał. Wczuwał się, robiąc to z pasją. Fascynowało go to, bo po raz pierwszy miał okazję zobaczyć Benjamina w tej odsłonie. A widok ten podobał mu się na tyle, że nie oderwał od niego spojrzenia nawet, gdy ten przestał śpiewać. Nawet, kiedy jego oczy po raz kolejny natrafiły na te Thallmana, zatrzymując czas w akompaniamencie echa wcześniej śpiewanej piosenki.
-Nie mam zamiaru kłamać, Benjamin. Podobało mi się, naprawdę. Masz talent i naprawdę ładny głos, z odpowiednią nutą seksowności. Nic dziwnego, że fanki za tobą szaleją - powiedział, uśmiechając się do niego. Muzyka nie była mu obca, chociaż po raz pierwszy miał okazję na żywo posłuchać kogoś, kto nie słynął jedynie z tej klasycznej. Odmiana, która spodobała mu się na tyle, że sam pragnął by Benjamin śpiewał mu znacznie częściej.

Czy jego fanki wiedziały, jakie mają szczęście?

Chwilę później dało się słyszeć dzwonek do drzwi, obwieszczający przybycie dostawcy z zamówionym jedzeniem.
-Ja pójdę. Pozwól mi poczuć się przydatnym - powiedział i niekontrolowanie, pod wpływem dziwnego impulsu poklepał chłopaka po udzie, wstając. Zaczynał czuć się zdecydowanie zbyt swobodnie. Mózg zdawał się nie rejestrować, kiedy schodził po schodach, odbierając ostatecznie pakunki. Wręczył młodemu chłopakowi napiwek w postaci pięćdziesięciu dolarów, wracając na górę.
-Chcesz wykarmić armię? Naprawdę planujesz zjeść to wszystko? - spytał, odkładając pudełka na wolny skrawek biurka. Pachniało intensywnie; dla Kierana aż za bardzo. Za zgodą Benjamina otworzył właściwy karton, przyglądając się pizzy ociekającej serem. Podał mu jeden kawałek, samemu z oporem sięgając po kolejny. Fakt, że musiał jeść rękami był dla niego tak niekomfortowy, że aż musiał powstrzymać drgnięcie. Usiadł ponownie na łóżku, co również wydawało mu się irracjonalne, bo kto właściwie jadł w pościeli i ugryzł kawałek, nie przewidując, że ser oraz pepperoni będą tak gorące, boleśnie parząc podniebienie.
-Merde! - wyrzucił z siebie, sięgając po herbatę, którą wcześniej zrobił mu Benjamin, przy okazji omal nie zaplątując się w pościel i tylko cudem udało mu się nie zlecieć z łóżka.
Czemu to właśnie przy Benjaminie musiał wykazywać się ponadprzeciętną niezdarnością?

Regarde ce que tu me fais
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Let me
exhale you...


Pomimo tego, że rozmowa z Kieranem momentami wydawała mu się cholernie męcząca, z każdym kolejnym zdaniem, pytaniem i tymi wszystkimi jego analizami poznawał go coraz bardziej i, o dziwo, czuł się przy nim coraz swobodniej. Gdzieś z tyłu głowy stresował się trochę tym, że może po tym wszystkim Burreau stwierdzi, że jednak nie chce się z nim kolegować, że Benjamin jest dla niego zbyt chaotyczny, zbyt głośny, zbyt... no, Benkowy... jeżeli takie zdanie w słowniku blondasa wogóle istnaiło.. no właśnie, nie był pewien... ALE! Thallman nigdy nie należał do osób, które przesadnie zamartwiały się tym, co będzie później. Lubił po prostu enjoy to, co działo się tu i teraz. Więc pobiegł po tę cholerną herbatę, żeby chwilę później wparować z powrotem do pokoju i zastać Kierana z rodzinnym zdjęciem w dłoniach. I zamiast znowu zastanawiać się, co blondyn o nim pomyśli albo czy przypadkiem nie pokazuje mu za dużo siebie, zdecydował się po prostu ponieść chwili. A jeśli Burreau któregoś dnia stwierdzi, że jednak Benjamin nie był kimś, w czyim towarzystwie chciał spędzać swój wolny czas? Let it be. Jeszcze zmieni zdanie, heh.

''To musi być przyjemne uczucie - mieć rodzeństwo i świadomość, że zawsze ma się kogoś przy sobie''

Benek posłał Kieranowi szeroki uśmiech. - No, coś w ten deseń. - Zerknął na niego kątem oka. - Musieliśmy liczyć głównie na siebie, kiedy nasi rodzice odeszli - westchnął, ale zaraz wzruszył ramionami, nie chcąc robić z tego żadnego big deal, - Ale przynajmniej plusem tego wszystkiego jest to, że jak sam widzisz, jestem teraz cholernie rozpuszczony. - Parsknął pod nosem, bo przecież nie zamierzał dodawać, że Ace przez lata robił wszystko, żeby ani on, ani Clementine nie odczuli za bardzo tego, jak bardzo ich życie się posypało. Benjamin machnął jednak ręką, zostawiając temat tam, gdzie jego miejsce, po czym usadowił się wygodniej z gitarą. - Oh tak, moja pierwsza ballada dla ciebie - rzucił z rozbawieniem, przesuwając palcami po strunach. - Aż tak zapadła ci w pamięć, Burreau? - uniósł brew, posyłając mu zaczepny uśmiech.

Dał się ponieść muzyce, kolejnym akordom i każdej pojedynczej wibracji strun rozchodzącej się pod opuszkami jego palców. Gitara od zawsze działała na niego w ten sam sposób. Wystarczyło kilka pierwszych dźwięków, żeby wszystko dookoła zaczęło robić się trochę mniej istotne. Myśli cichły, a te całe pierdolone napięcie gdzieś odpływało... wszystkie zmartwienia... to, że może już niedługo nie będzie mógł robić tego co kochał, znikało.... Obecność Kierana również działała na niego kojaco, pomimo tylu burzliwych uczuć, które w nim wywierał.

Nie miało to żadnego sensu, co nie? Czuł się trochę tak, jakby dryfował podczas burzliwej nocy gdzieś na środku morza, podczas gdy kolejne fale coraz gwałtowniej rozbijały się o burtę, a mimo tego wszystkiego... on sam zaczynał się uspokajać. Obecność Kierana działała na niego kurewsko kontradykcyjnie. Z jednej strony wprowadzała do jego głowy jeszcze większy chaos, z drugiej sprawiała, że ten cały pierdolony hałas na moment cichł. Thallman nie znał już odpowiedzi właściwie na nic. Nie wiedział, dlaczego tak na niego reagował, czemu zależało mu na kolejnych spotkaniach ani dlaczego spojrzenie Burreau potrafiło zrobić mu z mózgu kompletną kaszkę mannę. Ale może właśnie o to w tym wszystkim chodziło? Może uczucia wcale nie musiały nieść ze sobą odpowiedzi... może czasami wystarczyło po prostu je c z u ć.

Wydźwięczając ostatnią nutę i zatrzymując palce na strunach, Benjamin posłał Kieranowi nonszalancki uśmiech, czekając na werdykt. Oczywiście spodziewał się, że mu się spodobało. No bo hello, znał swoje możliwości i wiedział, że śpiewać potrafił. Ale takiej odpowiedzi? Za żadne skarby. Parsknął śmiechem, czując niemal od razu, jak ciepło wpełza mu na policzki. Nie żeby nigdy wcześniej nie słyszał komplementów. Cholera, słyszał ich całkiem sporo, szczególnie od ludzi, z którymi kończył w trochę mniej niewinnych sytuacjach. Ale tekst o tym, że miał ładny głos z odpowiednią nutą seksowności? HOLY FUCK. - Wow, Burreau, potrafisz człowieka zaskoczyć - rzucił z szerokim uśmiechem.

Już otwierał usta, żeby coś odpowiedzieć, zapewne rzucić kolejnym idiotycznym tekstem i odzyskać choć odrobinę kontroli nad sytuacją, kiedy z dołu rozległ się dzwonek do drzwi. Benjamin ledwie zdążył zerknąć w tamtą stronę, a Kieran już zdecydował, że to on odbierze jedzenie. Um. Co? Thallman zamrugał kilkakrotnie, obserwując, jak blondyn po prostu wychodzi z pokoju, zanim zdążył w ogóle zaprotestować. Przez chwilę siedział nieruchomo, - Ooookej... - mruknął sam do siebie. Odłożył gitarę ostrożnie na bok i oparł się wygodniej, czekając, aż Kieran wróci. Dopiero wtedy, kiedy został sam, przyłożył wierzch dłoni do policzka. Naprawdę się zaczerwienił. Cholera, może blondas rzeczywiście trochę go zawstydził. Benjamin opuścił rękę i westchnął ciężko, przeczesując palcami swoje bujne włosy.

Fucking feelings.

Po chwili Kieran wrócił do pokoju, niosąc ze sobą pudełka pełne pizzy, które Benjamin zamówił nie tylko dla nich, ale też dla swojego rodzeństwa. Benek od razu zerknął na niego, a potem na stos kartonów, unosząc brew. - Ile ci jestem winien, Burreau? - zapytał, wskazując przy okazji, który karton należał do nich. Nie czekając długo, otworzył pudełko i wyciągnął kawałek pizzy, po czym oparł się biodrem o biurko. Ugryzł całkiem spory kawałek i natychmiast tego pożałował, kiedy gorący ser rozciągnął się między pizzą a jego ustami. Fcuuuuck. Gorące. Przeżuł szybko, marszcząc przy tym nos, - Dużo jemy w tym domu, przynajmniej zostanie na jutro - powiedział, zasłaniając usta dłonią, bo jednocześnie próbował mówić i przeżuć pizzę, która nadal była zdecydowanie za gorąca. XD - Albo nie zostanie. Zależy, czy Ace dostanie nocnego gastro ze swoją nie-dziewczyną. - Parsknął pod nosem i sięgnął po kolejny kęs, a po chwili uniósł brew, przyglądając się Kieranowi, kiedy ten sam się oparzył, a dosłownie moment później Benjamin wybuchnął śmiechem, widząc, jak blondyn przypominał jakiegoś ludzika z benny hilla, zaplątując się przy okazji w pościel.

Resztę wieczoru spędzili, śmiejąc się, oglądając filmy i grając w gry. Czas leciał im tak szybko, że Benjamin nawet nie zauważył, kiedy zrobiła się prawie czwarta nad ranem, a Kieran zaczął zbierać się z powrotem do domu. I chyba właśnie wtedy dotarło do niego, że coraz bardziej podobało mu się spędzanie czasu w jego t o w a r z y s t w i e.... i nie chciał, żeby to się kończyło.

k o n i e c


gaming buddy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#9”