Wiedziała, że Hunter był oddany swoim sprawom oraz oddany temu, aby działać na froncie najlepiej jak się dało. O to przecież też walczył z nią samą w gabinecie, aby móc powrócić do zawodu. Tak cholernie chciał tam wrócić. Tak mocno upierał się, że jest gotowy. Tak niesamowicie starał się udowodnić, iż to tam jest jego miejsce, a nie w domu, z ciepłych kapciach i z pilotem w ręku. I na co to mu przyszło? I na co się pchał do miejsca, gdzie nie powinien być? Gdzie ewidentnie wszyscy mieli rację aby się nie wygłupiał i dał sobie na wstrzymanie, a teraz zapłacił najwyższą cenne tej zawziętości…
Słuchała generała, gdy zaczął odpowiadać na jej pytanie o tym, co się stało. To mogło jej pomóc zrozumieć sytuację. To mogło pomóc w przetworzeniu informacji. I chociaż nikt do tej pory się nie odezwał prócz niego, nagle wystąpił bardzo młody żołnierz przed
szereg, zasalutował do niej oraz do tego z wyższą rangą, prosząc o możliwość powiedzenia dalej, przedstawiając się na początku. Chociaż nie wiedziała czy w ogóle spamięta jak się nazywa przez to wszystko, co obecnie się dzieje. Przez ten chaos, który pojawił się w głowie kobiety. Przez to, że Itchel patrzyła na nią tak smutnymi oczami, iż jeszcze bardziej wylewały się z niej łzy, nie mając świadomości tego jak w ogóle powinna przekazać psince taką informację, by rzeczywiście to zrozumiała.
Choć, co może być dziwne, odniosła wrażenie, że Itchel już wiedziała… Ale to też może i nie jest dziwne, skoro psy potrafią wyczuć takiego typu rzeczy…
Niemniej patrzyła na chłopaka, mimo iż jej samej było bardzo ciężko utrzymać kontakt wzrokowy, gdy opowiadał o sytuacji. Tym bardziej uciekła spojrzeniem na słuch o strzelaniu, o tym że oberwał, że upadł.. że przeciągnęli go w bezpieczne miejsce…
Ze było za późno.
Mocno ścisnęła powieki na wieść o wykrwawieniu się oraz że ostatnim co powiedział to jej imię oraz…
— Takie imię zaproponowałam jak okaże się, że będzie syn… — powiedziała na głos, chociaż nie wiedziała po co to powiedziała. Mimo to, instynktownie położyła dłoń na brzuchu, wiedząc że znajduje się tam maleństwo, dla którego musiała żyć.
I co zarazem dało jej do myślenia, iż to maleństwo właśnie straciło jednego rodzica. Straciło tatę… Straciło najfajniejszego kandydata na ojca na tym świecie. Że jedynie dowie się o Hunterze z opowieści oraz zdjęć, które kiedyś pokaże, choć i tak zbyt wiele nie zdołali ich napstrykać, bowiem chcieli napawać się chwilą, a nie przeznaczać ten sam czas na ustawianie się do aparatu, by mieć iście instagramowe foteczki. Co prawda, ma na telefonie zdjęcia zrobione mu z ukrycia, ale… czy to wystarczy, aby pokazać dziecku pełny obraz tego, kim jest… kim
był tata?
Pomimo to, podniosła w końcu głowę i spojrzała na szeregowego gdy skończył mówić. Widziała, że uwiązł mu głos, że nie potrafił zebrać się w sobie by powiedzieć więcej… Pewnie nie jest tego świadomy, a ona sama nie znajdzie się nigdy w jego sytuacji, to jednak rozumiała go na swój sposób. Podziękowała mu kiwnięciem głowy, samej mając obecnie ponownie problem z powiedzeniem czegoś na głos, gdyż przedstawiona historia dobiła ją na tyle by dać pewność, iż Hunter naprawdę zniknął z ich życia.
Spojrzała na kogoś innego, kto przekazał jej woreczek z rzeczami, nie spodziewając się że jakieś będą - a że jak już są, to trafią one do niej, a nie do mamy czy Andrei. Domyślała się, iż niezbyt grzecznym jest teraz przeglądanie co znajduje się w środku, to nie mogła się oprzeć by nie sprawdzić. Wtedy zauważyła jego telefon, a po przypadkowym kliknięciu na boczny przycisk smartphone’a dostrzegła powiadomienia z wiadomościami, jakie dopiero co mu wysłała… Ścisnęło jej serce ponownie na ten widok, tym bardziej dobijającym stał się fakt dlaczego w dalszym ciągu smsy nie są odczytane. Przesunęła palcem po nieśmiertelniku oraz zegarku, a dopiero na koniec dostrzegając złożony papier - uświadamiając sobie że to ich wspólne zdjęcie. Miała takie samo w portfelu - tyle, że to jej nie było brudne… nie miało na sobie
krwi. Na ów widok przyłożyła drugą dłoń na ust i rozpłakała się znów raz jeszcze większą falą, dając emocjom wyjść na zewnątrz, nie przejmując się czymkolwiek.
Znów zadarła głowę, gdy odkaszlnęła przez nazbierane powietrze do płuc, patrząc na generała informującego o przewiezieniu jego… ciała. Zaczęła delikatnie przykrywać wewnętrzną stronę policzka przez te ułamki sekund.
— Czy jego mama i siostra już wiedzą..? — nie wiedziała jak to wyglądało i w jakiej kolejności wybrali się do kogo. Co prawda, domyślała się że oni byli członkami rodziny, więc zapewne byli pierwszymi których odwiedzili, a ona
jedynie dziewczyną, lecz wolała się upewnić.
Hunter Matthews Łoś Superktoś